Być może najciekawszą okolicznością związaną z historią następującego kazania jest fakt, że jeszcze przed jego drukiem wygłoszono jego treść — między innymi miejscami — w trzech różnych karczmach. Raz w Appin, w hrabstwie Cumberland, Nowa Południowa Walia; raz w Bathurst, leżącym za pasmem Błękitnych Gór; i raz w Patrick's Plains, nad brzegami rzeki Hunter. Stało się tak dlatego, że w owym czasie nie mieliśmy żadnego bardziej stosownego miejsca, w którym moglibyśmy gromadzić wiernych przy rzadkich okazjach przybycia kapłana, a nadto z powodu wielkiego szerzenia się nałogu, któremu tu się sprzeciwiamy. Stały pobyt gorliwych duchownych we wszystkich ludniejszych okolicach oraz założenie towarzystw wstrzemięźliwości spowodowały od tego czasu — niech Bóg będzie pochwalony za tę łaskę! — cudowną odmianę. W pięknej i romantycznej okolicy Illawarra wielebny pan Rigney zdołał tchnąć w ludność, w znacznej mierze katolicką, ducha wstrzemięźliwości równie skutecznie, jak ów wielki mąż, którego naśladuje, dokonał tego w różnych częściach Irlandii; inne zaś okręgi kolonii nie pozostały w tyle za jego przykładem. Kazanie to było kilkakrotnie przedrukowywane w tutejszych krajach z wydania sydnejskiego, a czcigodny apostoł wstrzemięźliwości uznał za stosowne wydrukować własnym kosztem duży nakład przeznaczony do bezpłatnego rozdawnictwa, a nadto dołączył swą rekomendację do innego wydania — korzystam z tej sposobności, aby oznajmić, że nie roszczę sobie żadnej pretensji do materiałów tego kazania. Pochodzi ono w znacznej mierze ze świętego Chryzostoma. Sugestie, myśli i obrazy czerpano z każdego tomu wspaniałych dzieł tego Ojca. Święty Bazyli głosił przeciwko temu samemu nałogowi z mocą nie mniejszą, a nawet zapamiętałością większą niż święty Chryzostom — zarówno w swojej homilii poświęconej temu zagadnieniu, jak i w innej homilii o poście. Jego język przejął święty Ambroży.
W obecnym wydaniu autor wprowadził ustęp, którym posługiwał się niekiedy, utrzymany w tonie ironicznego szyderstwa, jakim posługiwali się tak często prorocy i jakim sam Wszechmogący z taką straszną mocą zwyciężył i poskromił wyniosłą pychę pierwszego rodzica po jego nieposłuszeństwie. Jest to styl, który, gdy inne zawiodły, okazywał się niekiedy skuteczny w przełamywaniu hardego oporu serca przeciw napomnieniu — wówczas gdy wskutek nałogów grubego grzechu serce stało się twarde i niepodatne na inne pobudki prócz tej jednej: trwogi własnej dumy, spokojnej i rozumnej ironii.
---
*„Człowiek wstrzemięźliwy przedłuży życie swoje."* — Syr 37, 34.
*„Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światłości. Postępujmy przyzwoicie jak za dnia — nie w biesiadach i pijaństwie."* — Rz 13, 12; Ga 5.
*„Uważajcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i pijaństwa, i aby ów dzień nie przypadł na was znienacka."* — Łk 21, 34.
Czymże jest pijak? Chrześcijanin to ten, kto naśladuje cnoty Chrystusa i żyje nimi. Anioł to czyste stworzenie, które Boga kontempluje i w Nim się raduje. Człowiek to stworzenie, które myśli i rozumuje. Zwierzę to stworzenie, które wprawdzie idzie za swym apetytem, lecz nigdy nie przekracza granic porządku. Czymże jest pijak? Przeszedłem całe stworzenie, które żyje, i nie znalazłem w nim niczego podobnego do pijaka. Nie zaznaje szczęścia — jak aniołowie; nie przygotowuje się do szczęścia — jak chrześcijanin; nie myśli ani nie rozumuje — jak człowiek; nie trzyma swego apetytu w granicach natury — jak zwierzę. Czymże więc jest pijak? Pijak jest niczym innym, jak tylko pijakiem. Nie ma nic innego w naturze, do czego by go można przyrównać.
Nie jest to temat, przy którym wolno nam łagodzić prawdę w słowach, aż zamieni się w fałsz.
Pijak to nędzarz własnej roboty, który wykoślawił żądze swego ciała i dogadzał im wykoślawionemu gardłu, aż pogrążył swą duszę tak głęboko, że zaginęła w jego ciele, a samo ciało poniżył nieporównanie głębiej niż poziom zwierząt, które mu służą. Jest to stworzenie samo siebie poniżone, którego upadek jest widoczny dla wszystkich oprócz niego samego; byt sam siebie nieszczęśliwy, który, nie czując własnej nędzy, wszystkich wokół nią zaraża. Od szaleńca różni się tylko tym — że szaleniec nie sprowadził na siebie swej klęski, a ten ją sprowadził; że szaleniec jest niewinny, a ten jest winny. Szaleniec jest przedmiotem litości, współczucia i wszelkiej troski ludzkości; pijak zaś jest przedmiotem szyderstwa, pogardy, wzgardy — tarczą strzelecką, do której świat wymierza swe błazeństwa; pośmiewiskiem dla tłumu; piłką w grze kpin; narzędziem dla łotra i jego oszustw, dla wszetecznicy i jej podstępów; narzędziem w ręku piekielnej złośliwości. Szaleniec jest otaczany opieką; można go strzec, by nie skrzywdził siebie ani innych. Pijak jest puszczony wolno na ludzi jak jakieś plugawe, złowróżbne i szkodliwe zwierzę, by dręczyć, udręczać i obrzydzać wszystko, co myśli i czuje; a nad jego siedzibą ciąży przekleństwo Boże i bramy nieba są przed nim zamknięte. „Nie łudźcie się" — mówi apostoł — „ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy, ani pijacy nie odziedziczą królestwa niebieskiego." To nie ja, lecz święty Paweł stawia pijaka w takim towarzystwie i zamyka przed nim bramy niebios. Wyrzutek! Nieszczęścia niebios spadają na niego gęsto i gwałtownie. „Kto narzeka?" — pyta Salomon — „czyj ojciec narzeka? Kto wchodzi w spory? Kto wpada do dołów? Kto ma rany bez przyczyny? Kto ma przekrwione oczy? Zaiste ci, którzy czas swój trawią przy winie i badają, jak do dna wychylić puchary." „Biada wam" — mówi Izajasz — „biada wam, którzy wstajecie wczesnym rankiem, by gonić za pijaństwem i pić aż do wieczora, aby się rozpalić. Biada wam, którzy jesteście mocarzami w piciu wina i dzielni mężowie w upijaniu się. Biada koronie pychy, pijaństwu Efraima; pijaństwo Efraima będzie podeptane." Czyż te nieszczęścia nie są wypisane na twarzy pijaka? Czyż nie słychać ich we wszystkich jego czynach? Czy wie, co mówi albo czego nie mówi? Czyż roztropność nie opuściła straży nad jego językiem? Czy jest jakaś brama do jego ust, jakiś zasuw do warg? Czyż tajemnice przeszłości i głupstwa teraźniejszości, i cuchnące wyziewy trunku, i plugawe myśli podszeptane przez kusiciela nie mieszają się z sobą i nie wylewają na wszystkich wokół? Nawet władze zwierzęce padają pod ciężarem pijaństwa. Zaciemnia ono zmysły tak samo jak duszę, odrętwiają uczucia tak samo jak umysł; osłabia, ogłupia, choruję i rozbija budowę człowieka zwierzęcego — tak samo jak budowę człowieka rozumnego; pozbawia go Boga, pozbawia nieba, pozbawia czci, odcina od szacunku ludzkiego, odrzuca od przyjaźni z ludźmi, niszczy majątek, rujnuje rodzinę, pozbawia go siebie samego, zabija wszelkie jego dobro tu na ziemi i wszelką nadzieję w wieczności, a ciało wzdyma przedwczesną chorobą, na pożarcie robactwu i na użyźnienie cmentarnego próchnicy.
Pewien święty Ojciec opisał ten stan tak trafnie, jak zwięźle: „Pijaństwo" — powiada — „to dobrowolna furia, zdrajca myśli, śmieszna klęska, dobrowolny demon, stan gorszy od szaleństwa." Czy chcecie wiedzieć, w czym pijak jest gorszy od opętanego? Opętanego dręczonego żałujemy; pijaka wzdragamy się. Jednemu współczujemy; na drugiego oburzamy się i gniewamy. Opętanym zawładnęły sidła nieprzyjaciela; pijakiem zawładnęły jego własne decyzje. Jest jak opętany: błąka się jako niewolnik swego władcy; jest jak opętany: wypadł ze swego stanu ducha i człowieczeństwa; jak tamten zatacza się, upada, toczy dzikim okiem, pieści i zieje ohydą. Jest przykrością dla przyjaciół, pośmiewiskiem dla wrogów, obiektem wzgardy dla sług, wstrętem dla żony, zgorszeniem dla dzieci — obmierzłością dla wszystkich. Gdy wszyscy, co go zwą znajomym, oburzają się, a wszyscy, co go zwą przyjacielem, cierpią; gdy jego najbliżsi są nieszczęśliwi, a dzieci zaniedbane i squalid — może nędzne z braku opieki — zepsute przykładem: pijak siedzi w domu zbrodni, przy stole niesławy, z pucharem słabości — swą czarą trucizny — przed sobą i spiera się z bratem pijakiem, który z nich bardziej się zhańbi; który okaże największą głupotę, który wykaże najpodlejszą nikczemność, który najskuteczniej roztrzęsie swe nerwy, zniszczy swą naturę i znieważy i rozgniewa wspólnego Pana i Stwórcę.
Święty Chryzostom trafnie opisał skutki niepowściągliwości: „Bladość, słabość, gnuśność, głupota." Blade, obwisłe policzki, zaczerwienione, owrzodzone oczy, trzęsące się ręce, rozjuszone sny, niespokojny i roztrzęsiony sen: jak mordercy i ludzie z trwożnym sumieniem — tak strzaskani, tak chorzy, tak bezładni są sny pijaka, który budzi się ku nędzy. Pokaż mi człowieka wstrzemięźliwego, a pokażę ci człowieka roztropnego; pokaż mi człowieka wstrzemięźliwego, a pokażę ci człowieka cnotliwego; pokaż mi człowieka wstrzemięźliwego, a pokażę ci człowieka kwitnącego; pokaż mi człowieka wstrzemięźliwego, a wskażę ci człowieka mądrego. Albowiem niepowściągliwość jest korzeniem głupoty; niepowściągliwość jest nasieniem szaleństwa; niepowściągliwość jest źródłem nieczystości; niepowściągliwość jest zarzewiem niesprawiedliwości; niepowściągliwość jest trującym zdrojem niedowiarstwa; niepowściągliwość jest nurtem, w którym każda cnota topi się i ginie; niepowściągliwość jest obłokiem cielesnych oparów, który wznosi się nad duszą i zaciemnia ją całą. „Wino" — mówią Przysłowia — „jest rzeczą wyuzdaną, a pijaństwo burzliwością. Ktokolwiek się nim rozmiłuje, nie będzie mądrym." „Wino pite w nadmiarze" — powiada Mądrość Syracha — „jest goryczą dla duszy." „Gorączka pijaństwa jest zgorszeniem dla duszy, pomniejsza siłę i zadaje rany." Tak — pomniejsza siłę. Szerzy się mniemanie, jakoby mocne napoje wzmacniały. Nigdy nie było błędu bardziej zgubnego. Wszelkie środki pobudzające, brane w nadmiarze, chwilowo wzmacniają, lecz na zawsze pozostawiają ciało słabszym. „Nie patrz tedy" — mówi Mędrzec — „na trunek, gdy jest złocisty; gdy iskrzy się w kielichu, wchodzi mile, lecz na końcu ukąsi jak wąż i rozsieje jad jak bazyliszek." Jak miód z żądłem — jedno i drugie schodzi razem. Słodycz szybko opuszcza podniebienie, lecz żądło dopiero zaczyna swoją robotę.
Patrz, jak pijak zaczyna, lecz śledź go, aż skończy swój bieg pijaństwa. Zasiadł przy stole; napełnił kielichy; przywołał towarzyszy swej niecnej radości. Jego wesołość rozogniła się w burdy, następnie rozżarzyła w zmysłową namiętność, następnie zniżyła się do plugawego bełkotu, wreszcie zapadła w odrętwieniu. Mówił głupstwa i uważał je za mądrość; roztrwonił przekleństwa tam, gdzie miał mówić błogosławieństwa; wylewał plugastwo i brał je za dowcip; chrześcijanin opuścił teraz tę scenę, a ludzka natura szybko za nim podąża; rozum blednie, gdy głupstwo staje się głośniejsze; szaleństwo głupstwa też się ulatnia i tylko otępienie pozostaje jedynym towarzyszem pijanego obłędu. Pokój się kręci wokół; stół faluje; człowiek przepadł, a na jego miejscu leży bydlę. I nawet to bydlę jest martwe, prócz gardła i brzucha, a te są słabe i chore. Jak uczta Sysary, kończy się wbiciem gwoździa przez głowę tego człowieka. Sam niedowiarek, który w dawnych czasach pisał przeciwko chrześcijaństwu, mógł tyle powiedzieć o pijaństwie: „że powala człowieka i przybija go gwoździem do zmysłowych splątań ciała."
Któż lubi być pogardzanym? Który z was znie cierpliwie pogardę drugiego? A jednak pijak korona swą głowę potężną pogardą. Stawia siebie poniżej najniższych; poniża się do poziomu najpodlejszych. Chłopcy się z niego śmieją, dzieci go wyśmiewają, a przestępca nim gardzi, gdy jest prowadzony do domu jak kaleka, sepleniąc niedoskonałe dźwięki niemowlęcia albo bełkocząc pełnym i gąbczastym językiem, pustą głową, głupim sercem. Biada i niestety! Boże niebieski! Czy śmiem odwołać się do Ciebie spośród takiej sceny! Twoje stworzenia! Dokąd odeszło Twoje podobieństwo z nich? Patrzeć, jak rozumny człowiek hańbi siebie jak głupi; jak wstydzi swych przyjaciół jak bezbożny; jak ubożeje swą rodzinę jak niesprawiedliwy; jak przynosi pohańbienie tym, którzy są mu najdrożsi, jak bezduszny; jak sprowadza hańbę na religię jak bluźnierca; jak niszczy swe ciało jak morderca, a duszę jak niedowiarek; jak staje się przedmiotem pogardy i pośmiewiskiem dla wszystkich, a dla siebie samego przepaścią niepamięci. Gdzie, o Boże, jest Twój obraz w tym człowieku? Gdzie, Panie Boski, są znamiona jego chrztu? Gdzie, nieba święte, są rysy waszego dziecięcia? I czy ty sam jeszcze się chrześcijaninem nazywasz? I czy ty sam jeszcze za człowieka się masz? Gdzież tedy przykazania Ewangelii? Gdzie nakazy Kościoła? Gdzie choćby prawa natury, więzy człowieczeństwa i instynkty samozachowania?
Powiecie mi może, że nie zaszliście tak daleko. Że nie doszliście do takich wybryków. Że nie jesteście tak straceni — niech nieba bronią — w swych nadmiarach. Nie. Ale jakiś początek już uczyniliście. Posunęliście się już w pewnym stopniu — czujecie, że idziecie dalej. A gdzie i kiedy pijak kiedykolwiek się zatrzymał i rzekł: „Nie pójdę dalej", i nie poszedł dalej — jeśli śmierć, litościwa, nie zniszczyła go w kwiecie, nim dojrzał do wszystkich owoców, które opisałem? Pijaństwo jest nałogiem, który im bardziej mu dogadzamy, tym bardziej podniebienie słabnie i marnieje, im mniej apetyt cieszy się z nasycenia, tym bardziej łaknie.
Opatrzność łaskawie ograniczyła możliwą rozciągłość tego poniżającego nałogu; inaczej nie zatrzymałby się, dopóki nie zamieniłby, na ile możliwe, wszystkiego, co zbawienne i lecznicze w naturze, w środki samozniszczenia.
Nie popadliście we wszystkie wybryki, na które pozwala ustrój waszej natury. Lecz zasialiście już ziarna tych wybryków. Nałóg może już w was zakorzeniony; osiągnął pewną wielkość; rośnie; zapuszcza korzenie coraz głębiej i szerzej; oplata swe włókna coraz ciaśniej wokół waszego serca; nie macie skutecznej woli, by powstrzymać jego postęp: nie dopuszcza żadnego zahamowania, jeśli nie wyrwać go całkowicie; sam z siebie będzie rósł — trudność wyrwania nałogu jest co tydzień większa wskutek jego cotygodniowego wzrostu. Nic nie wrasta w ludzką naturę tak jak ten najpodlejszy z jej popędów, ten najbardziej poniżający z jej nałogów — pijaństwo. Czyż nie jest to prawa naszej upadłej natury, że plugawe i bujne plony rosną najobficiej i najburzliwiej przy najmniejszej pielęgnacji? Jeśli więc nie doszliście do wszystkich tych wybryków, jesteście w drodze ku nim; a wasza gotowość do usprawiedliwiania siebie jest najpewniejszym dowodem, że kochacie ten nałóg; i że — jeśli nie zostaniecie powstrzymani w waszym biegu przez ową zimną rękę, która zatrzymuje wszystkie nasze wady i prowadzi je do ich kary — jeszcze okażecie się widowiskiem wszystkich tych wybryków: ogołoceni z władz ciała i umysłu; żywą ledwie roslinną zgnilizną; dusza martwa i pogrzebana w ciele, a i samo ciało z zaledwie kilkoma bezużytecznymi organami, które mają jeszcze zostać zniszczone. Nie w grobie wprawdzie, lecz jeszcze po tej jego stronie, tylko by zarażać i trapić wszystko wokół nędząserstwem. A jeśli pijak skończony w swym nałogu jest takim widowiskiem przed ludźmi na ziemi — czymże będzie przed sprawiedliwymi, którzy osiągnęli doskonałość? Czymże wobec owych aniołów światłości, którzy spoglądają na ludzkie czyny? Czymże wobec świętych oczu Tego, który umierając odkupił naszą niegodziwość? Czymże wobec wszechogarniającej kontemplacji wszechmogącego Boga? Czy On znowu nie poruszy się wewnętrznie na ten widok i nie pożałuje, że w ogóle stworzył człowieka? A jeśli nie ześle ponownie potopu, by zniszczyć go tu na ziemi, to czy nie zachowa go na potop ognia, który nie będzie ugaszony? „Nie błądźcie" — mówi święty Paweł — „ani wszetecznicy, ani czciciele bożków, ani cudzołożnicy, ani nieczystcy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani bluźniercy, ani grabieżcy nie posiądą królestwa Bożego." W jakie towarzystwo święty Paweł wrzuca pijaka. Z nieczystymi, z bałwochwalcami, z nierządnicami, z cudzołożnikami, z bluźniercami, z chciwcami, z grabieżcami. Cóż! — gotowe jest spytać jakieś dumne serce — czyżby pijak był jedno z nieczystym? Czy pijak jest jedno z bałwochwalcą? Nie sprzeciwia się, człowiecze! Słyszałeś prawa Boże. Nie pytaj mnie. Spytaj apostoła, a odpowie ci jeszcze, że obaj są jednakowo wyłączeni z Królestwa Bożego. Skoro więc to jest jasne, poco prosić mnie, abym mierzył ogrom twojego grzechu? Skoro stoi on poza bramami, skoro jest wyłączony z posiadania, skoro stracił zbawienie, skoro jest skazany na wieczne męki — po cóż mi podawać wagi i odważniki, by mierzyć i ukazywać proporcję niegodziwości między tymi grzechami? I po co tak gorliwie dociekać osobnej wielkości pijaństwa, gdy nigdy nie spotyka się ono samo — bez towarzyszenia mu przynajmniej niektórych, jeśli nie wszystkich z tego tłumu okropnych zbrodni? Czyż pijaństwo nie jest płodną matką, w której łonie rodzą się wszystkie te wady? Czyż nie są one przeklętym potomstwem tego przeklętego rodzica? I czyż matka-nałóg nie ma nosić na sobie przekleństw swego brodu? Idźcie do domu pijaka. Rozpatrzcie jego rodzinę. Przyjrzyjcie się jego sprawom. Słuchajcie dźwięków, które dochodzą z domu pijaństwa i domu niesławy, gdy przechodzicie obok. Obserwujcie brak bezpieczeństwa na publicznych drogach i nocnych ulicach. Idźcie do szpitala, do domu miłosierdzia, do łoża nędzy. Wejdźcie do sal sądu, do więzienia i celi skazańca. Spójrzcie na wychudłe rysy przykutego do żelaza przestępcy. Zapytajcie wszystkich, dlaczego istnieją, by was dręczyć — a wszędzie usłyszycie opowieści i relacje o skutkach pijaństwa. A nędze, i wady, i boleści, i widoki cierpienia, które wstrząsnęły waszą duszą, były — niemal bez wyjątku — albo przygotowane przez picie, albo przeżywane ze względu na zdobycie środków do zaspokajania tego nałogu i nałogów z niego wynikających.
Sama tylko upojność jest zaledwie punktem startowym drogi pijaka. Dokąd jednak wiedzie pijaństwo jak ów złowieszczy drogowskaz, wzniesiony na ziemi przez piekielne moce, by prowadzić do ich włości! Pijaństwo — rozwiązłość, wyuzdanie, choroba, szpital, śmierć. Pijaństwo — złe towarzystwo, przeklinanie, bluźnierstwo, hazard, bezbożność, niedowiarstwo, śmierć w zatwardziałości. Pijaństwo — próżniactwo, niefrasobliwość, zniszczenie mienia, ruina rodziny, ubóstwo, nędza, śmierć w opuszczeniu. Pijaństwo — awantury, kłótnie, urazy, obelgi, nieludzkie bójki, nagła śmierć. Pijaństwo — bezprawne towarzystwo, kradzieże, rabunki, zmowy, morderstwa, więzienie, kajdany, szubienica. Pijaństwo — słabość, posępność, nędza, melancholia, dzikie urojenia, czarne grozę, obłęd.
To zaledwie kilka z dróg pijaka. Lecz podczas gdy pijak sam zatacza się lub wlecze swą wyznaczoną drogą ku wyznaczonemu końcowi — bez poczucia wstydu, bez świadomości swego stanu, bez troski o przyjaciół, bez myśli o rodzinie, bez refleksji nad duszą, bez jednego przebłysku celu, do którego zmierza — czy Bóg milczy? Czy nieba nic nie wiedzą? Czy żadne oko nie widzi? Czy żadna ręka nie notuje? Bóg milczy, lecz nie jest bezczynny. Milczenie Boga jest dla grzesznika najgorszą karą. Nie porusza już sumienia; przestał ostrzegać; milczy. Kontempluje bieg pijaka, cierpliwie gromadząc swój gniew — jak tlący ogień — i swą pomstę — jak czarne chmury — w swoim łonie: po cóż miałby się spieszyć? Czas Boga jest wiecznością; a gdy pijak mnoży zbrodnie, Bóg mnoży pomstę. Po cóż się śpieszyć? Bóg jest wszechmocny. Cóż może Mu uciec? Godzina nadchodzi i burza Boża wybucha. Czemu jawnie? Są inni pijacy, których dosięgnie ten sam wyrok. Słuchajcie Go samego, mówiącego ustami Izajasza: „Milczałem, powściągałem się, byłem cierpliwy; słowa moje wyrwą się jak ta, co rodzi; rozproszę ich; owinę ich razem w wir!"
Czy Boże grozy utraciły swą moc? Cóż to za dowód zatwardzającego i ogłupiającego działania pijaństwa! Wasze oczy są przynajmniej otwarte na skutki — i nie macie żadnego usprawiedliwienia. Weźcie tedy na nowo w dłoń kielich ułud; i z oczami utkwionymi w skutki, choćby przerażające — pijcie! Po cóż więc drżeć? Te białe bąbelki unoszące się na powierzchni kielicha — to tylko łzy waszej żony. Pijcie dalej! Wyczerpaliście jej szczęście. Bierzcie ponury kielich na nowo. Czy zaczynasz się wahać raz jeszcze? Krople wyglądają czerwono — to tylko krew z wychudłych i zaniedbanych dzieci waszych. Pijcie tedy, pijcie dalej. Już wyczerpaliście ich biedne żyłki do ostatniego ubóstwa. Bierzcie okropny kielich na nowo. Co, bardziej przerażeni niż poprzednio? Jednak wizja jest aż nadto prawdziwa — to tylko siwe włosy waszych rodziców unoszą się na powierzchni — wyczerpaliście ich istnienie. Pijcie tedy, i pijcie dalej. Lecz teraz musicie wziąć kielich, bo — niestety! — nie jest już kielichem wyboru, lecz kielichem nałogu; nie kielichem przyjemności, lecz kielichem kary; nie kielichem słodkich ułud, lecz kielichem konieczności. Jego rozkosze minęły, a nic nie pozostało prócz goryczy. Kielich stracił swe uroki, a napój swe czary; z czystej siły i konieczności nałogu pijecie dalej jego nawarstwiającą się mieszaninę nędz. W ten to sposób Bóg karze ostatecznie grzesznika jego własnymi grzechami. Bo „w ręce Pana jest kielich" — śpiewa Psalmista — „podaje go z ust do ust", i tylko jego osad nie jest unicestwiany. „Wszyscy grzesznicy ziemi wypiją z jego goryczy."
Lecz godzina jeszcze nie nadeszła, choć każdy kielich upojenia ją przyspiesza; idzie sobie pijak — bezmyślny, tępy, pogardzany — ku swej zagładzie. Patrzcie na to stworzenie: jakże mam go zwać człowiekiem, gdy stracił wszystkie przymioty człowieczeństwa? Patrzcie, jak się zatacza na swej drodze; postać wstrząśnięta nadmiarem; głowa chybocąca się, unosząca się ciężko na tułowiu albo opadająca na bok; wygląd opuszczony; usta pełne głupoty; oczy pełne dzikiego, winowajczego szaleństwa; bezrozumne spojrzenie; bezsilna furia. Wyszedł z domu pijaństwa. Wszystko, co można dlań uczynić przez jakiś czas, to traktować go jak bezradnego głupca; kłaść go do łóżka, o ile to możliwe, dopóki nie odzyska bytu i poczucia melancholijnej, znękańczej nędzy ducha i ciała — których znów szuka, by je zatopić i zapomnieć w kolejnym napadzie upojenia; dopóki nie wytoczy wreszcie resztek swego nędznego życia i nie rozpadnie się w grobie. Patrzcie na tę furię. Niegdyś była kobietą; drogą dla kogoś; ukochaną przez wielu; miłą dla wszystkich. Patrzcie na tę twarz, niegdyś łagodną i piękną czystym blaskiem niewinności, teraz skurczoną przez wszystkie diabelskie namiętności, które wylewają się z piekielnej czeluści. Słuchajcie plugawego, sprośnego, bezbożnego potoku jej warg. Ona też wyszła z domu pijaństwa i spieszy do nory niesławy; albo, jak jakiś nienaturalny potwór, idzie do domu, by karmić dzieci swymi nałogami. Patrzcie na tego młodego człowieka. Jest teraz uczciwy, pożyteczny, dobrze mu się wiedzie; ceniony przez przyjaciół i szanowany przez wszystkich, którzy go znają. Lecz wchodzi do domu pijaństwa. Uczy się lekcji w szkole zepsucia; i już wszyscy zaczynają niepokoić się z obawą; spoglądać ku jego przyszłości; przepowiadać jego bieg i skreślać go jako straconego. Sam zaczyna się czuć zaniedbywanym, potem — lekceważonym, potem — porzuconym, potem — opuszczonym, potem — omijanym; i rozumuje głupio o tym wszystkim, bo wypił wino szaleństwa i porzuca samego siebie.
Nie znam żadnej choroby trudniejszej do uleczenia niż choroba utrwalonego pijaństwa. Niewielu się leczy. Nałóg, który stał się przyzwyczajeniem, nadgryzł zbyt wiele z ich umysłu i rozumu, by pozostawić dość nerwu i wigoru na silne i stałe postanowienie. Daleki jestem od tego, by zniechęcać nawet tych, którzy zaszli tak głęboko. Są wystarczające przykłady na to, że mogą się wyleczyć, jeśli tylko zechcą podjąć środki. Lecz nie mogę zatajać prawdy. Chcę przestrzec tego, kto dopiero zaczyna, i tych, którzy są kuszeni, by zacząć. Chciałbym nakłonić ich do zastanowienia, jak trudne i rzadkie jest powrócenie do trzeźwości po osiągnięciu pewnego punktu. Niech zaczynający wyciągnie naukę w porę. Niech się zastanowi; niech zahamuje początki; niech wyrwie nałóg, dopóki jego korzenie są jeszcze młode i zielone, i niech osłoni się ostrożnością. Niech czerpie naukę tak ze złych, jak i z dobrych przykładów. Był niegdyś lud pogan — starożytni Spartanie — którzy tak bardzo brzydzili się tym nałogiem, że choć sami nigdy nie pili do nadmiaru, upijali swoich niewolników, by pokazywać dzieciom na żywym przykładzie, do jakiego stanu pijaństwo przywodzi ludzką naturę. Wy — niestety! — nie potrzebujecie takiego zabiegu. Na każdej ulicy i na każdej drodze ludzie, którzy się chrześcijanami nazywają, będą wam tę lekcję czytać: kraj się zatacza od pijaństwa. Rozważcie to dobrze i weźcie z tego pożytek. Przewracajcie w myśli anatemy apostoła i biada proroka, dopóki nie wyrysują się w waszym sercu i dopóki strach przed nimi nie stanie się częścią waszego jestestwa. Odczytujcie je wypisane na czole pijaka. Śledźcie go w jego biegu, aż ujrzycie je wszystkie spełnione. Napiszcie je nad waszymi drzwiami, wyryjcie nad kominkiem, w sypialni, na stole, na dnie każdej szklanicy; wymawiajcie je w modlitwie; słyszcie je w dźwiękach każdej karczmy, gdy przechodzicie obok; i czytajcie je na każdym szyldzie. Lepiej, byście całe swoje życie poświęcili badaniu plag pijaństwa, niż spędzili życie na ich odczuwaniu, a wieczność na cierpieniu za nie.
Pytacie mnie: jak uwolnić się od tego poniżającego nałogu? Ogólna zasada jest bardzo prosta. Mieć chętną wolę; unikać okazji; uciekać od próżniactwa. Ustalcie sobie miarę w przyjaznych spotkaniach domowych, ponad którą nigdy — cokolwiek by się nie zdarzyło — nie będziecie przekraczać; i niechaj noga wasza nigdy nie przestąpi progu karczmy. Bądźcie w pełni przekonani, że nie możecie przekroczyć swojej miary nawet trochę przy jednej okazji, nie przekraczając jej za każdym razem. Rozważcie, w jakich miejscach i z jakimi osobami jesteście najbardziej kuszeni, i unikajcie ich. „Kto miłuje niebezpieczeństwo, w nim zginie." Niech żaden motyw, żadna chęć okazania gościnności, żadne okrutne zaproszenia, żadne nalegania pozornej przyjaźni nie skłonią was do zapomnienia o przyjaźni należnej samym sobie. Każdego ranka, gdy wstajecie, powtarzajcie wasze postanowienie i módlcie się o siłę do jego dotrzymania. Każdego wieczoru, gdy kładziecie się spać, sprawdzajcie, jak dotrzymaliście swego zobowiązania. Jeśli raz zawiedliście — nie zrażajcie się: spróbujcie znowu. Nic bardziej nie raduje oka niebios niż patrzeć, jak mężnie zmagamy się z naszymi słabościami; jak odważnie powstajemy po upadkach; jak czerpiemy pokorę z naszych słabości, a ostrożność i siłę z naszego poniżenia. Zwyciężony jest tylko ten, kto w rozpaczy się poddaje. Odnówcie postanowienie — umocnijcie je modlitwą; weźcie pod uwagę okazję waszego poprzedniego upadku i usuńcie ją. Ostatnia rada, jaką wam dam, jest jedną z najważniejszych. Oddajcie się z całym posłuszeństwem pod kierownictwo spowiednika. Jest pewien rodzaj oczarowania w tym nałogu, który czyni pijaka często bezsilnym dla własnego wyzwolenia; pokusa działa na niego jak zaklęcie; potrzebuje ręki drugiego, by uwolnić się z jej uroku. Uciekajcie tedy do waszego duszpasterza. Łaska Boża nie zawiedzie. A niech pociechą i nagrodą będą dla was: ukojone sumienie, odzyskane zdrowie, przywrócona cześć, naprawione sprawy, uszczęśliwiona rodzina, przyjaciele wracający z radosnymi sercami, odrodzenie życia tu na ziemi i przyszłe nadzieje, które czekają na wasze wykupienie się z niepowściągliwości.