HomiliaDB

William Bernard Ullathorne OSB · Kazania z przedmowami

VI. Kazanie na Boże Narodzenie

Gdy potrzebuję nadzieiGdy chcę podziękować i uwielbić WcielenieAdwent i Boże Narodzenie
W skrócie. Kazanie bożonarodzeniowe syntetyzujące Chryzostoma, Grzegorza z Nazjanzu, Tertuliana i Bernarda. Ullathorne ukazuje Wcielenie jako spotkanie Boskiej nieskończoności z ludzką nicością i wywyższenie człowieka przez zniżenie się Boga. Kończy radosnym wezwaniem do uwielbienia i nadziei.

„Bóg ponad niebiosami zstąpił do naszej nicości; a człowiek, upadły o tyle głębiej poniżej swego stanu, niż sam sądzi, jest wywyższony na wysokość.”

Ojcowie Kościoła, od których przejęliśmy najwznioślejsze pojęcia o odwiecznym narodzeniu i pochodzeniu uwielbionego Syna Bożego, to święty Grzegorz z Nazjanzu i święty Chryzostom. Licznym błędom, jakie szerzyły się na Wschodzie, wymierzonym przeciw Bożej naturze naszego błogosławionego Odkupiciela, zawdzięczamy zapewne wzniosłość myśli, z jaką ci i inni Ojcowie wschodni wywyższali tę niebiańską tajemnicę, a zarazem przewyższającą wszystko wymowę, w którą przyoblekli swe pojęcia. Herezji Marcjona i tych innych, którzy na Zachodzie przeczyli rzeczywistemu wcieleniu Słowa Bożego, jesteśmy w równej mierze dłużni za wielkie idee i uderzające ujęcia Tertuliana dotyczące tajemnicy narodzenia odwiecznego Syna Bożego w ciele. Święty Bernard zaś mówił z najgłębszym patosem i najsłodszym namaszczeniem o tkliwej tajemnicy Boga-Dziecięcia.

W poniższym kazaniu tajemnica Wcielenia rozważana jest kolejno z każdego z tych punktów widzenia, jakie przyjmowali owi Ojcowie. Wstęp, z nieznaczną tylko zmianą, pochodzi od Chryzostoma. Rozważania o Bożym rodzeniu czerpią również z Grzegorza z Nazjanzu; a o ludzkim narodzeniu naszego Boskiego Odkupiciela — z Tertuliana. Kazanie to można tedy porównać do jednego z owych starych obrazów, na których artysta zebrał na jednym płótnie sławnych doktorów z różnych epok Kościoła — jednych dawniejszych, innych bliższych — i przedstawił ich jednocześnie pochłoniętych kontemplacją tych samych uwielbionych tajemnic, sam zaś ośmiela się umieścić siebie gdzieś na uboczu obrazu, w postawie hołdu i czci.

*„A Słowo stało się ciałem."* — Św. Jan 1.

*„Znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i złożone w żłobie."* — Św. Łukasz 2.

TO jest wielkie święto — święto dziwnej i cudownej wymowy. Moje uszy przyjmują pieśni pasterzy, których głosy wznoszą się z ich samotnych pól, by zmieszać się z onymi kantykami napełniającymi kręgi nieba. Aniołowie, archaniołowie, cherubini i serafini oddają chwałę Panu w hymnach radości i zwycięstwa. Uniesienie niezwykłe ożywia ich radość ku czci święta, które sprowadziło na ziemię Bóstwo, aby się zjednoczyło z naszym człowieczeństwem. Wzniosły wyrok Opatrzności! Niewymowna dobroci! Bóg ponad niebiosami zstąpił do naszej nicości; a człowiek, upadły o tyle głębiej poniżej swego stanu, niż sam sądzi, jest wywyższony na wysokość. Betlejem jest wywyższone i uniesione ku niebiom — lub raczej, bardziej prawdziwie, niebiosa zstąpiły do Betlejem. Nie mówię o tych niebiosach, które okrywają je niby sklepienie, których błękitne łuki zdobiły świetlane gwiazdy, a których przestrzenie słońce ogrzewa promieniami ognia; lecz oto zstąpiło owo Niebo nad niebiosa, które brzmi wokół swych bezkresnych sfer, odbijając dziękczynienia swych zachwyconych chórów, i które Słońce Sprawiedliwości napełnia niekończącym się światłem. Nie pytaj, jak ów cud się dokonywa. Gdzie Bóg rozkazuje, natura rozumie swój obowiązek posłuszeństwa. Zechciał; posiada moc; przyszedł; zbawił nas. Ten, który jest, który od wieków wieków trwa, rodzi się w czasie. Owa Istota Boska, która przez swą istotną naturę zawsze istnieje, stała się tym, czym nie była — z Boga stała się człowiekiem. Wierzę w to. Przyjmuję to. Niepodobna, by umysł ludzki mógł kiedykolwiek — gdyby nie była to prawda — dojść do takiego pomysłu ani ośmielić się go ogłosić. Nie jakoby cokolwiek ulegało zmianie lub zanikało w Bożej istocie przez to cudowne zjednoczenie, gdyż Bóg staje się człowiekiem bez uszczerbku dla swego Bóstwa. Bo równie nie może doznać żadnej zmiany w swej Boskiej naturze, jak nie mógłby stać się Bogiem przez sam wzrost swego człowieczeństwa. Jako Słowo Odwiecznego Ojca jest niezmieniony w swej istocie i niezdolny do żadnego cierpienia. *„A Słowo stało się ciałem"* — zachowując pełną i doskonałą całość Boskiej natury. *„Przyszło do swoich, a swoi Go nie przyjęli"* — albowiem Żydzi, pośród których się rodzi, nie chcą uznać Jego cudownego przyjścia. Faryzeusze wymijają je swymi fałszywymi wykładniami Pisma. Uczeni w Piśmie błądzą, przeciwstawiając szaleństwo swych rozumowań natchnionym prorokom. Herod co prawda szukał nowo narodzonego dziecięcia; lecz czy po to, by oddać Mu hołd? Chodziło mu o to, by odebrać Mu niewinne życie.

W naszych czasach, bracia moi, jakaż odmiana. *„Nie ukrył się przed ich dziećmi"* — śpiewa psalmista — *„ani przed tymi, którzy idą za nimi."* Królowie przyszli do Jego kolebki, przyciągnięci przez Króla Niebios. Nawet królowie nauczyli się od tej kolebki nicości pychy. Dziwią się zaiste i podziwiają tajemnicę; zdumiewają się ukrytą drogą, którą wchodzi w świat, do rządzenia którym ma wszelkie prawo — jak to, rezygnując z orszaku zastępów niebieskich, przez nieskalane łono Maryi — drogą tak dziwną i nową — dokonuje swego wejścia na ziemię. Lecz przed wojskami nieba tajemnica nie jest zakryta. Archanioł Gabriel jest posłańcem jej zwiastowania, a anielski tłum wychodzi od Boga, by głosić Jego chwalebne przyjście. Tak więc pośród całego swego ludzkiego uniżenia Syn Boży zachowuje swą Boską chwałę. Cała ziemia do Niego przychodzi. Żołnierze przychodzą do Niego jako do dawcy zwycięstw. Kobiety przychodzą do Niego, gdyż narodził się z kobiety i przemienił bóle ich rodzenia w radość. Dziewice przychodzą, bo jest synem dziewicy, Stwórcą piersi i jej mlecznych źródeł. Dzieci gromadzą się wokół Niego, bo sam stał się dzieckiem i *„z ust niemowląt i ssących doskonałą sprawił chwałę"* — krwią niemowląt odniósł zwycięstwo nad szałem Heroda: były to Jego pierwsze męczenniki. Mężczyźni przychodzą do Niego, bo stał się człowiekiem, aby leczyć choroby swych sług. Pasterze się przybliżają, bo On jest dobrym pasterzem, który oddaje życie za swoje owce. Kapłani są u Jego boku, bo On jest najwyższym Arcykapłanem, namaszczonym i poświęconym według porządku Melchizedeka. Słudzy zbliżają się z ufnością, bo przyjął postać sługi, aby nas uwolnić z służebności. Wszyscy ubodzy zbliżają się do Jego osoby przez szczególny przywilej, gdyż stał się z nimi ubogim, aby nauczyć wartości wytrwania. Celnicy — i spośród nich wybiera ewangelistę; złoczyńcy — i jednego wywyższa z krzyża do nieba; grzesznice miejskie — i jednej pozwala obmyć swe stopy łzami; wszyscy grzesznicy przybliżają się, by Go adorować — Baranka Bożego, który gładzi grzechy całego świata: mędrzec, by Go bronić; pasterz, by Mu błogosławić; celnik, by głosić Jego prawdę; grzesznica miejska, by wylać wonności na Jego stopy; Samarytanka, by znaleźć źródło życia; i Kananejka, by wyznać Mu swą wiarę.

Wśród tej powszechnej radości i adoracji i ja porzucam się wdzięczności i w uniesieniu będę świętował uroczystość mego Boga. Lecz daleko, o bardzo daleko ode mnie niechaj będzie postępowanie tych osób, które, profanując tę świętą porę, zamieniają święto naszego naprawienia w zwykłą ucztę ciała. Nie zacznę od gromadzenia przyjaciół, od krzesania pochodni swawoli, od zasiadania do zmysłowych biesiad i grania na szalonych instrumentach bezbożnej rozwiązłości. Lecz zgromadzę się z ubogimi i pobożnymi i przytulę do serca pieluszki nowo narodzonego Jezusa. Bo te owijki ubóstwa są znakami mojego życia i mego zbawienia. *„Oto"* — woła anioł do biednych pasterzy ze swojego przybytku ze światłości — *„to będzie dla was znak: znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki."* Weźmy tedy z czcią w nasze ręce owe czcigodne bandaże, tak ubogie i tak pokorne, a gdy będą nas napełniać prawdą i miłością, wraz z anielskimi chórami głośmy ku niebiesiom nowe *„Chwała Bogu"* — a mieszając się z pasterzami, głośmy ziemi *„Pokój ludziom dobrej woli."* Oto mój Pan rodzi się w sposób niewymowny. W łonie Boga od wieków wieków, jest dziś na piersi Maryi. W blasku świętości, przed gwiazdą poranną, jest On — mocą przywileju swej Boskiej natury — zrodzony przez Boga Ojca w taki sposób, jaki zna jedynie Ten, czyim Synem On jest — Duch z Ducha, Mądrość z Mądrości i Bóg z Boga. Tymczasem, wbrew wszelkim prawom i porządkom natury, rodzi się On dziś z łona dziewicy, tak jak pojąć to może jedynie łaska i działanie Boskiego Ducha — ciało z jej ciała i krew z jej krwi. Prawdziwy Bóg z Boga i prawdziwy człowiek z dziewiczego ciała. W niebie jest jedynym Synem Bożym, zrodzonym przez samego Boga. Na ziemi jest jedynym Synem Maryi, zrodzonym z samej dziewicy. Bez matki w niebie, bez ojca na ziemi; z Ojca — rodzenie Boskie; z matki — poczęcie duchowe; wyjaśnienie jednej z tych tajemnic jest równie niemożliwe, jak przeniknięcie drugiej przekracza nasze możliwości. Adorujmy tedy w milczeniu tę podwójną tajemnicę i nie ważmy się sądzić, że możemy ją w jakikolwiek sposób ogarnąć samą siłą czczych słów. Bo nie jest to nic z porządku natury, co się nam objawia w tych Boskich działaniach; są to czyny wszechmogącej i odwiecznej potęgi, dokonujące się w regionach o wiele wyżej wyniesionych ponad krąg naszej natury lub horyzont naszych poglądów, a przed którymi nasz umysł winien — ze wszech miar rozsądnie — ukorzyć swe nierówne i niedołężne moce przez pobożne i pokorne ćwiczenie wiary. Dzieła natury Wszechmogący wyraźnym zezwoleniem przekazał sporom i dociekaniom ludzkim; lecz w prawdy zamieszkujące poza zasięgiem każdej naturalnej władzy nasz rozum nie może wniknąć ani tu być użytecznym. Czy mamy z tej przyczyny przestać zważać na słowa Bożej prawdy? Wręcz przeciwnie — potrzebujemy być tym pilniejszymi; pokornie rozważając i wyznając, gdzie nasze moce się zaczynają i gdzie się kończą, nigdy na próżno nie usiłujmy ogarnąć owych tajemnic, które ze swej właśnie natury w odniesieniu do naszej natury domagają się milczącego hołdu wiary.

Przebaczcie mi, bracia moi, jeśli — oszołomiony jej wzniosłością i drżący, by zbliżyć się bardziej do tak wielkiej tajemnicy — zdaję się był zaczął tam, gdzie winienem był zakończyć to kazanie. Jakie słowa nam pomogą, jakie natchnienia poprowadzą nas, gdy zbliżamy się, by bliżej rozważyć Boga Wcielonego? Przyłączmy się, bracia moi, w duchu do towarzystwa owych pokornych pasterzy, abyśmy i my mogli ujrzeć to Słowo, które się stało.

Noc ogarnia wszystko — uroczysta noc jest w połowie swojego biegu, a samotni pasterze czuwają nad swymi trzodami — noc mroku i ciemności, jak stan narodów — bo jedynie nad Judeą wisi jeszcze umierający zmrok. Wśród tej posępnej ciemności nagle rozlewa się światłość z nieba. Pasterze biegną, aniołowie wychodzą ze światłości, głosząc radość — wielką radość — ludziom. Pasterze słyszą; są oszołomieni; odzyskują przytomność i siły; wyruszają, rozważając i oczekując dziwnych cudów — przyłączmy się do nich w drodze do Betlejem. Kim jest ten dawca pokoju, który przyszedł na świat? Jakiej Chwały Bożej jesteśmy przeznaczeni doznać? Jakie cudowne dziecię ujrzymy? Lecz oto zbliżamy się do samej Jego obecności — to jest miejsce, które samo niebo tak uczciło i pobłogosławiło — głębsze uczucia wypierają ciekawość — głębsze wzruszenia ujarzmiają gorące oczekiwania naszego serca: to jest brama nieba — odkryjmy głowę, zdejmijmy sandały z nóg i zostawmy za sobą każdą ziemską myśl, wkraczając na tę świętą ziemię, która nosi dziecię ogłoszone pieśniami i chórami z nieba. Czy to jest scena, jakiej oczekiwaliśmy? Zaniedbana ruina zamieniona w stajnię; trzy spróchniałe deski zbite razem na żłóbek; wiązka mierzwy jako wyprawunek i uposażenie; wół i osioł domagają się słusznego posiadania tego pałacu nędzy. Tak, wszystkie nieme i cierpliwe stworzenia, które Bóg stworzył dla człowieka, są tu reprezentowane w tym akcie naprawionego stworzenia; podzieliły one skutki naszego upadku i cóż nie znoszą od naszych namiętności — spodziewają się udziału w miłosierdziu ze względu na te nowe narodzenie; traktujmy je więc z życzliwością i współczuciem. I jest tam Maryja, tak uboga, tak pozbawiona pomocy, a przecież tak łagodna, tak bardzo skromna i tak bardzo zadowolona, i biedny cieśla; ich oczy są utkwione — czule i z czcią — w owym wątłym, nowonarodzonym dziecięciu, owiniętym i płaczącym w słomie owego opuszczonego żłóbka. To wszystko, co widoczne, wszystko, co trafia do oka, wszystko, co ludzki zmysł i ludzki rozum może ogarnąć w tej scenie. Nic tylko prawdziwe ubóstwo, prawdziwa niedola i prawdziwa bezradność. *„I to jest wielka radość dla wszystkich ludzi? To nowa chwała samemu Bogu? To pokój, którego błogosławieństwa uradują wszystkich ludzi dobrej woli? To Zbawiciel swojego ludu? Po co odbyliśmy tę długą i przykrą podróż? Precz z tymi szpetnymi pieluszkami, tym żłóbkiem i tą nędzną szopą! Wiele scen ludzkiej nędzy znaliśmy podobnych do tej — jeno że to najbardziej beznadziejna i opuszczona ze wszystkich!"* Takie byłyby myśli, takie zawsze były okrzyki owych czysto naturalnych ludzi, którzy mierzą prawdę zmysłem, a Słowo Boże — rozumem. Lecz my, bracia moi, wpatrując się wraz z pasterzami w tę ubogą i pokorną scenę, słuchajmy głosu wiary.

Owe pieśni aniołów nie były złudzeniem. Ta jaśniejąca światłość z nieba rozświetla ciemność stajenki betlejemskiej. *„Oto narodzi się wam Zbawiciel"* — mówią — *„który jest Chrystusem Panem, w mieście Dawidowym"*; ten żłóbek i te pieluszki — mówią nam — to właśnie znaki, po których Go rozpoznać; są to narzędzia wybrane zamiast trąb archanielskich, by ogłosić odwieczny wyrok. Przez siedemset lat głos proroka Izajasza spoczywał w milczeniu od chwili, gdy mówił; czy ów głos odzywa się znowu, skoro tak wyraźnie opisuje to tajemnicze narodzenie? *„I wyrośnie różdżka"* — mówi prorok — *„z korzenia Jessego, a kwiat z korzenia jego wyrośnie, i spocznie na Nim Duch Pański."* Korzeniem Jessego jest krew Dawida. Różdżką jest Maryja, zrodzona z Dawida. Kwiatem jest Jezus, zrodzony z Maryi. I daremnie — woła Tertulian — herezja usiłuje oddzielić owoc od kwiatu, z którego powstał, kwiat od różdżki lub różdżkę od korzenia — nas od Jezusa, Jezusa od Maryi lub Maryi od Dawida.

Dotąd, bracia moi, słuchaliśmy tego, co nam powiedziano o ludzkim rodzeniu jako o Synu Dawida; wzywając na nowo słowa odwiecznej prawdy, słuchajmy teraz tego, co mówi się o Bożym rodzeniu jako o Synu Bożym. Słuchajcie więc uważnie uchem wiary, bo to wciąż czcigodny głos Izajasza, po siedmiuset latach milczenia, opisuje scenę przed nami. *„Oto"* — woła — *„dziewica pocznie i porodzi syna, a imię Jego będzie BÓG Z NAMI."* Jeśli w naszym zdumieniu zapytamy, jak to ma się stać — archanioł Boży odpowiedział na to pytanie z owych dziewiczych ust — że Duch Boży zstąpi na nią, a moc Najwyższego ją osłoni. Jeśli zapytamy o przyczynę tego nowego i tajemniczego aktu stwórczej łaski — archanioł Boży objawił ją Józefowi — że to dziecię zbawi swój lud od jego grzechów. Jeśli zapytamy o czas i okoliczności tego cudownego działania Boskiego Ducha — ów Duch Mądrości opisał je na długo przed zdarzeniem: *„Gdy ciszą ogarnione były wszystkie rzeczy i noc w połowie swego biegu, Twoje Wszechmogące Słowo z królewskich stolic zstąpiło."* Zaprawdę, bracia moi, to dziecię, to biedne dziecię, jest Synem Bożym i Bogiem. Pójdźcie, adorujmy! Jest Bogiem z nami — to właśnie owo dziecię w pieluchach; gdzież jest jeszcze miejsce na naszą pychę? Płaczmy i adorujmy! Lecz nieświadoma pycha nie chce być uniżona; i ebionici, podobnie jak wielu, którzy za nimi szli, zamykając uszy na Boskie świadectwa i polegając jedynie na oku ciała, nie widzą nic poza opuszczoną stajenką betlejemską. Zamykają oczy na niebiańskie światło, które rozbłysło wokół jej gości; nie chcą podnieść wzroku dość wysoko ponad ziemię, by ujrzeć gwiazdę spoczywającą ponad nią; zatykają uszy na głosy aniołów, archaniołów i proroków; i tak, uznając jedynie ludzkie narodzenie, które swymi ziemskimi zmysłami oglądają, śmiało zaprzeczają zarówno Jego Odwiecznej Boskości jako Synowi Bożemu, jak i nam samym — pociesze naszego Boga pośród nas. Wówczas święty Jan, ów apostoł miłości, który spoczywał swą czystą głową na piersi Tego, który leży teraz przed nami jako wątłe niemowlę, i który znał tajemnice owej piersi, ulega trwodze; i natchniony owym duchem, który przenika nawet głębokości Boże, wznosi się ponad ziemię i szybując jakby na orlich skrzydłach, wznosi się ponad nieba, mijając wszystkie ich zastępy i chóry, aż zostaje dopuszczony do kontemplowania, w samym łonie Bożym, pełnej chwały Jego odwiecznego zrodzenia przez Ojca; i znowu zstępując, okryty blaskiem tego światła, jaśniejący Bożą chwałą większą niż Mojżesz wracający z rozmowy z Bogiem, jako niosący większe objawienie — by na zawsze zawstydzić oponentów tej tajemnicy pobożności — ewangelista tak wybucha: *„Na początku było Słowo, i Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo... wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało... a Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami; i widzieliśmy chwałę Jego, chwałę jako Jednorodzonego od Ojca, pełnego łaski i prawdy."* Nie ma już żadnej ciemności nad Betlejem. Wszystko, co było niejasne lub niewidoczne dla ciała, staje się jasne i świetliste dla oka wiary. Jakaż chwała i jakaż niskość! Chrześcijanie, adorujmy! W milczącej wdzięczności adorujmy! Bo Bóg rodzi się dziś w człowieku, a człowiek rodzi się w Bogu. Ta wątła, drżąca forma zawiera Boga, którego niebiosa nie mogą ogarnąć ani wszechświat pomieścić. Wszechmogąca Mądrość kryje swe rady w izbach owego szczupłego czoła; pod ową ubogą i bijącą piersią ukryte jest nieskończone serce Boga z Jego miłością i dobrocią. Jakież miłosierdzie w tych łzach! Są początkiem Jego ofiary. Te delikatne ramionka wyciągają Wszechmogące przebaczenie. Chrześcijanie, płaczmy i my, płaczmy i adorujmy.

Lecz gdy jesteśmy zajęci pobożną adoracją, gdyby ktoś spośród ofiar pychy narzucił nam swoje rozumowania i nakazująco zapytał, dlaczego Bóg miałby tak się uniżyć i przybrać pokorny stan naszej natury — odrzećmy spokojnie za świętym Grzegorzem z Nyssy: — Czegóż więc chcecie od Jego dobroci? Żeby uleczył was i zbawił? Powiedzcie nam tedy, co świat w swej mądrości zdołał uczynić w tym celu i przestańcie przepisywać Bogu sposób i miarę Jego dobrodziejstw. Jaki większy dowód Jego dobroci od tego możecie mieć? Promienieje ze żłóbka miłością do niewdzięcznego człowieka. Jakiego dowodu Jego łaskawości pragniecie? W postaci sługi przybrał nasze ciało, by uwolnić nas z naszego więzienia i samemu wziąć na siebie nasze kajdany. Jakiego dowodu Jego mądrości pragniecie? Nasza pycha nie ugnie się pod Jego mocą, więc ujarzmiła nas swoją słabością i niemocy. Jakiego dowodu Jego sprawiedliwości pragniecie? Stał się naszym zastawem i poręczycielem i dowodzi rozległości naszych długów. Jakiego dowodu Jego mocy pragniecie? Nie pozwoli, by Jego ciało ujrzało skażenie, lecz przemieniając je w chwałę swoją mocą, objawia się jako sprawca jego życia. Jakiego jeszcze dowodu Jego miłości pragniecie — wielkości miłości przewyższającej wszelką stworzoną miłość? Bo miłość we własnej osobie przyszła do nas, wcielona w najsłodszym miłosierdziu i najdoskonalszej Bożej dobroci.

*„Od wieku do wieku Tyś jest Bogiem"* — woła prorok — i stałeś się dziecięciem jednego dnia. Dlaczego miał Pan tak się uniżyć? I dlaczego skrócić swą chwałę do żłóbka? Abyśmy, o chrześcijanie, nauczyli się być pokorni. Bo woła teraz tak samo głośno przykładem, jak później słowem: *„Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokornego serca."* Ta pokora, te cierpienia i to ubóstwo — wszystko to jest dla nas. Nie potrzebuje ich, lecz wie, jak bardzo my ich potrzebujemy. Wszystko to ogłasza nam jedną i tę samą prawdę, a wszystko potępia błąd tego świata. Wszystko to sprzysa się, by ogłosić, że życie, które sam Bóg-Prawda wybrał, nie jest życiem przeznaczonym dla zmysłowych uciech i zadowalania naszych obecnych ziemskich woli, lecz jest życiem próby, życiem oczyszczenia i przygotowania do życia przyszłego.

Dla mojego pouczenia — woła pobożny święty Bernard — wybrano tę porę i to miejsce. Delikatność tego drżącego ciałka, łzy i płakanie tego małego dziecięcia — wszystko to dla mnie. Nawet samo ubóstwo i czuwanie tych prostodusznych pasterzy, którym objawione jest narodzenie mego Zbawiciela — wszystko to ze względu na mnie i ustanowione jest jako mój wzór. Rodzi się zimą; Syn Boży rodzi się w nocy; a czy przypadkiem urodził się w tej nieprzyjaznej porze i w ciemnościach nocy? Do kogo należą wszystkie pory — zima i lato, dzień i noc? Inne niemowlęta nie mają wyboru. Ale Chrystus, choć człowiek, był na początku z Bogiem, mądrością i mocą Bożą, i owa moc, i owa mądrość są z Nim nawet teraz. Syn Boży dokonał więc przez swoją mądrość i przez sam wybór swej mądrości selekcji tego, co jest dla Niego najtrudniejsze i najbardziej bolesne — szczególnie dla dziecięcia i syna ubogiej matki, która w swym ubóstwie i niedoli zaledwie znajduje dość grubego płótna, by owinąć Jego delikatne ciałko, i z trudem uzyskuje choćby żłóbek, w którym Go położyć do odpoczynku. Nie jest to zaiste taki wybór, jaki ten świat by pochwalił lub usankcjonował swą opinią. Zatem — woła święty Bernard, kontynuując medytację nad tajemnicą — albo Syn Boży się myli, albo świat jest dziwnie obłąkany. Lecz czy mądrość Boża może się kiedykolwiek mylić? Słusznie więc i zupełnie bezpiecznie możemy wnioskować, że owa mądrość ciała — mądrość, którą apostoł nazywa śmiercią — ta mądrość ciała jest fałszywa i nieprzyjazna Bogu; a mądrość tego świata jest próżna — to zwykłe głupstwo przed Jego obliczem. Bóg zaś wybrał sobie ubogie i słabe rzeczy tego życia, by zawstydzić w swojej osobie wielkie rzeczy świata i zarozumiałości ciała, demonstrując i przekonując o ich nicości. Syn Boży bowiem wybrał z upodobania ten pokorny stan utrapienia i ubóstwa jako najbardziej pożyteczny i oczyszczający dla ciała. Nie przemawia, lecz wszystko, co Go otacza, głosi i kazuje nam tę prawdę. Nawet Jego członki, cierpiące niemowlęcą dolę na swym twardym i szorstkieym miejscu spoczynku, zbijają świat z całymi jego marnościami. Dlaczego nie wybrał silnej i w pełni ukształtowanej postaci dojrzałego wieku mądrości, zamiast tej niemowlęcej słabości? O mądrości wywiedziona ze swoich ukrytych niebios! O prawdziwie wcielona i ukryta pod zasłoną! A przecież obiecano przez Izajasza, że to dziecię *„będzie wiedziało, jak odrzucać to, co złe, i wybierać to, co dobre."* Rozkosze ciała są więc niebezpiecznie złe, a jedynie jego udręki rokują dobro. Bo czyż to dziecię mądrości, to niemowlęce Słowo, nie odrzuciło jednych, podczas gdy rozmyślnie wybrało drugie? Słowo Boże stało się ciałem — ubogim, delikatnym, niemowlęcym ciałem — i zamieszkało z nami w mroku ciała, i z nami, w mroku samego ciała zaciemnione, nadal przebywa.

Cóż — woła ten sam pobożny Ojciec — cóż po tym wszystkim może być bardziej niegodne, cóż bardziej zasługujące na potępienie — wobec tego, że Pan nieba stał się dziecięciem — niż to, by człowiek dłużej wynosił się na ziemi? Po to właśnie Ten, *„który w postaci Bożej jest równy Ojcu, wyniszczył samego siebie, przyjmując postać sługi."* Po to opróżnił się ze swojej mocy, swojej chwały i swojego majestatu, zachowując tylko swoją dobroć i swoje miłosierdzie. Bo — jak głosi apostoł — *„ukazała się dobroć i łaskawość Boga, Zbawiciela naszego."* Jego moc objawia się w stworzeniu; Jego mądrość — w rządzeniu wszechświatem; lecz dobroć Jego miłosierdzia najjaśniej promienieje w Jego wcieleniu. Mówił do starożytnych językiem mocy: *„Jam jest Pan"* — *„Jam jest Bóg"* — *„Uczyńcie to"* — *„słuchajcie głosu mego"* — a Izraelici bali się Go wielką bojaźnią. Ukazywał się filozofom starożytnego świata w odległym, niejasnym, majestatycznym blasku; i okrywało ich zdumienie i mgłowe niepewności. Tej mocy i mądrości nie wolno im było naśladować, jak do owej wielkości i majestatu nie wolno im było się wznosić. Lecz nam, drodzy chrześcijanie, ukazuje się jasno, w dobroci i łaskawości, w litości i w miłości. Jego język zaprasza nas do zbliżenia się i naśladowania: *„Pójdźcie wszyscy do mnie"* — *„Dałem wam przykład, abyście i wy czynili, jak Ja czyniłem"* — *„miłujcie, jak Ja was umiłowałem"* — *„bądźcie naśladowcami moimi."* Przyszedł dawniej w grozach swojej sprawiedliwości, by karać i dochodzić, i napełniał wszystkich trwogą na swoje zbliżanie się. *„Usłyszałem głos Twój i zlękłem się, i ukryłem się"* — takie było wołanie naszego pierwszego ojca po grzechu, gdy usłyszał zbliżanie się Boga i stał, drżąc przed Jego głosem. I takie, w każdym wieku, były wołania jego dzieci, aż Syn Boży rozpędza te trwogi swoją obecnością w naszym ciele. Ukazał się Mojżeszowi, a ten najłagodniejszy z ludzi odwrócił swoje oblicze, by nie patrzeć na pałające grozy obecności Pańskiej. *„Niech Bóg nie mówi do nas, abyśmy nie umarli"* — wołają do swego prawodawcy zgromadzeni Izraelici, ten właśnie lud, który Bóg wybrał za swój własny. *„Widzieliśmy Pana; z pewnością umrzemy"* — takie jest wołanie rodziców Samsona. *„Biada mi"* — woła Jeremiasz — *„bo widziałem Pana."* Wszyscy ludzie, nawet prorocy, czuli, że zbliżanie się Boga to zbliżanie się gniewu, klęski i sądu do Jego grzeszących stworzeń wciąż jeszcze nieodkupionych. W trwodze i przerażeniu zdawało się im zawsze mieć przed oczami ów żywy miecz, który kołysał się i rozbłyskał swymi strzegącymi ogniami wokół podejść do raju Bożego. Lecz teraz już nie szukamy, by ukrywać się ze strachu; nie czujemy żadnej trwogi na dźwięki Jego zbliżającego się głosu. Stał się niemowlęciem jednego dnia, wątłym niemowlęciem bez głosu, a Jego niemowlęcy płacz wzbudza nasze współczucie zamiast lęku, gdy biedna Jego matka owija z troską te pieluszki wokół Jego słabych i delikatnych członków.

Cudowna łaskawość Wszechmogącej dobroci! Jego bojaźń nie ujarzmiła nas. Jego grozy nie złamały naszej pychy. Ani groźby Jego, ani rozkazy nie odniosły zwycięstwa nad naszym uporem. Więc staje się małym dziecięciem, by nas ujarzmić współczuciem dla Jego stanu. Ten, który uczynił nas na swój obraz, leży przed nami, a my patrzymy i patrzymy, i jesteśmy wzruszeni — roztapiamy się we łzach nad własnym obrazem w cierpieniu, patrzymy na własne podobieństwo z litością — nasza pycha topnieje; zapominamy, że to On nas lituje i współczuje nam. Wyciąga swe niemowlęce ramionka, a nasza pycha jest zgnębiona; stajemy się dziecięcy wraz z Nim. Ujarzmił nas, znalazł wejście do naszych dusz i zaczynamy kochać. O prawdziwe wynalezienie miłości! Tajemnico miłosierdzia! Tajemnico uzdrawiająca i pocieszająca! On już walczy za nas z naszymi nieprzyjaciółmi. Depcze po karku pysznych rzeczy i wyniosłych potęg jak po podnóżku. Owych strasznych naszych nieprzyjaciół — śmierć i grzech, ową śmierć duszy i śmierć ciała — on niszczy. Grzech już zniszczył w samym ciele, które wziął. Bo z potępionej masy ludzkiej natury wziął ją nieskalaną i niesplamioną i powstrzymuje ją od wszelkiego zmysłowego zadowolenia, które mogłoby ją prowadzić do skażenia. Wyswobodził ją czystą i doskonałą z rąk nieprzyjaciela, który uważał ciało za na zawsze splamione i poddane skażeniu. Jest to zapowiedź i zadatek przyszłych zwycięstw. Ściga i prześladuje pysznego nieprzyjaciela przez całe życie, uniżając się przez całe swe życie i obcowanie. Lecz gdy dotrze do końca swego ziemskiego bytowania, wówczas — i w godzinie swojej męki — pochwyci człowieka grzechu i zwiąże go jako swojego wiecznego więźnia, i obedrze go z jego łupu. Śmierć też pokona. Najpierw w owym teraz niemowlęcym ciele, które zmartwychwstanie jako pierwociny umarłych; potem przeciw śmierci będzie staczał nieustanną walkę we wszystkich swoich dzieciach, wznosząc je mocą własnego zmartwychwstania, aż ostatni z nieprzyjaciół — śmierć — zostanie całkowicie zniszczona. Dlatego też, bracia moi, zmartwychwstanie owo ciało, przyozdobione pięknem i chwałą, które teraz leży skrępowane i uwinięte w pieluszki. Dlatego też owo uwielbione ciało, wciąż jeszcze zakryte, będzie dane Jego dzieciom, wciąż jeszcze zakrytym, jako ziarno rzucane w ziemię, by być zawiązkiem i życiodajną zasadą ich życia i zmartwychwstania z umarłych.

Jest to dla apostoła przedmiot skargi i smutku, bracia moi, że człowiek cielesny jest sprzedany pod grzech i że nie może widzieć rzeczy, które są Ducha Bożego. Nie tylko więc dla odkupienia, lecz i dla pouczenia człowieka cielesnego ukazał się Syn Boży w ciele. Ten, którego myśli żaden śmiertelnik nie zna, którego rad nikt nie może przeniknąć, który *„mieszka w niedostępnej światłości"* — przyszedł, by nas oświecić i objawić swą radę nawet człowiekowi cielesnemu przez swoje ciało; ażeby ci, którzy nie chcą rozumieć myśli Bożej w Jego Duchu, mogli ją przynajmniej odczytać w Jego ciele. Jeśli możesz widzieć jedynie ciało, jeśli możesz słyszeć jedynie głos ciała — oto, o człowieku cielesny! — Duch Boży objawia się i przemawia przez ciało; ciało mówi do ciała; w samym ciele Bóg mówi ci, byś uciekał od rozkoszy i dogadzania ciału, bo śmierć kryje się we wszystkich ścieżkach cielesnej radości. To głosi owa stajnia; to woła ów żłóbek; to wykrzykują owe niemowlęce członki; to też głoszą owe płakanie i owe łzy. Bo jeśli Chrystus płacze — zauważa święty Bernard, którego słowa powtarzam — to nie płacze jak inni. Inni płaczą z bólu i utrapień swoich; Chrystus płacze ze swej miłości. Ich słyszy się, jak opłakują ciężkie jarzmo, którego ciężar twardy i ostry przygniata wszystkie dzieci ludzkie; lecz Chrystus opłakuje grzechy wszystkich tych niezliczonych dzieci Adama. I jest już pewne, już przeczuwa, że za tych, za których teraz tylko łzy leje, kiedyś przeleje krew. Te łzy są prorokami Jego męki.

Te pieluszki żłóbka zapowiadają jedynie więzy grobu — są emblematami śmiertelności. Owe szczupłe ramionka wyciągnięte ku nam, by nas przyciągnąć bliżej przez wzbudzone współczucie — będzie trzymał wyciągnięte przez całe życie z zaproszeniem, a potem te same ręce wyciągnie — skręcone boleściami smutku — najpierw ku Ojcu, wstawiając się za nami, a następnie, na rozkaz samych naszych grzechów, na krzyżu. Od początku do końca Jego boleści wypływają z jednego i tego samego źródła — z naszej niewdzięczności i ślepoty. *„Zajaśniał wśród ciemności, a ciemność Go nie ogarnęła. Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli"* — mówi ewangelista. Przychodzi między ludzi, a oni odsyłają Go do żłóbka. Trzydzieści lat spędzi potem w cichej modlitwie, posłuszeństwie i ubóstwie, pod okiem jedynie swego Ojca; potem znowu wyjdzie jako światłość dla ludzi, uzdrawiając ich i błogosławiąc im, i czyniąc im dobrze — a oni znowu Go porzucą, ogłaszając, że gdy nawet robactwo ziemi ma swoje schronienie i swój dom, Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę skłonić, aż Ten, który urodzony jest przy drewnie żłóbka, skazany jest na śmierć na drewnie krzyża. Syn Boży, bracia moi, nie ma spoczynku na ziemi, tylko w duszach wiernych. Świat w ogólności zawsze Go prześladował i odrzucał. Ludzie tego świata Go nie znają. Choćby chętnie powtarzali Jego święte imię, nie znają ani Jego ducha, ani nie przyjmują Jego nawiedzin. Nad nimi to płakał w żłóbku, w Jerozolimie, w ogrodzie, na krzyżu. Lecz my, bracia moi, zbliżmy się i oświećmy się, i stańmy się jak dzieci z tym błogosławionym dziecięciem. On sam nam mówi, że jeśli chcemy wejść do Jego królestwa, musimy stać się jak małe dzieci. Pójdź zatem, w pokornej czci, w prostej i dziecięcej miłości — pójdź do żłóbka. Gdy inni idą za światem i zostawiają Go tu opuszczonego na tę surowość i zaniedbanie, zbliżmy się, a gdy klęczymy przed Nim i adorujemy, ofiarujmy Mu spoczynek prostego i czystego serca, bo tam jest miejsce Jego miłego spoczynku i scena Jego rozkoszy. Jeśli to serce nie jest jeszcze tak czyste i dziecięce, ofiaruj je z tym przynajmniej pragnieniem, by raczył uczynić je takim, jakie może kochać. Bo tym wszystkim, którzy przyjmują Go z czystym pragnieniem, którzy nie są zrodzeni z krwi z jej pożądliwością, ani z woli człowieka z jego pychą, lecz z dobrego upodobania woli Bożej — tym dał moc, by stali się dziećmi Bożymi i będą oglądać żywą chwałę tego dziecięcia, chwałę jako Jednorodzonego od Ojca, pełnego łaski i prawdy.

---

SIOSTRZE MARII KSAWERZE,

pierwszej Siostrze Miłosierdzia i pierwszej zakonnicy jakiegokolwiek zgromadzenia, która złożyła śluby w Nowej Południowej Walii lub w jakiejkolwiek części „piątej części globu" — kazanie to, głoszone przy tej okazji — nie takie, jakie chciałby wygłosić do niej i wspólnoty, lecz takie, jakiego zdawały się wymagać okoliczności słuchaczów — jest, za zezwoleniem Czcigodnej Przełożonej, z szacunkiem przedstawione, z poważaniem i czcią

NIEGODNEGO KAZNODZIEI,

który prosi ją o modlitwę za jego duszę.

← wróć do odkrywania