HomiliaDB

William Bernard Ullathorne OSB · Kazania z przedmowami

V. Zwłoka grzesznika

Gdy wracam wciąż do tego samegoGdy chcę zacząć od nowa Zwłoka i recydywaNawrócenie
W skrócie. Kazanie o odkładaniu nawrócenia na później: Ullathorne analizuje psychologię grzesznika, który wciąż „jutro” chce się poprawić, opierając się na Tertullianie, Chryzostomie, Ambrożym i Augustynie. Ukazuje trwanie w grzechu jako większe zło niż sam upadek i wzywa do natychmiastowego nawrócenia.

„Co sprawia, że grzesznik jest ohydny w oczach Bożych, zauważa św. Jan Chryzostom, to nie tyle sam popełniony grzech, ile trwanie w grzechu.”

Ojcowie Kościoła, z których pism nowożytni kaznodzieje — zwłaszcza Francuzi — czerpali większą część materiałów do kazań przeciwko zwłoce w nawróceniu, to Tertulian, św. Jan Chryzostom, św. Ambroży i Salwian. Zwarte i silne myśli Tertuliana, zawarte w traktacie *De Poenitentia*, były objaśniane i powtarzane przez wszystkich, którzy po nim podjęli ten temat. Św. Ambroży zaczerpnął znaczną część swego traktatu o tym samym przedmiocie z Tertuliana, dodając wedle zwyczaju własne piękne rozwinięcia. Liczne homilie wygłoszone przez św. Jana Chryzostoma o pokucie, jego napomnienia skierowane do upadłego Teodora oraz myśli i apele na ten temat tak licznie rozsiane po jego komentarzach do Pisma Świętego dostarczyły kaznodziejom niewyczerpanych materiałów, z których chętnie korzystano przy układaniu nowożytnych kazań.

Bossuet, w jeszcze większym stopniu niż inni kaznodzieje, przenosił całe ustępy z Ojców do swoich kazań, nie zachowując form cytowania. Gdy jakaś sentencja, ilustracja, wyraziste zdanie lub wyrażenie nabierają dodatkowej siły dzięki powadze autora, przywołuje się jego imię. Czynić to jednak przy każdej sposobności oznaczałoby nie tylko przerywanie toku wywodu i odciąganie uwagi słuchaczy, lecz i rozrywanie jedności argumentacji oraz siły i energii przemówienia. Długa i wymowna peroracja słynnego kazania Massillona o zwłoce w nawróceniu jest li tylko rozwinięciem jednego z najbardziej uderzających ustępów w wymownej filipice Salwiana przeciwko chciwości; zaś zarodek owego ustępu Salwiana zdaje się być zapożyczony od św. Augustyna.

*„Strzały Twoje utkwiły we mnie; ręka Twoja ciężko na mnie spoczęła. Nie ma zdrowia w ciele moim z powodu gniewu Twojego; nie ma pokoju w kościach moich z powodu grzechów moich. Bo nieprawości moje przeszły ponad głowę moją; jako brzemię ciężkie przygniotły mnie. Rany moje cuchnące i zgniłe z powodu głupoty mojej. Stałem się nędzny i skulony aż do końca; cały dzień chodziłem smutny."* — Ps 37

Jakże ciężko i smutno brzmią tony tego psalmu! Jest to głos grzesznika budzącego się ze snu i skarżącego się Bogu. Promień Bożej łaski przeniknął przez złudzenia ciała i przeszywając mętne obszary serca, dotknął duszy — i on zaczyna poznawać swą nędzę. Jest to głos samooskarżenia. „Grzechy moje przeszły ponad głowę moją, dusza moja jest wielce zatrwożona. Jestem skażony, bom był głupi; i dusza moja wyschła, bom zapomniał spożywać chleb mój." Jest to wieczny wyrok — bez Boga nie ma życia. Równie nieograniczona jest prawda, że bez przyjaźni z Bogiem nie ma pokoju i że dla grzesznika nie ma przygotowanego spoczynku. Grzesznik postanowił uczynić siebie szczęśliwym bez Boga; lecz choćby dążył do tego buntu, nie może sam stać się dla siebie bogiem, a Bóg nieba będzie z nim. Bez Boga żyć niepodobna. Jeśli nie chcemy posiadać Go w pokoju, On posiądzie nas w udręce. Jeśli dusza nie zechce przyjąć Bożej obecności w swym wnętrzu, musi odczuć jej ciężar na sobie. „Ręka Twoja, o Panie, ciężko na mnie spoczęła. Nie miałem pokoju w kościach moich, nie miałem spokoju w sercu moim." Strzały Twojego gniewu przeszyły mnie, o Panie; rzucałem się w mej udręce w tę i tamtą stronę, lecz ponieważ nie zwróciłem się do Ciebie, jedynego Zbawcy, im bardziej usiłowałem uciec, tym głębiej wbijały się kolce wyrzutów sumienia. Przed Bogiem nie ma ucieczki. Swą błogosławioną obecnością raduje pobożnych, lecz na grzesznika kładzie ciężką rękę. Jego światłość może odejść, oko duszy może stać się mętne i fałszywe, lecz dotkliwe poczucie wiecznej obecności leży przygniatająco na sercu — tak jak przykuwa w niewoli i trzyma duchy potępionych. Dlatego grzesznik chodzi w smutku przez cały dzień, a jego troski kładą się razem z nim w nocy: nocne widziadła dręczą go we śnie; a gdy leży pogrzebany w uśpieniu, jego udręki spoczywają cicho przy jego łożu, gotowe spotkać go znowu, gdy się obudzi. Pamięć dawnych dni tylko ostrzy ząb wyrzutów sumienia — cierpkich, gryzących, trawiących wyrzutów — wyrzutów, owego wewnętrznego życia potępionych — wyrzutów bez skruchy. Ach, któż może uciec przed Bogiem? Jonasz nadaremnie usiłuje uciec przed Jego obliczem — ziemia odmawia mu schronienia. Śpieszy do morza — lecz i samo morze odmawia mu grobu; cała przyroda odmawia ochrony przed Bogiem. Bóg stwarza potwora, aby go przyjął, dopóki zamknięty sam na sam z Bogiem, w żywej pieczarze, pastwisko wyrzutów sumienia, nie zwróci się wreszcie, by uznać swego miłosiernego dręczyciela, i nie znajdzie wyzwolenia i pokoju. A jak grzesznik nie może uciec przed Bogiem, tak też nie może pozbawić sprawiedliwego pociechy Bożej obecności. Daniel odmawia porzucenia Boga; jest wrzucony do siedmiokrotnie rozpalonego pieca; lecz pośród ognistych płomieni Pan jest z nim widzialnie, kroczy wśród ogni nietkniętym i pokrzepionym, wielbiąc i sławiąc swego Zbawcę. Siedem razy dziennie prorok otwarcie wielbi Boga; wrogowie Boga zabraniają tej świętej rozmowy z Nim; pobożny prorok znowu daje świadectwo swej wierności Bożej obecności. Bóg zstępuje ze swoim sługą do lwiej jamy, a on jest bezpieczny i nietkniętym, bo Bóg jest z nim. Jako przyjaciel czy jako nieprzyjaciel, Bóg jest zawsze z nami. Jeśli jako przyjaciel — cóż za nieprzyjaciela mamy się lękać? Albowiem „będzie nieprzyjacielem nieprzyjaciół naszych i uciśnie tych, którzy nas uciskają." Lecz jeśli uczynimy Wszechmogącego swym nieprzyjacielem, przed jakim nieprzyjacielem możemy uciec? On im nie stanie na drodze, a „nieprzyjaciel wzrośnie w siłę i rozmnoży się, życie nasze strąci na ziemię, każą nam mieszkać w ciemności jako tym, którzy dawno umarli." Pamięć dni minionych, gdy używałeś darów Bożych, gdy rozmyślałeś nad wszystkimi Jego dziełami, gdy chodziłeś w blasku Jego oblicza i wznosiłeś ku Niemu ręce — ta pamięć rzeczy, których już nie ma, dopełnia brzemię smutku i udręki. Niespokojny, niezadowolony i przez własne sumienie potępiony; pragnący zmiany, a przecież niezdolny do jej rozpoczęcia; garną się do grzechu, który cię toczy; pragnący go porzucić, a lękający się nabrać odwagi; kochający swą nędzę w napadach uczucia, a potem w napadach nienawidzący tego samego przywiązania; znużony własną małodusznością i strudzony chwiejnością postanowień — oto dzieje grzesznika odkładającego nawrócenie: stan wyrzutów bez skruchy i stan śmierci bez wyzwolenia.

Dusze wierne, pracowite, spokojne w sercu pokutnice — nie potrzebujecie pociechy ani słowa dającego życie. Pielęgnujcie w sobie owo święte światło. Uprawiajcie łaskę Bożą w całej pełni, w swej spokojnej gorliwości. Lecz ja muszę, za przykładem mego Boskiego i błogosławionego Mistrza, wędrować w poszukiwaniu zagubionych i upadłych. Towarzyszcie mi tedy pobożnie swymi modlitwami, gdy idę w smutku szukać umarłych. Może słowo łaski wspomoże nasze wysiłki i przenikając owe cielesne groby, dusza martwa w swym wnętrzu usłyszy jego głos i ożyje. Cóż przyzwie ducha życia? I kto tymczasem zdoła dostatecznie opłakać upadek dusz odwróconych od Boga? Nie jest to doczesna klęska ani ograniczony smutek. Nie jest to wygłodzenie ciała, lecz zubożenie serca; nie smutna rozłąka krewnych i przyjaciół, lecz okrutne rozbicie ducha; nie złe traktowanie rodziców przez dzieci, lecz nasz Ojciec Niebieski źle traktowany i wzgardzony; nie ucisk sprawiedliwego przez niesprawiedliwych, lecz dusza opuszczona przez Boga i wydana jej wrogowi. Cóż za nieszczęście może się z tym równać? Patriarcha cierpienia został ogołocony z dóbr, zagłada runęła na niego jak burza, a siedmioro jego dzieci, ukochane, zginęło w tej samej godzinie; ciało jego było dotknięte od stóp do głowy i schroniwszy się na gnojowisku, swym ostatnim mieniu, znosił wyrzuty przyjaciół i czyścił swe rany skorupą. Prorok boleści widział Jerozolimę spustoszoną, jej dzieci uprowadzone w niewolę, świątynię Bożą w gruzach i jej odłamki pokrywające ziemię — i siedział na kamieniu, odrzucając pocieszenie, i przez wiele dni wylewał swe lamentacje. Lecz tutaj jest nieszczęście rozleglejsze niż nieszczęście patriarchy cierpień, bo dusza Hioba była nietkniętą; i smutek głębszy niż smutek proroka boleści, bo Jeremiasz zapowiadał wyzwolenie Izraela i odnowioną chwałę Boga. To nie cielesna niewola, nie doczesna śmierć, nie ziemska zagłada jest tym, co opłakujemy, lecz niewola, ruina i śmierć dusz nieśmiertelnych. Gdyby to była śmierć samego tylko ciała, mógłbym się pocieszyć, mógłbym odprawić święte obrzędy nad grobem, mógłbym złożyć świętą ofiarę w ich intencji z nadzieją przyniesienia im ulgi. Lecz dusza jest martwa — martwa i wstrętna jak zwłoki gniją ce w grobie.

Ach! Byłeś niegdyś żywą świątynią Boga i Duch Boży mieszkał w tobie; i nie jak owa świątynia materialna byłeś jedynie upiększony obecnością arki i cherubinów oraz przebłagalni, lecz Chrystus i Ojciec wraz z Duchem Świętym mieszkali w tobie. Nie manna pustyni i owo twarde prawo wyryte na kamieniu złożone tam były w depozycie; lecz żywy chleb z nieba spoczywał w tobie, dając życie; i prawo żyło w twoim sercu — doskonałe prawo wolności i miłości — a wszystko we wnętrzu duszy twojej było światłem i pokojem. Jako przybytek byłeś ozdobiony purpurą i bielą; albowiem w chrzcie twoim niewinność dała ci swą białą szatę i przyrzekałeś zachować ją na zawsze nieskalaną przed obliczem Boga, i byłeś cały okryty purpurą królewskiej krwi Jezusa — żywa świątynia, oczyszczona i poświęcona uroczystymi obrzędami i ślubami Bogu; tajemniczo zbudowana i przygotowana bez rąk ludzkich, by przyjąć wieczną obecność. Lecz teraz! — żywa świątynia jest zbezczeszczona, biała szata skalana, królewska krew Jezusa rozsypana pod stopami twoimi, Pan cherubinów odszedł ze swoimi zastępami, wybrany przybytek Boży jest ruiną, wszystkie jej bramy opustoszałe, jej chwały minęły. Węże i plugastwa znieważają swą obecnością zrujnowany przybytek Boży — owe plugastwa, to jest namiętności, ze swymi jadowitymi ognami. Duch zła odzyskuje dawne panowanie i biorąc siedem duchów gorszych od siebie, wkroczył i objął posiadanie: duch pychy, duch lenistwa, duch zazdrości, duch nieczystości, duch gniewu, duch bezbożności i duch zemsty. Na próżno grzesznik usiłuje uznać za swych towarzyszy tylko jednego lub dwóch z tych złych duchów. Niechaj wie zatem, że żaden z tych duchów nie daje się nigdy znaleźć sam bez towarzystwa pozostałych; mogą się one na razie ukrywać, lecz ujawnią się przy sposobności. „Kto grzeszy w jednym, winien jest wszystkiego" — taka jest nauka apostolska. Albowiem wydał siebie owemu pierwszemu duchowi, duchowi pychy przeciwnemu Bogu, który jest rodzicielem i sprawcą wszelkiej wady. I każdego dnia ów duch zła będzie mnożył swą siłę; każdego dnia Bóg będzie się dalej oddalał od swej niegdyś żywej świątyni; każdego dnia łańcuchy niezdecydowania będą dodawać kolejne ogniwa i wiązać cię coraz nieodwołalniej z nieprzyjacielem; każdego dnia serce będzie tracić jakąś ostatnią cząstkę resztek dobrych pragnień; każdego dnia będziesz mniej wrażliwy na swój stan, w miarę jak ów stan staje się coraz bardziej opłakany. Albowiem pobłażanie grzechowi jest dla ducha jakby łykiem opium; sprawia, jak zauważa św. Jan Chryzostom, takie odurzenie duszy, że poniesieni przez majaczenie zmysłów, rozgrzani i nadęci snem pychy, gdy to wszystko mija — jakże szybko mija! — zapadamy się w sobie tak ogłupieni i zaślepieni mrokiem unoszącym się z naszej miłości własnej, że pozostajemy nieczuli nie tylko na swój prawdziwy stan, lecz i na wszystkie straszliwe następstwa, które czekają nas w przyszłości. Stajemy się, jak zauważa tenże Ojciec, podobni temu, kto jest w ciemności, i nie jesteśmy już zdolni do właściwego rozróżniania między rzeczami najcenniejszymi a rzeczami najpodlejszymi, między rzeczami najzbawienniejszymi a rzeczami najszkodliwszymi. Dopiero gdy przez modlitwę i pokutę współdziałające z miłosierdziem Bożym pycha nasza zaczyna ustępować, mamy dość światła, by pojąć ślepotę i spustoszenie, do jakich dusza była doprowadzona.

Czy więc grzesznikowi wolno powoływać się na tę niewiedzę jako na wymówkę? Jest wprawdzie ślepy na radość miłowania Boga, nieczuły na błogosławieństwa pokoju i nie widzi rozmiaru swej klęski; lecz nie jest nieświadom swego grzechu ani Bóg nie pozostawił duszy grzesznej bez swego świadectwa. Jeśli nie masz Jego miłości, jeśli wycofał większą część swego światła, pozostaje w tobie jeszcze nieugaszona trwoga przed Jego przerażającą mocą i bolesne poczucie własnej nędzy. Nadal sprawia, że słońce Jego wschodzi nad tobą i zsyła ci co godzina błogosławieństwa; nadal Jego dobroć podąża za tobą i troszcząc się o twoje nawrócenie, od czasu do czasu niepokoi cię dotkliwym poczuciem twych niedoli, przyciska twego ducha natarczywymi miłosierdzia, dotyka duszy promieniami światła, które budzą wspomnienie dobra, które porzuciłeś, i wzbudzają żal nad sobą samym. Lecz nowe akty niewierności odpychają te Boże nawiedzenia, które gdyby były wiernie przyjęte, wybawiłyby cię ze ślepoty. I są uroczyste godziny, które nawiedza każdą grzeszną duszę, gdy miłosierdzie Boże objawia się jej w wielkim świetle; lecz hojny i przebaczający Pan jest traktowany niehojnie, godzina Jego nawiedzenia mija niepostrzeżenie, dar pozostaje bezowocny, a ręka Boskiego dawcy jest cofnięta. Cóż tymczasem uczyniłeś? Wskrzesiłeś na nowo w swym sercu demona, którego Bóg powalił, i dałeś mu zwycięstwo. Raz już był obalony i wygnany; po raz drugi znalazł się w niebezpieczeństwie utraty nad tobą władzy, i znów pokłoniłeś się, by stać się jego sługą — pomimo wszelkich upomnień dałeś mu bezczelny triumf nad Jezusem Chrystusem. Czy nie jest to, o ile twoje skłonności się tyczą, poświęcanie Boga jego wrogowi? Po tym, żeś należał najpierw do Boga, potem do Jego nieprzyjaciela, po tym, żeś był sługą Boga i szatana na przemian, dochodzisz wreszcie do wniosku, że nie widzisz tak wielkiej różnicy między ich służbami, i że w istocie wolisz raczej służbę rywalowi i wrogowi niż samemu Chrystusowi. Najpierw dajesz pozory pragnienia zadośćuczynienia Bogu za grzechy przez pokutę; potem, żałując tej właśnie pokuty, kosztem Boga i Jego łaski, czynisz zadośćuczynienie i ekspiację diabłu. Cóż zatem, nie masz żadnego poczucia swej nędzy? Żadnego przekonania o swej nieśmiertelności? Żadnej trwogi przed swą wiecznością? Rozbity i tonący w owym bezkresnym oceanie, Boska ręka wyciąga deskę pokuty — a my w zatwardziałej rozpaczy odpychamy ten dar bezpieczeństwa i mozolnie zdążamy ku naszej ciemnej zagładzie. Dusze wierne i pobożne miłośnice Jezusa Chrystusa, bądźcie mi świadkami i powiedzcie, czy znałyście kiedy nieprzyjaciela tak traktującego swego wroga, jak ci chrześcijanie okrutnie traktują samych siebie. Prześladowanie i chłosta mogą napaść na ciało, lecz duszy dotknąć nie mogą; wygnanie i kajdany krępują śmiertelną część, ale duszę zostawiają wolną; tymczasem ci chrześcijanie wypędzają swe własne dusze na kajdany, więzienie i wieczne spustoszenie. Najgorszy nieprzyjaciel, choćby nieubłagany i śmiertelnie srogi w furii, może dosięgnąć jedynie ciała, gdy tymczasem ci chrześcijanie wydają swe własne dusze na śmierć — i to śmierć wieczną. Nienawiść nieprzyjaciela wygasa wraz z jego ofiarą; wy zaś ścigacie sami siebie wrogością poza grób.

A jednak nie ma grzesznika w tych murach, który by nie zamierzał nawrócić się do Boga przed śmiercią i który by nie budował jakiejś nadziei na tym właśnie zamiarze. Lecz nie teraz, postanawia — jeszcze nie w tej chwili. Nie wiem, bracia, co sądzicie o tych obietnicach składanych na jakiś przyszły, nieokreślony czas; mnie jawią się one jako prawdziwa pieczęć potępienia. Gdyby ci grzesznicy wyobrażali sobie w swej nieświadomości, że niebo nie ma radości i piekło nie ma grozy; gdyby sądzili, że ich obecny nędzny stan jest równie pożądany jak pokój Boży i Jego pociechy, to wtedy istotnie mogliby ze względną konsekwencją odwlekać na jakiś przyszły czas, który może nadejść lub nie; wtedy ich nieświadomość byłaby właściwą zasłoną dla podłości ich przekonań. Lecz przez tę obietnicę, tę nadzieję, to pragnienie przyszłości, choć absurdalnie sprzeczne z ich obecnym postępowaniem, wydają na siebie wyrok, który Wszechmogący, w swej prawdzie i sprawiedliwości, musi z konieczności zatwierdzić; pozostawiają sobie bez cienia obrony, cokolwiek surowo by z nimi postępowano; wyrokują sami na siebie potępienie całości swego postępowania — a jednak trwają wytrwale w tym postępowaniu, wbrew własnemu sumieniu i wobec jasnego i niezaprzeczalnego sądu własnych dusz. Dziwne i niepojęte zaślepienie! Łaska Boża jest hojnie ofiarowana, Syn Boży tkliwie przedstawia się sam, niosąc przebaczenie i cenę odkupienia — ów bezcenny dar zakupiony krwią — a grzesznik woła: „Poczekaj chwilę! Nie jestem gotowy! Zatrzymaj się, aż skończę z nieprawością! Innym razem!" I tak, o Boże! Twoje cierpliwe miłosierdzie jest nadużywane. I tak, Boski Odkupicielu! Twoje bóle i cierpienia są w niwecz obracane. I tak odpłacana jest miłość Twoja, Duchu łaski! I czy tak właśnie człowiek śmie w swym postępowaniu traktować Boga? O grzeszniku! I czy tak właśnie ślepo pędzisz ku swej zagładzie? Co czynisz? Bóg odwraca się coraz dalej od ciebie, gdy ty myślisz, że zbliża się, by cię znowu nakłaniać do pokuty. Niebiosa są czarne nad twoją głową, gdy ty sądzisz, że wszystko jest spokojne i pogodne. Przepaść otwiera się pod twoimi stopami, gdy ty śnisz, że wszystko jest mocne i bezpieczne. Rydwan pomsty się zbliża, pędzony gniewem i oburzeniem, a ty nie słyszysz zgrzytania jego ognistych kół. Piekło rozszerza szeroko swe straszliwe paszcze, gotowe pożreć — jakież przerażające odmiany mąk! Wszędzie rozbiegane demony pomsty pośród tego, co poprzez gęstą i duszącą ciemność zdaje się być pieczarami, jeziorami i wzburzonymi górami, wszystko ożywione agonią. Wyrzuty sumienia — jest rwący wyrzut sumienia z jego niespokojną zgrają zbrodni; ognie, które trawią, lecz nigdy nie gasną; kajdany, które oplatają ducha; żelazo, które przenika samą duszę; robaki powoli gryzące niezniszczone serce; węże, którym się nie spieszy nad ofiarą, która nigdy nie ucieknie; ciemne i niespokojne duchy, które wyglądają niecierpliwie przybycia ofiar, które na tej ziemi kusiły i do potępienia przygotowały. Śmierć nadchodzi. Milcząco, lecz prędko i pewnie jest w drodze. Jej kroki depcą minuty twojego życia, i już zaznaczyła ostatnią. I czy wciąż słyszymy wytrwały okrzyk „jeszcze nie" i „jeszcze trochę"? „Śmiem z ufnością twierdzić" — woła św. Augustyn — „że więcej dusz ginie przez tę zasadzkę nieprzyjaciela niż przez wszystkie inne jego podstępy razem wzięte." Tak — dobrze rozumie przebiegły nieprzyjaciel znaczenie tych słów: jeszcze trochę, jeszcze trochę zwłoki. Dobrze wie o wypadkach i okolicznościach, które się nawijają; jak ten, kto dziś nie jest gotów, jutro jest jeszcze mniej gotów; jak łaska opuszcza duszę i zostawia ją bezradną; jak jeden grzech pociąga za sobą drugi; jak bezkarność na bezkarność piętrzy zuchwałość na zuchwałości; jak postanowienie słabnie w miarę jak siłę nabiera nawyk; jak rosnąca pycha pogłębia ciemność duszy; i jak pożądania rosną wraz z pobłażaniem im; jak zmysły stają się coraz bardziej skażone, a namiętności gorzeją coraz intensywniej w wyniku zwłoki. Tak — nadal szepce ci do ucha owe niebezpieczne słowa: jeszcze trochę, jeszcze trochę zwłoki. Zbyt dobrze zna moc czasu, by zetrzeć ostatnie włókna postanowienia; by wyjadać ostatnie resztki dobrej woli; by zniszczyć ostatnie inklinacje do zmiany i by skrępować cię takimi więzami lenistwa, że nieodwołalnie zapewnisz mu się na własność. Dobrze wie, że owe słowa — jeszcze trochę, jeszcze trochę — znaczą: nigdy, nigdy.

Co sprawia, że grzesznik jest ohydny w oczach Bożych, zauważa św. Jan Chryzostom, to nie tyle sam popełniony grzech, ile trwanie w grzechu. To, co pozbawia go ratunku, jest właśnie tym trwaniem w grzechu. Możemy upaść przez słabość i kruchość natury, a Ten, który zna glinę, z której nas uczynił, wie też, jak okazywać miłosierdzie i przebaczać; lecz gdy trwamy wytrwale w grzechach, przestają one być zwykłymi aktami słabości i przemieniają się w nawyk zaślepionego uporu i dumnej złośliwości, przez co grzechy nasze upodabniają się w swym charakterze do nieprzebaczalnych grzechów demonów. To właśnie przemienia grzechy ludzkiej słabości w zbrodnie bez nadziei — owa niechęć do powstania po upadku.

Lecz po jakimś przyszłym czasie wstaniesz łatwiej, gotów jesteś sobie wyobrażać. Cóż za pewny prorok obiecał ci albo inny czas, albo inną łaskę, albo lepsze usposobienie, niż masz w tej chwili? Tak — sprawa jest zrozumiała dla każdego z wyjątkiem ciebie. Znów kusiciel jest przy uchu twojej duszy, szepce kolejną wariację na temat owych strasznych słów: jeszcze trochę, jeszcze trochę. I tak żywisz to stanowcze przekonanie, że jeśli będziesz wytrwale postępować tak jak dotychczas — piętrząc jeden uczynek na drugi, jeden grzech na drugi, jedno niebezpieczeństwo na drugie, jeden zły nawyk na drugi — dopóki nie możesz już więcej wytrzymać i gdy brzemię nagromadzonego zła, nędzy i niesprawiedliwości wobec Boga ma cię na zawsze zmiażdżyć, zdołasz wtedy zrzucić je z siebie i oczyścić się z jego zmazy z większą łatwością niż w chwili obecnej. Lecz jesteś właśnie teraz pośród tak wielu trudności! Pozwól, że z całą życzliwością i bolesnym współczuciem zapytam cię: dlaczego więc chcesz mnożyć jeszcze większe trudności? Jeśli widzisz, że jesteś otoczony zewnętrznymi doświadczeniami, dlaczego nie uwolnisz się od wewnętrznych udręk, abyś nie był pozostawiony bez pociechy i oparcia? Im bardziej doczesne nieszczęścia przyciskają cię, tym większą masz przyczynę, by uwolnić się od tych, które z natury swej są wieczne. Przywróć pokój Chrystusowy do swego serca, a On da ci siłę do znoszenia cierpień, może mądrość do ich przezwyciężenia, a z pewnością łaskę do obrócenia ich na pożytek. Czyż nie widzisz w swych dolegliwościach karcącej ręki naszego Ojca niebieskiego? Chciałby On łaskawie wyrwać cię ze złudzeń. Chciałby z miłością przyciągnąć cię z powrotem do siebie — Boga wszelkiej pociechy. Gdy miłosiernie niszczy rozkosze, których szukałeś w grzechu, przypomina ci swe słowa: „Wzywaj mnie w dniu utrapienia, a wybawię cię." I najtkliwiej zaprasza cię Syn Boży, byś złożył na Nim swój ciężar w utrapieniach. „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja wam dam odpoczynek, i znajdziecie spoczynek dla dusz waszych." Cierpienia życia należy znosić; nie możemy ich dowolnie unicestwić; lecz dla samej natury bez pomocy są one nie do zniesienia, gdy tymczasem dla łaski stają się lekkie, łatwe, a nawet cenne. Człowiek sprawiedliwy ucieka od zewnętrznych utrapień do wewnętrznych pociech; lecz ten, kto może jedynie uciekać od jednego utrapieniu ku drugiemu, od trudności zewnętrznych ku smutniejszym trudnościom wewnątrz duszy — jest zaprawdę nieszczęśliwy i bez spoczynku. Im większe nasze doświadczenia i cierpienia, tym bardziej potrzebujemy Bożego oparcia. Nie pozostała nam już żadna nadzieja w sobie samych; przenieśmy nadzieję na Boga. Ziemia zawodzi — przylgnijmy tedy do nieba.

Lecz Bóg nasz jest dobry i miłosierny! — woła wytrwały grzesznik. I czy ty jesteś zły właśnie dlatego, że Bóg jest dobry? Dobryś, o mój Boże, i miłosiernyś. Lecz grzesznik nie zna Twojej dobroci, bo inaczej nie grzeszyłby przeciw Tobie. I cóż nam po miłosierdziu Bożym, jeśli odrzucamy Jego miłosierdzie i trwamy w grzechu? „Bóg jest dobry i miłosierny, a zatem grzeszmy dalej." Słusznie Wszechmogący skarży się przez swego proroka na takie dusze, że „na samych mych plecach grzesznicy ci budują swe zbrodnie i wydłużają swe nieprawości." Lecz jeśli Wszechmogący skarży się, że Jego dobroć jest czyniona podstawą niewdzięczności, ogłasza też następstwa: „Sprawiedliwy Pan" — dodaje — „zetrze tych grzeszników." Jest też sprawiedliwy — sprawiedliwy wobec tych, którzy nadużywają Jego miłosierdzia. I — co jest prawdą o wiele straszniejszą — Jego sprawiedliwość jest przymiotem samej Jego dobroci. Gdyby Bóg był tylko sprawiedliwy, jakie stworzenie mogłoby ostać się przed Jego obliczem? Gdyby był tylko miłosierny, cóż powstrzymałoby szerzenie się zła i wzrost niewdzięczności, dopóki samej dobroci nie przytłoczyłby powszechny potop nieprawości? Samej swej dobroci Bóg zawdzięcza karanie złych czynów. Jeśli dobro ma panować, zło musi być zniszczone. Jeśli grzesznik przyjmie miłosierdzie we właściwym czasie, Bóg zniszczy jego grzech, nie niszcząc jego samego; lecz jeśli nie zechce przyjąć miłosierdzia w jego porze i jeśli nadal będzie wytrwale mnożył swe zbrodnie, Bóg w swej najwyższej miłości sprawiedliwości i dobroci oraz w swej obrzydliwości wobec zła musi z konieczności zniszczyć zarówno grzech, jak i grzesznika — zarówno gałęzie, jak i korzeń zła, które widzi jako nieuleczalne. „Pan jest dobry dla tych, którzy się Go boją" — mówi prorok. I „miłosierdzie Jego nad tymi, którzy się Go boją" — śpiewa psalmista. Lecz wobec tych, którzy się Go nie boją, wobec tych, którzy nie lękają się nadużywać zarówno Jego dobroci, jak i Jego miłosierdzia — którzy z sercem twardym i nieskruszonym, jak opisuje ich wielki apostoł, trwają w pogardzie bogactw cierpliwości i długomyślności Boga, choćby jak długo oczekiwał ich nawrócenia — wobec grzesznika, który tak wytrwale odrzuca wezwanie Boże i zwleka ze swym nawróceniem, pozostają, jak apostoł oświadcza, jedynie owe skarby gniewu i oburzenia, które w miarę jak grzesznik je mnoży, Wszechmogący gromadzi i odkłada do swego skarbca sprawiedliwości na dzień objawienia Jego strasznego sądu. Czymże musi być surowość tej sprawiedliwości, która, tak daleka od gniewu i wzburzenia wobec wszelkiej tej prowokacji, jest nieskończenie cierpliwa — której postępowanie jest mierzone prawami nieskończonej dobroci; która daje grzesznikowi wszelki czas do ostatka, i na końcu znajdzie równą chwałę w przebaczaniu skruszonemu penitentowi i w karaniu wytrwałego grzesznika.

„Bóg miłuje miłosierdzie i sprawiedliwość" — śpiewa psalmista. Lecz Jego miłosierdzie zawsze idzie naprzód i wychodzi nam naprzeciw na drodze, aby jeśli nie chcemy chwycić się miłosierdzia, być zupełnie bezbronni wobec uderzeń sprawiedliwości. Bóg postawił miłosierdzie, zauważa św. Bazyli, na stopniach wiodących do tronu sprawiedliwości. Rzuca się przed nami i ofiaruje swą życzliwą pomoc; lecz jeśli nie chcemy być jej klientami, jeśli odrzucamy jej wstawiennictwo, jeśli mijamy ją niedbale i wzgardzamy jej ofiarowaną pomocą, znajdziemy się wprowadzeni w dostojną obecność Sprawiedliwości z towarzystwem nic lepszym niż nasze zbrodnie obrócone w oskarżycieli, gdy nawet samo Miłosierdzie wezwane jest do złożenia swego niechętnego świadectwa przeciwko nam. Sprawiedliwość była cierpliwa i oczekująca, dopóki Miłosierdzie próbowało swych wpływów; a ono ze swą łagodnością radziło nam, byśmy się upokorzyli, pokłonili jak celnik w boleści i ze wszystkimi smutkami pokuty złamali ducha naszej zuchwałej pychy. Lecz gdy Sprawiedliwość widzi, że odrzucamy zarówno jej zbawienne rady, jak i oferty łaski oraz jej przyjazne wstawiennictwo; gdy widzi nas wciąż zatwardziałych sercem i nieskruszonych duchem, wciąż samopewnych i zarozumiałych jak faryzeusz, bez żadnej czci i bojaźni przed jej sądami — wtedy Sprawiedliwość odzyskuje swe zawieszone prawa i sprawuje swą władzę straszliwą potęgą nad nieskruszonym grzesznikiem.

Czytaj Pismo Święte, a od jednego krańca do drugiego tych świętych ksiąg znajdziesz, że o ile Bóg jest niczym innym jak miłosierdziem i łaskawością dla tych, którzy szczerze się Go boją i z trwogi przed Jego sprawiedliwością uciekają się do pokuty — o tyle nieustannie ogłasza swe wyroki na tych, którzy się Go nie boją, lecz bezbojaźnie, zuchwale i wytrwale postępują w swoich zbrodniach. W każdym z licznych przykładów nawrócenia i odrzucenia tam zapisanych znajdziesz, że nawrócenie jest zawsze udziałem tych, którzy przyjmują ofiarowaną łaskę bez zwłoki; gdy tymczasem ostateczne odrzucenie jest wyrokiem na tych, którzy odrzucając łaskę, gdy jest im ofiarowana, śmią wyznaczać sobie sami termin powrotu miłosierdzia Bożego. Tak uczynił król Saul, i na próżno prorok Samuel modlił się całymi nocami do Boga za króla; król nie znalazł powrotu łaski, lecz Pan odpowiedział swemu prorokowi: „Dokąd będziesz płakał nad Saulem, skoro go odrzuciłem?" Lecz gdy tylko inny prorok przypomina Dawidowi o jego grzechu, ten natychmiast żałuje i wyznaje swoją winę bez zwłoki, i słyszy, że mu przebaczono. Na pierwsze usłyszenie swego wyroku mieszkańcy Niniwy zaczynają pokutować i czynić pokutę. I taka jest moc szybkiej pokuty, nawet wobec wyraźnych wyroków samego Boga, że w ciągu trzech dni ratują się od dekretów Bożej sprawiedliwości. Przez siedem dni, bez przerwy powtarzane, ostrzeżenie jest dane mieszkańcom Jerycha; uroczyście obiega ono mury i ukazuje się każdemu oku w tym mieście; lecz ani nie ustępują, ani nie proszą o miłosierdzie; czas minął i giną. Wiele i często przychodziły ostrzeżenia do faraona, króla Egiptu — straszliwe ostrzeżenia; lecz skoro tylko nacisk doraźnego strachu mija sprzed jego oczu, zatwardza serce „i tym razem" i „tym razem" i znowu „tym razem", aż Bóg go w końcu niweczy. Niechaj grzesznik tylko ustąpi i zwróci się do Boga, a Bóg jest niczym innym jak miłosierdziem. Nie wymaga długiego i trudnego czasu próby; nie zwleka z okazaniem swego łaskawego oblicza penitentowi: „Nawróćcie się do mnie" — są Jego słowami pocieszenia — „a Ja nawrócę się do was." Nie pozostawia nas w wątpliwości co do swych miłosiernych zamysłów: „Czyńcie pokutę" — mówi — „a żyjcie." Potwierdza swą obietnicę życia dla pokutującego przysięgą najpotężniejszą, jaką nawet sam Wszechmogący może złożyć — przysięga na swe wieczne istnienie, że pragnie przebaczyć i przyjąć penitenta: „Jako Ja żyję, mówi Pan, nie chcę śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył." Nie ma zwłoki z Jego strony. Wyznasz grzechy swoje, a On skłoni się do wysłuchania cię; pokutować będziesz, a On czeka, by przebaczyć; ukażesz się przed Jego sługą w boleści serca swego przed Jego obliczem, a On wymaże grzechy twe z pamięci swojej; sądzić będziesz siebie, a On przestanie sądzić; całym sercem zwrócisz się do Niego, a On w ojcowskiej łaskawości zwróci się do swego syna marnotrawnego. Ty u boku Jego przedstawiciela odsłonisz rany swoje przed Synem Bożym, a On, tknięty litością, powie: „Idź, jesteś uzdrowiony — grzechy twoje są ci odpuszczone — idź w pokoju." Złączony z Jego ciałem, jesteś bezpieczny; „albowiem nie ma potępienia" — jak oświadcza św. Paweł — „dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie" — którzy ku Niemu się zwracają, którzy wzywają Jego przebaczenia, którzy zjednoczeni z Nim, przyjmują obmycie Jego krwią. Skoro tylko wyznanie winy z wołaniem o miłosierdzie wyrwie się z pokutującego serca, Syn Boży wymówi słowa uzdrowienia. A będąc przezeń usprawiedliwieni, kto nas potępi? Ojciec nie, bo przekazał wszelki sąd Synowi. A Syn, zamiast sądzić nas, umarł, by wybawić nas od sądu. Łaskawie ofiarowuje nam łaskę, ucieczkę, wyzwolenie. Lecz jeśli odmówimy posłuszeństwa Jego łaskawemu i przebaczającemu głosowi, Syn Boży jest ustanowiony naszym sędzią i nie ma innego wyjścia, jak — płacząc, jak płakał nad zaślepieniem i zatwardziałością Jerozolimy — opuścić nas do obecnego spustoszenia i zachować nas na straszną godzinę ostatecznego sądu. I czy wtedy nas potępi? Czeka, bracia moi, zobaczyć, czy sami siebie potępimy. Bo wtedy rozraduje się i weźmie nasze grzechy na własny rachunek; wtedy weźmie ów wyrok zapisany przeciwko nam w sądzie Swego Ojca i wymazawszy go swą przebłagalną krwią, przyczepi go do swego krzyża, a aniołowie przyglądając się będą radować się z naszej przemiany i chwalić Jego zwycięstwo. Co znajdzie Ojciec Przedwieczny przeciwko nam? Na miejscu wyroku widzi krew Swego Świętego Syna. A gdzież spojrzy, by znaleźć choćby ów wymazany wyrok? Na szorstki krzyż, gdzie jest przyczepiony, i gdzie spoczywa umiłowany Syn rozciągnięty, którego cierpienia i ofiara zatrzymują wzrok Jego Ojca Wiecznego i czyje błagania o miłosierdzie jedne mogą być słyszane. Cóż za potępienie zatem pozostaje dla tych, którzy są w Chrystusie, którzy łączą się z boleściami i upokorzeniami Jego Męki i stają się skruszonymi członkami Jego wielkiej skruchy? Pozostaje im jedynie okazać szczerość swego nawrócenia przez wydanie owoców godnych pokuty.

Ileż przykładów potwierdza tę pocieszającą prawdę w Piśmie Świętym! Nasz Boski Mistrz dał nam wzorzec ich wszystkich w owym synu marnotrawnym, który po porzuceniu domu ojcowskiego i roztrwonieniu wszystkich darów ojca w rozpuście, hulankach i najgorszym towarzystwie, dochodzi do tak wielkiej ostateczności, że poruszony samym tylko poczuciem swej nędzy, przypomina sobie, jak hojną obfitością cieszy się nawet najniższy sługa domu jego ojca. Pełen nędzy, bólu i niedostatku, wspomnienie dobroci ojca powstaje w jego myśli — upokorzony, zawstydzony i złamany w swej pewności siebie, zwraca się ku ojcu, który widząc go z daleka, wybiega mu naprzeciw, pada mu na szyję, wylewa przebaczenie na swoje dziecko, wkłada na jego palec pierścień pojednania, obleka go w piękną szatę, jakby dawnej miłości, i ogłasza swą radość z powrotu tego zagubionego większą, niż kiedykolwiek odczuwał na widok swego wierniejszego i posłuszniejszego syna. Jest to postępowanie naszego Ojca niebieskiego wobec dzieci grzechu i smutku, które choć początkowo poruszone jedynie poczuciem swych nędz, wracają skruszeni do domu Ojca. Grzeszna Magdalena pada skruszenie u stóp swego Pana i natychmiast słyszy słowa przebaczenia. Człowiek paralityczny zwraca się do Zbawiciela z wiarą i prośbą i otrzymuje odpuszczenie grzechów. Cudzołożnica stoi w Jego obecności zawstydzona i sama przez siebie potępiona, a On odprawia ją w pokoju. Spojrzał na Piotra, a Piotr jednym spojrzeniem jest wzruszony za swój grzech, żałuje i jest mu przebaczone. Powołuje Pawła, który Go bluźnił i prześladował, a ten na pierwsze wezwanie Jego głosu nawraca się i staje się naczyniem wybrania. Wchodzi do domu Zacheusza, Zacheusz natychmiast przyrzeka naprawienie każdej krzywdy i słyszy, że jest zbawiony. Umierający łotr prosi o wspomnienie i obiecane mu jest niebo. Samarytanka prosi Go, setnik błaga Go, Chananejka woła do Niego i każda modlitwa jest wysłuchana Jego uzdrawiającymi słowami.

Lecz jeśli te przykłady nawrócenia i odzyskania łaski są pełne pociechy i ufności dla penitenta, są straszliwe dla wytrwałego grzesznika. Albowiem wszędzie pierwsza ofiarowana łaska jest łaską przyjętą, a pierwsze wezwanie Boże jest spełnione bez zwłoki: lecz ani w tych, ani w żadnym przykładzie nawrócenia zapisanym w Piśmie Świętym nie znajdujemy przypadku grzesznika nawróconego i zbawionego, który zwlekał i odkładał godzinę Bożego nawiedzenia. Drzwi miłosierdzia nie są zamknięte, możemy zauważyć, ani dla największych grzeszników, ani nawet dla tych, którzy grzeszyli najdłużej; lecz znajdujemy je zamknięte dla tych, którzy szydzą z Bożego miłosierdzia, którzy bawią się w ciuciubabkę z darami Bożymi, którzy pozwalają przeminąć uroczystej godzinie, w której Bóg szczególnie dotknął ich swą łaską, i wytrwale postępują w swych grzechach. Judasz, nawet sam Judasz, w owym tkliwym upomnieniu Syna Bożego, gdy był wydawany, otrzymał Boże wezwanie po swoim grzechu; lecz zwlekał i twardniał, a jego pokuta stała się pokutą rozpaczy: a przecież nawet Judasz, zauważa św. Ambroży, gdyby był przyszedł ze swą pokutą do Jezusa, którego ukrzyżował, zamiast do Żydów, nawet sam Judasz znalazłby miłosierdzie i przebaczenie.

Po pierwszym nawróceniu pokutników Ewangelii nie wiemy, by ktokolwiek z nich ponownie nadużywał miłosierdzia Bożego; wiemy natomiast, że trwali w bojaźni, że trapili swe dusze, że umartwiały swe ciała, że przynosili godne owoce pokuty. Jeśli, jak zauważa pewien wczesnochrześcijański Ojciec, serce grzesznika jest pierwszym winowajcą i musi być pierwszym strapione, ciało — dodaje tenże Ojciec — jest jego wspólnikiem i musi być uczynione uczestnikiem jego kar. O tych świętych pokutnikach, o których dalszych losach wiemy, znamy, że pościli, modlili się, płakali, lamentowali, miłowali Boga, pomagali ubogim. Lecz o żadnym z tych pokutników nie stwierdzamy, że po odrzuceniu Bożego miłosierdzia za życia w zdrowiu, znalazł owo miłosierdzie oczekujące jego wygody na łożu śmierci.

Wszyscy zgadzają się, że pokuta na łożu śmierci jest zazwyczaj cnotą z konieczności, nie z wolnego wyboru; wszyscy zgadzają się, że pokuta z konieczności, nie z wyboru, nie jest wcale pokutą; a jednak we własnym konkretnym przypadku, choć nie dopuszczają tego w przypadku innych, ludzie zaślepiają się absurdalną obietnicą bezpieczeństwa w pokucie na łożu śmierci. Zakładając, że możesz mieć pragnienie pokuty, cóż za czas zostaje wówczas na przynoszenie jej godnych owoców? Cóż za czas na płakanie, gdy jego pora minęła? Cóż za czas na pokutę, gdy czasu już nie ma? Czy ktoś mówi o poście, restytucji i życiu pokuty w duchu ofiary z siebie, gdy śmierć jest już na jego ustach? Czy czas agonii jest czasem na dobrowolne umartwianie ciała i chętne trapienie serca? Gdzież bić ciało, które śmierć rozwiązuje? Prawdziwie heroiczna hojność! Najszlachetniejszy duch ofiary! Ofiara doskonale obliczona na odpokutowanie za nadużycia łaski i uśmierzenie Bożego oburzenia! Oto, że przynajmniej teraz myślimy o zadośćuczynieniu sprawiedliwości Wszechmogącego, gdy już nie możemy ani grzeszyć, ani pokutować. „Jeśli ktoś czyni pokutę w zdrowiu" — mówi św. Augustyn — „i tak umiera, jest rozwiązany z więzów, które go trzymały z dala od Chrystusa, i prowadzony do spoczynku. Lecz jeśli ktoś, poruszony skrajną koniecznością choroby, pragnie otrzymać pokutę, choć nie odmawiamy mu tego, o co prosi, nie domniemamy jednak, że odchodzi w dobrym stanie. Powiadam — nie domniemamy tego. Wierny człowiek, który żył dobrze, odchodzi bezpiecznie. Ten, kto umiera w godzinie chrztu, odchodzi bezpiecznie. Ten, kto jest pojednany, czyni pokutę i potem żyje dobrze, odchodzi bezpiecznie. Lecz ten, kto odkłada pokutę do ostatka" — kontynuuje ten święty Ojciec — „nie jestem pewien, czy odchodzi bezpiecznie. Nie mylcie mnie jednak. Czy mówię, że człowiek, który pokutuje na końcu, będzie potępiony? Nie mówię tego. Czy mówię, że będzie zbawiony? Nie. Cóż więc mówię? Mówię: nie domniemam, nie obiecuję, nie wiem. Chcesz uniknąć niebezpieczeństwa i niepewności tej wątpliwości? Czyń pokutę, dopóki jesteś zdrów, a jesteś bezpieczny. A dlaczego jesteś bezpieczny? Bo czyniłeś pokutę, gdy mogłeś grzeszyć. Lecz jeśli pokutujemy, gdy już grzeszyć nie możemy, to nie my porzucamy nasze grzechy, ale nasze grzechy porzucają nas."

Słowem, jest to maksyma sług Bożych, którą powtarzam słowami pewnego świętego Ojca: że pokuta w chorobie jest zazwyczaj chorą pokutą, a pokuta w chwili śmierci jest zazwyczaj śmiercią pokuty. Oby ci, którzy trwają w grzechach i marzą o pokucie na ostatku, choć trochę oswojeni byli z widokiem śmiertelnych łożnic! Pocieszające zgony sprawiedliwych tylko wzmogłyby ich zbawczy lęk. Lecz w przypadkach zwłoki podobnych do ich własnych — jestem wzywany do jednego: długie życie niewierności Bogu, skołowany, roztargniony umysł i pamięć prawie zagasła; spieszę następnego ranka z drżącą nadzieją lepszego. On odszedł w nocy. Wzywają mnie do drugiej. Jest w trawiącej gorączce. Oczy błądzą dziko w koło, jest niespokojna i rzuca się, gdy resztki sił walczą z żarem choroby; na chwilę rozpoznaje mnie; jedno „Zmiłuj się nade mną!" — a potem znowu majaczenie i nie słychać nic prócz: „Wody! Wody! Pragnę! Pragnę!" I w ciągu kilku godzin owe obłąkane ciało jest zimne, blade i bez życia. Wzywają mnie do trzeciego. Kona. Lepki pot śmiertelny zbiera się na jego czole. Pierś unosi się konwulsyjnie; język stwardniały i niemy; gardło jedyne słyszalne pośród żałobnej ciszy. W pośpiechu spełniam obrzędy, na które zdaje się nie reagować; i w pół godziny zostaje wezwany przed swój wielki rachunek. A w ilu przypadkach, przez jakiś tajemniczy przypadek, umierający odchodzi, zanim sługa Boży dotrze do jego boku. Rzadko bowiem w tych przypadkach odłożonej pokuty grzesznik zaczyna myśleć o swej wielkiej potrzebie, dopóki nie zaczną najpierw zanikać nadzieje na życie. Czy sądzę kogokolwiek? Nie. Przed Bogiem jedynym każdy stoi lub pada. Nie sądzę. Co więcej, mam nadzieję najlepszego i myślę najlepiej. Lecz pamiętam też wyrocznię Bożej prawdy, wypowiedzianą ustami św. Pawła, że „koniec człowieka jest według jego uczynków."

Rozważywszy i wziąwszy sobie do serca tę prawdę, bracia moi, i wiedząc, jak małe jest bezpieczeństwo w zwłoce, jakże mogę postąpić lepiej w swych wysiłkach przywodząc was do zbawiennego i natychmiastowego postanowienia, niż stawiając przed wami rozmyślania pewnego świętego, którego Duch Boży oświecił, i które, jeśli was napełnią świętą bojaźnią, mogą też, modlę się o to, sprawić w was teraźniejszą łaskę pokuty?

„Dwie myśli zajmują nieustannie moją duszę" — mówi św. Efrem — „i pogrążają ją w śmiertelnych trwogach. Pierwsza to ów długi łańcuch grzechów, który poczynając od mego życia, ciągnie się aż do tej chwili; druga to straszna rachuba, którą będę musiał zdać w dniu sądu. Jakże opłakany kontrast ze mną samym. Zmysły moje osłabły i utraciły wigor; lecz ogień namiętności moich pali tak samo trawiąco jak dawniej. Ciało moje jest słabsze niż w młodości, gdy tymczasem serce moje w swych pragnieniach jest tak samo gwałtowne jak na początku. Czym byłem w młodości, tym jestem nadal; a ostatnie lata moje są podobne do minionych. Śmierć niebawem mnie dotknie; a po śmierci przychodzi sąd; a straszliwy sąd po nim następuje karami przeznaczonymi dla grzeszników.

„Być na zawsze wygnany od oblicza Bożego jest straszliwą karą; lecz palić się w ogniu, który nigdy nie zgaśnie — nigdy nie zgaśnie! Ogień pożądliwości przemieniony w najdotkliwsze cierpienie. Nasze ognie są najżywsze, gdy płomień gore najjaśniej; lecz ognie piekielne, im intensywniej i prędzej płoną, tym bardziej straszliwie spowite są w najgęstszą ciemność, nie dając ani jednej iskry światła, by rozproszyć głęboką noc, która wiecznie panuje w owych wiecznych pieczarach. — *Tofet jest ciemny.* Nasze ognie pochłaniają swe paliwo i wygasają; ognie piekielne płoną nie spalając — taki jest wieczny wyrok. Nasze dają nam ciepło; lecz tamte pożerają w ciemności; a nigdy nie milkną od dźwięków zawodzenia i zgrzytania zębami. Robak sumienia wyrósł na giganta, karmiony żywicą naszego wyrzutu: rozrywa, pustoszeie, torturuje bez nadziei: wszystko jest bez końca, jak jest ciemne — *ogień wieczny.* Taki jest Boży wyrok. Wykonanie sądu poprzedzone jest ujawnieniem sumienia przed zebranym wszechświatem. Cóż za chwila pomieszania! Gdy tajemne grzechy moje wychodzą przed wszystkich; gdy ci, którzy mnie podziwiali, bo mnie nie znali, odwracają się ode mnie. Straszliwe wspomnienia! Wszystkie grzechy moje są moimi oskarżycielami. Cóż za ogołocenie wobec ludzi i aniołów! Co się ze mną dzieje, gdy Sędzia — ten sam, który mnie miłował, który ofiarował mi przebaczenie i miłosierdzie — wyda straszliwy wyrok zamykający bramy Bożej szczęśliwości i otwierający owe ciemne wrota? — O, dlaczego się narodziłem? I jakże błogosławieni są ci, którzy umarli przed swymi próbami.

„Lecz gdy rozmyślałem nad tymi smutnymi rzeczami" — kontynuuje święty — „nagle wzrosła w moim sercu myśl, która podniosła mego upadłego ducha. W chwili gdy byłem bliski rozpaczy, przyszedł do mnie z głębokiej samotności duch pokuty; i zbliżając się do mego ucha z łagodnym i tkliwym spojrzeniem, wyszeptał mi tę pociechę: *Słuchaj, o grzeszniku! I nauczę cię czerpać pożytek z tego smutku i tych łez. Odegnaj ów mroczny i ciężki smutek, który by cię przygniatał ku rozpaczy i trzymał z dala od zbawienia. Pan jest dobry i miłosierny, pragnie widzieć cię w swych niebieskich przybytkach. Wstąp na drogi pokuty; i pełen radości z twego powrotu, On pierwszy otworzy ramiona, by cię przyjąć. Choćby wielkie były twoje nieprawości, Jego miłość do penitenta jest tysiąc razy większa. Pokuta rozbroi Jego sprawiedliwość; będzie się wstawiać w twojej sprawie w dniu sądu; ona z pewnością uzyska dla ciebie łaskę przebaczenia od Boga, naszego Zbawcy, który oddał życie swe, by to przebaczenie dla ciebie zjednać.*"

← wróć do odkrywania