Zasadnicza treść następującego kazania była wygłoszona w Dublinie, w kościele Świętego Franciszka Ksawerego, w formie apelu na rzecz domu pokutnicy należącego do tego miasta miłosierdzia. Kaznodzieja doszedł następnie do wniosku, że temat ów jest zdolny do szerszego zastosowania, i nadał mu przeto obecny kształt. Epizod, który stanowi przejście z życia grzesznicy miejskiej do życia pokutnicy, nasunął mu się na myśl za sprawą uderzającego ustępu, który znaleźć można zarówno w homilii Świętego Efrema Syryjczyka, jak i w homilii Świętego Grzegorza z Nazjanzu o Marii Magdalenie. Obaj ci Ojcowie wprowadzili apostrofę do handlarza wonności. Czy jeden zaczerpnął od drugiego, czy też obaj mieli wspólne źródło w jakiejś dawnej tradycji? Gillon w swym cennym zbiorze wymowy patrystycznej nie zauważył tego zabiegu, mimo iż analizuje homilię Świętego Efrema.
Nie narażajcie, drodzy przyjaciele, swojej cierpliwości na próbę. Choć pobożni sercem gotowi są czerpać zbudowanie z jakiegokolwiek przedmiotu mego kazania — niechaj ani ludzie niespokojnego ducha, ani obojętni nie obawiają się, że najbliższa godzina będzie dla nich godziną znużenia. Nie mam zamiaru głosić kazania ani też wykładu. Nie sięgam w tej chwili po owe poważniejsze i gruntowniejsze sposoby pouczania. Zamierzam po prostu opowiedzieć wam pewną historię; niechaj będzie to jednak historia o miłości najwspanialszej, zrodzonej z nawrócenia najszczerszego, wyrosłej z doświadczenia najsmutniejszej klęski, jaką — jak sądzę — świat kiedykolwiek oglądał.
Rodzice. Chcielibyście wiedzieć, z jaką troskliwością winniście strzec powierzonego wam skarbu? Matki. Chciałybyście zawczasu wyczuć niebezpieczeństwa, które — z dala od waszego wzroku — zbierają się wokół waszego dziecka? Ojcowie. Waszą wzniosłą powinnością jest być widzialną opatrznością Bożą nad owymi niewiniatkami, w których mieszka wasze drugie życie. Chcielibyście pojąć, jakiej roztropności ta troska wymaga? Córki, dziewicze córki! Ową czystość duszy tak delikatną, chcielibyście odczuć jej piękno przez kontrast? Owa święta nienaruszalność serca nie pozwala lekceważyć siebie samej — jedna chwila bezmyślności może na zawsze skalać jej nieskazitelną świętość — jeden nieostrożny krok może narazić na zagładę jej świętą integralność — jeden oddech może ją przyćmić, jedna myśl może unicestwić jej przeczysty rozkwit. I już nie jesteście tym, czym byłyście niegdyś. Bolesne wspomnienie, sen o szczęśliwej przeszłości może powracać czasem, by przypomnieć wam waszą niegdysiejszą dziewiczą godność duszy. Nieostrożni młodzieńcy. Chcielibyście prześledzić następstwa tego, co raczą nazywać godziną igraszki, i poznać dzieje tego, co raczą nazywać chwilą przemijającej głupoty? I gdyby wśród nas znalazło się jakie biedne zbłąkane jagnię ze stada, które — skrwawione i poranione przez bezdroża, spragnione gorączką swego serca — zakradło się potajemnie na to zgromadzenie w nadziei jakiegoś uleczenia swych ran: — chodźcie, zbliżcie się do mnie i słuchajcie z uwagą, gdy będę wam opowiadał historię pokutnicy.
Była w owym mieście — czy to Jerozolima, czy też właśnie to miejsce, nie ma znaczenia; sprawa jest ta sama; zdarzyło się to nie raz jeden, a ten sam Zbawiciel wciąż czeka na tę samą pokutnicę — była więc w owym mieście córka ludu Bożego. Wyrosła w świetle wiary, a bojaźń Boża połączona z miłością ku Bogu dana jej była od najwcześniejszych lat. Matka oplatała ją swym uczuciem, ojciec osłaniał jej głowę ojcowskim błogosławieństwem. Przy kolanach matki modliła się pobożnie; i spoglądała na czcigodne oblicze ojca, gdy słyszała z jego ust słowa Prawa. Kwitła jak lilia w ogrodzie Bożym. Lecz ojciec umarł; i ową tajemniczą sympatią, która wiąże małżonka z wiernym i długo zjednoczonym małżonkiem, matka usychała za nim, słabła, opadała, i złożona została do jego grobu; a owa córka stała się sierotą, pozostawioną bez opieki i ochrony wśród ludu. Albowiem starsza jej siostra Marta krzątała się wokół wielu posług, a jej jedyny brat Łazarz leżał chory na swoim łożu; a biedna mała Magdalena! lekka serca i pełna żywej ochoty, ufała sobie samej, bo nie znała złego świata. Jak Ewa, jeszcze niewinna, rozkoszując się swym rajem, igrała z niebezpieczeństwami, których jeszcze nie pojmowała. Nie bała się zła, bo nigdy nie zakosztowała owoców grzechu. I gdy tak szła beztroskliwie, nie mając złych zamiarów, zjawił się uwodziciel pod maską przyjemnych złudzeń; jego mroczne serce ukryte pod ujmującymi obyczajami, jego szpetne zamiary zasłonięte pochlebnymi słowami i złoconymi obietnicami szczęśliwych lat, które miały nadejść. I biedna Magdalena! która była jak lilia rozkwitająca w blasku światła Bożego, staje się spustoszona jak wrzód. Teraz ciemny demon ukazuje się w swej ciemności, wybucha śmiechem triumfującego szatana i odchodzi swą drogą, zostawiając zwiędłą lilię pochyloną i złamaną. Biedna, zhańbiona Magdaleno! Dokądże pójdzie? Do domu matki? Ale tam już mieszka spustoszenie. Jak odważy się stanąć twarzą w twarz z Martą dobrą, która — zawsze pracowita i zajęta — swymi obyczajami nie mniej niż słowami nigdy nie przestawała ganić jej lekkomyślności. Czy pójdzie do brata Łazarza i dołoży choroby jego duszy? Do kapłana Bożego? Lecz lęk i wstyd walczą w jej wnętrzu i przezwyciężają jej postanowienie. Biedna, opuszczona Magdaleno! Dokądże się uda? Kto da jej kąt do ukrycia się: jakiś zaciszny zakamarek, na który mogłaby złożyć płaczącą głowę: i odrobinę czarnego chleba, przy którym mogłaby całe życie wypłakać? Lecz świat nie ma miłosierdzia dla upadłej kobiety. Świat zabawi się jej zgubą, a potem zabawi się skandalem jej zguby, ale nie zlituje się nad nią. Niech Bóg w swym miłosierdziu jej dopomoże, bo nawet sama kobieta staje się surowa i bezlitosna w swych uczuciach wobec hańby swej płci. Dobrzy stronią od niej. Źli triumfują dumnie. O! Kto jej przywróci światło sumienia przed Bogiem — jej światło czci przed ludźmi?
Z piersi kusiciela wąż cicho wsunął się do piersi winnej Marii. Była jego łupem, jest teraz jego bezsilną ofiarą i ma się stać jego narzędziem. Sama opętana z kolei i podbita przez ducha zła, po długich i znużających zmaganiach — które ukazują jej odmieniony stan jej duszy — poddaje się i sama staje się kusicielką. Mężczyzna skrzywdził ją, a poczucie doznanych krzywd jest trucizną, która kipi w śmiertelnej pysze jej duszy. Postanowienie przychodzi nareszcie — postanowienie tym bardziej rozpaczliwe i straszliwe, im większa jest słabość, z której się rodzi — i mścząc krzywdy wyrządzone jej przez mężczyznę na jego bliźnim, „oddaje swą cześć obcym, a lata swe okrutnemu". Biedna, nieszczęsna istoto! W jaskrawych ozdobach stroi pychę, którą niegdyś chciałaby chętnie ukryć. Rozkołysana w lekkim chodzie idzie przez ulicę; wyciąga szyję w dumie; rozgląda się za ofiarami; lecz dotychczas z trudem tylko twarz jej zdobywa się na bezczelność nierządnicy. Krzepiąc opadające serce upajającymi łykami, czeka w zasadzce na rogach ulic — wąż pod pomalowanym, sperciałym kwiatem. Biedna, błądząca Magdaleno! Jakże mało znają twoje opustoszałe serce ci, którzy sądzą po twoim zewnętrznym pozorze. O, ty czysty aniele, który niegdyś strzegłeś jej jak przybytku Bożego! O, te dni boskiego obcowania! Owe gorzkie zmagania, by zdusić myśli, które wciąż na nowo wstają mimo wszystkiego. O, czystości — ty ostojo pokoju! Klejnocie szlachetnych! Szlachectwo nawet biednych! Ty mocy piękności! Piękności nawet podłych! Dziewicza czystości! Ty radości sprawiedliwych! Ty rydwanie świętych! Lecz bezmyślny mężczyzna zbezcześcił cię dla kaprysu namiętności, i co staje się z kobietą? Gdy dobra — jest najlepsza; gdy czysta — najświętsza; lecz niechaj raz tylko zadrwi ze świętości swej osoby, niechaj raz tylko pozwoli, by nawet powiew przyćmił nienaruszalność jej czci — a wskutek jej delikatności, wskutek finezji wrażliwości, z jaką Bóg ukształtował jej uczucia — mądrze zamierzonej, by dawała jej pierwsze ostrzeżenie o zbliżającym się niebezpieczeństwie — nie mogąc już dłużej znosić siebie samej, nie czując już żadnej ufności wśród swej płci, nie śmiejąc spojrzeć w siebie, a uciekając przed wojną swych wrażeń i szukając ze wszystkich stron ucieczki przed refleksją, rozlewa swą duszę poprzez przystępy zmysłów i staje się opuszczoną.
A zły nałóg jest rzeczą okrutną i niszczącą życie. A handel nieprawości jest hazardem, w którym wszystko jest stratą; bezrozumnym trwonieniem życia; wylewaniem duszy jak stopionego żużla na zmysły cielesne, co prowadzi ciało wraz z duszą ku pewnej i szybkiej zagładzie. Nakrapiane cielę stało się lampartycą, krążącą dookoła, czyhającą w okrutnej zasadzce, podkradającą się chyłkiem ku swym ofiarom lub rzucającą się z bydlęcą furią na łup. Poco miałbym obrażać wasze uczucia migotliwymi obrazami jej szybkiej kariery? Poco — z gwałtownymi przemianami jej wielobarwnej nędzy, dopóki wszystko nie staje się jedną nierozróżnialną ciemnością? Ukryte wysiłki, by się trzymać i ukryć wyniszczenie ciała; posępna depresja z jej zwątpieniami; napady podniecenia z ich dreszczami; potem znów nawracający smutek z ciemnością wiszącą nad budzącą grozę przyszłością; trupioblade rysy na przemian z czerwonym, opuchłym rumieńcem; piętno szatańskie na stwardniałym czole; trawiąca zaraza żrąca niegdyś łagodną postać; wstręt i pogarda, gorzkie szyderstwo pustoszące zeschłą wyrzutka, zawszoną nędzarkę, której przychylne spojrzenie objawiłoby niebo, kryjącą poranioną głowę przed wytykającym palcem świata — właśnie tego świata, który niegdyś tak kochała i któremu ufała; opadła postać z rozerwaną piersią i wężem spokojnie żerującym wewnątrz na sercu strudzonym bólem; skronie zapadłe nad błyszczącym okiem, które tętnią, tętnią i wciąż — jak dzwon pogrzebowy — tętnie; duch ulatujący, tak straszliwie targany, gdy gorączkowe życie wciąż jeszcze szarpie ostatnie włókna istnienia; wdzierająca się bez zaproszenia pamięć wypychająca mary zbrodni jej — tak zmienione w kształcie i rysach; w końcu kobiecy płacz w słabości; niezmienna wola; zmaganie —
Lecz gdzież przez ten cały długi czas przebywała miłość bliźniego? Miłość bliźniego łagodnooka, z towarzyszką swą — miłosierdziem; miłość bliźniego, która szuka grzesznika; miłość bliźniego, która tęskni za przebaczeniem; łagodna, cierpliwa, litościwa miłość bliźniego, która chciałaby zatopić niesławy biednej cierpiącej w jej utrapieniach i — pokornie zniżając się — obmyć jej rany łagodnymi łzami? O, miłości! Pierworodny i ostatni Synu Ojca Przedwiecznego. O, miłości — wcielona z czystości! Ty, która w tak prawdziwym sensie zasiadasz na tronie miłosierdzia, gdzie — otoczona cherubinami — zajmujesz się rozdzielaniem wezwań winnym, pociechy opuszczonym i przebaczenia pokutującym — ty od dawna uprzedziłaś pytanie mej modlitwy. Magdalena jest jeszcze na początku swej młodej kariery grzechu i myśli o czymkolwiek, tylko nie o miłości bliźniego. Lecz miłość bliźniego myśli o niej. Nadeszła godzina przeznaczona przez miłosierdzie Boże. Chwiejnym krokiem tańczy przez ulice; szuka nowej niedoli; toczy jasną truciznę ze swych wężowych spojrzeń. Widzi tłum; otaczają Boskiego Jezusa — jego głos dochodzi do niej. Słyszała o sławie najłaskawszego spośród synów ludzkich. Pociąga ją potajemnie. Jest ciekawa. Jest w tłumie. Te spojrzenia się spotkały! O! owo niebiańskie wejrzenie — tak łagodne, a tak karcące. Owa bezczelność spojrzenia zostaje zawstydzona; owe oblicze się zmienia. O! owe nagłe zamęt zrodzony z łaski. Było to tylko spojrzenie — lecz spojrzenie takie, które otworzyło w oczach Piotra źródło łez pokutnych. Odeszła. Lecz gdziekolwiek idzie, te oczy patrzą przez jej duszę; wzrok przenikający, wszechogarniający, rozcinający ciemności, tworzący nowe światło i odsłaniający wszelkie grozy jej stanu. Jak dawne niewierności gromadzą się po jednej stronie; jak dawne łaski zostają przywołane po drugiej. Jak potwory jej życia zestawiają się z owymi nowymi uczuciami Bożej dobroci — cóż za głębię podłości i cóż za głębię niesprawiedliwości; i cóż za sąd spogląda na jej duszę. O, dni niewinności! ojcowskie błogosławieństwo i matczyny uśmiech. O! Ty, który niegdyś mieszkałeś w czystej duszy jako Gość boski i mile przyjęty! Owa przepaść miłosierdzia znieważonego z jednej strony, owa otchłań nędzy z drugiej; i wieczność ze swym nieskończonym kręgiem, obejmująca oboje. W którą z tych głębin ma się zanurzyć? Biedna Magdaleno! Dokąd pójdzie zraniona łania, by płakać i obmywać swe rany? Te łzy łaski padają szybko, szybko gasnąc w nich ognie wstydu. Świeżo rozpalona żarliwość wiedzie ku nowym łaskom, a te ku nowemu nawróceniu. Lecz jakże zadośćuczynić, naprawić i wynagrodzić? Łaska nawrócenia, bracia moi, jest łaską nowego stworzenia; jest łaską potężną i domaga się hojnej współpracy. Jest boskim kierownikiem czynów heroicznych. Nie zna opieszałych zwłok. Nie poczeka na żaden kompromis i nie dopuści żadnego zastrzeżenia. Jej hojność domaga się rychłej odpowiedzi hojnością. W owej tajemniczej komnacie, w której biedna Magdalena się znalazła, nie może powiedzieć, jak znów się tam znalazła; każdy przedmiot przynosi jej duszy nowe utrapienie. Cena grzechu jest w jej ręku, a wyrzuty sumienia wypełniają miarę jej bólu. Co ma czynić? Już wyszła. Szlachetniejszy impuls prowadzi ją przez ulicę; dosięgła drzwi —
„Perfumiarzu, czy masz jakie najdroższe olejki?" — „Ów olejek najdroższy, o kobieto, przeznaczony jest dla arcykapłanów i królów, a nie dla ciebie ani twoich kochanków." — „Moim kochankiem jest Arcykapłan Boży i Król królów; daj mi tedy z owego olejku, a weź wszystko."
Słyszała, że przebywa u faryzeusza. Nie zważa na próżny tłum; nie słyszy muzyki biesiadnej; natrętni słudzy nie mogą powstrzymać jej zamiaru. Prawdziwa pokutnica nie lęka się uwag ani opinii świata — nie obawia się drwiny. Wszystkie pomniejsze myśli i uczucia giną w jednym gorącym pragnieniu zadośćuczynienia, które pochłania jej duszę. Czuje tylko, że jest bardzo nieszczęśliwa, a tam można znaleźć wielkie miłosierdzie. Padła do stóp Tego, który na nią spojrzał; głowa jej na ziemi, rozlane włosy zmieszane z potokiem łez. Serce wzbierające nie ma już miejsca na próżność, kobiecej pychy nie ma; cała dusza upokorzona u Jego stóp — ma tylko jedno długie pragnienie i żądzę: unicestwić przeszłość i kochać należycie. Wciąż ów nieświadomy mruczliwy szept skargi. Bo oto! boski palec wskazuje w ganieniu. Słuchajcie niebiańskiego głosu.
„Szymonie, widzisz tę niewiastę? Wszedłem do twego domu — nie podałeś mi wody do nóg, ale ona nie przestała obmywać mi nóg łzami i wycierać je swymi włosami. Nie namaściłeś mi głowy oliwą, lecz ona namaściła mi nogi. Dlatego mówię ci: odpuszczone są jej liczne grzechy, bo bardzo umiłowała."
Szemrali o sprawiedliwości i przyzwoitości; lecz On przemówił słowami miłosierdzia i miłości. Gorliwcy pychy — jak mają w zwyczaju — widzieli tylko jej grzechy i myśleli tylko o potępieniu; podczas gdy nasz łagodny i święty Zbawiciel widział tylko jej nawrócenie i myślał tylko o miłości. Nigdy świat ten nie da się nakłonić do pojmowania miłosierdzia Bożego ani do ogarnięcia hojności Jego łaski. Niejeden duch stał się drogi niebu, gdy świat wciąż jeszcze ściga go swymi bezlitosnymi anatemami. Tylko pycha jest obca miłosierdziu — ta pycha, która jest tak bezlitosna wobec innych. Bóg jest wszelkim miłosierdziem dla pokornych.
Odtąd, drodzy chrześcijanie, naszym zadaniem jest kontemplowanie wzoru pokutnic. Na wielu scenach świętej historii Magdalena pojawi się ponownie, lecz zawsze jest tą samą pokutnicą. Ucieka od świata, miłuje samotność i wciąż odnajduje się u stóp swego Boskiego Pana — jedynym bezpiecznym schronieniem dla pokutnicy. Inni mogą szukać w tym świecie rozrywki, lecz cóż ma pokutnica do powiedzenia o jego uciechach? Przyniosły jej tylko gorycz. Niechaj inni chodzą po świecie w swoim powołaniu ową ścieżką obowiązku, na którą Bóg ich postawił, uzbrojeni w czyste zamiary, mocne postanowienia i jeszcze mocniejszą łaskę. Lecz cóż pokutnica ma tam do czynienia? Jej doświadczenie mówi jej jedynie o własnej słabości i o niebezpiecznym jej wpływie na nią. Wciąż widzi tylko niszczącego węża, skulonego pod liśćmi każdego kwiatu, który jej świat ofiaruje, i zwiniętego w każdym owocu, który może jej podsunąć do przyjęcia. Tylko w jednym miejscu znalazła bezpieczeństwo i wybawienie. Gdzie indziej ma być, jeśli nie u stóp swego litościwego Zbawiciela? Tylko tam znalazła schronienie, przebaczenie, pokój, dobroć i miłość.
Gdy Jezus odwiedził dom tej pobożnej rodziny — albowiem miłował Łazarza i jego siostry, powiada Pismo — Marta jest czynna i pracowita w służeniu Jego osobie, lecz Maria siedziała u Jego stóp i słuchała Jego świętych słów. Marta gani jej postępowanie. Lecz Jezus jest nadal jej obrońcą i opiekunem; wybrała ona tę lepszą cząstkę, która jej przystoiła. Cóż pokutnica ma do czynienia z jakimkolwiek zbędnym udziałem w rozpraszających i przytępiających zajęciach życia? Stopy Zbawiciela to jej lepsze miejsce.
Jej brat Łazarz umiera i śpi w swoim grobie, a oni opłakiwali jego odejście przez cztery dni. Jezus, wzruszony miłością i litością, zbliża się z uczniami do miejsca pogrzebu. Marta spieszy z tłumem, by Go spotkać. Lecz cóż pokutnica ma do czynienia z tłumami — nawet żałobników? Pokutnica nie szuka nawet Jezusa w tłumie. Tak więc „Maria siedziała w domu i płakała". Dopiero gdy słyszy wieść, która jej mówi, że „Mistrz woła ją" — w duchu posłuszeństwa wychodzi ze swego odosobnienia i — powiada Ewangelista — „padła do Jego stóp, płacząc".
Gdy w kilku dniach, które upłynęły między wskrzeszeniem brata i haniebną śmiercią jej Pana, właśnie w czasie gdy z powodu owego jawnego cudu, który tak zajął ludzkie dusze, wodzowie ludu żydowskiego spiskują Jego śmierć — Jezus przybywa znowu do Betanii, a Marta służy, gdy Łazarz siedzi z gośćmi przy stole; Maria, z poruszeniami miłości, które proroczym przeczuciem ostrzegały ją o wszystkim, co miało spaść na jej Pana, ponownie namaszcza drogim olejkiem stopy Jezusa. Zostaje — jak zwykle — zgorszona, bo ten świat nigdy nie zdoła pojąć ducha serdecznych miłośników Jezusa. Lecz jej Pan ponownie wywyższa wierność jej miłości. Pokutnicy nie wolno przeszkadzać w impulsie jej żarliwej miłości. Uczyniła to dla Jego pogrzebu. Gdziekolwiek głoszona będzie Ewangelia po całym świecie, ogłaszane będzie pobożne postępowanie tej pokutnicy.
I w owej godzinie niewypowiedzianej udręki, gdy sam jej Pan zdawał się bez pomocy, gdy wszyscy Go opuścili; gdy w opuszczonej agonii nie ma żadnej innej pociechy do zaoferowania prócz udziału w Jego krzyżu i w Jego hańbie. Inni mogą Go opuścić i odejść swoją drogą; lecz dokąd pójdzie biedna pokutnica? Co ma do stracenia, prócz swego Pana? Czego ma się bać, prócz siebie samej? „I stały pod krzyżem" — mówi Ewangelista — „Maria, Matka Jezusa, i Maria Magdalena". Tam trwa i tam wzrasta, wciąż jest u tych świętych stóp. Gdy były pokryte kurzem i spracowane — obmywała je i całowała. Cóż innego ma czynić, gdy są torturowane i konają za jej winę? Namaściła je wtedy wonnym olejkiem; teraz one namaszczają ją krwią. Szczęśliwa zamiana! Przywilejem miłości pokutnej jest cierpieć z jej Panem, znosić urągania tego świata i trwać przy Jego krzyżu. Szczęśliwa pokutnico! Lecz świat nigdy nie zdoła cię pojąć ani Jego, z którym jesteś w cierpieniu.
Pan jej skonał. Pozostaje tylko Jego okaleczone ciało na krzyżu. Czy ma odejść? Nie może podążyć za Jego zwycięskim duchem, lecz wciąż może trwać przy tych wyczerpanych i osuszonych stopach — może iść za nimi do grobu.
Pośród wszelkich lęków i alarmów wypadków, które następują; gdy cofające się słońce oddaje ziemię ciemności — gdy skały się rozpadają i cała przyroda jest wstrząśnięta konwulsją — gdy żywi są trwożni i przerażeni, a umarli powstają i ukazują się wielu — cóż za trwogi, jakkolwiek nieziemskie i nadprzyrodzone, mogą przerazić duszę, dla której cały ten świat jest teraz jedną posępną próżnią? Pośród wszystkich gróz owej nocy pokutna Magdalena siedzi czuwając przy grobie, samotna w miłości i smutku — siedzi i czuwa. Nie pora była, by biedna pokutnica spoczęła i zasnęła.
Dnia następnego, będącego pierwszym dnia tygodnia, Ewangelista znów unosi zasłonę nocy i znów odsłania pokutnicę zbliżającą się do grobu, samotną i płaczącą. Dostrzega zmiany przy grobie. Śpieszy z wiadomością do Piotra. Piotr i Jan podchodzą i wchodzą do grobu, lecz nie rozwiązawszy tajemnicy, odchodzą, pozostawiając Magdalenę wciąż przy grobie — płaczącą. Nareszcie przychodzi nagroda za całą jej wytrwałość i wierną miłość. Myśli, że to ogrodnik się zbliża. Pyta o swego Pana. Potem radosne rozpoznanie. „Mario!" — woła jej Pan, objawia się jej. „Rabbuni!" — O, Mistrzu! Jest u Jego stóp, tych drogich, boskich, dobrze znanych stóp. Lecz nie. „Nie zatrzymuj Mnie, Mario, bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca. Idź natomiast do braci i powiedz im: wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, i do Boga mego i Boga waszego." Staje się pierwszą spośród ewangelistów — apostołką apostołów, pierwszą świadkinią i pierwszą zwiastunką Zmartwychwstania. Tak doskonale wierne nawrócenie i pokutna miłość przywracają duszę w przyjaźń Bożą i w pełnię Jego łaski.
I historia głosi dalej, że po tym, gdy była świadkiem ostatniego widzialnego przebywania swego Pana na ziemi, gdy wraz z apostołami i uczniami zebranymi na Górze Oliwnej słyszała Jego ostatnie słowa i — podczas gdy ich błogosławił — widziała, jak wstępuje, a obłok stanął między Nim a jej wzrokiem — wycofała się i pogrążyła w jeszcze głębszej samotności, płacząc i modląc się w owej pieczarowej siedzibie, której jedynym sprzętem był krzyż, pamiętając przed Bogiem jedynie o tym świecie, który już na zawsze opuściła, modląc się — gorąco modląc się — za wszystkich grzeszników, karmiąc swą duszę niewidzialną obecnością swego Pana, od którego stóp nigdy nie odstępuje, wciąż wierna i stała w miłości pokutnej, dopóki — po wielu latach — Pan jej nie zechce uwolnić jej z doczesnego więzienia i nie zostanie wreszcie dopuszczona do objęcia Jego stóp w ich wiecznej chwale.
Rodzice. Chcielibyście wiedzieć, z jaką troskliwością winniście strzec powierzonego wam skarbu? Matki. Chciałybyście zawczasu wyczuć niebezpieczeństwa, które — z dala od waszego wzroku — zbierają się wokół waszego dziecka? Ojcowie. Waszą wzniosłą powinnością jest być widzialną opatrznością Bożą nad owymi niewiniatkami, w których mieszka wasze drugie życie. Chcielibyście pojąć, jakiej roztropności ta troska wymaga? Córki, dziewicze córki! Ową czystość duszy tak delikatną, chcielibyście odczuć jej piękno przez kontrast? Owa święta nienaruszalność serca nie pozwala lekceważyć siebie samej — jedna chwila bezmyślności może na zawsze skalać jej nieskazitelną świętość — jeden nieostrożny krok może narazić na zagładę jej świętą integralność — jeden oddech może ją przyćmić, jedna myśl może unicestwić jej przeczysty rozkwit. I już nie jesteście tym, czym byłyście niegdyś. Bolesne wspomnienie, sen o szczęśliwej przeszłości może powracać czasem, by przypomnieć wam waszą niegdysiejszą dziewiczą godność duszy. Nieostrożni młodzieńcy. Chcielibyście prześledzić następstwa tego, co raczą nazywać godziną igraszki, i poznać dzieje tego, co raczą nazywać chwilą przemijającej głupoty? I gdyby wśród nas znalazło się jakie biedne zbłąkane jagnię ze stada, które — skrwawione i poranione przez bezdroża, spragnione gorączką swego serca — zakradło się potajemnie na to zgromadzenie w nadziei jakiegoś uleczenia swych ran — idźcie i rozważcie tę historię pokutnicy.