*Cykl IX nauk: Serce Jezusa źródłem życia łaski, hierarchii, sakramentów, dziejów Kościoła i celem wszystkiego — ks. Marian Morawski.*
*Serce Jezusa jest źródłem życia łaski, czyli życia wewnętrznego Kościoła.*
Jam jest winna macica, wyście latorośle. > (Jan XV. 5.)
**Wstęp.**
Częstoście słyszeli, najmilsi w Panu, nauki o Najsłodszem Sercu Jezusowem, osobliwie w tym kościółku Jego czci poświęconym; wieleście czytali o tem nabożeństwie pobożnych i wybornych książek, tak dalece, iż zdaje się trudno w tym przedmiocie podać nowy pokarm duchowny waszym sercom, które przecież pragną ciągle wzrastać w poznaniu i miłości Boskiego Serca. Ale dotąd podobno rozważaliście głównie, czem jest Serce Jezusowe dla duszy waszej, odnośnie do prywatnego życia i osobistej doskonałości waszej. Otóż w przeciągu tego dziewięciodniowego nabożeństwa będziemy się starali poznać stosunki Serca Jezusowego do Kościoła w całości
uważanego. Zobaczymy, że Serce Jezusowe jest sercem Kościoła. Jako bowiem w organizmie człowieka serce jest środkiem życia: z serca wypływa krew ożywiająca całe ciało, i do serca znowu wszystka powraca, tak i w ciele mistycznem Kościoła, Serce Jezusowe jest tym środkiem, z którego płynie wszystko życie Kościoła Św.: i życie wewnętrzne t. j. łaska i cnoty wlane, i zewnętrzne życia objawy, cała hierarchia, Sakramenta, ofiara — i znów ku temu środkowi wszystko się zwraca, do tegoż Serca całe życie Kościoła płynie.
Nad temi rzeczami zastanawiać się będziemy w tych dziewięciu naukach.
Jest to założenie trudne, wymagające uwagi, ale przytem bardzo pożyteczne, bo nam da lepiej poznać te dwa przedmioty, ku którym powinny być ciągle zwrócone nasze umysły i nasze serca: Serce Jezusa i Kościół święty. Prośmy więc pokornie o światło Ducha Św. i o rozgrzanie serc naszych, abyśmy coraz lepiej poznawali te dwa najdroższe przedmioty, i przez to coraz bardziej je pokochali. Przez przyczynę N. Maryi Panny, Matki Serca Jezusowego.
**Wykład dogmatyczny.**
Gdy Bóg miał stworzyć Ewę, spuścił — jak mówi Pismo św. — sen na Adama, i z boku śpiącego wyjął żebro, z którego utworzył matkę rodzaju ludzkiego. W tym czynie Boga Ojcowie Święci widzą i prorocze podobieństwo i figurę utworzenia Kościoła, oblubienicy Chrystusowej. Gdy bowiem Chrystus, drugi Adam i duchowna głowa ludzkiego rodzaju, snem śmierci na krzyżu zasnął, z woli Bożej bok Mu otworzono, i wypłynęła krew i woda: krew naszego odkupienia i woda Chrztu św., skąd powstał Kościół Św., matka odrodzonej ludzkości.
Kościół więc wyszedł z Serca Jezusowego. Otóż z tego samego źródła, z którego wypłynął, czerpie on też ustawicznie życie. Aby to dobrze pojąć, trzeba mieć przed oczyma cały bieg tego Boskiego życia w ludzkości. Oto jego główne momenta:
1. Żadna z istot stworzonych nie mogła Bogu godnej czci oddawać, a po upadku żadna nie mogła zadosyćuczynić. Była przestrzeń nieskończona między Bogiem a stworzeniem. Dlatego Słowo stało się ciałem, aby połączyć w sobie stworzenie z Bogiem, być ogniwem między niebem a ziemią. I to jest wielka tajemnica, której odkrycie policza św. Paweł między najwyższe dary Boże. Nam oznajmił — mówi — tajemnicę woli swojej, wedle upodobania swojego, którą był postanowił w nim, w rozrządzeniu pełności czasów, aby w Chrystusie wszystko naprawił, i to co jest na niebesiech i to co jest na ziemi w nimże (Efez. I. 9). W pierwotnym języku Pisma zamiast: aby naprawił, powiedziano: aby wszystkiemu dał głowę, aby wszystko skupił pod jedną głowę (Rzym. VIII. 29 i 30).
2. Ten Bóg wcielony jako człowiek, oddaje Ojcu swemu cześć zupełnie innego rodzaju, niż stworzenie oddawać może; jako Syn najmilszy ma prawo do łaski Ojca swego i do dziedzictwa synowskiego, t. j. do tego szczęścia, które jest Bogu właściwem: oglądać istotę Boską — od czego wszelkie stworzenie jest nieskończenie dalekiem.
3. Ale ten Bóg wcielony chce też mieć braci; to szczęście, ten zaszczyt takiego zbliżenia do Boga i synostwa Bożego, które mu jest własnem, chce udzielić innym istotom rozumnym. Zbliżając się do ich natury ludzkiej, chce ich zbliżyć do swej natury Boskiej, i to życie Boskie, które tli w Jego Sercu, im udziela, czyni ich uczestnikami Boskiej natury. Dał im moc, aby się stali synami Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego (Jan I. 12). Albowiem które przejrzał, te też przeznaczył, aby byli podobnymi obrazowi Syna Jego, żeby On był pierworodny między wielą braćmi. A które przeznaczył, te też i wezwał, a które wezwał, te też usprawiedliwił, a które usprawiedliwił, one też uwielbił (Rzym. VIII. 29 i 30).
4. Wszystkich ludzi powołuje do tego braterstwa, wszystkim poddaje łaski uczynkowe, prowadzące do wiary, a tym, którzy tym łaskom są powolni, daje łaskę poświęcającą, która ich czyni synami Bożymi, i cnoty wiary, nadziei i miłości, któremi z Nim są spojeni, i póki z Nim są spojeni, czerpią z Niego to życie Boskie, jak z winnej macicy latorośle.
5. Źródłem zaś tego życia Boskiego jest Serce P. Jezusa a) dlatego, że Serce jest źródłem krwi Boskiej, której wylaniem P. Jezus uczynił nas uczestnikami swej Boskiej natury; b) dlatego, że Serce jest organem ludzkiej miłości, i z niego wyszedł ten akt poddania się śmierci, który nas odkupił.
6. I tak wszyscy, którzy są spojeni z Chrystusem, stanowią duchowną jedność, olbrzymie społeczeństwo, ogarniające wszystkie wieki ludzkości; a Chrystus w środku wieków jest łącznią wszystkiego. Ci, którzy byli przed Chrystusem, przez wiarę w przyszłego Mesyasza czerpali z Niego łaskę i życie Boskie, a ci, którzy po Nim żyją, czerpią z Niego uświęcenie i przeobrażają się na Jego podobieństwo. Jako źródło na szczycie góry rozlewa po obu schyłkach strumienie wody, tak P. Jezus jest na szczycie ludzkości, i z źródła Jego Boskiego Serca spływają w przeszłość i przyszłość zdroje łaski i żywota Boskiego.
7. Otóż ta jedność duchowa, to społeczeństwo ludzi zjednoczonych, jest to Kościół w swem najpełniejszem znaczeniu. Pismo Św., chcąc nam dać wyobrażenie, jak ściśle jesteśmy z Chrystusem Panem połączeni i jak rzeczywiście, powiada, że Kościół jest ciałem Chrystusowem, a członki Kościoła członkami Chrystusa, z Nim połączeni, jak członki z całością, i z Niego biorący życie, jak członki czerpią ze serca krew żywotną. Albowiem jako ciało jedno jest, a wszystkie członki ciała jednego, choć ich wiele jest, wszakże są jednem ciałem: takżeć i Chrystus. Albowiem w jednym duchu my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni... a wszyscy jednym duchem jesteśmy napojeni (1. Korynt. XII. 12—13).
Taki więc jest Kościół, jako duchowna spójnia z Jezusem; do niego należą wszyscy sprawiedliwi starego i nowego testamentu, dusze czyścowe i Święci w niebie; wszyscy bowiem są braćmi Pana Jezusa i z Nim duchowo spojeni, dlatego św. Paweł mówi, że Kościół jest Jerozolimą niebieską (Żyd. XII. 22), że Chrystus jest głową Aniołów (Kol. II. 10).
A ktokolwiek do tej jedności nie należy, ten nie może być zbawionym, bo Chrystus jest drogą: nikt nie przychodzi do Ojca tylko przez Niego (Jan XIV. 6). On jest winną macicą, a wszelka latorośl, która nie jest w Nim, rzucona będzie w ogień (Jan XV. 6).
Ale oprócz tej spójni duchowej Kościół ma na ziemi spójnię widzialną, urządzenie i hierarchię ludzką; pierwsza spójnia jest jakoby duszą Kościoła, druga jego ciałem. I ta druga też pochodzi z Serca Jezusowego. Lecz o tem w drugiej nauce.
**Zastosowanie moralne.**
Kiedy z Serca Jezusowego płynie całe życie łaski w Kościele, to ceńmy i kochajmy tę łaskę nad wszystko, nad życie. Kiedy z Serca Jezusowego płynie to życie łaski, to się zbliżajmy do tego źródła, aby z niego czerpać wodę wytryskującą na żywot wieczny. Jednoczmy się z tem Boskiem Sercem. Uchylajmy przez umartwienie zwłaszcza wewnętrzne to, co nam do tego zjednoczenia przeszkadza, co rozdźwięk sprawia między naszemi sercami a tem Sercem. Jednoczmy się z Niem przez miłość, przez modlitwę, przez gorące do tego Serca nabożeństwo.
---
*Serce Jezusa jest źródłem hierarchii kościelnej, czyli życia zewnętrznego Kościoła.*
A tenże dał niektóre Apostoły, a niektóre Proroki, a drugie Ewangielisty, a inne pasterze i doktory... ku budowaniu ciała Chrystusowego. > (Efez. IV. 11—12.)
**Wstęp.**
Widzieliśmy wczoraj, jak ze Serca Pana Jezusa płyną zdroje łaski jako krew ożywiająca ciało mistyczne Kościoła, i jak przez to współużywanie duchownego życia jesteśmy wszyscy połączeni z P. Jezusem, jak winne latorośle z macicą. Ta duchowa jedność uważana być może jako dusza Kościoła. Ale oprócz takowej jest też, jakom rzekł, jedność widoma, spójnia i urządzenie widzialne, hierarchia Kościoła na ziemi. I o tejże dziś mówić przyrzekłem i pokazać, że i ona z Serca Jezusa bierze początek, i z Niego wciąż czerpie swą moc i działalność.
**Wykład dogmatyczny.**
Miłość, podobnie jak ogień, dąży do udzielania i szerzenia się. Przeto miłość Serca Jezusowego nie poprzestaje na tem, że nas z Panem Jezusem łączy przez wiarę, nadzieję, miłość i całe życie łaski, z tegoż Serca płynące, ale też nas między sobą łączy i jednoczy, a łączy nie jakkolwiek, lecz w pewnym porządku, organicznie, jak członki ciała, z których każdy ma swoje miejsce, swoje stawy, swoje czynności, i pewnym porządkiem przez pośrednictwo innych członków otrzymuje ożywiającą krew, ruch i życie. Takiego też rodzaju całością kształtną i organiczną jest Kościół Chrystusowy.
1. Wiemy z niektórych wskazówek Pisma Św. a osobliwie z podania, że i ta część Kościoła, która w niebie króluje, ma taką hierarchię, takie porządne stopniowanie. Wiemy, że Aniołowie podzieleni są na trzy hierarchie, do których zapewne włączeni są i ludzie święci, gdy przychodzą do nieba zastąpić miejsca upadłych aniołów. Te hierarchie znowu podzielone są na chóry, jedne drugim podległe i podporządkowane, i choć wszyscy są z samym Bogiem bezpośrednio połączeni, jednak rozkazy Boskie przez wyższe chóry do niższych zstępują.
Podobnież i w Kościele wojującym musiało być organiczne połączenie i podporządkowanie członków, hierarchia, nietylko duchowa jak w niebie, ale widoma, z ludzi złożona i widomymi ludzkimi stosunkami przełożeństwa i podwładności powiązana. Pan Jezus chciał, aby to życie łaski z Jego Serca płynące, za pomocą środków od Niego postanowionych, t. j. nauki wiary, Sakramentów, rządów duchownych, spływało pewnym porządkiem od wyższych członków do niższych, i w każdym członku rodziło owoce zbawienia mniej lub więcej obfite, nie według godności i stanowiska, jakie członek zajmuje w ciele Kościoła, ale według wewnętrznego stanu i duchownego zdrowia każdego członka.
To nam tłumaczy Św. Paweł w liście do Efezów, rozdz. IV. 11—16 (przeczytać i wytłumaczyć ten tekst).
2. Tak się więc wysnuwa ta wspaniała hierarchia kościelna. Na czele Piotr, wiecznie w swych następcach żyjący, całą władzą Apostołów piastujący, namiestnik Chrystusa, widoma głowa, ojciec i pasterz wszystkich wiernych, któremu rzekł Chrystus: Paś baranki moje (Jan XXI. 15)! Pod nim biskupi, wezwani do udziału w pasterstwie, do których Piotr pisze: Paście trzodę Bożą, która jest między wami (1. Piotr V. 2). Każdy ma pewną cząstkę owczarni Pańskiej sobie powierzoną, i do pomocy niższych kapłanów, którzy go wyręczają, i w jego imieniu pasą owieczki; jednym stale powierza pewną część wiernych, a drudzy są do pomocy na każde wezwanie, gdzie się okaże większa potrzeba.
Ta hierarchia jest więc z ludzi złożona, ale jej urządzenia i jej czynności nie są ludzkie, lecz płyną z Serca Jezusowego, bo najpierw Pan Jezus, w miłości swego Serca pragnąc wszystko powiązać i harmonijnie zjednoczyć, ten porządek i te czynności ustanowił; a po drugie, bo z tegoż Serca, jakeśmy widzieli, płyną duchowne dary, którymi ta hierarchia jest obdarzona, nadnaturalny charakter, którym jest nacechowana, i łaski, które się przez jej posługę udzielają.
Dlatego to Pan Jezus na podwalinę tej hierarchii wybrał prostych rybaków, dlatego i dziś dopuszcza często niedostatki nauki i cnoty, aby pokazać, że ludzki element niewiele znaczy, ale że w nim jest moc Boża i płynie życie Serca Jezusowego.
3. Ta hierarchia jest ludzka, wszelkim ludzkim słabościom podległa, a przecież nadludzkich i Boskich rzeczy dokazała: a) nawrócenie świata, b) utrzymanie jedności wiary, c) świętość i wielkość moralna, zwłaszcza jej członków (82 papieży na ołtarzach). A zatem nie sam ludzki tam działa element, ale moc Boża, z Serca Jezusa płynąca.
Drugi znak pewny, że ta hierarchia pochodzi z Serca Jezusa, jest to miłość, która w jej rządach i wszystkich jej czynnościach panuje i jest ostatniem słowem wszystkich jej spraw — jak mówi św. Paweł w miejscu przytoczonem: czyniąc pomnożenie (wzrost) ciała ku zbudowaniu samego siebie w miłości. Lecz o tem mówić będę, gdy pokażę, że prawo Kościoła jest prawem miłości, płynącem z Serca Jezusa, źródła wszelkiej miłości na ziemi.
Takiej hierarchii nie mają i mieć nie mogą inne religie, lecz albo żadnej nie mają, albo wzgardzoną i bezwładną. Ona jest właściwością prawdziwego Kościoła, i tworzy z poddanym jej ludem wiernym społeczność widzialną, ciało Kościoła, do którego wszyscy należeć muszą z rozkazu Pana Jezusa, a którzy jej wypowiadają posłuszeństwo, już tem samem nie należą do Kościoła Chrystusa.
**Zastosowanie moralne.**
My więc, którzyśmy otrzymali tę hierarchię od Serca Jezusa, stójmy wiernie przy niej, stójmy w tym porządku, w którym nas Bóg postawił, bo członek, choć nie odcięty, ale ze swego miejsca ruszony, sprawia ból całemu ciału i wkrótce umiera.
O ile się wyłamujemy z posłuszeństwa i wpływu tej hierarchii, o ile usuwamy się od jej nauki i duchownych usług, o tyle oddalamy się od tego koryta, którem płynie łaska i życie nadnaturalne z Serca Jezusowego.
Wreszcie czcijmy i szanujmy ich jako naczynia łask z Boskiego Serca, chociażbyśmy widzieli w nich niedostatki. Gdy widzisz kielich szpetny, odarty ze złota, smucisz się tym widokiem, jeśli możesz, przyczyniasz się do jego naprawy, lecz nim nie pomiatasz, szanujesz go czcią religijną zarówno jak złoty, bo w kielichu nie patrzysz na metal, ale na namaszczenie olejem świętym i użytek przy ofierze.
---
*Serce Jezusa jest źródłem Sakramentów, czyli czynów żywotnych Kościoła.*
Będziecie czerpać wody z radością ze zdrojów Zbawicielowych. > (Izaj. XII. 3.)
**Wstęp.**
Widzieliśmy dotąd, jak życie wewnętrzne Kościoła, t. j. życie łaski, tudzież zewnętrzny jego kształt i urządzenie, czyli hierarchia, pochodzą z Serca Jezusowego. Dziś dalej w ustrój tego życia Kościoła wglądając, przypatrzymy się czynom tego życia i stosunkom, które wiążą tę hierarchię zewnętrzną z życiem łaski. Widzieliśmy ze słów Św. Pawła, że celem i użytkiem hierarchii jest udzielanie i pomnażanie tego życia, wzrost ciała Chrystusowego. Ale jakim sposobem? jakimi środkami i czynami? To nam odkrywa św. Paweł w tych słowach: Albowiem w jednym duchu my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni, a wszyscy jednym duchem jesteśmy napojeni (1. Kor. XII. 13). Tymi środkami więc, którymi hierarchia buduje ciało Chrystusowe, są Sakramenta. A Sakramenta z Serca Jezusowego płyną. To będzie przedmiotem tej nauki.
**Wykład dogmatyczny.**
I. Przedewszystkiem zobaczmy, jakie miejsce zajmują Sakramenta w ekonomii odkupienia. Z Adama rodzimy się w porządku natury, z Chrystusa w porządku ducha. Od Adama po upadku spływa na nas grzech i skłonność do grzechu, od Chrystusa zaś spływa łaska, która jest zarazem zagładą grzechu, skłonnością i pomocą do dobrego. Od Adama spływa na nas zło, bez naszej woli i wiedzy, konieczną drogą rodzenia, bo jest niejako wszczepione w naturę. Od Chrystusa zaś nie wypadało, aby łaska spływała drogą konieczną, ponieważ Bóg chciał, aby nasze zbawienie było zależne od naszego przyzwolenia. Spływa więc na nas łaska przez pewne środki, których użycie jest naszej woli zostawione — a tymi są Sakramenta.
Chrystus za wszystkich krew przelał, z Jego Serca na krzyżu otwartego płyną potoki łaski, ale drogą Sakramentów. W raju cztery rzeki wypływały ze źródła, w najpiękniejszem miejscu pośrodku Edenu ukrytego, które nazywa Pismo Św. miejscem rozkoszy; a w Kościele z Serca Jezusa, prawdziwego miejsca Boskiej rozkoszy wśród Kościoła, siedm rzek wody żywota wytryskuje, i oblewają świat cały; kto chce, może przystąpić i czerpać. O tem mówił Prorok: Będziecie czerpać wody z radością ze zdrojów Zbawicielowych (Izaj. XII. 3).
II. Teraz przypatrzmy się bliżej naturze tych Sakramentów — i ta nam objawi stosunek ich do Serca Jezusowego. Pan Jezus powiedział: Dobry człowiek z dobrego skarbu serca swego dobywa rzeczy dobre (Mat. XII. 35). I w istocie, serce nietylko jest źródłem i środkiem życia fizycznego i fizycznych czynów, ale i w moralnem życiu ma to znaczenie: od serca pochodzi wartość moralna spraw człowieka. Serce więc Jezusowe jest źródłem Jego spraw. Stąd też one noszą podwójną cechę swego pochodzenia. Jako w tem Sercu łączy się Bóstwo z człowieczeństwem, tak i te sprawy mają element Boski i element ludzki; jak to Serce jest ogniskiem doskonałej świętości, tak i te sprawy dążą do uświęcenia. Otóż Pan Jezus nietylko takie sprawy Bosko ludzkie czynił za życia, w swem ciele fizycznem, ale takowe też czyni w ciele mistycznem, w Kościele. A tymi czynami są Sakramenta, mające to samo pochodzenie i te same cechy, co pierwsze.
Widzisz, jak polewają wodą głowę dziecięcia, jak namaszczają olejem Świętym, jak nad chlebem i winem wymawiają tajemnicze słowa, jak w trybunale pokuty odbywa się sąd — i z zadziwieniem pytasz, jak to być może, aby to polanie wodą odradzało duszę?.. Na to odpowiadam: A jak to być mogło, że gdy Chrystus rzekł paralitykowi: Wstań — on wstał i poszedł do domu swego? Gdy rzekł do tegoż paralityka: Odpuszczają ci się grzechy twoje, — one zostały mu odpuszczone. Otóż takim samym sposobem Sakramenta są skuteczne, bo są równie rzeczywiście czynem Pana Jezusa. On sam, ustanawiając te Sakramenta, dał moc swej hierarchii, aby, w Jego imieniu czyniąc co nakazał, odtwarzała Jego czyny Bosko ludzkie. Inaczej mówiąc: obrał ich jako narzędzia, używa ich jako członków, przez które ciągle czyni cuda łaski, sprawy Bosko ludzkie. Kapłan w imieniu, w osobie Chrystusa wymawia słowa, wykonywa czyny, Chrystus je za swoje uznaje, Ojciec niebieski patrzy na nie, jako na słowa i czyny Syna swego, widzi w nich nieskończoną godność Osoby działającej, nieskończone zasługi Jego krwi przelanej, które do tych czynów przywiązał; i dlatego te słowa i czyny, choć z ust i rąk nędznego śmiertelnika wychodzące, są tak cudownie skuteczne: rozporządzają poniekąd wszechmocą Bożą.
Kapłani są więc tylko narzędziami lub raczej członkami, przeto ich nazywają św. Ojcowie rękami i ustami Chrystusa. Stąd jak mało w arcydziele sztuki przypisujemy pędzlowi lub dłutu, tak mało w Sakramencie przypisujemy kapłanowi. Gdy więc widzisz sprawowanie Chrztu lub innych Sakramentów, gdy klękasz przy trybunale Pokuty, gdy jesteś przy najświętszej Ofierze, nie patrz na człowieka, ale oczami wiary przenikaj oponę zmysłów i przypatruj się i oddawaj cześć Chrystusowi. Oczy ci ukazują słabego śmiertelnika, ale wiara ukazuje w nim członka P. Jezusa, którym P. Jezus w tej chwili działa, i w tych grzesznych ustach są słowa Boskie, i w tej prawicy, która cię żegna, jest moc Najwyższego. Każdy świecki człowiecze — mówi św. Chryzostom — gdy widzisz kapłana przy ołtarzu Ofiarę sprawującego, nie sądź, że ten śmiertelnik ją sprawuje, ale ręka Chrystusa niewidomie wyciągnięta.
Stąd też w Sakramentach łaska i skuteczność nie pochodzą od człowieka, który je udziela, ani od tego, który przyjmuje, ale płyną z serca Jezusowego.
Nie pochodzą od tego, który je sprawuje. Więc czy on dobry, czy zły, równą skuteczność mają Sakramenta przez niego sprawowane. Czy Piotr chrzci, czy Judasz chrzci — mówi św. Augustyn — toć Chrystus chrzci (S. Augustinus Tract. 6. in Joann. ante med., vide Breviar. lect. IX. Dom. I. post Epiph.).
Nie pochodzą też od tego, który przyjmuje. Łaska sakramentalna, którą w spowiedzi lub Komunii otrzymujemy, nie jest wysługą skruchy lub innego przygotowania, ale dana nam jest bez porównania obficiej, niżbyśmy wysłużyć mogli, mocą samego czynu Chrystusowego. Tem się różnią nasze Sakramenta od starozakonnych, i od innych obrzędów kościelnych. Stąd Chrzest daje się niemowlętom, Pomazanie nieprzytomnym, dawniej i Komunia dzieciom.
Jednakowoż u dorosłych ta łaska może być przeszkodzoną przez grzech, lub daną w różnej obfitości w stosunku do przygotowania. Z jakiem naczyniem przyjdziesz zaczerpnąć z tych siedmiu rzek, tyle wody żywej odniesiesz. (Porównanie z ogniem, które nie trawi drzewa wilgotnego, a suche tem łatwiej pali, im bardziej wyschłe).
III. Jeszcze jedno mamy wziąć na uwagę: odpowiedność siedmiu Sakramentów do potrzeb członków i całości Kościoła, i jakoby wplatanie się tych żył w ciało kościelne. Serce Jezusa, będąc sercem Kościoła, nietylko wlewa każdemu członkowi strumieniami Sakramentów sok żywotny łaski, w odpowiednich chwilach jego życia duchownego, ale też główne potrzeby życia społecznego Kościoła opatruje sakramentalnemi łaskami.
W życiu ziemskiem człowieka jest jakoby pięć epok: pierwszy krok, narodzenie; dalej wzrost i wzmacnianie się; dalej dla utrzymania życia pokarm, i w razie szwanku lekarstwo, nakoniec śmierć. Podobnie w życiu Bożem jest pięć odpowiednich chwil i potrzeb, do których płynie z Serca Jezusa pięć Sakramentów.
Życie zaś społeczne Kościoła, podobnie jak każdego społeczeństwa, polega na dwóch pierwiastkach: mnogości, którym jest lud, i jedności skupiającej tę mnogość, którym jest władza. Pierwszemu odpowiada Sakrament Małżeństwa, który uświęca rozmnożenie ludu chrześcijańskiego, dając łaskę do wychowania dzieci, a drugiemu odpowiada kapłaństwo, które poświęca hierarchię Kościoła.
W Sakramentach zatem znajdujemy wszelkie skarby duchowne, których zapragnąć możemy. Łaskę poświęcającą każdy Sakrament nam daje lub powiększa. A oprócz tego łaski uczynkowe każdy przynosi odpowiednio do swego właściwego celu i zadania: łaski do unikania grzechu i zwalczania pokus płyną z Pokuty i Najśw. Sakramentu; łaski męstwa i stałości w trudnościach i niebezpieczeństwach z Bierzmowania; łaski do ogólnych obowiązków chrześcijan z Chrztu, do obowiązków stanu z Kapłaństwa lub Małżeństwa; w ciężkiej chorobie z Olejów św.; wreszcie łaski do największych cnót, najtrudniejszych czynów, zwłaszcza do królowej cnót, miłości — z Najśw. Sakramentu.
**Zastosowanie moralne.**
Otwarty więc nam jest w pośrodku Kościoła skarb niewyczerpany Serca Jezusa, odkryte źródło wody żywej, wytryskującej na żywot wieczny. Idźmy doń z ochotą i czerpajmy z weselem ze źródeł Zbawicielowych.
Ale pamiętajmy, że im większe naczynie przyniesiemy, im serce nasze będzie bardziej rozprzestrzenione skruchą, miłością, tem więcej zaczerpniemy. To nam tłumaczy, czemu jedni mało korzystają ze spowiedzi i Komunii świętej, inni zaś tak wiele, że, jak mówi św. Magdalena de Pazzis, jedna Komunia wystarcza, aby nas uświęcić.
Gdy więc przystępujemy do Sakramentów, idźmy prosto do źródła; błagajmy Serce Jezusowe o łaski nam potrzebne w jak największej obfitości; a w samem przyjęciu nie patrzmy na człowieka, ale na Jezusa, który z Serca swego wylewa wtedy na nas zdroje łaski.
---
*Serce Jezusa jest źródłem Najśw. Sakramentu, czyli środka Kościoła.*
Bo jeden chleb, jedno ciało nas wiele jesteśmy, wszyscy, którzy z jednego chleba uczestnikami jesteśmy. > (I. Korynt. X. 17.)
**Wstęp.**
Mówiliśmy wczoraj o Sakramentach w ogólności, i widzieliśmy ich stosunek do Serca Jezusa. Każdy z nich zasługiwałby na szczególne badanie, ale tego nie dozwalają ciasne granice dziewięciu nauk. Lecz Sakrament Sakramentów, Najświętszy Sakrament wymaga, abyśmy nad nim osobno się zastanowili, albowiem ściślej niż inne Sakramenta z naszym przedmiotem jest złączony. Inne Sakramenta złączone są z Najświętszem Sercem o tyle, że przez nie łaska z niego płynie; ten zaś samo to Serce posiada i nam daje.
Zobaczymy więc dziś, jak ten Sakrament, pod każdym względem uważany, jest dziełem Najsł. Serca. W rzeczy samej Najśw. Serce żądało, aby P. Jezus jako człowiek mieszkał zawsze między nami. Ono żądało, aby mieszkał nie w swej naturalnej postaci, ale utajony. Żądało wreszcie, aby to utajenie było właśnie pod postacią chleba — a wynikiem tych żądań jest Najśw. Sakrament.
**Wykład dogmatyczny.**
I. Serce Jezusa żądało, aby P. Jezus pozostał z nami jako człowiek.
1. Jakób starzec, usłyszawszy o synu swym w Egipcie, z miłości ojcowskiej mówił: Pójdę a oglądam go pierwej, nim umrę (Rodz. XLV. 28). Rut, gdy jej świekra Noemi radziła, aby szła szukać szczęścia w lepszej krainie, miłością córki mówiła: Nie przeciwiaj mi się, abym cię opuściła i odeszła, bo gdzie się kolwiek obrócisz, pójdę, a gdzie będziesz mieszkać, i ja pospołu mieszkać będę... tylko sama śmierć mnie i ciebie rozłączy (Rut. I. 16—17). Elizeusz, gdy mu Eliasz pozostać kazał, miłością wiernego sługi i przyjaciela zawołał: Żyje Bóg, iż cię nie opuszczę (4. Król. II. 2). Piotr Św., miłością Jezusa swego Pana i Boga powodowany, zaledwo Go ujrzał z daleka, rzucił się w toń morską (Mat. XIV. 29). Wszelka więc miłość dąży do zbliżenia, pragnie obecności. Nie zaspakaja jej obecność przedmiotu w myśli, ale raczej nagli do szukania obecności rzeczywistej. Tę własność zna też miłość P. Jezusa ku nam. O tem świadczy w Księdze Przypowieści, mówiąc, jako Mądrość przedwieczna: Rozkoszą moją być z synami ludzkimi (Przyp. VIII. 31). To mówi Syn Boży jako Bóg, i to pragnienie Boskiej miłości jest nasycone, bo Bóg jest nam zawsze obecny. Ale stawszy się człowiekiem, przybrał Serce ludzkie, którem począł miłować nas jako człowiek. I tem samem w tem Sercu powstało pragnienie być nam obecnym jako człowiek. I oto z tego pragnienia, wrodzonego Sercu P. Jezusa, kiełkuje myśl Najśw. Sakramentu.
2. Dalej, toż Serce, drugą własnością miłości, pragnie od umiłowanych wzajemności: Daj mi, synu mój, serce twoje (Przyp. XXIII. 26). A że obecność jest podnietą i środkiem utrzymania miłości, chciało więc Boskie Serce być nam obecnem, aby nas skutecznie do miłości wzajemnej pobudzić; o rzeczach i osobach odległych prędko zapominamy, a gdy mamy przedmiot miłości bliski, i możemy zadosyćuczynić temu pragnieniu zbliżenia, tem samem podtrzymujemy w sobie i podniecamy miłość do przedmiotu umiłowanego.
3. Po trzecie, Serce Jezusowe chciało być sercem Kościoła. Mogłyby wprawdzie i z nieba spływać potoki łask, i płynąć Sakramentami. Ale miłość Serca Jezusa nie patrzy na to, co ściśle wystarcza, lecz co jest doskonalszem; doskonałość zaś tego ciała mistycznego wymagała, aby miało serce swoje pośrodku siebie, aby około niego wszystkie członki się skupiały, podobnie jak w Kościele tryumfującym.
II. Serce Jezusa żądało, aby P. Jezus został z nami sposobem utajony. Jakkolwiek naglony swą miłością, aby został z nami, P. Jezus jednak nie mógł zostać między nami w swej naturalnej postaci:
a) bo nasze życie powinno być życiem wiary, abyśmy z większą zasługą i z większą radością przyszli kiedyś do widzenia Go twarzą w twarz. Żeś mię ujrzał Tomaszu, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (Jan XX. 29);
b) bo w swej postaci naturalnej nie mógłby być wszędzie i wszystkim obecny, jak tego pragnie powszechna miłość Jego Serca;
c) bo ta miłość Boskiego Serca wymaga połączenia tak ścisłego i tak duchowego, jakie być nie może przez powłokę zmysłów. Nie może być połączenie tak ścisłe, bo miłość Serca Jezusa o takiem myślała połączeniu, jakie wyraziła w tych słowach: Mieszkajcie we mnie, a ja w was (Jan XV. 4). Nie może być połączenie tak duchowe, zmysły bowiem są zawsze na przeszkodzie w rzeczach Bożych; dlatego Pan Jezus mówił: Pożyteczna wam jest, abym ja odszedł... (Jan XVI. 7).
Chciał P. Jezus, aby dusza z Nim się łącząc wyzuwała się z wszelkiego przywiązania i stosunku ze światem widomym, aby wyzuwała się nawet samej siebie, swych zmysłów i nawet swego rozumu, i samą tylko wiarą przenikając zasłony zmysłów, łączyła się z Bogiem swoim w miłości czystej i nadzmysłowej, i w Bogu swoim się zanurzała, ginęła i w sobie zamierała, w zupełnem wyniszczeniu siebie i przelaniu się w Boga. Do tego bowiem dąży miłość doskonała, jak wyraża gorący miłośnik Chrystusa: Żyję ja, już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (Gal. II. 20). Albowiem mnie żyć jest Chrystus (Filip. I. 21). A drugi jego naśladownik, św. Augustyn, woła w zachwycie miłości: O kochać! o iść! o sobie ginąć, o do Boga dojść!.. Miłość nie cierpi dwoistości, ale tworzy jedność. Jedność zaś ta wymaga, aby miłujący się wyniszczył i w drugiego przelał, aby już nie było dwóch ja, ale jedno. Dlatego P. Jezus utworzył ten cud doskonałej miłości, w którym On się wyniszcza zewnętrznie, a człowiek się wyniszcza wewnętrznie i duchowo. I tak, w objęciu tej miłości tworzy się jakoby jedna osoba: zewnętrznie żyje sam człowiek, a wewnętrznie sam P. Jezus.
Takie połączenie było niepodobnem w przytomności widomej P. Jezusa; spełnia się zaś w tajemnicy, którą wynalazło Boskie Serce, w Komunii św.
Tak jest; to połączenie tem samem, że miało być dziełem miłości, musiało być tajemnicą, bo miłość z natury swej jest tajemniczą i ma swoje tajemnice, takie, które tylko miłość rozumie. I dlatego ludzie bez miłości Bożej odrzucają tajemnicę Eucharystyi. Ale ogromna część ludzkości uwierzyła w nią, bo ukochała swego Zbawcę. Chociaż rozum i zmysły się sprzeciwiały, serce pojęło tę tajemnicę, uczuło obecność Zbawiciela — i świat sercem a nie rozumem uwierzył w Najśw. Sakrament.
III. Serce Jezusowe żądało, aby P. Jezus został u nas pod postacią pokarmu.
1. Wielki mistrz miłości Boskiej, św. Ignacy, powiada, że miłość dąży do udzielania się, do dawania tego, co ma, i siebie samego. Serce więc Jezusa obudza w Nim pragnienie, aby nam dał siebie samego do posiadania i używania, jako nasze dobro i naszą własność. I dlatego wypadało Mu wziąć postać rzeczy martwej, która nie stawia żadnego oporu, da się nosić, zamykać, używać i nadużywać, jak chcemy.
Ale nie dosyć na tem. Między rzeczami, które posiadamy, nic nie jest bardziej naszem, nic się nie daje tak przywłaszczyć, jak pokarm, który się najściślej łączy z naszą istotą i staje się nami. Otóż miłość doskonała, pragnąc doskonałego dania siebie, przyszła do tej ostateczności, że się nam daje w postaci pokarmu, abyśmy go pożywali! Bierzcie i jedzcie: to jest ciało moje (Mat. XXVI. 26).
Ma się rozumieć, że to jakoby materyalne pożywanie, jakkolwiek jest niepojętem zbliżeniem się Pana Jezusa do nas, jest dopiero znakiem tego duchowego połączenia się z Bogiem i tego nakarmienia duszy, które się dzieje w tym Sakramencie.
Nietylko chlebem żyje człowiek, bo nietylko ma ciało podobne do bydląt, ale i duszę ma podobną do Aniołów. Ciało pochodzące z ziemi, bierze z ziemi pokarm, żywi się chlebem ziemskim; ale dusza pochodząca z Boga żywi się chlebem anielskim, chlebem żywym, którym jest przedwieczna Prawda, przedwieczna Miłość, sam Bóg. Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy mnie pragniecie, a najedzcie się owoców moich (Eccl. XXIV. 26). Którzy mnie jedzą, jeszcze łaknąć będą, a którzy mię piją, jeszcze pragnąć będą (tamże. 29), bo dusza jest nienasycalną, a ten pokarm jest nieskończony. Taki jest właściwy pokarm duszy. Lecz ponieważ dusza zanurzyła się w ciele, i zwróciła się do chleba ciała, miłościwy Odkupiciel podaje jej na pokarm, nie samo duchowne Bóstwo, lecz i ciało swoje, i ten pokarm podaje duszy pod postacią pokarmu ciała. Ciało moje prawdziwym jest pokarmem, a krew moja prawdziwym jest napojem (Jan VI. 56). Cóż jest prawdziwym pokarmem? To, co utrzymuje życie, co je wzmaga i daje mu wzrost, co naprawia jego uszczerbki, wreszcie co sprawia przy używaniu miły smak. Otóż te wszystkie własności ma ten Boski pokarm (wyłożyć to szczegółowo).
2. Jeszcze z innego względu Serce Jezusa żądało tej postaci chleba; a ten wzgląd jest może najważniejszy. Miłość, jak rzekłem, żąda udzielania się i zjednoczenia. Syn Boży już się nam udzielił i zespolił się z nami niepojęcie przez Wcielenie, w którem się stał bratem naszym; jeszcze doskonalej przez przelewanie w nas życia łaski i uczestnictwa w Bóstwie, przez co nas zjednoczył duchowo ze sobą. Ale na tem jeszcze nie poprzestając, chciał i ciałem z nami się zjednoczyć, i tego dokazał tym przedziwnym Sakramentem, który, łącząc nas ciałem z Chrystusem, i duchowe zjednoczenie doskonali i uzupełnia, i samo Wcielenie, jak mówią Ojcowie, rozprzestrzenia, ogarnia w niem wszystkich wiernych. Wcielając się Pan Jezus, jedno tylko przywdział ciało, ale przez obcowanie eucharystyczne, ciała wszystkich nas przywdziewa, przywłaszcza je sobie, albowiem przez to obcowanie powstaje rzeczywisty i tajemniczy stosunek między najświętszem ciałem P. Jezusa a naszemi, skutkiem którego jest: w tem życiu przytłumienie pożądliwości, a w przyszłem uwielbienie ciał.
Tak więc w tej tajemnicy jesteśmy najściślej z Panem Jezusem połączeni, mieszkamy w Nim, a On w nas. On w nas, bo w nas wstępuje, a my w Nim, bo stajemy się najściślej Jego członkami, krew Jego w nas płynie. A tem samem wszystkie członki Kościoła są też między sobą najściślej spojone pożywaniem tego samego Baranka. I tak ciało Pana Jezusa w Sakramencie tę jedność ciała mistycznego czyli Kościoła, już założoną przez chrzest, uzupełnia i doskonali. Bo jeden chleb, jedno ciało nas wielu jesteśmy, którzy z jednego chleba uczestnikami jesteśmy (1. Kor. X. 17). Same postacie chleba i wina, są według Ojców, figurą tej jedności, przez złączenie wielu ziarn w jeden chleb, wielu jagód w jedno wino. O sacramentum pietatis! o signum unitatis! o vinculum charitatis! — mówi św. Augustyn.
**Zastosowanie moralne.**
Jeżeli więc od Serca Jezusa pochodzi ten Sakrament, sercem powinniśmy go przyjmować, otwierać na przyjęcie Pana nietylko usta, ale i serce, zapalać je miłością, pragnieniem i t. d.
Jeżeli ten Sakrament jest dziełem miłości, jeżeli w nim miłość Pana Jezusa na tak trudne rzeczy się odważyła, to i my powinniśmy miłością ku Niemu pałać, i po Onego przyjęciu na trudne rzeczy się odważać.
Jeżeli wszystkich jednoczy ten Sakrament, to powinniśmy u tego Stołu Pańskiego wszyscy się jednać i nawzajem miłować i t. d.
---
*Serce Jezusa jest źródłem ofiary Mszy św.*
Od wschodu słońca aż do zachodu wielkie jest imię moje między narody: a na każdem miejscu poświęcają imieniowi memu ofiarę czystą, bo wielkie jest imię moje między narody. > (Malach. I. 11.)
**Wstęp.**
Mówiliśmy wczoraj o Najśw. Sakramencie, uważając go jako Sakrament, lecz tenże Sakrament jest też ofiarą. I tak go dziś będziemy uważać, a zobaczymy, jak Najsł. Serce Jezusowe jest nietylko sprawcą i przedmiotem tej ofiary, ale też w niej najwłaściwiej jest sercem Kościoła.
**Wykład dogmatyczny.**
I. Co jest ofiara. W każdem społeczeństwie religijnem, nawet pogańskiem, widzimy ofiarę, i to na pierwszem miejscu, jako główny czyn religii społecznej; a zawsze się spełnia ta ofiara jakiemś zabiciem lub niszczeniem, na cześć Boską dokonanem, przez osobę na to od społeczeństwa upoważnioną.
Ten ogólny objaw miał przyczynę i w naturze i w pierwotnem objawieniu. W naturze, bo człowiek, mając pojęcie jakiej najwyższej Istoty, od której zależy jego życie i śmierć, czuł, że powinien jej cześć oddawać uznaniem tego panowania, nietylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie, czynem jawnym.
Takim czynem mogło być tylko poświęcenie i oddanie Bogu rzeczy, które człowiek posiadał. A to poświęcenie mogło się tylko spełniać niszczeniem, aby wyznawać, że Bóg niczego nie potrzebuje. — Ten ryt niszczenia wynikał jeszcze z poczucia grzechu, które ciężyło na ludzkości. Człowiek, czując się winowajcą godnym śmierci, niszczył inną rzecz na cześć Boga, jakoby w zastępstwie własnego życia. — Wreszcie myśl ofiary pochodzi też z pierwotnego objawienia, z którego ród ludzki wiedział o przyszłym Odkupicielu, i dlatego czynił takie ofiary, aby się odnosić sercem do oczekiwanej ofiary Zbawcy.
Ofiara zatem była centrum religii. Do niej się odnosiły wszystkie obrządki, dla niej kapłaństwo, ołtarze, świątynie i t. d. Ofiara, jako najszczytniejszy akt religii, była łącznią między Bogiem a ludźmi: Bogu cześć oddawała, a ludziom ściągała błogosławieństwo i miłosierdzie Boskie.
I tu spotykamy uwagi godny szczegół w obyczaju wszystkich ludów. Jako cześć Bogu oddawana w ofierze wyrażała się zabiciem objaty, tak korzyści, które ludziom przynosić miała, wyrażały się pożywaniem jej po zabiciu przez uczestników ofiary. Ta uczta była aktem religijnym, uzupełnieniem ofiary, odbywała się w świątyni. Znajdujemy ją u ludów azyatyckich, u Greków i Rzymian, a szczególnie u Żydów.
II. To pojęcie ofiary nie jest wymysłem pogan, ale wynikiem natury, zatwierdzonym w religii objawionej od Boga przez Mojżesza — istotną i główną częścią religii. Musi więc też być w społeczeństwie religijnem Nowego Zakonu, musi być jego szczytem i jego środkiem, do którego się wszystko inne odnosić powinno.
A cóż miało być środkiem, sercem religii Nowego Zakonu, jeśli nie Serce Jezusowe? W istocie Serce Jezusa zajęło to miejsce, które Mu się należało; samo chciało być ofiarą jedyną Kościoła.
A najpierw spełniło ofiarę na krzyżu, i w tej ofierze stało się środkiem i węzłem wszystkiego. Ta ofiara Bogu oddała cześć Jego godną, gniew Jego przebłagała, wysłużyła ludziom skarby łask, ziemię z niebem pojednała, przeszłych wieków figuralne ofiary wypełniła, a ofiarom przyszłych wieków nadała wartość nieskończoną. Tę ofiarę krzyża przypisujemy Sercu Jezusowemu z całą słusznością, bo czy ją uważamy materyalnie, to krew ofiarna płynie z tego Serca — czy moralnie, to akt dobrowolny poświęcenia się i ofiarowania się na śmierć tryska z tegoż Serca, jako akt najdoskonalszej miłości.
Ale to nie wystarczało. Ofiara krzyżowa utworzyła skarb nieprzebrany — ludzkość musi z tego skarbu czerpać, ofiarą, któraby była w jego rękach. Ofiara krzyża raz się spełniła, a Kościół ma trwać do końca świata, musi więc ciągle mieć ofiarę, bo ofiara jest jądrem społeczeństwa religijnego. Dlatego z Serca Jezusa wykwitła ofiara, która jeszcze bardziej jest Jego własnem dziełem, bo tu już nie przyczyniają się oprawcy, ale sama miłość jest ofiarnikiem.
Przypatrzmy się tej ofierze Serca: w obecności zgromadzenia wiernych, wśród uroczych obrządków, pieśni i modlitw, otoczony gronem lewitów, kapłan, widomy namiestnik i narzędzie wielkiego kapłana i właściwego ofiarnika Jezusa, wymawia w Jego imieniu słowa miłości: To jest ciało moje. I temi słowy, jakby mieczem ofiarniczym, jak mówią Ojcowie, Baranka Niepokalanego wprawia w stan ofiary zabitej, w stan wyniszczenia, równający się śmierci... Boże, jakież to wyniszczenie! Oto ten Bóg-człowiek, który na niebie króluje w chwale, i świeci jako słońce miasta wiekuistego, rzeczywiście leży na ołtarzu, w postaci rzeczy nieżywej, w postaci ofiary zabitej i na pokarm ofiarujących przeznaczonej. Kapłan podnosi objatę ku niebu, ofiaruje ją Ojcu niebieskiemu, lud wierny korzy się w głębokim pokłonie. Nareszcie ofiara się kończy spożyciem ofiarowanego Baranka. Pierwszy go pożywa kapłan, potem przystępują wierni.
III. Taka ofiara Serca Jezusowego jest prawdziwym środkiem i sercem Kościoła.
Ona Bogu oddaje cześć najwyższą, tę samą, którą Mu oddała ofiara krzyżowa: bo ten sam Syn najmilszy ofiaruje i staje się ofiarą. A tę cześć Mu oddaje ustawicznie i na każdem miejscu. I przeto Bóg już przez Malachiasza proroka, jakoby weseląc się jej widokiem w przyszłości, mówi: Wielkie jest imię moje między narody i t. d.
Ona wypełnia figury ofiar starozakonnych. Te były czworakie: jedne całopalenia, na uznanie Majestatu Boskiego — drugie dziękczynne — inne za grzechy — inne wreszcie ofiary pokoju, na uproszenie łask wszelakich. Otóż te wszystkie ofiary zniosła i zastąpiła ta nasza ofiara Mszy św.
Przez nią oddajemy Bogu cześć pokłonu, godną Jego majestatu. Przez nią składamy Mu dzięki, równe Jego darom. Przez nią odwracamy Jego gniew. O gdyby nie ta ofiara niepokalana, która się codzień spełnia po całej ziemi, toby nowy potop, potop ognia zalał ziemię! Ale Bóg, czując jej woń, daleko wdzięczniejszą niż woń ofiary Noego, mówi: *Żadną miarą więcej nie będę przeklinał ziemi dla ludzi... lato i zima, moc i dzień nie ustaną!* (Rodz. VIII. 21—22) t. j. nie wstrzymam biegu moich łask i dobrodziejstw z powodu grzechów ludzkich. Przez nią wreszcie otrzymujemy wszelkie dobra z nieba. I w istocie jej zawdzięczamy wszystkie łaski, które nam Bóg daje; każda bowiem Msza św. ofiaruje się za cały Kościół; jej zawdzięczają sprawiedliwi swoje wytrwanie; grzesznicy łaski do nawrócenia, poganie swe wezwanie do wiary, dusze czyścowe prędsze uwolnienie. I choć także w Sakramentach różne łaski bierzemy, jednak tę łaskę, że mamy wolę, sposobność i przygotowanie do ich przyjęcia, tej ofierze winni jesteśmy.
Dalej, jak spełnienie tej ofiary jest początkiem wszystkich łask, tak znowu jej pożywanie jest wszystkich łask uzupełnieniem i doskonałością. Przeto Ojcowie zowią Najśw. Sakrament sakramentem wykończającym (*consummans*), bo spełnia zjednoczenie z Chrystusem, co jest końcem wszystkiego w religii.
I tak ta ofiara jest początkiem wszystkich Sakramentów, jak rzekłem, bo jako ofiara uprasza nam ich przyjęcie — a oraz jest ich końcem i uzupełnieniem, jako najdoskonalszy Sakrament. I przeto inne Sakramenta są temu podporządkowane, jako środki przygotowawcze. Dlatego z każdym Sakramentem udziela się i ten Sakrament, aby wykończył i niejako opieczętował łaskę w innych udzieloną. Ten sam Sakrament, jako ofiara, jest początkiem jedności mistycznego ciała Chrystusowego, a jako Sakrament uzupełnieniem tej jedności, jakeśmy mówili wczoraj.
Ta ofiara jest także środkiem zewnętrznego kształtu Kościoła. Wszystkie obrzędy, wszystkie świątynie, wszystkie przybory do niej się odnoszą, jako przygotowania lub ozdoby. Około niej piętrzy się siedmioma stopniami cała hierarchia Kościoła, której podstawową racyą bytu jest sprawowanie tej ofiary. Stąd stopniowanie święceń tej hierarchii jest w stosunku zbliżenia poświęconych do ołtarza, a władza, jaką członkowie hierarchii mają względem ciała Chrystusowego w tej ofierze, jest, wedle nauki Doktorów, podstawą i razem miarą władzy, którą mają względem wiernych, czyli ciała mistycznego P. Jezusa.
Żal mi, że tu nie mogę rozwinąć wspaniałych poglądów św. Tomasza nad tym stosunkiem hierarchii do ofiary ołtarza, ale czas nie pozwala.
**IV.** Wreszcie ta ofiara Serca Jezusa łączy wszystkie trzy części Kościoła. Kościół wojujący utrzymuje, jednoczy i napełnia dobrami. Kościołowi tryumfującemu przynosi chwałę przez szczególną wzmiankę Świętych; pewnie, gdy się spełnia, całe niebo z podziwem patrzy, daleko większym niżeli nasze podziwienie, bo lepiej ją rozumie i widzi w tej okruszynie chleba Boga trzykroć Świętego. I przeto Aniołowie, jak ręczy św. Chryzostom, zstępują z nieba za swoim Panem, i okalają ołtarz z drżeniem pokłonu i seraficznej miłości. Kościołowi też cierpiącemu w czyścu przynosi ona ulgę, ochłodę i nadzieję; krew Chrystusowa codzień z naszych ołtarzów spływa do tego miejsca kary i przygasza te srogie ognie. Jeżeli tu na ziemi, gdy kapłan podnosi krew Chrystusa, lud wierny daje słyszeć jęk z głębokiego uczucia czci i miłości — oh, jakiż krzyk radosny w tej samej chwili rozlegać się musi po tych pieczarach, gdzie tak pragną tej rosy ochładzającej!
*Streszczenie i zastosowanie.*
Oto, najmilsi, czem jest Msza Św., ofiara Serca Jezusa? Ona jest jądrem Kościoła; wkoło niej, jak planety wkoło słońca, obracają się Sakramenta, hierarchia, obrzędy, modły, wszystko, co jest w Kościele. Ona jest wszystkiego początkiem i końcem, ona jest wszystkiego łącznią, ona sięga od doliny łez aż do najwyższego nieba, z jednej strony sięga najdalszej przeszłości, której figuryczne ofiary wypełnia, a z drugiej dotyka końca Świata, i nawet wieczności, której bramy otwiera. Ona jednoczy trzy Kościoły: wojujący napełnia łaską, cierpiący ochłodą, a tryumfujący chwałą. Słowem ona jest treścią religii. A w tej ofierze ofiarnikiem i objatą jest Serce Jezusowe.
O Boskie Serce, Ty jesteś wszystkiem w religii, jak czytamy w Objawieniu, alfą i omegą, początkiem i końcem. Tobie zawdzięczamy początek naszego zbawienia. O, spełnij w nas i koniec! Amen.
---
*Serce Jezusa jest źródłem prawa kościelnego.*
Nie wzięliście ducha niewolniczego znowu ku bojaźni, aleście wzięli > ducha przywłaszczenia za syny, przez którego wołamy Abba (Ojcze). > > Rzym. VIII. 15.
*Wstęp.*
Rozważając i badając, jak tryska całe życie i cały Kościoła ustrój, widzieliśmy już, jak z tegoż Serca pochodzi łaska, jako krew żywotna tego mistycznego ciała, oraz jego zewnętrzna budowa, hierarchia — następnie środki i narzędzia jego społecznego życia, Sakramenta, a najbardziej ofiara. Jeszcze dwie rzeczy ważne pozostają do uważania w życiu społecznem Kościoła, jak i każdego innego społeczeństwa: prawo, którem się rządzi, i wykonanie tego prawa w czynie, czyli historya. Dziś o prawie Kościoła mówić będziemy, i zobaczymy, że to prawo jest prawem miłości, płynącem ze źródła wszelkiej doskonałej miłości, którem jest Serce Jezusowe.
*Wykład dogmatyczny.*
**I.** Prawo Kościoła, w swej całości uważane, składa się z dwóch części: jednej, którą zowiemy prawem Bożem, iż jest bezpośrednio od samego Założyciela Kościoła, Chrystusa, ustanowione i przez Apostołów podane i wytłumaczone — i drugiej, którą zowiemy, dla odróżnienia, prawem ludzkiem — ludzkiem o tyle, że przez ludzi, następców Apostołów, jest ustanowione; ale zarazem Boskiem o tyle, że ci ludzie, w imięniu Boga i władzą od Niego daną, to prawo stanowili, *Kto was słucha, mnie słucha!* (Łuk. X. 16), i czynili to pod szczególną opieką: *Ja prosić będę Ojca, a innego pocieszyciela da wam, aby z wami mieszkał na wieki, Ducha prawdy* (Jan XIV. 16).
Ta pierwsza część jest niezmienna jako Boskie prawo; druga zaś jest tylko rozwinięciem pierwszej, i zastosowaniem przepisów Boskich do potrzeb ludzkości, i dlatego zmienia się nieco w przeciągu wieków, i dostraja się do rozmaitych potrzeb, czasów lub miejsc. Lecz jak jedna część, tak i druga nosi znamię swego pochodzenia od Serca Jezusa: jest prawem miłości.
**II.** Zobaczmy to najpierw w prawie Boskiem. Całe Pismo Św. ukazuje nam tę istotną różnicę między Starym Zakonem a Nowym, że Stary był zakonem bojaźni, a Nowy jest prawem miłości. I to mówi św. Paweł w słowach, które przytoczyłem na początku tej nauki.
**1.** Ta różnica pokazuje się w samem założeniu. (Obwieszczenia Starego Zakonu w Księdze Wyjścia XIX. 16—21 i XX. 18—19. Obwieszczenie Nowego Zakonu Mat. V. 1—48). Stary Zakon był zatwierdzony rozlewem krwi niezliczonych ofiar; Nowy przy ostatniej wieczerzy, wśród zalecania prawa miłości, krwią Jezusa w tajemnicy miłości ofiarowaną. *Pijcie z tego wszyscy: albowiem ta jest krew moja Nowego Testamentu, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów* (Mat. XXVI. 28).
**2.** Jeżeli już w same przepisy obu zakonów wejrzymy, tę samą różnicę jeszcze dobitniej wyrażoną znajdziemy.
a) Względem Boga: Stary Zakon narzucał stosunek sługi do pana. Bóg się przedstawiał w ogromie swego majestatu. Stąd ci, którzy widzieli stare teofanie, zwykle lękali się śmierci. *Jeśli więcej usłyszymy głos Pana Boga naszego, pomrzemy* (Deuter. V. 25). W obrzędach groza, ofiary krwawe, niezliczone przepisy, których pogwałcenie bywało śmiercią przypłacane — świętość nieprzystępna Arki, śmierć Ozy — imienia Boskiego nie wolno było wymówić. W Nowym zaś Zakonie, stosunek do Boga synowski, przyjacielski. *Już was nie będę zwał sługami, ale przyjaciółmi!* (Jan XV. 15). W obrządkach prostota, zbliżenie ufne do Boga — Arka Nowego Zakonu, Najśw. Sakrament, jest tak dotykalny! modlitwa synowska: Ojcze nasz — duch Nowego Zakonu woła w nas: *Abba* (Ojcze) (Gal. IV. 6).
b) Względem bliźniego. Stary Zakon nie wymagał miłości nieprzyjaciół, pozwalał mścić się za krew krewnego, dopuszczał prawa odwetu, tolerował ograniczenie miłości do własnego narodu. W nowem prawie, jeśli co jest trudnego, to tylko to, czego wymaga doskonała miłość. Znakiem członków Kościoła, miłość. *Po tem poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu* (Jan XIII. 35). Cofnięta tolerancya Starego Zakonu co do nieprzyjaciół. Przykazanie miłości rozwinięte aż do ostatniej doskonałości (w kazaniu na górze u Mateusza V. 39—42). Miłość jest treścią zakonu: *kto miłuje, ten zakon wypełnił* (Rzym. XIII. 8).
**3.** Pobudki. W Starym Zakonie bojaźń, groźby kar doczesnych: wojny, głodu, zarazy; obok tego obietnice pomyślności doczesnej. W Nowym Zakonie motywem jest miłość Zbawiciela. *Jeśli mię miłujecie, chowajcie przykazania moje* (Jan XIV. 15). Nagrodą jest synowskie dziedzictwo. *Jeśliś synem, toć i dziedzicem* (Rzym. VIII. 17). Kara — pozbawienie miłości i obecności: *Kto nie miłuje, mieszka w śmierci* (1. Jan III. 14), t. j. Bóg w nim nie mieszka. *Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg miłością jest* (1. Jan IV. 8).
**4.** Nareszcie charakter rządu w Kościele:
a) Rząd oparty na ojcowstwie duchownem, wyrażony stosunkiem dobrego pasterza do owieczek: Tak daje Pan Jezus władzę Piotrowi: *Paś baranki moje* (Jan XXI. 15).
b) Zaleca mu miłość i miłosierdzie bez granic. *Ilekroć brat mój zgrzeszy przeciwko mnie, a mam mu odpuścić? — 77-kroć* (Mat. XVIII. 21—22).
c) Zaleca łagodność i skromność w używaniu władzy najwyższej: *Królowie narodów panują nad nimi... lecz wy nie tak; ale który jest między wami większy, niech będzie jako mniejszy, a przełożony jako służący* (Jan XXII. 25—27). I daje przykład umywaniem nóg przy ostatniej wieczerzy (Jan XIII. 15).
**III.** Tak więc prawo Kościoła, w tych głównych zarysach, które mu dał P. Jezus, pochodzi ze Serca Jezusowego, i tchnie miłością tego Serca. Zobaczmyż, jak Kościół na tej podstawie budował dalsze przepisy.
Kościół pomny na to, że jego władza opiera się na ojcostwie duchownem, że jest pasterstwem, w całem swojem prawodawstwie ten charakter miłości ojcowskiej, lub raczej macierzyńskiej, i pieczy pasterskiej zachował.
**1.** Gdzie tylko otworzymy jego kodeks, wszędzie znajdujemy ten sam cel wytknięty w jego przepisach najdrobniejszych: dobro i zbawienie dusz, któremi rządzi — i wszystko do tego celu z dziwną mądrością zastosowane.
**2.** Ku temu celowi wytkniętemu przez miłość dąży Kościół z wielką miłością. Chociaż jemu zależy na stałości i niezmienności jego przepisów, woli jednak uginać swoje przepisy do słabości ludzi i czasów, i stosować się w wielu rzeczach do obyczajów, miejsc i epok, raczej aniżeli gwałt zadawać swoim dzieciom i wystawiać ich na zgubę, naśladując w tem Pana, który *trzciny złamanej nie dołamał, i lnu tlącego nie przygasił* (Mat. XII. 20). I tak wiele przeszkód dotyczących małżeństwa zniósł, obrządków rozmaitość dopuszcza, surowości postów dawniej dla dobra wiernych ustanowione znacznie złagodził i t. d.
**3.** Ku temuż celowi jest na domiar łatwym w dawaniu dyspens, i okazuje w tem prawdziwie macierzyńską łaskawość, spuszczając się na sumienie wiernych. Chociaż wie Kościół, że wielu tej wyrozumiałości nadużywa, jednak to woli, aniżeli choć jednemu ze swych synów nałożyć ciężar, któregoby znieść nie zdołał.
**4.** Ku temuż celowi ustanowił to mnóstwo apelacyj, przez wszystkie stopnie olbrzymiej hierarchii aż do najwyższej głowy, aby, o ile to u ludzi jest możebnem, żadna niesprawiedliwość miejsca nie miała.
**5.** W tym samym duchu miłości i łagodności Kościół zawiaduje kluczami trybunału pokuty, które mu Pan Jezus powierzył. Dawniej, gdy gorliwość i ochota do pokuty panowała między wiernymi, Kościół przeznaczał za grzechy pokuty ciężkie i długie, odpowiedne do wielkości ich grzechów, i to w celu miłościwym, aby wierni zupełnie zadośćuczynili za winy, i po śmierci bez ogniów czyścowych i z wielkimi skarbami zasług dostali się do nieba. Lecz później, gdy miłość wielu wyziębła, Kościół, widząc, że te ciężkie pokuty odstręczałyby od Sakramentów i wyszłyby na zgubę, zniósł je, i za wielkie grzechy przeznacza kilka pacierzy.
Ażeby zaś dzieci swe uwolnić od kar czyścowych, w swej macierzyńskiej miłości wynalazł inny sposób: wiedząc z dogmatu o Świętych Obcowaniu, że zadosyćczynienia jednych członków mogą się drugim udzielać, i że w najwyższej władzy wiązania i rozwiązywania, którą mu Chrystus powierzył, zawarta jest także moc do takiego szafowania ze skarbu nadobfitych pokut i zadosyćuczynień Męczenników i innych Świętych, których sami nie potrzebowali, a które zostają w pamięci Boskiej, począł z nich udzielać grzesznikom nawróconym, ale zadłużonym względem sprawiedliwości Boskiej, nie mogącym za siebie zadosyćczynić. I to są odpusty.
**6.** Nakoniec ten duch miłości w samych karach kościelnych się objawia i niemi rządzi.
a) Kary najsurowsze, jakich Kościół zwykle używa, są to tylko cenzury, t. j. klątwy, interdykta, suspensy, kary czysto moralne i przytem lecznicze, t. j. których celem jest nie samo pomszczenie występku, ale upamiętanie i poprawa winowajcy — jak pisze Paweł Św. przy pierwszej klątwie w Kościele, którą rzucił na Koryntczyka kazirodcę: *Oddałem go szatanowi na zatracenie ciała, aby duch był zachowany w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa* (1. Korynt. V. 5).
W tymże duchu miłości ustanowione jest, że klątwy mogą tylko być nałożone za grzechy ciężkie, tudzież, że niewidomość kary od klątwy uwalnia; wreszcie, że nałożoną być może klątwa tylko zatwardziałym w swym uporze; dla tego wymaga Kościół, aby winowajca trzy razy był upomniany. Wreszcie zaledwo winny żałuje i pokutuje, już kara bywa cofnięta. A w godzinie śmierci wszelka cenzura ustaje.
b) Kościół, nawet gdy miał miecz w ręku, nigdy go nie użył; nikogo na śmierć nie skazał, i tak dalece żąda tego ducha łagodności i miłości, że najsurowiej zakazuje kapłanom zasiadać w sądzie, który wyrok śmierci wydaje, a ktokolwiekby brał udział w wylaniu krwi, ten prawem kościelnem jest usunięty od kapłaństwa i rządów w Kościele.
Słyszę tu zarzut: a inkwizycya i jej tortury? Ci, którzy podnoszą jeszcze zarzut o inkwizycyi, nie rozumieją stanu umysłów wieków średnich. Wtedy same społeczeństwa upatrywały w religii katolickiej warunek nie tylko swego zbawienia, ale i swej politycznej pomyślności, i broniły jej swemi państwowemi prawami, pod sankcyą kar, jakie były wówczas w używaniu. Herezye też owych czasów szczególny dawały do tego powód, były antysocyalne (Albigensi, Waldensi, Jan z Leydy, Maciej Harlem).
Trybunał inkwizycyi wymyślony został nie przez Kościół, ale przez państwo hiszpańskie, w chwili, gdy mu groziło wewnętrzne rozdarcie. (Maurowie podbici i żydzi, udając chrześcijan, knuli spiski...). W trybunale tym sędzia kościelny orzekał tylko o wierze, ofiarowywał odwołanie itd., a gdy to nie pomagało, sędzia cywilny karał według praw państwowych.
Papieże, sankcyonując ten trybunał w zasadzie, potępiali zawsze nadużycia (o które zawsze łatwo w walce ras). Tyle bul o tem pisali do królów hiszpańskich — przyjmowali apelacye skazanych, i bądź uwalniali bądź zmniejszali karę — nawet zbiegów hiszpańskich, którzy znowu odpadli byli w judaizm (w roku np. 1498 było takich 250). Wreszcie, gdy w całym świecie rządy przelewały krew innowierców, jeden Rzym papieski jej nie przelał (jednego Giordana Bruno wymieniają, i to nie jest stwierdzone). Więc nawet wśród tych bolesnych zapasów z herezyą, i pośród surowych natur ludzi średniowiecznych, działanie Kościoła było zawsze kojącem i miłościwem.
*Streszczenie i zastosowanie.*
Więc wszystko, cośmy dziś w prawie kościelnem widzieli — podstawa tego prawa, przez samego P. Jezusa położona, i dalsze jego rozwinięcie przez Kościół w prawie kanonicznem — pozwala mi powtórzyć, com powiedział na początku, iż prawo Kościoła bierze początek z miłości: *Wzięliście ducha przywłaszczenia za syny*; że się rozwija i rozkwita w miłości, według przepisu Apostoła: *Wszystko wasze niechaj się dzieje w miłości* (1. Kor. XVI. 14); że dąży do miłości: *Końcem przykazania jest miłość* (1. Tymot. I. 5). A zatem to prawo Kościoła jest prawem ze Serca Jezusowego, źródła miłości, wysnutem.
Jeśli więc miłujemy Serce Boga naszego, powinniśmy pełnić prawa i przykazania Kościoła, bo tego wymaga od nas miłość Jezusowa: *Jeśli mię miłujecie, chowajcie przykazania moje* (Jan XIV. 15). Jeśli miłujemy Serce Boga naszego, powinniśmy czcić i kochać wszystkie prawa, przepisy i zwyczaje Kościoła, bo co się miłuje, łatwem i lekkiem się staje. Wtedy doznamy, że *jarzmo Jego jest słodkie i ciężar Jego lekki* (Mat. XI. 30).
---
*Serce Jezusa jest źródłem historyi Kościoła.*
Po tem poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, > jeżeli miłość mieć będziecie nawzajem. > > Jan XIII. 35.
*Wstęp.*
Widzieliśmy w poprzednich naukach, jak z Serca Jezusowego, jako serca Kościoła, wypływają rozmaite ustroje i objawy życia kościelnego; wczoraj uważaliśmy pod tym względem prawo kościelne; dziś przychodzi kolej na dzieje Kościoła. I tu także znaleźć musimy, że historya Kościoła jest historyą miłości, czyli że Serce Jezusa jest też sercem Kościoła w jego historyi. W istocie życie i działanie Kościoła w przeciągu wieków było ciągłem wykonywaniem tego prawa miłości. Tą cechą Kościół zawsze i wszędzie się wyszczególniał od wszelkiej innej religii, od wszelkiego innego społeczeństwa, tak dalece, że tem samem już dowodził, iż ma w sobie Serce Boga, że jest prawdziwym Kościołem Jezusowym. Co sam Pan Jezus przepowiedział w tych słowach: *Po tem poznają...*
*Wykład historyczny.*
Ma się rozumieć, że tylko rzucić okiem możemy na całość dziejów Kościoła. Lecz to nam wystarczy, aby się przekonać o prawdziwości naszego założenia. Cztery główne epoki uważać możemy w dziejach Kościoła: od jego założenia aż do Konstantyna, walka z pogaństwem; od czasów Konstantyna do Karola Wielkiego, walka z barbarzyństwem; od Karola Wielkiego do czasów protestantyzmu, panowanie Kościoła nad społeczeństwem; od protestantyzmu aż do dni naszych, walka z niedowiarstwem. W tych wszystkich peryodach widzimy Kościół działający z miłością — walczący o miłość — rozprzestrzeniający miłość wkoło siebie — jako słońce promieniujący miłością, a tem samem dowodzący, że ma w sobie Źródło doskonałej miłości, że jego sercem jest Serce Jezusowe.
*1-szy Okres.* W pierwszym okresie Kościół walczy z pogaństwem. A jakąż bronią? Pogaństwo ma w ręku siłę, używa miecza i ognia... A Kościół walczy tylko miłością, tą miłością, o której mówi św. Paweł, że jest *długo cierpliwą, wszystko znosi...* (1. Kor. XIII. 4). A z jaką miłością Kościół to wszystko cierpi? Między sobą wierni kupią się miłością, która samych pogan zachwyca (obraz życia w katakumbach), a na widowni walczą miłością, która wrogów nieraz czaruje, a nawet dzikie zwierzęta ułaskawia.
Kościół mógłby był łatwo użyć siły. Pliniusz pisał do Trajana, że tylu jest chrześcijan, iż świątynie są próżne. Tertulian mówi cesarzom: »Wszystko w waszem państwie wypełniliśmy: domy, pałace, rynki, wojska... tylko świątynie wam zostawiamy« (Tertul. *Apolog.*). Ale Kościół pamięta na słowo Pańskie, że tylko miłością ma walczyć. *Ja wam powiadam, żebyście się nie sprzeciwiali złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek twój, nastaw mu i drugiego* (Mat. V. 39). I dlatego chrześcijanie służyli z miłością społeczeństwu pogańskiemu, swemi piersiami je zastawiali jak lwy w boju. A gdy ich chwytano na męki, szli jak baranki. (Historya legionu tebańskiego).
I tą miłością Kościół wojuje, przykładem miłości między swymi przyciąga pogan, przykładem miłości Chrystusa w mękach ich zachwyca; miłością dzieci nawracają rodziców, żony mężów (historya św. Cecylii); miłością Męczennicy pozyskują Chrystusowi swych katów. I tak Kościół miłością zwyciężył pogaństwo uzbrojone w miecze i ognie. *Quia fortis ut mors dilectio* (Pieśń VIII. 6).
*2-gi Okres.* Chrześcijanizm pokonał pogaństwo, ale jego losem jest ciągle walczyć, walczyć miłością. Oto płyną z północy i wschodu fale barbarzyńców. Kościół sam stawia im opór puklerzem miłości, Genowefa w Paryżu, Lupus w Troyes, Leon w Rzymie. Ale nareszcie zalewają całą społeczność cywilizowaną i stąd powstaje chaos nie do opisania: społeczność złożona z okrucieństwa Rzymian, zepsucia Greków i dzikości barbarzyńców, a przytem żadnego ładu... Oto żywioł, nad którym ma pracować Kościół, i w którym ma zaprowadzić pojęcie sprawiedliwości, uczucie miłosierdzia, prawo miłości. Ktoby był takiego dzieła dokonał? Otóż Kościół go dokonuje, bo walczy miłością i o miłość.
Niebawem powstają zakony cywilizujące, karczujące lasy...
Igrzyska krwawe ustają, łagodnieją obyczaje...
Prawodawstwo się łagodzi, tudzież tyrania królów, którym Kościół ukazał w poddanych braci.
Wojna przybiera inny charakter. Dawniej była pustoszeniem, *Vae victis!* straszny był los jeńców, wieczna niewola, obejście się niegodne, zabijanie się na igrzyskach... Pod tchnieniem Kościoła to wszystko się zmienia.
Niewolę Kościół ruguje, ale z jaką miłością i roztropnością! Uczy, że niewolnicy są braćmi, broni praw duszy ich, potem przychodzi do czynu: stara się o wykup, na to nawet sprzedaje kielichy... za karę, za złe obchodzenie się z niewolnikami, Kościół ich uwalnia; to się dzieje przy ołtarzach...
*3-ci Okres.* Tu już Kościół przychodzi do panowania politycznego. Papież stawszy się równy monarchom w porządku świeckim, wznosi się nad nimi ogromem swej władzy duchownej. Ale w jaki sposób Kościół używa tej swojej potęgi? Zdarzają się ułomności ludzkie i u zwierzchników Kościoła, ale głównem i ciągłem dążeniem potęgi Kościoła przez te wszystkie wieki jest kształcić społeczeństwo w duchu miłości i wyrabiać tę łagodność obyczajów, jaką się dziś cieszymy.
Kościół miał władzę w stosunkach międzynarodowych; ale jak ich używał? Gdyby nie Kościół, te natury barbarzyńskie ciągleby krew przelewały; ale Kościół powagą swoją i bezstronnością stawiał się jako pojednawca; nieposłusznych karał, nie bronią świecką, ale duchowną. (List Innocentego III o Filipie Auguście).
Miał władzę w stosunkach cywilnych, ale także jej używał w duchu miłości. Możnowładcy ciemiężyli lud, prowadzili wojny ustawiczne; Kościół swemi klątwami poskramiał ich; niejeden dumny książę musiał pokutę kościelną czynić. Zaprowadził pokój Boży już w XI wieku.
Miał Kościół władzę w stosunkach domowych, ale i tu ducha miłości objawił. Niewiasty godność podniósł, wychowaniem dziecka się zajął, gwałcenie związków familijnych surowo karcił, nawet u panujących. (Filip Piękny, Henryk VIII).
Wszystkie nędze wspiera zakładami dobroczynnymi. W średnich wiekach nie było proletaryatu. W Anglii, gdy Henryk VIII skasował klasztory, znalazł się w niemożności zaspokojenia ubogich, a dziś Anglia płaci na ubogich ⅛ dochodu z ziemi.
*4-ty Okres.* W tym okresie Kościół ma do walczenia z najgorszym nieprzyjacielem, który same podwaliny Kościoła podkopuje, bo dąży wprost do wykorzenienia pojęcia religii z serc ludzkich. Ten nieprzyjaciel najpierw przedstawia się pod płaszczykiem religii, ale takiej, której główną zasadą jest przeczenie (protestantyzm). Potem pod imieniem filozofii, racyonalizmu, uczoności, chce mrzonkami rozumu niby zbadać, ale w istocie wykluczyć prawdy objawione. Nakoniec w naszym wieku, pod imieniem postępu, pozytywizmu, zwraca wszystkie umysły do materyi, do dobrobytu, aby ich oderwać od rzeczy duchownych i od religii.
Rządy zamiast bronić Kościoła, najlepszego obrońcy porządku, podają rękę jego wrogom, odbierają mu pomoc, do której ma prawo, odbierają mu jego środki działania, dobra, klasztory, szkoły.
Kościół broni się jedynie miłością: zamiast wypowiadać posłuszeństwo niewdzięcznym rządom, każe ich słuchać. Korzysta z odrobiny wolności i środków, jakie mu zostają, by wychowywać młodzież, oświecać lud, utrzymywać zakłady dobroczynne. Wyparty częściowo z Europy, cywilizuje kraje barbarzyńskie.
Jednak przemaga na razie potęga piekła; Kościół coraz bardziej wyparty jest ze społeczeństwa cywilnego. Lecz w tym samym stosunku duch miłości niknie, i wraca Świat do barbarzyństwa — znać to w wojnach i w pokoju, w ustawodawstwie i praktyce cywilnych stosunków. A to jest najlepszym dowodem, że duch, jaki był w społeczeństwie chrześcijańskiem, pochodził jedynie od Serca Jezusa w Kościele.
*Domówienie.*
A więc jeśli nie chcemy powrócić do barbarzyństwa, wspierajmy Kościół naszą wiernością i użyciem wszelkiego wpływu naszego; obstawajmy za wszystkiem, co do Kościoła należy.
I uciekajmy się do Serca Jezusowego, czerpajmy w Niem sami tego ducha miłości i módlmy się za cały Kościół. Modlitwa, Apostolstwo modlitwy wiele może mieć wpływu na bieg historyi.
---
*Serce Jezusa jest źródłem hierarchii mistycznej Kościoła.*
Dla którego jest wszystko i przez którego jest wszystko, > który wielu synów do chwały przywiódł. > > Żyd. II. 10.
*Wstęp.*
Widzieliśmy dotąd, jak z Serca Jezusa, jako serca Kościoła, wypływa cała Kościoła organizacya, jego hierarchia, nawet jego prawo i jego historya. Gdyby Kościół był tylko takiem społeczeństwem jak inne, nasze zadanie byłoby skończone. Ale Kościół jest też społeczeństwem dusz; jego celem jest prowadzić dusze do Boga, t. j. prowadzić je drogą cnoty i doskonałości, coraz wyżej — aż do nieba. Otóż z tych dusz jedne idą prędzej od drugich, wyżej się wspięły, inne jeszcze wyżej. Stąd powstaje w łonie Kościoła pewne duchowe stopniowanie, pewna hierarchia mistyczna — i o niej właśnie dziś mówić będziemy, bo i jej sercem jest Boskie Serce Jezusowe.
*Wykład dogmatyczny.*
Wielki mistrz teologii mistycznej, św. Dyonizy Areopagita, pisząc o hierarchii kościelnej, oprócz tej hierarchii widocznej, kapłanów i sług ołtarza, odkrywa w Kościele drugą duchową hierarchię, stopniowaną nie według święceń i godności, ale według wewnętrznej doskonałości; i dzieli ją na trzy stopnie, odpowiednio do trzech hierarchii niebieskich. Jedna jest początkujących, druga postępujących, trzecia doskonałych. Albowiem lubo wszystkim P. Jezus powiedział: *Bądźcie doskonałymi, jak Ojciec wasz niebieski doskonałym jest* (Mat. V. 48), wszelako nie wszyscy odpowiadają temu wzniosłemu powołaniu. Niektórzy wcale nie dbają na Boga i zbawienie. Tacy wcale się nie liczą w tych hierarchiach, bo oni wedle ducha nie należą do Kościoła, ale tylko zewnętrznym związkiem są z nim spojeni. Lecz i między tymi, którzy żyją w łasce Bożej, są różne stopnie.
Jedni dopiero poczynają drogą cnoty kroczyć. Ich życie duchowne polega na oczyszczeniu się z dawnych grzechów przez żal i pokutę, na poskramianiu namiętności jeszcze żywych. Stan tych dusz nazywa się drogą oczyszczenia.
Drudzy, już oczyściwszy się pokutą, starają się o nabycie cnót, o poznanie coraz jaśniejsze woli Bożej nad sobą. Idą z cnoty w cnotę (Ps. LXXXIII. 8) ku szczytowi góry Pańskiej, t. j. doskonałości chrześcijańskiej. I Bóg im daje coraz więcej oświecenia. — Stan tych dusz nazywa się drogą oświecenia.
Niektórzy wreszcie, już nabywszy cnót doskonałych i oczyściwszy się z wszelkiego przywiązania ziemskiego, pokonawszy namiętności, są jedynie zajęci łączeniem się z Bogiem w pokoju wysokiej bogomyślności i czystej miłości Dobroci Boskiej. — Tych ostatnich stan zowie się drogą zjednoczenia.
Otóż przypatrując się tym trzem stopniom, zobaczymy, że Serce Jezusa jest zawsze ich Środkiem, i że w miarę, jak są do Niego zbliżone, czerpią z Niego rozmaite siły, pociechy i wzory, odpowiednie do stanu swego, i przeobrażają się stopniowo na Jego podobieństwo, wedle słów Św. Pawła: *Dla którego jest wszystko, i przez którego jest wszystko, który wielu synów do chwały przywiódł.*
**I.** Przypatrzmy się najpierw pierwszemu stopniowi poczynających.
Dusze te były niedawno jeszcze w stanie grzechu, w niewoli szatana, w krainie dalekiej... Któż ich wezwał z tej dalekiej krainy i dał im otuchę, aby wróciły do Ojca? Pytajmy syna marnotrawnego, co mu podało myśl i odwagę powrócenia do ojca? Oto wspomnienie na serce ojca, serce tak litościwe, że o sługach pamięta... *Wstanę i pójdę do ojca mego!* (Łuk. XV. 18). Tak wszystkie niemal dusze, które się nawróciły, tem wspomnieniem o miłosierdziu bez granic Boskiego Serca Jezusa nabrały chęci i odwagi. A nie one pierwsze pomyślały o powrocie, lecz Serce Jezusowe do ich serca przemówiło: *Ludu mój, cóżem ci uczynił?* (Mich. VI. 3). *Byłaś mi niewierną, ale jednak wróć się do mnie, mówi Pan, a ja ciebie przyjmę...* (Jer. III. 1). *A tak przynajmniej od tego czasu nazywaj mnie: Ojciec mój, książę panieństwa mego ty jesteś* (Jer. III. 4).
A teraz, gdy już powróciły te dusze do domu Ojca, i łzami żalu zmywają winy swoje, któż im daje ten żal gorący, synowski, doskonały, jeśli nie toż Serce? Wspomnienie na sądy Boskie może być początkiem skruchy: *Bojaźń Pańska początek mądrości* (Ps. CX. 10), lecz aby skruchę doskonałą znaleźć, trzeba się w Boskiem Sercu zanurzyć. Nieskończona dobroć tego Serca daje poznać tym duszom, jak czarna była ich niewdzięczność; Jego świętość wpaja im obrzydzenie grzechu; Jego boleści, kielich goryczy, który wypiło, pot krwawy, który w Ogrojcu wycisnęło, sprawia w ich sercu ból niezmierny, że swymi grzechami były powodem Jego męki.
Ufność i odwagę do mocnego postanowienia daje im łaskawość i dobroć tegoż Serca, która ich upewnia o pomocy łaski, o przyjęciu ich pokuty.
Wreszcie gorącość i męstwo w uczynkach pokutnych, w umartwianiu swych złych skłonności i walczeniu nieustannie ze sobą, pochodzi też od wspomnienia na przymioty tegoż Boskiego Serca. Rozważając Jego miłość i dobroć, zapalają się te dusze chęcią pomszczenia na sobie swych niewdzięczności. Widząc Jego cierpienia, mówią sobie: Czy może być członek delikatny pod głową cierniem uwieńczoną? czyż nie słuszna rzecz, abym ja grzesznik, sprawca tych cierpień Boskiego Serca, sam z Niem współcierpiał?
Wreszcie z tego Serca, źródła dobroci, płyną na tych pokutników wszelkie łaski, mocą których tę pokutę czynią. Z tego Serca, źródła słodyczy, płyną owe duchowne pociechy, które im często tę pokutę osładzają. I tak Serce Jezusa jest sercem tego życia początkujących, tej drogi oczyszczenia.
**II.** Przejdźmy już do drugiego stopnia tych, którzy przeszli już przez oczyszczenie, a teraz bieżą drogą oświecenia, nabywając stopniowo cnót chrześcijańskich. Tu znowu Serce Jezusowe objawia się jako słońce, z którego promieniują oświecenia i pomoce temu stanowi właściwe.
a) Ono ich uczy swym przykładem cnót odnoszących się do Boga: Miłości. *Przyszedłem puścić ogień na ziemię, a czegoż chcę, jedino aby był zapalon!* (Łuk. XII. 49). — Doskonałej modlitwy: *Był wysłuchany dla swej uczciwości* (Żyd. V. 7). — Posłuszeństwa woli Bożej: *Mojem pokarmem jest, abym czynił wolę tego, który mię posłał* (Jan IV. 34). — Poddania się: *Nie moja wola, ale Twoja niechaj się stanie* (Łuk. XXII. 42). — Cierpliwości w opuszczeniu: *Boże mój, Boże mój, czemuś mię opuścił?* (Mat. XXVII. 46).
b) Ono ich uczy cnót względem bliźniego: Miłości. *Jakem ja was umiłował, abyście się i wy społu miłowali* (Jan XIII. 34). — Cichości i skromności: *Uczcie się odemnie, iżem jest cichy i pokornego serca* (Mat. XI. 29). — Cierpliwości i pobłażania: *Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią* (Łuk. XXIII. 34).
Uczy cnót względem siebie: pokory, czystości, oderwania od rzeczy ziemskich (w Najśw. Sakramencie) — pragnienia krzyża: *Mam być chrztem ochrzczon, a jakom jest ściśnion, aż się wykona!* (Łuk. XII. 50).
Ono nie tylko ich uczy przykładem, ale wewnętrznemi natchnieniami, pukaniem do ich serca. *Oto stoję u drzwi i kołaczę* (Obj. III. 20). Osobliwie na modlitwie Serce Boskie rozmawia z sercem ludzkiem, jeśli ono jest uważne na głos serca.
Każdy może się przekonać, że to głos serca: bo nie słowami, nie pojęciami umysłowemi przemawia, ale słodkiemi poruszeniami miłości...
Nie tylko ich uczy, ale zachęca i nagli, to przykładem, to wewnętrznem pociąganiem, osobliwie pobudką właściwą sercu — pobudką miłości. Kto nie tą pobudką miłości się kieruje w drodze oświecenia, ten bardzo pomału iść będzie, nigdy gruntownych nie zdobędzie cnót, i z pewnością nie dojdzie do szczytu. Przeciwnie, jeśli wiatr miłości nadmie jego żagle, prędko go poniesie, wszystko mu ułatwi: bo miłującemu wszystko łatwo. Stąd wielki uczeń Serca Jezusa, św. Franciszek Salezy, naucza, że miłość jest najkrótszą drogą do doskonałości; a wielu długo idzie i nie dochodzi, bo tą drogą nie idą. I już przed nim św. Augustyn powiedział: *Miłuj, a czyń co chcesz.* I Apostoł: *Wypełnieniem zakonu jest miłość* (Rzym. XIII. 10).
Wreszcie to Boskie Serce dodaje postępującym sił, jakich potrzebują, wlewając im hojne łaski, osobliwie w swym własnym Sakramencie.
**III.** Nakoniec wznieśmy się, ile nasza nieudolność potrafi, aż do trzeciego chóru tej hierarchii mistycznej, do chóru doskonałych, bieżących drogą zjednoczenia.
Ci już oczyścili się w Sercu Jezusowem z kału ziemskiego, nabyli wszelkich cnót w tem życiu możebnych. Już namiętności ich umartwione nie odzywają się, jak tylko nieznacznemi poruszeniami, i nie kłócą ich błogiego pokoju. Używają tego Świata, jakoby nie używali (1. Kor. VII. 31), ukrzyżowani są światu a Świat im ukrzyżowany (Gal. VI. 14). Sobie umarli, wyzuciem miłości własnej, a życie ich ukryte jest z Chrystusem w Bogu (Kol. III. 3); żyją, ale już nie oni, lecz żyje w nich Chrystus (Gal. II. 20). Podobniejsze do Aniołów niż do ludzi, te błogosławione dusze łączą się ustawicznie z Bogiem modlitwą tak wzniosłą, że my ani wyobrażenia o niej powziąć nie możemy; one zaś ją opisują jako milczenie zachwytu w obecności Majestatu Boskiego, jako przelanie się duszy w morze doskonałości Boskich, jako wyniszczenie własnej osoby i przeobrażenie się w Boga. Jest to język, który oni tylko sami zupełnie rozumieją.
Ale jeśli ich zapytamy, jaki jest sekret ich anielskiego życia, jaką drogą wspięli się, albo raczej wzlecieli jak orły na ten szczyt niebotyczny, odpowiedzą nam: weszliśmy do Serca Jezusowego i tameśmy założyli mieszkanie.
Tak nas uczy Błog. Małgorzata Marya, która sama ustawicznie w tem Sercu mieszkała, i świadczy o obietnicy P. Jezusa, że w Jego Sercu dusze oziębłe staną się gorliwemi, a gorliwe szybkim krokiem dojdą do doskonałości.
Tak odpowiada św. Gertruda, która codzień rozkoszując się w tym przybytku mówiła: »Witam Cię, o Serce Jezusa, Źródło żywe i ożywiające życia wiekuistego, skarbie Bóstwa nieprzebrany, ognisko żarzące się Boskiej miłości! ty jesteś miejscem mego spoczynku, moim przytułkiem«.
Tak odpowiada Św. Bernard, który pisze: »Dlatego przebity jest bok Twój, o Jezu, aby otwarte było dla nas wejście; dlatego zranione jest Serce Twoje, abyśmy w Niem bezpieczni od zewnętrznych zakłóceń zamieszkać mogli... O, jak dobrze, jak rozkosznie jest mieszkać w tem Sercu! Za to poświęcę wszystko i wszelkie nawet żądze serca mego«.
Tak odpowiada św. Jan, uczeń miłości, który na Sercu Jezusa spoczął, i od Niego się nauczył tych tajemnic Boskiej miłości, jakie później rozgłaszał.
Tak odpowiada św. Paweł, który nas wszystkich wzywa, abyśmy w Sercu Jezusowem mieszkali: *Świadkiem mi jest Bóg, jako wam wszystkim życzę, abyście byli we wnętrznościach Jezusa Chrystusa* (Filip. I. 8).
Lecz dobitniej i wyraźniej od wszystkich wzywa sam Pan Jezus wszystkich, którzy pragną doskonałości, do mieszkania w Jego Sercu: *Mieszkajcie we mnie, a ja w was* (Jan XV. 4). I w ostatniej modlitwie prosi Ojca: *Ja w nich, a Ty we mnie: aby byli doskonałymi w jedno* (Jan XVII. 23).
Tak więc wszystkie dusze doskonałe mieszkają w Sercu Jezusowem, t. j. że miłość Boska jest ich żywiołem, i poza to Serce nie wychodzą, nie mając żadnego pragnienia, któreby do czegoś poza tem Sercem się odnosiło; a Serce Jezusa mieszka w nich, ponieważ zupełnie w nich panuje, zwyciężywszy ich miłość własną, rządzi bez podziału wszystkiemi ich poruszeniami...
Takich dusz zapewnie mała jest garstka w Kościele, ale one, choć nieliczne, są sercem Kościoła, bo przez nie Kościół oddaje Bogu służbę, cześć i miłość doskonałą, jakiej przez inne członki nie oddaje; przez nie Kościół jest oblubienicą najmilszą, bez zmarszczki i skazy; one ściągają Kościołowi najobfitsze łaski i błogosławieństwa. A tem samem Serce Jezusowe, które w nich najzupełniej króluje, jest także przez nie sercem Kościoła.
*Streszczenie i zastosowanie.*
O, jakże wspaniały widok przedstawia oczom duszy ta hierarchia mistyczna, wznosząca się w trzech chórach naokoło Serca Jezusa! Jedni u nóg Jezusa płaczą z Magdaleną, drudzy u rąk uczą się uczynków dobrych, trzeci do samej rany boku się tulą. Ale choć ci ostatni bliżej i bezpośredniej czerpią z tego Serca, drudzy dalej, jednak krew, która temi wszystkiemi ranami płynie, i łaski, które się rozlewają na te trzy chóry, z tegoż Serca płyną.
A zatem do jakiegokolwiek chóru należymy, łączmy się jak najściślej z tem Sercem życia duchownego...
---
*Serce Jezusa jest celem, do którego wszystko dąży w Kościele.*
Ja jestem alfa i omega, początek i koniec. > > Objaw. I. 8.
*Wstęp.*
Mówiłem na wstępie tych dziewięciu nauk, że jak w organiźmie człowieka serce jest tym Środkiem, z którego krew żywotna wypływa, i do którego po obiegu wraca; tak Serce Jezusa jest takiem sercem Kościoła, z Niego bowiem płynie wszystko życie Kościoła i wszystkie czyny, Środki i objawy tego życia, — cośmy w tych ośmiu poprzednich naukach widzieli — a znowu ku temuż Sercu to życie powraca i spływa, do Niego wszelki ruch żywotny w mistycznem ciele Kościoła dąży, tak, że Serce Jezusa nie tylko jest początkiem i Źródłem wszystkiego w Kościele, jakeśmy widzieli, ale też końcem i celem. *Ja jestem alfa i omega, początek i koniec.* I to będzie przedmiotem tej ostatniej nauki.
*Wykład dogmatyczny.*
**I.** Jeżeli najpierw rzucimy okiem na tę piękną przyrodę, która nas otacza, widzimy w każdem stworzeniu jakieś dążenie do swego właściwego celu. A to dążenie jest czemś podobnem do miłości, jest to, według pięknej myśli św. Augustyna, miłość odpowiednia do natury każdej rzeczy. Bo miłość to dążenie do odpowiedniego dobra. Kamień pada ku ziemi, para wznosi się ku obłokom, pszczoła leci do kwiatka, liszka bieży do swego żeru... każda rzecz dąży do czegoś, pod wpływem jakiejś miłości. Miłość ta w rzeczach nieżywotnych jest tylko biernym ruchem, w zwierzętach bezmyślną chucią, dopiero w człowieku jest duchowem pragnieniem dobra, miłością w zupełnem znaczeniu.
Gdy dalej zauważymy, do czego dążą te wszystkie stworzenia, jaki jest cel, do którego zmierza ta powszechna miłość, spostrzeżemy dziwny porządek przez miłościwego Stwórcę utworzony: istoty mniej doskonałe dążą do doskonalszych, służą im na pokarm i inne potrzeby; nieżywotne dążą do żyjących; a wszystko naostatek służy człowiekowi, który jest sercem tej przyrody, nie tylko dlatego, że jest najszczytnioiejszem ze wszystkich stworzeń widomych, i panuje nad wszystkiemi, ale też, że on jeden między niemi ma miłość duchową, która aż do Stwórcy sięga, i Jemu cześć winną oddaje. Inne więc stworzenia, które nie mogą znać i miłować Boga, dążą odpowiednią sobie miłością do człowieka — i przez niego, jako przez serce całej natury, miłują Boga i do Niego się odnoszą.
Taką Bóg utworzył piękną harmonię wszech miłości. Sam bowiem będąc pięknością, harmonią i miłością, zostawia w swych dziełach ślad swoich doskonałości. Ale człowiek nieposłuszeństwem swojem ten porządek zakłócił: sam odpadłszy od miłości Bożej, oderwał niejako całe stworzenie od Boga, i wziął za cel to stworzenie, którego sam był celem. *Rzekł drewnu: tyś jest ojciec mój; a kamieniowi: tyś mię urodził* (Jer. II. 27). Stąd powoli dusza jego, zanurzając się w rzeczach widomych, zapomniała o swej miłości duchowej, niejako utraciła władzę miłowania Boga i rzeczy duchownych... Cóż więc uczynił Bóg, aby naprawić ten porządek? Posłał Syna
swego na Świat w postaci widomej, w naturze ludzkiej, ażeby choć takim sposobem pociągnąć serca ludzkie, i stać się znowu celem ich miłości. »Abyśmy, mówi Kościół, widzialnie Boga znając, przez Niego do miłości niewidzialnych rzeczy byli porwani« (Prefacya ze Mszy na Boże Narodzenie).
Tak więc ten Bóg człowiek stał się środkiem i celem serc ludzkich. Ludzie, poznawszy w ciele ludzkiem Boską dobroć, umiłowali Jezusa, a Jezus, jako serce całej ludzkości, swojem Sercem ludzkiem, lecz ubóstwionem, oddaje Bogu miłość Boga godną. I tak Serce Jezusowe jest Środkiem, do którego wszystko a wszystko dąży: nierozumne stworzenia dążą do ludzi, a ludzie do Jezusa; Serce Jezusowe jest sercem Świata, przez które wszystko stworzenie Boga miłuje: gdyż miłość nierozumnych istot odnosi się do człowieka, a miłość ludzi zestrzelewa się w Sercu Jezusowem, i przezeń do Boga sięga. Tę wielką harmonię miłości odkrywa nam św. Paweł: *Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusowi, a Chrystus Boży* (1. Korynt. III. 22—23).
II. Rzućmy teraz okiem na królestwo łaski — ten Kościół Św., przez Boga człowieka założony, który, jak już wiemy, z Jego Boskiego Serca wyszedł. I tu widzimy, że wszystkie składniki i funkcye tego mistycznego ciała odnoszą się do Serca Jezusa, wszystkie ruchy ku Niemu dążą, wszystkie miłości w Niem są zestrzelone. Przypomnijmy sobie, cośmy o każdej z nich w poprzednich naukach mówili, pokazując jak każda z miłości Serca Jezusowego pochodzi, a odrazu zobaczymy, że każda zarówno do tejże miłości dąży.
Hierarchia, jak widzieliśmy, ma cel dwojaki: spełnianie ofiary Najświętszego Serca, i prowadzenie dusz ludzkich do tegoż Serca, aby się z Niem zjednoczyły przez miłość. W jednem i drugiem dąży hierarchia najwyraźniej do Boskiego Serca. Sakramenta wszystkie również do tego Serca się odnoszą, wszystkie bowiem są podporządkowane jako Środki i przygotowania do Najśw. Sakramentu, w którym się połączenie z Sercem Jezusowem spełnia, który jest tryumfem i arcydziełem Boskiego Serca. Ofiara Mszy Św. ma ten cel, abyśmy w niej przez Serce Jezusowe oddawali Bogu hołd pokłonu i miłości, jakiego swojemi sercami oddać Mu nie możemy. Prawo kościelne, według wyrażenia Pisma, całe dąży do miłości: *Koniec przykazania miłość* (1. Tymot. I. 5); dąży więc do Serca Jezusa, które, jakeśmy widzieli, jest celem wszelkiej miłości świata.
Historya Kościoła dąży do Serca Jezusa. Kościół już od początku Świata miał symboliczną historyę swoją w dziejach ludu wybranego, który był przedobrażeniem i figurą Kościoła, jak naucza św. Paweł, a św. Augustyn wspaniale wykłada i rozwija w dziele »O Mieście Bożem«. Otóż mnóstwo tych figur i przepowiedni Starego Zakonu odnosiło się do przyszłego Zbawiciela, i wyobrażało proroczo przymioty Jego Serca. Abel przedstawiał Jego niewinność, Abraham Jego posłuszeństwo, Izaak Jego gotowość na Śmierć dla czci Boskiej, Melchizedech Jego kapłaństwo, Józef Jego prześladowania od braci, Mojżesz Jego panowanie łaskawe nad sercami ludzkiemi. Cuda, których doznali Żydzi na puszczy, były według św. Pawła figurami (1. Kor. X. 11) Chrztu, Najśw. Sakramentu, i innych zdrojów łaski, jakie z tegoż Serca płynąć miały. Słowem, wszystkie ważne wypadki dawnego Przymierza odnosiły się do Serca Jezusa, jako celu swego, przepowiadając Jego doskonałość i Jego dzieła, i zarazem obudzając w sercach ludzkich pragnienie i miłość tego Zbawiciela.
Po przyjściu zaś Pana Jezusa, historya Kościoła jest tylko dążeniem do urzeczywistnienia królestwa Boskiego Serca w ludzkości, jest wspaniałym obrazem, w którym widzimy, jak serca ludzkie lgną do Serca Jezusa, najpierw w ziemi Judzkiej, a potem z coraz dalszych krain, z coraz odleglejszych narodów; widzimy, jak mimo wszelkich przeszkód, jakie piekło napiętrza, i mimo wielu strat, jednak zbiegają się dusze ku miłości Bożej z tego Serca promieniejącej, i zapalają się tym ogniem, który Jezus przyszedł puścić na ziemię... aż kiedyś cała ziemia tym ogniem zapłonie, wtedy, kiedy będzie jeden pasterz i jedna owczarnia.
III. Tak więc wszystko dąży do Serca Jezusa. Widzieliśmy to zacząwszy od poziomu natury, potem spotkaliśmy to samo w sferze łaski; zobaczmy jeszcze, jak wszystko do tego Serca dąży w najwyższej sferze niebieskiej chwały.
Te dążenia do Serca Jezusa, o którycheśmy dotąd mówili, są zawsze niedoskonałe; zawsze liczne niedostatki, zwłaszcza grzechy ludzkie, psują ten cudny ustrój miłości, wprowadzają rozdźwięk w tę harmonię miłości. Lecz te wszystkie niedostatki się naprawią, te niezgodne tony umilkną, i harmonia miłości będzie doskonałą, w Mieście wiecznej miłości.
Do tego dąży Kościół i cały Świat łaski; do tego też dąży i wzdycha cała natura, ta natura, która grzechem człowieka skażona jest, i stąd jakiś gwałt cierpi, a po zmartwychwstaniu ma być swoim sposobem uwielbiona. *Albowiem oczekiwanie stworzenia — mówi tajemniczo św. Paweł — oczekiwa objawienia synów Bożych. Bo próżności poddane jest stworzenie, nie dobrowolnie, ale dlatego, który je poddał w nadzieję; bo to samo stworzenie wzdycha, i jako rodząca boleje aż dotąd. A nietylko ono, ale i my sami, mający pierwiastki Ducha, i sami w sobie wzdychamy, oczekiwając przywłaszczenia synów Bożych, odkupienia ciała naszego* (Rzym. VIII. 19—23).
A w samem tem Mieście wiecznej miłości ku czemu są zwrócone wszystkie oczy i serca? Pytajmy Ucznia miłości, który w Objawieniu swojem widział to Miasto błogosławione. *Miasto — mówi on — nie potrzebuje słońca ani księżyca, aby świeciły w niem, albowiem jasność Boża oświeca je, a świecą jego jest Baranek* (Obj. XXI. 23). Bóstwo ich oświeca światłem błogosławionem. Ale to Światło Bóstwa promieni się jako z latarni, z człowieczeństwa, w szczególności z Serca Jezusowego, w którem, jak mówi Pismo, *mieszka wszystka pełność Bóstwa cieleśnie* (Koloss. II. 9), i ku któremu wszystko się zwraca, już nie z trudnością i gwałtem, jak pośród przeszkód tego życia, ale z rozkoszą niewypowiedzianą, i z Niem jako z celem swego dążenia się jednoczy.
To samo ogłasza i Paweł św., który także zajrzał do tej ojczyzny niebieskiej. W pierwszym liście do Koryntyan, opisując, jak wszystko poddane jest Chrystusowi, na to, aby wszystko z Nim się jednoczyło miłością, i przezeń było ożywione, a jak Chrystus przez wieki do uzupełnienia tego dzieła dąży, pokonując wszystkich swych nieprzyjaciół, mówi nakoniec: *A gdy Mu wszystko poddane będzie* (t. j. po sądzie ostatecznym, gdy już wszyscy ludzie przeznaczeni będą Chrystusowi poddani, i na podobieństwo ciała Chrystusowego uwielbieni), *tedy i sam Syn będzie poddany Temu, który Mu poddał wszystko* (1. Kor. XV. 28), t. j. nie jako Bóg, lecz jako człowiek, swem ludzkiem Sercem odda Ojcu hołd poddaństwa. Jakżeż wtedy dopiero odda to Serce Ojcu hołd, kiedy od chwili swego stworzenia czciło Go najdoskonalej? Otóż wtedy odda Mu hołd, jakiego dotąd Mu nie oddało, bo nie tylko samo z siebie, ale i z ciała swego mistycznego, już zupełnego, t. j. ze wszystkich serc ludzkich z Nim zjednoczonych i w Nim mieszkających miłością doskonałą. A tego hołdu, który Mu wtedy odda, nie przestanie oddawać przez całą wieczność.
O błogosławione życie! z Sercem Jezusowem być zjednoczonym miłością wiekuistą, bez żadnej przerwy, bez żadnej obawy! Z Serca Jezusowego, zdroju żywota, upajać się hojnością domu Pańskiego, i strumieniem rozkoszy jego napawać się, a w Światłości jego oglądać światłość! (Ps. XXXV, 9—10). Przez Serce Jezusowe oddawać wiecznie Bogu cześć i miłość i dziękczynienie i błogosławieństwo!
O Boskie Serce! wszystko do Ciebie dąży na niebie i na ziemi. Wszystko Cię miłuje; czy tylko moje serce ma kłócić tę harmonię miłości? Czy mam ja być wyrodkiem całej natury, i ściągnąć na siebie przekleństwo wszelkich stworzeń, nie dążąc do Ciebie, do którego wszystko dąży?... Ach! dosyć już tego rozstroju sprawiłem w Świecie; teraz całem sercem do Ciebie dążę i Ciebie miłuję i ufam w twej dobroci, że Cię wiecznie będę miłował, i przez Ciebie wieczną oddawał cześć Bogu w Trójcy jedynemu. Amen.