HomiliaDB

William Bernard Ullathorne OSB · Kazania z przedmowami

VIII. Obrzęd poświęcenia i położenia kamienia węgielnego pod nowy kościół

Gdy chcę podziękować i uwielbićGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Liturgia i jej dziejeKościół a świat i państwo
W skrócie. Kazanie na poświęcenie kamienia węgielnego kościoła; Ullathorne łączy historię budownictwa sakralnego (Świątynia Salomona, katedry średniowieczne) z katechezą o istocie budynku kościelnego jako domu Bożego i wspólnoty wiernych. Wzywa do wierności w życiu sakramentalnym na miarę wznoszonej świątyni.

„Jakże święty jest dom Boży, gdy wzniesiony pobożnością ludu i spójony jego modlitwami; kamienie jego są darem wiary; ich układ — wyrazem ich karności; ich spoistość — jednością ich ducha.”

Treść następującego kazania wygłoszono wiernym Parramaty w niedzielę poprzedzającą położenie kamienia węgielnego pod ich obecny kościół, w roku 1836. Głoszono je zatem zgromadzeniu ogarniętemu niemal mrokiem katakumb — w owej długiej sali nad „Starym Więzieniem", już wcześniej tu wspomnianej; prawie całe światło, jakim się cieszyliśmy, wpadało przez otwór za plecami kaznodziei i migotało na świecach ołtarza, w osobliwy sposób oświetlając pierwszy rząd twarzy w zgromadzeniu i spychając postać mówcy w głęboki cień. Poczucie nędzy tej ruiny, od dawna służącej naszym najświętszym uroczystościom, było tak silne, że gdy pewna pobożna dama katolicka, przybywszy z Sydney z wizytą do Government House, dobrodusznie obstała — mimo wszelkich protestów swoich przyjaciół protestantów — przy tym, by wysłuchać Mszy świętej, jak się samo przez się rozumie, mimo wszelkich zapewnień o ciemnościach, brudzie i braku wszelkiego urządzenia, jakie cechowały ów gaol, izbę wartowni i kaplicę — bo podpadała ona legalnie pod wszystkie te określenia — pułkownik pułku stacjonującego w mieście nie spoczął, dopóki nie otoczono jej niemal klęczącą przyboczną strażą katolickich podoficerów. Nie muszę dodawać, że środek ostrożności ten nie był ani potrzebny, ani pożądany przez moją pobożną towarzyszkę. Anegdoty te są same w sobie błahe, lecz ilustrują początki Kościoła australijskiego i stan rzeczy, który choć niedawny, już przeminął.

Kazanie zostało następnie wydane w Sydney jako wprowadzenie do „Obrzędu poświęcenia i położenia kamienia węgielnego pod nowy kościół" — ceremonii, którą autor, na prośbę biskupa, przetłumaczył i ogłosił drukiem dla użytku kolonistów. Ledwo się ukazało, wziął je w ręce naczelny pastor kościoła szkockiego w kolonii, który przytoczywszy słowa otwierające — „Obrzędy są religią ciała" — bez dopełnienia zdania, głoszącego, że są one religią ciała, *jako wiara jest religią umysłu, a modlitwa i miłość Boga — religią serca*, bez najmniejszego odniesienia do jakiejkolwiek części objaśniającego kontekstu, przyjął, na powagę pisarza, że obrzędy są religią nie ciała człowieka, lecz ciała katolickiego; i na fundamencie tego kalamburu, przekłamania lub jakkolwiek retoricy zechcą nazwać ową figurę — złożonej z całą należną powagą — wzniósł ów duchowny imponującą budowlę poważnej argumentacji i uroczystej, na przemian z kpiarską, inwektywy przeciw katolicyzmowi. Autorem tego osobliwego okazu kontrowersyjnej pomysłowości był ks. dr Lang, znany dobrze światu jako autor *Historycznego opisu Nowej Południowej Walii*, w którym uczcił swe kontrowersyjne dokonania, oraz *Badań polinezyjskich* i innych dzieł.

Obrzędy można by nazwać religią ciała, jako wiara jest religią umysłu, a modlitwa i miłość Boga — religią serca; ażeby cały człowiek oddawał Bogu hołd w poddaniu. Gdybyśmy byli czystymi duchami, zauważa św. Jan Chryzostom, nasza religia byłaby czysto duchowa. Lecz duch nasz, umieszczony pośród zmysłów, otoczony zmysłami i działający przez zmysły, sprawia, że religia nasza jest z konieczności zarazem duchowa i zmysłowa. Mając stosunki zewnętrzne z bliźnimi, jak i wewnętrzne z Bogiem, owe stosunki zewnętrzne mogą być spełnione jedynie przez zewnętrzny i zmysłowy wyraz naszych wewnętrznych usposobień. „Sercem" — powiada św. Paweł — „wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznanie czyni się ku zbawieniu." Dlatego też przyszedł nam na pomoc, dla odkupienia i jako przykład, Przedwieczny Syn Ojca — nie sam tylko duch zwracający się do naszych duchów, lecz zarazem śmiertelny człowiek z ciała i krwi, widzialny i dostępny dla całej ludzkości; poddający się zewnętrznym obrzędom prawa, przyjmujący ceremonialny chrzest Jana, aby „wypełnić wszelką sprawiedliwość"; sprawujący różne obrzędy wobec oczu ludzkich w użyciu swej mocy i władzy; i przez swoje przykazanie ustanawiający obrzędy, które mają być sprawowane przez sługi Jego Kościoła, aż do końca czasu. Abyśmy, pamiętając, językiem św. Pawła, że zostaliśmy kupieni za wielką cenę, „chwalili Boga w ciele naszym" — na Jego przykładzie — i aby „te członki, które służyły nieprawości, służyły teraz sprawiedliwości ku uświęceniu".

Obrzędy religijne są zewnętrznymi znakami naszych wewnętrznych aktów i pragnień — są to czynności cielesne wyrażające prawdy duchowe. Są ciałem religii i objawiają obecność jej duszy, tak jak człowieczeństwo naszego Pana objawiło nam obecność Jego Bóstwa. Tworzą powszechny język, w którym dusza może mówić do duszy, a wiele dusz w jedności może mówić do Boga. Ilekroć umysł jest głęboko przejęty, a serce pobudzone do silnego wzruszenia, wyraz ich rozlewa się na oblicze i przenika i ożywia całego człowieka. Prawda, uczucie i łaska nie giną zamknięte w jednostce, lecz przepływają przez zmysły ku wyznaniu, pokrzepieniu i wsparciu bliźnich. I tak nabożeństwo każdego staje się udziałem wszystkich, podczas gdy zjednoczone nabożeństwo całego zgromadzenia staje się źródłem zbudowania dla każdego z jego członków. A gdy wejdzie obcy, jak zauważa św. Paweł, „jest przekonywany przez wszystkich — tajemnice serca jego wychodzą na jaw, i padłszy twarzą na ziemię, wielbi Boga".

Gdy dusza jest pełna Boga, nie poprzestaje na tym; dochodzi do widzenia religii we wszystkim; każda istota ją otaczająca staje się uczestnikiem jej świętości; pragnęłaby mieć wszystko pobłogosławione i wszystko poświęcone Bogu; same nieożywione rzeczy ożywają i zdają się żyć, by przyłączyć się do jej nabożeństwa; każde stworzenie staje się instrumentem, na którym śpiewa chwałę Bożą. A ktokolwiek chciałby, żeby było inaczej, musi wpierw przerwać i zerwać istotne więzy i stosunki, które wiążą całe stworzenie ze sobą ku ich Suwerennemu Panu i Władcy. Musiałby stłumić ów Duch Pański, który wypełnia świat i zachowuje znajomość Jego głosu. Musiałby stłumić natchnione Pisma i głosy owych proroków, którzy, im bardziej płoną Bogiem, tym gorliwiej i żarliwiej wzywają wszelkie stworzenia Boże i zbierając je niejako wokół siebie na pomoc swej wzniosłej służby, użyczają nawet nieożywionym rzeczom świata życia i rozumu, by chwaliły Boga niebios i głosiły ludziom Jego prawdy i dobrodziejstwa; musiałby stłumić owe boskie psalmy, które ożywiają i personifikują niebiosa i ziemię, i wszystko, co w nich jest, aby oddawały chwałę i błogosławieństwo Bogu; musiałby stłumić wspaniałe objawienia Apokalipsy, w której cały dwór niebios ukazany jest w swych czynnościach naszemu pojęciu przez ilustrację obrzędów ziemskich; musiałby stłumić umysł św. Pawła, a nawet samą naturę w jej najwznioślejszych słowach, gdy natchniona łaską „serce jej i ciało wzdycha ku Bogu żywemu" i wzywa wszelkie stworzenie, by oddawało cześć Jego imieniu.

Wszystkie nasze publiczne akty religijne są sprawowane z obrzędami wyrażającymi ich naturę. Dodają one im powagi; czynią je bardziej przejmującymi; budzą zainteresowanie obojętnych, przyciągają uwagę niefrasobliwych, skupiają błądzących myślami, ożywiają pobożność oziębłych, pouczają niewiedzących i jednoczą tych, którzy zgromadzili się w imię Boże w jednym akcie jednoczesnego nabożeństwa. Uroczystość ceremonii musi z konieczności wzrastać wraz z uroczystością okazji. Budowanie kościoła chrześcijańskiego jest wielkim aktem religijnym; z samych dzieł dokonanych ręką człowieka nie ma większego: jest ono zarazem aktem miłosierdzia, miłości bliźniego i nabożeństwa; a będąc dziełem dla Boga, powinno mieć swój początek od Boga. Przyzywamy zatem Boże błogosławieństwo na jego rozpoczęcie; ofiarujemy je Mu od samego początku; błagamy o Jego pomoc; powierzamy Jego łaskawej opatrzności postęp i ukończenie dzieła; modląc się, by nasze zamiary, oczyszczone, okazały się miłe Jego obliczu przez owego wielkiego Zbawiciela, którego osobistej obecności jest ono przeznaczone.

Poświęcenie i położenie pierwszego kamienia kościoła należy właściwie do biskupa, od którego decyzji zależy wybór miejsca, plan i wszystkie urządzenia. Kościół i każda jego część, i każdy obrzęd religijny odnoszą się do wielkiej ofiary i są jej poddane. Na miejscu przyszłego ołtarza sadzi się więc najpierw krzyż Chrystusowy; i modlimy się pięknym językiem starożytnej prostoty, by tutaj, gdzie zasługi Jego cierpień mają być rozdzielane w łasce Jego ludowi, anioł niszczyciel nigdy nie wstąpił, a wszelka duchowa niegodziwość była na zawsze odegnana; i by, tak jak dopełnił przygotowań i pragnień Dawida w Świątyni, zbudowanej przez syna jego Salomona, raczył dopełnić i naszych pragnień, przez Chrystusa Pana naszego. Następnie modlimy się do Chrystusa, by utwierdził i pobłogosławił pierwszy kamień jako zadatek dobrego dzieła; i znaczy się go krzyżem zbawienia w imię przenajświętszej Trójcy. Modli się następnie, by ci, którzy z czystych pobudek przyczyniają się do tej budowli, doznawali zdrowia ciała i mocy duszy; i śpiewa się lub odmawia Litanię do Wszystkich Świętych, aby niebo połączyło się z ziemią w wyjednaniu u Boga skutku tych błagań. Potem jeszcze raz wzywa się Boga Wszechmogącego, by dokończył tego, co zostało rozpoczęte; i kładzie się kamień w imię przenajświętszej Trójcy, aby prawdziwa wiara, bojaźń Boża i braterska miłość tam kwitły; wzywany jest wieczny pokój wiecznego Boga na to miejsce; błaga się Go, by je pobłogosławił, uświęcił i poświęcił swemu imieniu; następuje hymn radości; i ponownie modli się Boga, by zachował budowlę nienaruszalną; i spoglądając od początku tego kościoła na wszystkie kościoły na świecie, z którymi przez tę uroczystą czynność został on zjednoczony, oczyma wiary katolickiej upamiętnia się powszechność wiernych. Następnie biskup udziela wiernym swego uroczystego błogosławieństwa i ceremonia dobiega końca.

W trakcie postępu prac Psalm 126 — „Jeśli Pan nie zbuduje domu, próżno się trudzą ci, co go wznoszą" itd. — dodawany jest do nabożeństwa publicznego, wyrażając naszą ufność w Bogu co do ukończenia dzieła. Potem celebruje się uroczyste poświęcenie kościoła, a jeszcze uroczyściej — konsekrację ołtarza.

Tak oto dzieło Boże jest Jego własnym od samego początku. „Wszelkie stworzenie Boże" — mówi św. Paweł — „jest dobre przez błogosławieństwo." Błogosławione są więc wszystkie te rzeczy, które są wydzielone i przeznaczone do świętych użytków i celów, wyzwolone w ten sposób przez modlitwę i moc Bożą od owej marności i nieodpowiedniości, o której mówi św. Paweł, której — wraz z człowiekiem po jego upadku — „wszelkie stworzenie poddane jest aż dotąd".

Chociaż sam Bóg nie potrzebuje świątyń czynionych rękami, musimy wyznać, że my sami z wielu powodów ich potrzebujemy. Pierwsze kościoły, w czasach apostolskich, powstawały z prywatnych domostw, oddanych przez pobożność zamożniejszych wiernych na ten szczególny cel. W II wieku, przed prześladowaniem Dioklecjana, znajdujemy już wyznawców Chrystusa budujących kościoły jawnie; wznoszone były one najczęściej nad grobami Męczenników i stąd zwano je „Miejscem Męczennika" lub „Pamiątką Męczennika". Poświęcano je Bogu bądź pod imieniem owego męczennika, bądź pod imieniem apostoła lub innego świętego. Szczątki męczenników spoczywają po dziś dzień w ołtarzach wszystkich naszych kościołów. Obrazy, pod jakimi św. Jan w rozdziałach 4., 6. i 7. Apokalipsy przedstawia chwały nieba ukazane mu w widzeniu, są w tak ścisłej zgodności z opisami kościołów chrześcijańskich i ich uroczystego nabożeństwa, jakie podaje św. Justyn — sam męczennik z II wieku — jak też inni spośród najwcześniejszych Ojców, że jasne jest, iż zostały one wzięte z pierwszych zgromadzeń wiernych, które swym porządkiem, pięknem, jednością i miłością są tak emblematyczne nieba. Św. Jan mówi o tronie, na którym zasiada Przewodniczący Zgromadzenia — Biskup; o siedzeniach ustawionych po obu stronach dla dwudziestu czterech starszych w białych szatach — chórze kapłańskim; pośrodku, przed tronem, widzi ołtarz, na którym jest „Baranek stojący, jakoby zabity" — ofiara wiekuista. Tam też jest Księga Proroctwa i czterej ewangeliści alegorycznie przedstawieni. Pod ołtarzem apostoł widzi dusze męczenników. Przed tronem płonie siedem lamp, a przed ołtarzem stoi anioł ofiarujący pod postacią kadzidła „modlitwy świętych" — nabożeństwa ludu. Starsi, czyli kapłani, słyszani są śpiewający chwałę na cześć Baranka ofiarowanego; a liczne anioły, które wokół wielbiją i błogosławią, przedstawiają zebrany tłum wiernych. Św. Jan mówi dalej o źródle wód życiodajnych — chrzcielnicy. Jakże piękne jest to widzenie św. Jana! Jakże wiernie odtwarza ono zgromadzenia Kościoła katolickiego — wówczas i po dziś dzień. Jak w pełni wypełniły one Boskie przykazanie: „To czyńcie na moją pamiątkę." „Czyń według wzoru, który ci ukazałem na górze." I: „Ilekroć to czynić będziecie, śmierć Pańską opowiadać będziecie, aż przyjdzie."

Lecz dopiero na początku IV wieku kościoły rozbłysły w pełnej wspaniałości. Wierni, teraz ulżeni od nacisku prześladowania, prześcigali się wszędzie, by okazać rozległość swej wiary i ujawnić swą głęboką cześć dla tajemnic religii. Wówczas obrzędy religijne znalazły przestrzeń, by rozwinąć się do swego pełnego wyrazu. Wszystkie zewnętrzne przejawy religii rozkwitły jednocześnie, w miarę jak bezpieczeństwo nadchodziło po ustępowaniu ucisku. Będąc zawsze w swej istocie tymi samymi, rosną one wraz ze wzrostem świątyni, ze środkami wiernych i ze znaczeniem ich liczby; i od tego okresu doznały tylko niewielu i żadnych istotnych zmian.

Lud poczytywał sobie za wielki zaszczyt, że Bóg pozwala mu wznosić kościół ku swojemu imieniu. Wszystko, co miano najlepszego, oddawane było Mu i Jego ołtarzowi — na wzór synów Izraela, gdy Bóg po raz pierwszy raczył zamieszkać w przybytku pośród ludzi. Gdy „rzekł Pan do Mojżesza, mówiąc: Mów do synów Izraela, ażeby mi przynieśli pierwociny; od każdego, kto je ofiaruje dobrowolnie, weźmiecie je. A oto są rzeczy, które brać macie: złoto i srebro i miedź; fiolet i purpurę, i szkarłat podwójnie barwiony; i bisior, i sierść kozią, i skóry bawole farbowane na czerwono, i skóry fioletowe, i drzewo Setim; oliwę do lamp; korzenie na wonny olej i kadzidło; kamyki onyksowe i inne drogie, do ozdoby Efodu i Racjonału. I uczynią mi świątynię, a Ja będę przebywał wpośród nich." — Wj 25. I w rozdziałach 35. i 36. czytamy, że „wszystka rzesza synów Izraela, wyszedłszy sprzed oblicza Mojżeszowego, ofiarowała pierwociny z wielką ochotą i chęcią na wszelką robotę przybytku świadectwa i na ubranie kapłańskie. Mężczyźni tedy i białogłowy z ochotną myślą przychodzili przynosząc zausznice i pierścienie, i gęsienice i zawieszenia, wszelkie naczynie złote; i każdy, kto ofiarował złoto Panu; a kto miał fiolet i purpurę, szkarłat i bisior, sierść kozią, skóry bawole i fioletowe, przynosił; a robotnicy pracowali, a lud ze wszech stron rano przynosił śluby, aż gdy w pełni gorliwości ofiarował więcej, niż potrzeba było, rozkazał Mojżesz zawołać po obozie, żeby ani mąż, ani niewiasta więcej nic nie sprawiali na ofiarę świątnicze".

W tym duchu budowali ojcowie nasi swe kościoły; były one dziełem wiary ożywionej pobożnością — i to jest tajemnica ich wspaniałości. Niech ich pobożność będzie i naszą! Jak owi synowie Izraela i jak ojcowie nasi, dzieci Chrystusa — niechaj każdy mieć udział w przybytku, aby wszyscy dostąpili błogosławieństwa; każdy wedle swych możności — kto nie ma złota, niech daje srebro, a kto nie ma srebra, niech ofiaruje miedź; nie z przymusu, lecz jak oni — dobrowolnie; nie z próżności, lecz z pobożności; nie niechętnie, lecz z najchętniejszą myślą, „bo radosnego dawcę miłuje Bóg".

Jakże piękna jest zachęta św. Jana Chryzostoma do chrześcijan IV wieku, by budowali kościoły w każdym mieście i wsi:

„Jeśli (mówi) macie coś dla ubogich, dajcie na ten cel — lepiej tak. Jeśli zawieracie małżeństwo lub wydajecie córkę, dajcie też posag kościołowi, a miejsce napełni się błogosławieństwami dla was. Jakiego dobra nie przyniesie to ze sobą? Czy to mała rzecz mieć pobłogosławioną pralnię? Czy to drobnostka, że Bóg przyjmuje pierwociny waszych zbiorów jako swój udział? Pożyteczne to dla spokoju tych, którzy uprawiają ziemię. Kapłan będzie odtąd otoczony szacunkiem, a to doda bezpieczeństwa miastu. Tam za was nieprzerwanie odmawiane będą modlitwy i każdej niedzieli sprawowana Msza święta. Jedni budują wspaniałe grobowce, by potomność mówiła o ich sławie — czy ci zasługują na większy podziw, czy wy, którzy wznosicie kościoły? Pomyślcie tylko: będziecie mieć nagrodę aż do przyjścia Chrystusa, jeśli zbudujecie ołtarz ku Jego imieniu. Powiedzcie mi — gdyby cesarz nakazał wam przygotować dom, w którym zamieszkałby wśród was, czyż nie uruchomilibyście wszelkich środków? A teraz to królewski Kościół Chrystusa wznosicie. Nie liczcie wydatków, lecz liczcie owoce. Gdy inni uprawiają ziemię, wy uprawiajcie dusze ich. Oni przynoszą wam owoce ziemi, wy zanieście ich do nieba. Ten, kto rozpoczyna dzieło, jest przyczyną wszystkiego. Cóż za rzecz wejść do domu Bożego i zobaczyć, że i wy go wznosiliście; rzucić się na twarz i po tej chwili spoczynku ciała być obecnymi na porannych i wieczornych hymnach. Mieć kapłana przy sobie w mieszkaniu i rozmawiać z nim; korzystać z jego błogosławieństwa; widzieć innych przychodzących, by podzielić się tym z wami. To jest mur ochronny — to jest ochrona waszego dobytku — to jest owo pole, o którym powiedziano: ‹Woń pola pełnego, które Pan błogosławił.› Wówczas miasto jest dobre dzięki spokojowi. Mając kościół, jest ono jak raj Boży. Nie ma wrzasku, nie ma zgiełku, nie ma kłótliwych nieprzyjaciół, nie ma podziałów; wszyscy widzą się nawzajem jako przyjaciele i współuczestnicy tej samej wiary. Spokój przynosi refleksję; i kapłan, chwytając was w chwili powagi, łatwo leczy. Bo to, co w kościele mówimy, o tym mówicie też na zewnątrz, spotykając przyjaciół, i tak utrwala się to w umyśle. Stajecie się innym człowiekiem przy pracy dzięki niemu; bo on czuwa nad wami i jest waszym stróżem. Powiedzcie mi, jaki jest koszt? Wybudujcie dom; ktoś inny doda ganek. Dajcie trochę, a otrzymacie nagrodę za całość. Zróbcie początek, połóżcie fundament, wzajemnie się zachęcajcie do składania ofiar, walczcie razem zgodnie. Gdzie idzie o słomę i pszenicę i tym podobne rzeczy, domy szybko się wznoszą; lecz gdy chodzi o zebranie owoców z dusz, ludzie są niedbali! O co za dobro wejść z wielkim spokojem kapłanów do kościoła, przybliżyć się do Boga! Czy to mała rzecz, powiedźcie mi, mieć swe imiona wspominane w świętej ofierze? Jakiż zysk dla was i dla wszystkich! Miejscowość zostanie oczyszczona z wszelkich podejrzeń, nie będzie w niej zabójstwa, nie będzie złodziejstwa. Jest też inna pociecha, gdy dotknie was choroba lub śmierć. Gdzie Bóg jest czczony, tam zła nie ma; gdzie nie jest czczony, tam dobra nie ma. Jeśli ktoś oddzieli, co cenne, od tego, co podłe, będzie jak usta Boże; ci, którzy pożyteczni są dla tak wielu dusz w swoich i w przyszłych czasach, aż do przyjścia Chrystusa — jakiej Bożej łaskawości nie zaznają! Wznieście twierdzę przeciwko diabłu — bo takim jest kościół. Niech ręce wasze stąd przystępują do swej pracy: najpierw wyciągnijcie je tutaj na modlitwę, a potem do codziennego trudu; i doznawać będziecie siły ciała i obfitości zbiorów, a wszelkie zło zostanie wyrzucone za drzwi. Nie mówcie, że nie macie pożytku, że nie zbieracie plonu. Czy to nie plon zanosić dusze do niebiańskiej stodoły? Ach, prawdziwie! Czy to nie zysk pozyskiwać dusze? Słuchajcie, co Chrystus mówi do Piotra: ‹Jeśli mnie miłujesz, paś owce moje.› Zbieracie razem trzodę Chrystusa i stawiacie nad nią pasterza — i to nic? Cóż ja mówię? Jeśli ten, kto jednego gorszy, tak jest karany, jakąż nagrodę otrzyma ten, kto wielu zbawia? Z kary tego, kto gorszy, poznaj nagrodę tego, kto zbawia. Wiedząc to, oddajmy się gorliwie pracy duchowej, niech każdy zawoła mnie do siebie, i pracujmy razem z całej siły, abyśmy, podobając się Bogu we wszystkim, osiągnęli wieczne dobra, przez łaskę i dobroć Pana naszego Jezusa Chrystusa." — Św. Chryzostom, Homilia 18 do Dziejów Apostolskich.

Gdy tak z czystą myślą przyczyniasz się do budowania kościoła, pamiętaj, że spełniasz uroczysty akt religijny i „czcisz Pana z majętności swojej"; okazujesz wdzięczność Dawcy wszystkich dóbr; czynisz akt miłości wobec własnej duszy; spełniasz akt pobożności wobec dzieci swoich; pełnisz szlachetne dzieło duchowego miłosierdzia względem bliźniego; powiększasz chwałę imienia Bożego; współpracujesz z Bogiem w najbardziej boskiej ze wszystkich Boskich spraw — w zbawieniu dusz. „Ten jest dom Boży i brama niebios." Tu jest przystań pokoju od świata, gdy wichuruje. Tu jest ucieczka od dróg złych ludzi, którzy dręczą duszę. Jakże pięknie pierwsi chrześcijanie nazywali swój kościół domem gołębicy! Tu wzniesie się krzyż Chrystusowy; i na tej Kalwarii złożysz swe grzechy w żalu, by zostały obmyte u źródła tych wiecznie płynących ran. Tu będzie sanktuarium, a w nim Ten, który — w prawdziwszym sensie niż w dawnym prawie — je uświęca: „zstępujący w obłoku na przebłagalnię między Cherubimy". W sanktuarium będzie ołtarz, a na ołtarzu „Baranek na wieki stojący jako zabity". I kapłan w białych szatach pochylony przed nim, i wylewający wielką modlitwę — i lud rozpostarty wokół, oblany tamtą krwią. Tu będzie łamany Chleb Żywota; tu dusza twoja będzie karmiona prawdą; tu popłyną wody zbawienia. Tu dzieci twoje odrodzą się Bogu; tu nauczą się chodzić prosto przed Nim; tu zostaną zjednoczone świętymi węzłami; i dzieci twoich dzieci, i ci, co po nich przyjdą, będą mówić: — Ojcowie nasi modlili się tutaj, i na tym miejscu oświeceni zostali i uświęceni, i tu oczyszczeni na swoje przejście. Święte niech będzie to miejsce! Z trudem i ofiarą wznosili ten dom. Błogosławiona ich pamięć! My zbieramy owoc ich pracy. Bądźmy wdzięczni ich duszom. Obcy wejdzie i pobłogosławi waszą miłość. A nawrócony będzie wam dziękował za swe zbawienie.

Jakże święty jest dom Boży, gdy wzniesiony pobożnością ludu i spójony jego modlitwami; kamienie jego są darem wiary; ich układ — wyrazem ich karności; ich spoistość — jednością ich ducha. Wznosi się ku niebu jako godło ich tęsknot, znak ich nadziei i pomnik ich miłości. Podobizna tych, do których św. Paweł rzekł: „Wy jesteście budowlą Bożą." Dla wzniosłej ofiary — świątynią godną; dla nabożeństwa ludu — domem modlitwy; dla Ciała Chrystusowego — bazyliką, czyli królewską siedzibą; dla szczątków męczenników — komnatą spoczynku; dla nieszczęśliwych ludzi — „ślepych, chromych, suchych i paralityków" — Betezdą z jej krużgankami i sadzawką, i aniołem Bożym wprawiającym w ruch leczące wody; dla głoszenia wiary — kościołem Bożym; przybytkiem, w którym Bóg przebywa wśród ludzi; owczarnią dla karmienia trzody; twierdzą przeciw mocom ciemności — strapionym otwierającą schronienie; grzesznikowi — drzwiami pokuty; i świętemu — bramą nieba.

← wróć do odkrywania