HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

KAZANIE O NAJŚWIĘTSZEM SERCU PANA JEZUSA — SKARBIEC DLA UMYSŁU I SERCA

Serce Jezusa skarbcem dla umysłu i serca naszego

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy moja wiara stała się letnia Najświętsze SerceNaśladowanie Chrystusa
Będziecie czerpać wody z radością
W skrócie. Kazanie wygłoszone do młodzieży na początku roku szkolnego ukazuje Serce Jezusa jako skarbiec trzech wielkich potrzeb człowieka: mądrości (prawdy), świętości (cnoty) i życia (miłości). Przeciwstawia mądrość Bożą mądrości światowej prowadzącej do sceptycyzmu i pychy. Adresowane do tych szukających sensu, kierunku w życiu i prawdziwego ideału.

„Ja matka pięknej miłości i bogobojności, i uznania i nadziei świętej. We mnie wszelka łaska drogi i prawdy, we mnie wszystka nadzieja żywota i cnoty.”

*Serce Jezusa skarbcem dla umysłu i serca naszego*

Będziecie czerpać wody z radością > ze zdrojów Zbawicielowych. > (Izaj. XII, 3)

Droga młodzieży!

Gdy dwu szczerych przyjaciół po pewnej rozłące ma się znowu spotkać ze sobą, to jeden i drugi przygotowuje całe stosy wiadomości, pytań, uczuć, które ma wylać przed przyjacielem — gdy zaś spotkanie nastąpi, wtenczas o materyale przygotowanym jeden i drugi zazwyczaj zapomina — i jeden i drugi mówi o samem spotkaniu. W podobnem i ja dzisiaj znajduję się położeniu. Pragnąłbym z duszy i z serca powiedzieć wam nieco o Duchu Św., którego Światła wezwaliśmy właśnie na pomoc; o przepotężnej opiece Królowej korony polskiej, najlepszej naszej Matuli niebieskiej, którą wy wszyscy tak bardzo kochacie; chciałbym mówić o potrzebie wytężonej pracy i jej doniosłości w czasach dzisiejszych; pragnąłbym wam pokazać, jaką nieoszacowaną iście wartość posiada czas i korzystanie z każdej chwilki czasu; chciałbym postawić przed oczy wasze obraz tych wielkich nadziei, jakie przywiązuje do was nasza biedna ojczyzna i sam Kościół św. —

lecz o tem wszystkiem mówić nie będę; wolę z przyjaciółmi po przyjacielsku zacząć od chwili obecnej.

Przybyliście moi drodzy po większej części z dalszych stron, niektórzy nawet z bardzo dalekich stron w mury tego Zakładu, a przybyliście nie na chwil kilka, ani na kilka tygodni, ale na cały rok szkolny. Czy wobec tego nie możnaby postawić pytania: i po co wy wszyscy przybywacie tu do nas?! Niejeden może nie zdaje sobie wcale sprawy z tego, albo zdaje ją sobie niedobrze — nie pytajmy więc o to siebie samych, jeno tych, którzy mogą nam dać dokładną na to odpowiedź. Zapytajmy waszych rodziców i opiekunów, którzy z łzą w oku, a otuchą w sercu was tu oddają; zapytajmy całe społeczeństwo nasze, które pilniej śledzi wszystkie kroki wasze, niż sami przypuszczacie; zapytajmy przodków waszych, których krwią i mózgiem przesiąknięta jest cała ziemia polska; zapytajmy Aniołów stróżów waszych, którzy w tej chwili tak kornie klęczą koło każdego z was; tak błagalnie modlą się za was do Pana — a zewsząd podniesie się jedna tylko stanowcza odpowiedź: Przybywacie do Zakładu na to, ażeby zaspokoić swoje potrzeby umysłowe, moralne i życiowe przez nabycie mądrości, cnoty, życia prawdziwego.

Te trzy zatem ogromne, bo największe i najdroższe skarby — mądrość, cnotę, życie prawdziwe — macie nabyć i posiąść w tej szkole. I skąd wy to wszystko weźmiecie? Czy z siebie samych? Po cóżbyście przychodzili tutaj? Czy od nas może? Ach! jak chętnie dalibyśmy wam to wszystko, gdybyśmy mogli! Ale to nie jest w naszej mocy. My naprawdę nie dajemy, ani dać wam nie możemy ni mądrości, ni cnoty, ni siły życiowej — naszem zadaniem jest tylko kierować ustawicznie krokami waszymi, i wskazywać wam źródła, z których te skarby sami wydobywać możecie. Pozwólcie więc, moi najmilsi, że na samym progu nowego roku szkolnego zwrócę waszą uwagę na pierwsze i zasadnicze źródło, z którego wszystkie te bogactwa obfitymi strumieniami wypływają. Na większą chwałę Boga.

Prawie 19 wieków temu, kończyły się właśnie w Jeruzalem wielkie święta Sukkotu, a purpurowa zorza już po raz ósmy oblała złotem szmaragdowem zielone namioty Izraela. Rozliczne gromadki ludu, w świąteczne stroje przybranego, śpieszą do sławnego źródła i sadzawki Siloah. Już przybył arcykapłan z lewitami — już ma się zacząć uroczysta procesya z Siloah do świątyni. Do szczero złotej urny zaczerpnięto wody z sadzawki. Arcykapłan bierze urnę w ręce, a promienie porannego słońca odbijają się wesoło w urnie, łamią się na szkarłatnym, złotem przetykanym efodzie kapłańskim, ślizgają się po 12 drogich kamieniach chossenu czyli napierśnika, rozpryskując się wokoło cudownymi kolorami tęczy. Procesya wyrusza; lewici rozpoczynają radosny i tęskny zarazem śpiew Hallel, a ludność z gałązkami pomarańcz i cytryn, z palmami mirtem uwieńczonemi, podąża wesoło za nimi. Z rozmaitych śpiewów najbardziej w ucho a najgłębiej w serce wpada rozdział XII Izajasza, zwłaszcza zaś wiersz 3-ci: Będziecie czerpać wody z radością ze zdrojów Zbawicielowych.

Już jest procesya niedaleko Świątyni. Wtem z małego podniesienia, na uboczu stojącego, zabiera głos mężczyzna w kwiecie wieku, cudownej urody, dziwnie słodkiego oblicza, i stara się swoim donośnym głosem przygłuszyć śpiew i sam gwar procesyi. *Jeśli kto pragnie*, wołał na cały głos Chrystus, *niech do mnie przyjdzie, a pije. Kto wierzy we mnie, strumienie wody żywej popłyną z serca jego!* (Jan. VII, 37—38). I dodaje naoczny Świadek, Jan Św., iż niektórzy z onej rzeszy, usłyszawszy te słowa, mówili: zaiste ten jest prorokiem; drudzy mówili: ten jest Chrystus; inni zaś powiadali: alboż Chrystus przyjdzie z Galilei? I powstała sprzeczka między rzeszą z powodu Chrystusa, a niektórzy z nich chcieli Go nawet pojmać (Tamże 40—44).

Czyż nie to samo dzieje się obecnie? Dzisiaj po 19-tu wiekach świat postąpił nieco; dzisiaj mocniej i gwałtowniej, niż za czasów Chrystusa, odczuwa potrzebę prawdy i mądrości, szczęścia i dobroci, piękności i doskonałości. I ta bezzrzeżna tęsknota, jakąś melancholią śmiertelnie smutną owiana, unosi się nad duszą dzisiejszej ludzkości, dążąc gdzieś ślepo przed siebie w nieznane nicości krainy. I oto, Pan Jezus otwiera Serce swoje — które milion takich tęsknot na wieczność całą zaspokoićby mogło, a owa ślepa tęsknota tego jedynego zdroju najczęściej nie widzi.

Lecz my, dzięki Bogu, do tych ślepo tęskniących nie należymy. Zbliżmy się więc do tej niezgłębionej krynicy, i zostańmy przy niej chwil kilka. Wszak Serce Pana Jezusa potrafi zaspokoić nasze potrzeby umysłowe — bo jest źródłem mądrości; Serce Pana Jezusa potrafi zaspokoić nasze potrzeby moralne — bo jest źródłem świętości; Serce Pana Jezusa zaspokoi również nasze potrzeby życiowe — bo jest źródłem życia.

Pierwszym naszym obowiązkiem, droga młodzieży, jest nabywanie prawdziwej mądrości. Czyż mam wam wykazywać dopiero potrzebę mądrości i prawdy? Wszak to klejnoty wszystkim bez wyjątku nieodzownie potrzebne. Czyż może się obejść ryba bez wody, płuca bez powietrza, organizm nasz bez pokarmu i napoju? — A umysł nasz miałby się obejść bez mądrości?! Przecież prawda i mądrość to konieczny, przyrodzony pokarm i napój rozumu. Któryż człowiek, i to od kolebki niemal aż do samego kurhanu cmentarnego, nie stawia raz po raz owego strasznie oklepanego i dziwnie głębokiego pytania: »dlaczego?!« Czyż chleb i woda, czyż zabawy i uczty, czyż złoto i banknoty, czy urzędy i godności wystarczą na zaspokojenie owych pytań, rozsadzających pierś ludzką, rozpalających korę mózgową?! — Prawdy! — prawdy! — całkowitej prawdy na to potrzeba!

Prawda i mądrość to nietylko konieczny pokarm rozumu — to także konieczna potrzeba w życiu każdego człowieka. Prawda i mądrość — to podstawa, to tron a rdzeń każdej właściwej nauki. A cóż dzisiaj wart jest człowiek bez nauki? Nauka dopiero daje człowiekowi zwycięską broń w rękę do walki z błędami i fałszami środowiska; nauka dopiero daje mu odpowiednią podstawę i podporę do rozpoczęcia pracy dodatniej w swoim zakresie.

I czyż tylko jednostki potrzebują prawdy i mądrości? Czyż społeczeństwo dzisiejsze może się ostać bez mądrości i nauki? Przecież na głupcach społeczeństwo opierać się nie może i nie powinno! Przecież rozwój społeczeństwa bez mądrości prawdziwej jest dziś wprost niemożebny! Przecież brak mądrości grozi niechybną zagładą, zupełnem bankructwem szczęściu i dobrobytowi społeczeństwa.

Potrzebujemy więc bardzo i to z wielu względów prawdy i mądrości. Jakaż wygoda dla nas, że tę prawdę i tę mądrość możemy czerpać z Serca Pana Jezusa.

Istotnie — wszak Serce Pana Jezusa jest źródłem prawdy i mądrości — więcej jeszcze — jest prawdą i mądrością samą.

Serce Pana Jezusa — to nie jest serce wielkiego, mądrego człowieka, to nie jest serce Św. Franciszka Ksawerego lub Św. Jana Złotoustego, to nie jest serce św. Tomasza z Akwinu lub św. Augustyna, to nie jest serce św. Pawła, apostoła narodów lub Św. Jana, orła między ewangielistami — to nie jest nawet serce Niepokalanej Dziewicy, — ale to jest serce najmędrszego i najlepszego z synów ludzkich, to utwór Ducha mądrości, najwspanialsze dzieło natury i łaski, odblask wiecznego Światła — lecz co ja mówię, nie! — to jest Serce Boga samego — to najmilszy przybytek samego Jehowy, świątynia samoistności Bożej, w której według św. Pawła skryte są wszystkie skarby mądrości i umiejętności (Col. II, 3).

Wrzeciądze tej Świątyni podniesione, wierzeje tej skarbnicy rozchylone, bo Serce Boga człowieka otwarte. Chodźcież moi drodzy, chodźcie, oglądajcie, bierzcie!

W Sercu Zbawiciela znajduje się dwojaka mądrość i wiedza: stworzona i niestworzona. Trojaką rozróżniają teolodzy wiedzę stworzoną: nabytą, wlaną i błogosławioną. Wiedzą nabytą Serce Pana Jezusa poznaje wszystko ludzkim sposobem, ale przewyższa nią wszelką wiedzę ludzką. Wiedzą wlaną poznaje wszystko sposobem anielskim, ale przewyższa nią niedościgłą dla nas mądrość chórów niebiańskich. Wiedzą błogosławioną wreszcie wzbija się na wyżyny mądrości samoistnej, dla nas niepojętej, bo uczestniczy w wiedzy widzenia Słowa przedwiecznego.

Dotknęliśmy już rąbka kotary, zasłaniającej oczom naszym mądrość niestworzoną Serca Pana Jezusa. Uchylmy nieco zasłony i patrzmy. Oto nigdy niezapalone i nigdy niegasnące Słońce Prawdy wieczystej! Oto bezbrzeżny, bezdenny Ocean Mądrości nieskończonej, niezmierzonej! Przy tem Słońcu Prawdy, przy tym Oceanie Mądrości gubi się nasz wzrok, mąci się nasz umysł, milknie nasz głos, a język nasz w niemotę popada!

Chcielibyście wyrobić sobie jakieś przynajmniej pojęcie o tej niestworzonej mądrości? Czytajcie Salomona księgi Mądrości i Przypowieści, czytajcie Jezusa Syna Syrachowego księgę Eklezyastyka. Tam Duch Św. raz po raz odsłania nam niektóre promienie i przymioty odwiecznej Mądrości. Weźcie do ręki rozdział VIII ksiąg Przypowieści i rozdział XXIV Eklezyastyka. Wszak to najwspanialsze hymny na cześć tej rodzicielki Prawdy, albo raczej, to objawienie się samej nieomylnej Mądrości; bo tam ona sama zabiera głos i do synów Boskich przemawia.

Pragnęlibyście poznać jej pochodzenie? — *Jam wyszła z ust Najwyższego, pierworodna przed wszystkiem stworzeniem* (Ekkl. XXIV, 6). *Pan mię posiadł na początku dróg swoich, pierwej miźli co uczynił z początku. Od wiekum jest zrządzona i starodawna, pierwej miźli się ziemią stała. Jeszcze nie było przepaści, a jam już poczęła była: ani jeszcze źródła wód były wytrysnęły i ani jeszcze góry ciężkim ogromem były stanęły: przed pagórkami jam się rodziła. Jeszcze był ziemi nie uczynił, ani rzek, ani zawias okręgu ziemi* (Prov. VIII, 22—26).

A jej znaczenie, jej godność w wszechświecie?

*Gdy Pan gotował niebiosa, tamem Ja była: gdy pewnym porządkiem i kołem otaczał przepaści: gdy niebiosa utwierdzał wzgórę i ważył źródła wód: gdy zakładał morzu granice jego, a prawa dawał wodom, aby nie przestępywały granic swoich: kiedy zawieszał fundamenty ziemi — z nimem była wszystko układając* (Prov. VIII, 27—30). — *Jam sprawiła na niebie, aby wschodziła światłość nieustająca, a jako mgła okryłam wszystką ziemię: Jam mieszkała na wysokości, a tron mój na słupie obłokowym. Samam odeszła okrąg niebios, i przeniknęłam głębokość przepaści, chodziłam po bałwanach morskich i stałam na wszelkiej ziemi i między wszelkim ludem* (Ekkl. XXIV, 6—9).

A jaka piękność tej królowej rozumu! — *Wyniesionym jestem jako palma w Kades i jako szczepienie róży w Jerycho: jako piękna oliwa na polu, a jako jawor jestem podwyższona nad wodę na ulicach* (Ekkl. XXIV, 17—19).

A jednak mimo takie wywyższenie Mądrość najwyższa zniża się do nas, zaprasza nas serdecznie do siebie, obiecuje błogosławioną obfitość owoców swoich: — *Ja matka pięknej miłości i bogobojności, i uznania i nadziei świętej. We mnie wszelka łaska drogi i prawdy, we mnie wszystka nadzieja żywota i cnoty. Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy mnie pragniecie, i napełnijcie się owocami moimi* (Ekkl. XXIV, 24—27). — *Błogosławiony człowiek, który mię słucha: i który czuwa u drzwi moich na każdy dzień i pilnuje u podwojów drzwi moich. Kto mię znajdzie, znajdzie żywot, i wyczerpnie zbawienie od Pana* (Prov. VIII, 34—35).

Oto kilka rysów tej mądrości wschodniem piórem skreślonych. Czyż nie słusznie powiedział Jezus, syn Syracha, na początku swej księgi: *Zdrojem mądrości Słowo Boże na Wysokości* (Ekkl. I, 5). Czyż nie pięknie wyraził się Jan Św. zaraz na wstępie swojej Ewangelii: *A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami — pełne łaski i prawdy?* (Jan I, 14).

A teraz na tem tle ogromnem, sięgającem od szczytów świata aż do najgłębszych przepaści, obejmującem wszystkie rzeczy przeszłe i przyszłe, a nawet wieczność całą, uprzytomnijcie sobie jak najżywiej Boga człowieka, mówiącego owe proste i krótkie słowa: *Ego sum veritas! — Jam jest prawda!*

O tak, moi Najmilsi, i w Sercu Pana Jezusa jest Źródło Prawdy, jest cała Prawda — jest sama Prawda! Tu możemy zawsze, kiedy tylko chcemy, prawdą się posilić; tu możemy do umysłu swego zaczerpnąć prawdy, ile tylko chcemy.

Tak jest — możemy czerpać prawdę z Serca Pana Jezusa; ale to nie dosyć — my prawdę z Serca Pana Jezusa czerpać musimy!

Jest to wrodzoną koniecznością rozumu naszego, że bez jakiejś mądrości obejść się żadną miarą nie może. A że sam w sobie rozum ludzki mądrości nagromadzonej nie posiada, musi ją koniecznie czerpać z jakiegoś źródła. Jeśli zatem nie będzie czerpać z przeczystego zdroju Serca Chrystusowego — czerpać ją niezawodnie będzie z innych mętnych źródeł, ze zdrojów cielesnych i światowych, będzie się starał o mądrość ciała i świata.

A czyż to obojętna rzecz posiąść mądrość Bożą, albo mądrość świata? — Ależ prawda jedna tylko być może! — Słyszę w niektórych umysłach podnoszące się głosy. Tak jest! — prawda jest tylko jedna! — ale nie każda mądrość jest prawdą! I między mądrością Bożą a mądrością Świata jest przepaść, jest rozbrat, jest sprzeczność — jak między prawdą a nieprawdą, między prawdą a fałszem.

Do czegoż bowiem prowadzi mądrość światowa, najpoczciwiej pojęta? Do tego, że się nic na końcu nie wie, że się o niczem pewności nie posiada, że się rozumowi samemu w niczem absolutnie nie ufa! A wiecie, co to jest? To jest sceptycyzm całkowity, to jest rozpacz umysłowa, to jest najprawdziwsze w świecie samobójstwo rozumu! Bo *mądrość ciała śmierć jest*, mówi św. Paweł (Rzym. VIII, 6).

Częściej jednak mądrość świata jest mniej rzetelnie pojęta; a wtenczas prowadzi — wiecie do czego? Do najgłupszej rzeczy, jaka jest możebna pod słońcem, do zarozumiałości i pychy! Rozum zaczyna okruchy prawdy, zaprzeczenie prawdy, syntezę fałszów — uważać za całą prawdę, za samą prawdę — i nie z słońca lub księżyca, nie ze złota lub z kamienia, nie z gliny albo drzewa — ale z fałszu, z nieprawdy robi sobie fetysza! Bo jest napisano: *Zagubię mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę! — Perdam sapientiam sapientium et prudentiam prudentium reprobabo!* (1 Kor. I, 19).

Zresztą patrzcie na dalsze owoce mądrości światowej. W żadnym jeszcze wieku mądrość świata nie święciła takich tryumfów, jak w wieku XIX. I czegośmy się doczekali po niej u kolebki wieku XX? Na polu religii — podeptania najświętszych świętości; na polu umysłowem — zwątpienia o prawdzie; na polu moralnem — ruiny podstaw moralności; na polu społecznem — podkopania rodziny, pogardy dla władzy wszelkiej; na polu życiowem — sentymentalnego pesymizmu, nienawiści wszystkiego i życia samego! Wszędzie okrzyczany rozwój, postęp, ewolucya — ale ewolucya kończąca się pożogą i zniszczeniem, śmiercią i cmentarzem!

Kochana i droga młodzieży! Czyż byłby kto między wami, coby wolał czerpać ze źródeł ciała i świata, niż ze zdrojów Zbawicielowych? Jeśli jest taki, zaklinam go na wszystko, na co go jeszcze zakląć można, niech wejdzie w siebie i zastanowi się — czy nie lepiej wrócić na słoneczną drogę Prawdy, albo w razie przeciwnym Zakład natychmiast opuścić. Lecz nie — takiego między wami niema! Nie — z was nikt nie myśli zostać samobójcą rozumu i mordercą Prawdy; z was nikt nie chce być Kainem dla rodziny, Efialtesem dla Ojczyzny, Wolterem dla Kościoła, Judaszem dla Boga! Przecież widzę w tej chwili wasze płomienne dusze, widzę w nich tyle podniosłego młodzieńczego zapału, tyle szlachetnych porywów, tak wiele dobrej woli i szerokiej wspaniałomyślności dla siebie, dla rodziny, dla Ojczyzny, dla Boga! Nie — my wszyscy chcemy Mądrości prawdziwej — chcemy Prawdy i całej Prawdy — chcemy ją czerpać z właściwego jedynie źródła — z Serca Pana Jezusa!

---

II.

Mądrość światowa różni się tem jeszcze od mądrości czerpanej z Serca Pana Jezusa, że kiedy mądrość świata zaspokaja tylko chwilowo i częściowo sam rozum wyłącznie, to mądrość Boża zaspokaja całkowicie nietylko potrzeby umysłowe, ale i moralne. Inaczej też być nie może. Wszak Serce Pana Jezusa jest jednocześnie źródłem cnót i świętości. Czy mam roztoczyć przed wami tę promieniejącą otchłań nieskalanej świętości? Czyż mam zagłębić się z wami w tę Księdze wszelkich bezdeń nieskończoną? Nie — wolę przypomnieć wam jeden znany szczegół z życia Pana Jezusa.

W dzień, w którym Pan Jezus objawił się uroczyście światu jako źródło prawdy, dobra i życia, skończyły się wielkie Święta namiotów. Z nadejściem nocy wybrał się Pan Jezus na górę oliwną i tam modlił się za świat cały i za nas zgromadzonych w tej kaplicy, abyśmy jak najwięcej czerpali ze źródła Serca Jego. Raniuczko zasię, jak opowiada Jan Św., przyszedł znowu do świątyni, a mnóstwo faryzeuszów z wielkim ludem otoczyło Jego Świętą postać. Zaś im tedy mówił Jezus rzekąc: *Jam jest światłość świata, Kto za mną idzie, nie chodzi w ciemności!* (Jan VIII, 12). I obruszyli się faryzeusze, i zaczęli zasypywać Pana Jezusa pytaniami i zarzutami, aby jak najbardziej obniżyć doniosłość słów Jego. Pan Jezus odpowiada na wszystko spokojnie i jasno — a wreszcie rzuca w twarz faryzeuszom i całym tym rzeszom owo dziwne, potężne pytanie: *Kto z was dowiedzie na mnie grzechu?* (Tamże 46). Słuchajcie, moi drodzy! Oto ta nieomylna Prawda wcielona głosi całej tej rzeszy, tym zgorszonym mędrcom i doktorom żydowskim, w jedynej podówczas prawdziwej świątyni Jehowy, że nie ma na sobie żadnego zgoła grzechu! Czyż człowiek zwyczajny, chociażby najświętszy, mógłby coś podobnego i pomyśleć o sobie? *Jeślibyśmy rzekli, iż grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, a prawdy w nas niemasz* (1. Jan I, 8), mówi najniewinniejszy z Apostołów, dziewiczy Jan św. — A więc tylko świętość sama mogła takie świadectwo wydać o sobie!

I ta Świętość wcielona stała się dopiero rozsadnikiem prawdziwych cnót, źródłem prawdziwej Świętości na ziemi.

Weźcie, moi drodzy, na uwagę dwa największe narody przed Chrystusem na ziemi — Greków i Rzymian. One budzą podziw i za dni naszych jeszcze. Ich języka i literatury, ich historyi i sztuki, ich urządzeń społecznych — jeszcze się dziś uczycie! Macie tam wielkich ustawodawców i wielkich wodzów, wielkich poetów i wielkich mistrzów dłuta, wielkich myślicieli, wielkich mówców — słowem wielkich bohaterów i wielkich geniuszów ludzkości. — Czy macie tam wielkich świętych? Czy macie tam świętych wogóle?!

A rzućcie teraz okiem na te same narody, nawet na narody późniejsze, mniejsze pod względem dziejowym, na same dzikie ludy — jeno po przyjściu Chrystusa. — Co za wspaniała procesya olbrzymich zastępów: śś. Apostołów, śś. męczenników, śś. wyznawców, śś. dziewic i śś. młodzieniaszków! — Idźcie do Romy — do więzienia mamertyńskiego — idźcie na arenę w Koloseum — idźcie do nowej Romy w katakumbach ukrytej! Wynijdźcie z Rzymu na cztery świata strony! Zapytajcie Grecyę i wszystkie wyspy morza Śródziemnego! niech mówią do was miasta i wzgórza małej Azyi! niech zabiorą głos wody Nilu i piaski pustyń afrykańskich! Niech się odezwą podziemnym jękiem kopalnie Hiszpanii! Zwróćcie się na północ do Galii, Brytanii, Irlandyi — do Europy środkowej! — nie zapomnijcie o ziemi mogił i krzyżów! Przyłóżcie ucho i serce do tej drogiej ziemi i słuchajcie, co wam w tajemnicy opowiadać zacznie. Nie wiele usłyszycie o wielkich mędrcach, artystach, myślicielach — ale najmniejsza grudka opowie wam wiele o wielu i wielkich świętych! I te ziemie, dawniej w świętość tak jałowe, tak wprost nieuro dzajne — teraz od 19-tu wieków tak płodne w bohaterstwo świętości! — A w naszych czasach — w szpitalach, klasztornych zakonach — w pałacach — kamienicach — pod strzechą — w łachmanach — ilu Świętych! A tutaj, w waszej kaplicy? — i tutaj są święci!!

Czy rozumiecie to zjawisko? — Kto nie rozumie, niech popatrzy na Serce Pana Jezusa! Źródło Świętości otwarte! — więc mamy świętych na ziemi.

Moi drodzy! i nam świętości potrzeba, bo i do nas powiedziano: świętymi bądźcie! I my cnót rozmaitych potrzebujemy, bo i do nas powiedziano: bądźcie doskonali, jako i Ojciec wasz niebieski doskonały jest! I my skądinąd czerpać nie możemy — tylko z Serca Pana Jezusa. Chodźcież, moi drodzy, chodźcie do tego źródła nieprzebranego, do tej skarbnicy nieskończonej! Chodźcie i bierzcie! Tu wszystko najdziecie.

Potrzeba wam pokory? Patrzcie na to Serce Boga zakochanego w upokorzeniach! Widzicie Boga słabego w Betleem? Widzicie Boga uciekającego z ziemi ojczystej? Widzicie Boga usługującego ubogiemu cieśli w wzgardzonej mieścinie galilejskiej? Widzicie Boga wyszydzonego u Piłata? Widzicie Boga wyśmianego u Heroda? Widzicie Boga obnażonego — Boga umierającego na sromotnem drzewie krzyżowem?! Czy nie słyszycie bezustannie powtarzanych słów Serca Pana Jezusa: *Uczcie się odemnie, iżem cichy i pokornego serca!*

Potrzeba nam posłuszeństwa? Czemżeż całe życie Serca Chrystusowego? Posłuszeństwo to pokarm Jego. Ileż to razy powtarza: moim pokarmem jest czynić wolę Ojca, który mię posłał? — I stał się dla nas posłusznym aż do śmierci, a śmierci krzyżowej!

Potrzeba wam umartwienia? Patrzcie na Żłóbek — patrzcie na Golgotę! A czyż droga Jego z Betleem na Kalwaryę nie jest nieprzerwaną drogą krzyża?

Potrzeba wam czystości? Idźcie do Serca Pana Jezusa! — skądinąd jej nie dostaniecie! Zapytajcie się Niepokalanej Dziewicy! Zapytajcie św. Józefa, umiłowanego ucznia św. Jana! Zapytajcie owe niezliczone chóry dziewic, okalające tron Serca Pana Jezusa! I choćby kto był samą kloaką zmysłowości — niech rzuci się w ten żar i ogień Świętości, buchający z Serca Pana Jezusa! — a na zgliszczach jego zmysłowości zakwitnie wonna lilia czystości! Nie wierzycie mi? Zapytajcie się wielkiej grzesznicy i wielkiej Świętej Maryi Magdaleny, lub wielkiego czciciela Serca Bożego św. Augustyna!

Potrzeba wam łaskawości, dobroci, miłosierdzia dla drugich? Któż tak czule, tak rzewnie, tak skutecznie odczuwa wszelką nędzę ludzką, jak Serce Pana Jezusa? Przypomnijcie sobie wdowę z Naim, którą ujrzawszy Pan Jezus ulitował się nad nią i rzekł jej: *Nie płacz!* A za chwilę usiadł on, który był umarły, i począł mówić; i dał go matce jego! (Łuk. VII, 13—15). — Przypomnijcie sobie tę ogromną rzeszę zgłodniałą na miejscu odludnem. A Pan Jezus mówi: *Żal mi tej rzeszy*, i karmi ją, cudownie chleb rozmnażając. A ta dziwnie dźwigająca nędzę ludzką, na wieki pamiętna scena w świątyni z grzesznicą, przez faryzeuszów przyprowadzoną! *W zakonie rozkazał nam Mojżesz takie kamienować. Ty tedy co mówisz?* — zaczynają faryzeusze. A Pan Jezus, schyliwszy się, zaczął pisać na ziemi. Gdy zaś nie przestawali Go pytać, podniósł się i rzekł im: *Kto z was bez grzechu jest, niech na nią pierwszy rzuci kamień!* A zasię schyliwszy się, pisał na ziemi. A jeden faryzeusz za drugim zaczął wychodzić — *i został sam Jezus i niewiasta* — magna misericordia et magna miseria — wielkie miłosierdzie i wielka nędza, jak pięknie uważa św. Augustyn. *A podniósłszy się Jezus, rzekł jej: Niewiasto, gdzież są, co na cię skarżyli? żaden cię nie potępił? Która rzekła: Żaden Panie. A Jezus powiedział: I ja ciebie nie potępię. Idź i już więcej nie grzesz!* (Jan VIII, 3—11).

Drodzy moi bracia! My wszyscy pod względem moralnym tak ubodzy, tak chorzy, tak nędzni! Chodźmy, codziennie chodźmy do Serca Pana Jezusa — tam czekają na nas bogactwa niezmierne, lekarstwa niezawodne, pełnia pociech nie chwilowych! Nie bądźmy leniwi w czerpaniu ze zdrojów Zbawicielowych! A im kto w większej i dotkliwszej znajduje się nędzy i potrzebie moralnej — tem więcej, tem prędzej, tem pilniej niech czerpie! Wszak na to Serce Pana Jezusa otwarte.

I mądrości i cnoty uczymy się bezpośrednio dla życia. Musimy przyswoić sobie pewne zasady niezachwiane, musimy nawyknąć do pewnych nałogów dobrego działania, musimy nabrać odpowiedniej siły duchowej, ażebyśmy żyć prawdziwie umieli.

Czy my zdajemy sobie sprawę z tego, co znaczy żyć prawdziwie? Dziwna rzecz! My nieraz potrafimy dość dokładnie określić warunki życia pszenicy lub wołu — mięśni, tętnic, czy nerwów — a nie obchodzi nas to, na czem prawdziwe życie ludzkie polega. Nie dosyć na tem. Chociaż doskonale wiemy, że człowiek przychodzi na świat nietylko bez mądrości i cnoty, ale i bez prawdziwie rozwiniętego życia — to jednak praktycznie nie uznajemy potrzeby pracy nad wyrobieniem życia. Przez tyle lat wytężamy mózgi nasze, ażeby pozdawać najrozmaitsze egzamina z mądrości — a gdzież nasze starania o dobre egzamina z życia? Czy my wogóle składamy na seryo takie egzamina?! Ten egzamin to nasza osobista sprawa — a jednak może dla niejednego pierwszym egzaminem z życia będzie egzamin ostatni — po śmierci, przed Bogiem!

Za lekko, moi drodzy, życie pojmujemy! Życie to nie urywek z fantazyi, ani fotografie migawkowe, ani obrazek rodzajowy na płótnie; życie to nie żart, ani igraszka dziecinna; życie to czyn trwalszy od marmuru i spiżu, wytrzywymalszy niż stal angielska lub granit tatrzański; życie to rzeczywistość, co płacze i skowyczy, co poci się i krwawi na seryo, co naprzód kroczy i trupem teraźniejszość kładzie.

Więc czem jest właściwie życie ludzkie? Życie ludzkie to miłość. Miłość bowiem, jak mówią psycholodzy, to korzeń, rdzeń i korona czynności pięknych, tak, iż bez miłości życie ludzkie jest wprost niemożebne. Niema istotnie grzechu, niema winy, coby nie miała swej przyczyny w spaczonej miłości — jak niema dobrego uczynku, niema cnoty, coby nie była kwiatem miłości prawdziwej. Jest więc dobra albo zła miłość: jest dobra, jeśli odpowiada celowi człowieka, czyli jeśli jest złotym łańcuchem wiążącym stworzenie ze Stwórcą; zła jest, jeśli człowieka od tego celu odwodzi. Trojaka jest miłość zła: miłość zmysłowości, miłość materyi i miłość własnego żywota. I ta zła miłość jest największą zaporą w rozwoju życia, zalewa bowiem i gasi trzema tymi strumieniami dobrą miłość, a tem samem zabija życie prawdziwe.

Kto chce zatem naprawić swe życie — musi koniecznie przełamać te trzy sprężyny niedobrej miłości; kto chce posiąść życie prawdziwe — musi koniecznie zwrócić swą miłość do właściwego celu, do źródła — i tylko ze źródła właściwego ją czerpać.

Potrzeba więc nam tego życia, potrzeba tej miłości dobrej i szlachetnej, potrzeba nam ideału życia! Lecz patrzcie! Tę samą potrzebę miało i odczuwało serce ludzkie przed Chrystusem, rwało się do życia, do miłości, do ideału! I cóż? Pogrążało się w błocie, kałuży, grzęzawiskach przepastnych — do źródła, do Boga nie sięgało nigdy, bo sięgnąć nie mogło — za to bóstwo swoje w gnój i w kał wkładało, by w ten przynajmniej sposób przytłumić tajemne drżenie swoje. Jak sobie ktoś powiedział: w pogaństwie wszystko było miłowane — prócz miłości samej!

Jak zupełnie inne nasze położenie! Serce Pana Jezusa woła do nas: *ego sum vita — jam jest życie.* I oto źródło życia otwarte dla nas! Ideał i wzór życia staje bezpośrednio przed oczyma naszemi; ideał nie oderwany, nie urojony — ale konkretny i prawdziwy; ideał tak wzniosły, tak wspaniały, że żaden malarz na płótnie go nie odda, że żaden rzeźbiarz w marmurze go nie wykuje, że żaden poeta potęgą słowa go nie obejmie — ideał jednocześnie tak miły, tak słodki, tak ludzki, że w najciaśniejszem sercu ludzkiem dokładnie odbić się potrafi!

Czyż trudne teraz osiągnięcie życia? Wszak miłość prawdziwa Serca Pana Jezusa, miłość tej pełni życia, miłość tego nieskończonego w swem wykończeniu ideału — to siła, co bez trudności zdusi owe trzy hydry niedobrej miłości — to jedyna i niezawodna droga, aby posiąść całkowicie życie prawdziwe, posiąść miłość samą.

Droga, najdroższa młodzieży! Czyż mam was zachęcać dopiero do tej tak nieskończenie zaszczytnej, tak niezbędnie koniecznej, tak niesłychanie łatwej i słodkiej miłości? Zdaje mi się, że takiem zachęceniem mógłbym was wszystkich słusznie obrazić. Przecież wy wszyscy tak serdecznie, tak naiwnie kochacie najsłodsze Serce Jezusa! — a iluż między wami kocha Je zapewne silniej, goręcej, lepiej odemnie! Dlatego przypomnę wam tylko pokrótce, jak wielka jest miłość tego Serca Bożego ku naszemu biednemu sercu.

Nie sądźcie jednak, że za św. Pawłem zacznę wam pokazywać wysokość tej miłości, co ponad niebiosa ulata, jej głębokość, która aż w bezdeń otchłani zstępuje, jej szerokość, która wszystkość obejmuje, jej długość, która się od jednej do drugiej wieczności rozciąga. Na to nie stać me zimne i małe serce. Mógłbym co najwyżej uwić wiązankę z najwyższych stopni naszych najczulszych, najserdeczniejszych, najwznioślejszych wyrazów — a przecież wasze serca młode i gorące więcej potrafią. Zwrócę więc waszą uwagę na jeden tylko rys tej Boskiej ku nam miłości — rys dla mnie najłatwiejszy, bo rys ludzkiej przyjacielskości.

Przyjaźń ludzka szuka zawsze zjednoczania. Przyjaciołom chodzi o to, żeby ile możności wszędzie i zawsze razem byli — Każda rozłąka jest dla nich bolesna, każde spotkanie się szczęściem rozjaśnia im oczy.

Otóż takiego zjednoczenia z nami szuka istotnie miłość Jezusa. *Rozkoszą moją jest przebywać z synami ludzkimi.* Lecz weźmy czyny na uwagę.

Ta miłość i ta dążność była właściwa Słowu Bożemu od wieków! Zważmy tylko. Pan Bóg jest wszędzie obecny: na polu, w lesie, w górach, w domu — wszędzie jest; w skałach, w roślinach, zwierzętach, w ludziach — wszędzie jest: albowiem *w Nim żyjemy i ruszamy się i jesteśmy* (Act. XVII, 28). Pan Bóg jest również wszędzie jako pierwsza przyczyna wszechrzeczy, podtrzymując w mocy swój niepodzielny akt twórczy, współdziałając z wszelką czynnością bytu stworzonego, *niosąc wszystko słowem mocy swej* (Hebr. I, 3).

Atoli my tego Pana Boga wszędzie obecnego, wszędzie twórczego, we wszystkiem współdziałającego nie widzimy na własne oczy! A przyjaźń ludzka tak bardzo tego wymaga. Dlatego człowiek woli miłować stworzenia zmysłowe, na które patrzy oczyma własnemi, niż Boga wielorako obecnego, lecz niewidzialnego! Człowiek woli kochać człowieka, bo widzi człowieka! Więc Syn Boży myśli przed wiekami. Gdybym się stał człowiekiem, ludzie z pewnością zaczęliby mię miłować. Będę widziany przez ludzi, więc będę kochany! — I słowo ciałem się stało i mieszkało między nami! — Oto widzimy na własne oczy Boga! Ten Bóg ma oczy, bo chce nas również po naszemu widzieć, ma Serce, bo chce nas po naszemu kochać! Patrzcie! Niemowlę kwilące w Betleem — to Bóg! Ten chłopczyk o złotych kędziorach, co bawi się kwiatem lotosu nad Nilem, co tak mądrze, jak nikt przedtem i potem, spogląda na Sfinksa — to Bóg! Ten chłopiec rumiany, co tak skromnie stawia pełne mądrości pytania doktorom w Świątyni — to Bóg! Ten młodzian cudownie piękny z Nazaretu — to Bóg! Ten dziwnie mądry, dziwnie dobry, dziwnie porywający człowiek, który przechodzi wsie i miasteczka, wszystkim dobrze czyniąc — to Bóg! Ten człowiek, który mówi: *chodźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście* — to Bóg! Ten człowiek, który w przeddzień śmierci swojej mówi: *trwajcież w miłości mojej* — to Bóg! Ten człowiek rozpięty na krzyżu — to Bóg.

O! jak nam łatwo kochać tego Człowieka!.. O! jakie szczęście miłować tego Człowieka-Boga!

Lecz od tego Człowieka oddziela nas wielki kawał czasu i przestrzeni. Jaka szczęśliwa Najśw. Panna, karmiąca Pana Jezusa, św. Józef, trzymający Go na swych ręku, św. Jan, spoczywający na Jego Sercu! Czy Pan Jezus, stawszy się człowiekiem, będzie mógł być wszędzie i zawsze obecnym? — U Niego nie będzie żadne słowo niepodobne! *Oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata!* — Moi najdrożsi! Patrzcie na ołtarz! — Pod jednym i tym samym dachem mieszkamy razem z rzeczywistym Bogiem człowiekiem — z prawdziwem Sercem Pana Jezusa!

Ale dla Serca Bożego bliskość ta jeszcze za mała! Pan Jezus chce być bliżej nas — chce być w nas samych. I cóż zrobi? Oto pokarm, który bierzemy, wchodzi w krew i w serce nasze! — Lecz to szaleństwo! Serce Jezusa! co robisz?! Nie chcecie sami do mnie się zbliżyć, więc ja się do was zbliżam. *Jam jest chleb żywota:* Stanę się pokarmem twoim. Pragnieniem mojem jest, aby serce moje znajdowało się tuż przy sercu twojem, aby biło rytmicznie wraz z sercem twojem!

O Serce Jezusa! o Boska namiętności! przebacz lodowatości serca mego! przebacz opieszałości memu! Już wstaję, już idę, już rzucam się w przepaść słodkości Serca Twego! Bierz wszystko, co mam — i ciało i duszę moją! — weź zmysły, weź głowę, weź rozum, weź wolę, weź życie, weź serce moje! O Serce Jezusa! weź serce moje, a daj mi Serce Twoje! O jakie to szczęście!... o jak tu dobrze u Ciebie! Ach, tu już niema ni ciała, ni świata, ni pychy żywota — tu Prawda i Mądrość, tu Dobroć i Świętość, tu tylko życie, tu tylko miłość, tu pełnia życia, tu pełnia miłości!! Ach! gdybym mógł całą tę młodzież, wszystką młodzież polską na zawsze w Twojem Sercu umieścić! Ach! żebym ja sam na zawsze w Twem Sercu pozostał!

Lecz któż mię odłączy od miłości Serca Jezusa? utrapienie czy ucisk? głód czy nagość? niebezpieczeństwo czy prześladowanie czy miecz? Pewien jestem, że ani śmierć, ani żywot — ani aniołowie, ani księstwa, ani mocarstwa — ani teraźniejszość, ani przyszłość — ani moc, ani wysokość, ani głębokość — ani żadne inne stworzenie będzie mię mogło odłączyć od miłości Twojej (Rzym. VIII, 35, 38, 39). — Niestety — o zgrozo! — ja sam mógłbym się wyrwać z objęć Serca Twego! — O Jezu! niech raczej pęknie mi serce, niżbym opuścił wonność miłości Twojej! Niech zapomniana będzie prawica moja — jeślibym miał Ciebie zapomnieć! Niechaj przyschnie język mój do podniebienia mego, jeślibym na Cię nie pomniał, jeślibym Cię nie pokładał na początku wesela mego! Amen.

← wróć do odkrywania