*„A że umarli zmartwychwstają, i Mojżesz pokazał przy krzaku, gdy Pana zowie Bogiem Abrahamowym i Bogiem Izaakowym, i Bogiem Jakubowym. Albowiem nie jest Bogiem umarłych, ale żywych; bo wszyscy Jemu żyją."* — Łk 20,37–38
Słowa naszego Zbawiciela ukazują nam, ile więcej kryje się w Piśmie Świętym, niż na pierwszy rzut oka widać. Bóg przemówił do Mojżesza w krzewie gorejącym i nazwał siebie „Bogiem Abrahamowym;" a Chrystus mówi nam, że w tym prostym ogłoszeniu zawarta była obietnica, iż Abraham powstanie z martwych. Prawdziwie bowiem — jeśli wolno nam tak powiedzieć z należną czcią — wszechwiedzący i wszechmądry Bóg nie może przemówić, nie oznajmiając zarazem wielu rzeczy. On widzi koniec od początku; rozumie niezliczone związki i stosunki wszystkich rzeczy wzajemnie ze sobą. Każde Jego słowo jest pełne pouczenia i zmierza w wielu kierunkach; a choć nie dane nam jest często poznawać owych różnorakich sensów — i nie mamy prawa lekko próbować je wymyślać — jednak w takiej mierze, w jakiej zostają nam wyjawione i w jakiej możemy je rozsądnie wywnioskować, winniśmy je z wdzięcznością przyjmować. Przyjrzyjcie się słowom Chrystusa, a uderzy was ten sam ich rys: cokolwiek mówi, obfite jest w znaczenie i odnosi się do wielu rzeczy. Dobrze mieć to w pamięci czytając Pismo Święte; może nas to bowiem uchronić od zarozumialstwa, od studiowania go w duchu wyniosłej krytyki, i od porzucenia lektury, jak gdybyśmy już wyczerpali wszystko, czego można się z niego nauczyć.
Zastanówmy się teraz, w jakim sensie tekst zawiera obietnicę zmartwychwstania, i zobaczmy, jakie pouczenie płynie ze znajomości tej prawdy.
Gdy Bóg nazwał siebie Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, dał tym do zrozumienia, że owi święci patriarchowie żyją nadal, choć nie widziano ich już na ziemi. Może się to wydawać oczywiste od razu; lecz można zapytać, jak tekst dowodzi, że żyć będą ich ciała — skoro gdyby żyły jedynie ich dusze, wystarczyłoby to, by uzasadnić, dlaczego w Księdze Wyjścia wciąż są zwani sługami Bożymi. To właśnie jest punkt, który należy rozważyć. Nasz błogosławiony Pan zdaje się nam mówić, że w pewnym sensie ciało Abrahama można uważać za wciąż żywe — jako zadatek jego zmartwychwstania — choć w potocznym znaczeniu tego słowa jest ono martwe. Jego orędzie brzmi: Abraham powstanie z martwych, ponieważ w istocie żyje nadal. Nie może być na zawsze zatrzymany pod władzą grobu, podobnie jak śpiącego człowieka nie można powstrzymać od przebudzenia. Abraham żyje jeszcze w prochu, choć zeń nie powstał. Żyje, bo wszyscy święci Boży żyją dla Niego, choć zdają się ginąć.
Może się wydawać paradoksem twierdzenie, że nasze ciała, nawet gdy martwe, są jeszcze żywe; lecz skoro Pan nasz zdaje się nam to potwierdzać, powiem tak, choć słowa te brzmią dziwnie, albowiem kryje się w nich pouczający sens. Mamy zwyczaj mówić o naszych ciałach tak, jakbyśmy wiedzieli, czym naprawdę są i jaka jest ich natura; tymczasem wiemy jedynie tyle, co mówią nam nasze oczy. Zdają się rosnąć, dojrzewać, zamierać — lecz w gruncie rzeczy nie wiemy o nich nic więcej ponad to, co dociera do naszych zmysłów; a z pewnością jest wiele rzeczy, które Bóg widzi w naszej materialnej powłoce, a których my widzieć nie możemy. Nie mamy bezpośredniego poznania tego, co można by nazwać samoistną egzystencją ciała, a jedynie jego przypadłości. Podobnie mamy zwyczaj mówić o duszy i ciele tak, jakbyśmy umieli je od siebie odróżnić i dużo o nich wiedzieć; lecz przez większą część czasu posługujemy się słowami bez treści. Odróżnianie to jest wprawdzie użyteczne i Pismo Święte je stosuje; jednakże Ewangelia mówi o naszej naturze, w sensie religijnym, jako o całości. Dusza i ciało stanowią jednego człowieka, który rodzi się raz i nigdy nie umiera. Filozofowie starożytni sądzili, że dusza może żyć wiecznie, lecz ciało ginie wraz ze śmiercią; Chrystus uczy nas inaczej — mówi nam, że ciało będzie żyło wiecznie. W przytoczonym tekście zdaje się dawać do zrozumienia, że ciało nigdy naprawdę nie umiera; że tracimy wprawdzie z oczu to, do czego byliśmy przyzwyczajeni, lecz Bóg wciąż widzi jego pierwiastki, które nie są dostępne naszym zmysłom.
Bóg łaskawie nazwał siebie Bogiem Abrahama. Nie rzekł: Bogiem duszy Abrahama, lecz po prostu: Bogiem Abrahama. Pobłogosławił Abrahama i dał mu życie wieczne; nie jego duszy tylko, bez jego ciała, lecz Abrahamowi jako jednemu człowiekowi. Tak też jest i Bogiem naszym, a nie jest nam dane rozróżniać, co czyni dla naszych poszczególnych natur — duchowej i materialnej. Są to jedynie słowa; każdy z nas może czuć się jako jedność, i ta jedność bytu, we wszystkich swych istotnych częściach i przymiotach, nigdy nie umrze.
Jaśniej dostrzeżecie to, rozważając, co nasz Zbawiciel mówi o błogosławionym Sakramencie Swojej Wieczerzy. Mówi, że da nam swoje ciało na pokarm. Jak to się dzieje? Nie wiemy. Daje je pod zewnętrznymi postaciami chleba i wina. Lecz w jakim rzeczywistym sensie jest poświęcony chleb Jego ciałem? Nie powiedziano nam o tym, nie wolno nam dociekać. Mówimy wprawdzie: *duchowo*, *sakramentalnie*, *w sposób niebiański* — ale po to jedynie, by utrwalić w naszym umyśle religijne, a nie cielesne wyobrażenie o tym. Jedyne, co nas dotyczy, to skutek przyjmowania owego błogosławionego pokarmu. Zwróćcie więc uwagę, co nam o tym mówi. „Jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto pożywa ciało Moje i pije krew Moją, ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dzień ostateczny." Nie ma tu żadnego rozróżnienia między duszą a ciałem. Wieczerza Pańska jest pokarmem dla nas całych, kimkolwiek jesteśmy — duszy, ciała i całej naszej istoty. Jest w nas zaczynem życia wiecznego, pokarmem nieśmiertelności, by „zachować ciało i duszę naszą ku żywotowi wiecznemu." Zakazany owoc sprawił w Adamie
śmierć; lecz ten jest owocem, który sprawia, że żyjemy na wieki. Chleb podtrzymuje nas w tym doczesnym życiu; chleb poświęcony jest środkiem wiecznej mocy dla duszy i ciała. Kto mógłby żyć tym widzialnym życiem bez chleba ziemskiego? I w taki sam ogólny sposób Wieczerza Pańska jest „środkiem" naszego życia na wieki. Nie mamy żadnej racji sądzić, że będziemy żyć wiecznie, jeśli jej nie spożywamy — tak samo, jak nie mamy racji sądzić, że nasze życie doczesne będzie podtrzymywane bez jedzenia i picia. Bóg może zaprawdę utrzymać nas „nie samym chlebem" — lecz to jest Jego zwykły środek, który Jego wola takim ustanowiła. Może On podtrzymać naszą nieśmiertelność bez Sakramentów chrześcijańskich, tak jak podtrzymywał Abrahama i innych świętych dawnych czasów; lecz pod rządami Ewangelii to są Jego środki, które ustanowił według swej woli. Spożywamy chleb święty, a nasze ciała stają się święte; nie należą już do nas — należą do Chrystusa; przenika je owo ciało, które nie zaznało skażenia; zamieszkuje je Jego Duch; stają się nieśmiertelne; umierają tylko z pozoru i na czas; wyrastają, gdy sen ich dobiegnie końca, i królują z Nim na wieki.
Wniosek, jaki nasuwa się z tej nauki, jest oczywisty. Wśród mędrców pogańskich, jak już rzekłem, było w zwyczaju mówić lekceważąco i pogardliwie o śmiertelnym ciele — nie wiedzieli nic lepszego. Uważali je za coś, co ledwie jest częścią ich prawdziwej jaźni, i wyobrażali sobie, że bez niego byliby w lepszym stanie. Co więcej, upatrywali w nim przyczynę swych grzechów; jak gdyby dusza ludzka była czysta, a materialne ciało poślednie i skażało duszę. My zaś zostaliśmy pouczeni o prawdzie, mianowicie: że grzech jest chorobą naszych umysłów, nas samych; i że cała nasza istota — nie samo ciało, lecz dusza i ciało — jest z natury zepsuta, i że Chrystus odkupił i oczyścił to wszystko, czym jesteśmy: grzeszną duszę i ciało. Toteż ich główną nadzieją w śmierci było wyobrażenie, że uwolnią się od swego ciała. Czując, że są grzeszni, a nie wiedząc dlaczego, winą obarczali ciało; a wiedząc, że są w złym położeniu na tym świecie, myśleli, że śmierć być może przyniesie odmianę na lepsze. Nie że spoczywali na nadziei powrotu do Boga i Ojca — lecz myśleli, że uwolnią się od ziemskich więzów i będą mogli czynić, co chcą. Zgodne z tym lekceważeniem ziemskiego przybytku było to, że palili ciała swoich bliskich, nie grzebiąc ich tak jak my, lecz niszcząc jako marną powłokę tego, co było niegdyś cenne, a teraz stanowiło ciężar dla ziemi. Jakże odmienny jest duch, którego uczy nas chwalebne światło Ewangelii. Nasze ciała powstaną i będą żyć wiecznie; nie wolno obchodzić się z nimi bez czci. Jak powstaną, nie wiemy; lecz jeśli słowo Pisma jest prawdziwe, ciało, z którego dusza odeszła, powróci do życia. Są prawdy skierowane jedynie do naszej wiary, a nie do naszego rozumu; nie do naszego rozumu, ponieważ wiemy tak mało o „mocy Bożej" (według słów naszego Zbawiciela), że nie mamy na czym oprzeć rozumowania. Jedną z nich jest na przykład obecność Chrystusa w Sakramencie. Wiemy, że spożywamy Jego Ciało i Krew; lecz naszą mądrością jest nie pytać ciekawie — jak ani skąd — nie dać myślom zbyt szerokiego zasięgu, lecz brać, spożywać i czerpać z tego pożytek. Na tym polega tajemnica osiągania obiecanego błogosławieństwa. Podobnie w odniesieniu do zmartwychwstania umarłych nie mamy żadnego środka ani podstawy do rozumowania. Nie możemy ustalić, w jakim dokładnie sensie nasze ciała przy zmartwychwstaniu będą te same co teraz — lecz nie możemy sobie zaszkodzić, przyjmując Boże słowo wprost i postępując zgodnie z nim. I właśnie dlatego, wierząc w tę kojącą prawdę, Kościół chrześcijański odrzucił ów dawny brak czci wobec stosu pogrzebowego i poświęcił ziemię na miejsce spoczynku śpiących świętych. Powierzamy ziemi naszych odeszłych bliskich spokojnie i z namysłem, w wierze; nie przestając miłować ani pamiętać o tym, co żyło niegdyś wśród nas, lecz zaznaczając miejsce, gdzie spoczywają, jako wierzący, że Bóg wycisnął na nich swą pieczęć i strzegą ich Jego Aniołowie. Jego Aniołowie z pewnością strzegą ciał Jego sług; Michał Archanioł uważa za godne siebie zadanie strzec ich od mocy zła. Zwłaszcza ci podobni Mojżeszowi, którzy padają „na pustkowiu ludów" — których obowiązek wezwał do niebezpieczeństwa i cierpienia, i którzy umierają gwałtowną śmiercią — i ci, jeśli spożywali ów niezniszczalny chleb, są bezpiecznie zachowani aż do dnia ostatecznego. Są tacy, którym nie dane jest pocieszenie spokojnego pochówku. Giną w boju, na morzu, w obcych krajach, albo — jak pierwsi wierzący — z rąk prześladowców. Straszliwe tortury lub paszcze dzikich zwierząt pohańbiły nieraz święte ciała tych, którzy karmili się Chrystusem; a choroby niszczą je po dziś dzień. Jest to dzieło szatana — ostatnie wysiłki jego furii po klęsce, którą zadał mu Chrystus. My jednak, w miarę naszych możliwości, naprawiamy te zniewagi naszego Nieprzyjaciela i pieczowitości odnosimy się do tych przybytków, w których mieszkał Chrystus. W tym zaś świetle jakimż czcigodnym i przejmującym miejscem jest kościół, w którym i wokół którego spoczywają umarli! Zaprawdę jest on przede wszystkim święty jako miejsce, w którym Bóg przez wieki objawiał się swoim sługom; lecz dodajcie do tego myśl, że jest ono prawdziwym miejscem spoczynku owych samych sług — z kolejnych pokoleń — którzy wciąż żyją dla Niego. Proch wokół nas stanie się kiedyś ożywiony. My sami możemy być dawno martwi i tego nie ujrzeć. Sami możemy być pochowani gdzie indziej, i gdyby nam przypadło to szczęście, że powstaniemy do życia wiecznego, możemy powstać w innych miejscach, daleko na wschodzie czy zachodzie. Lecz jak słowo Boże jest pewne, co zasiane — zostanie wskrzeszone; ziemia do ziemi, proch do prochu, pył do pyłu — stanie się chwałą ku chwale, i życiem ku Bogu żywemu, i prawdziwym niezniszczalnym obrazem ducha udoskonalonego. Tu święci śpią, tu powstaną. Wielkim widowiskiem będzie wówczas kraj chrześcijański, jeśli ziemia pozostanie tym, czym jest: gdy święte miejsca wylewać będą z siebie tych, którzy przez pokolenia czuwali w nich, oczekując przez długą noc chwalebnego przyjścia Chrystusa! A jeśli tak jest, jakież pobożne i skupione myśli winny nam towarzyszyć, gdy wchodzimy do kościołów! Bóg jest wprawdzie wszędzie i Jego Aniołowie chodzą tam i sam; lecz czy mogą być godniej zatrudnieni swą łaskawą troską o człowieka, niż tam, gdzie dobrzy ludzie śpią?
W nabożeństwie Komunii wielbimy Boga wspólnie z Aniołami i Archaniołami i całym zastępem niebieskim. Z pewnością kryje się w tym więcej, niż zdajemy sobie sprawę; jakimże miejscem „strasznym" zdałoby się to nam, gdyby oczy nasze otworzyły się jak oczy sługi Elizeusza! „Jakże straszne jest to miejsce! Prawdziwie dom Boży to, a brama niebieska."
Z drugiej strony, jeśli martwe ciała chrześcijan są godne czci, to bez wątpienia są nimi i żywe; bo jeśli miały swoją błogosławioność za życia, mają ją też w swym śnie. Kto nie czci własnego ciała jako czegoś świętego Panu, może wprawdzie czcić umarłych — lecz będzie to wówczas zwykłe przesądzenie, nie akt pobożności. Cześć dla świętych miejsc (słuszna sama w sobie) nie przyniesie człowiekowi pożytku, jeśli nie będzie czcił samego siebie. Zastanówcie się, czym jest być uczestnikiem Ciała i Krwi Chrystusa. Modlimy się do Boga, według słów naszego Kościoła, aby „grzeszne ciała nasze stały się czyste przez Jego ciało;" i obiecano nam w Piśmie Świętym, że ciała nasze będą świątyniami Ducha Świętego. Jakże więc starać się powinniśmy oczyścić je z wszelkiego grzechu, aby były prawdziwymi członkami Chrystusa! Powiedziano nam, że niebezpieczeństwo choroby i śmierci grozi niegodnemu przyjmowaniu Wieczerzy Pańskiej. Czy to dziwne, zważywszy na straszny grzech przyjmowania jej do ciała zhańbionego dobrowolnym nieposłuszeństwem? Wszystko, co je plugawi — nieumiarkowanie lub inny występek — wszystko, co jest nieprzystojne, wszystko, co jest obraźliwe dla Tego, który odkupił nasze ciała za cenę, musi być odrzucone. Słuchajcie słów świętego Pawła: „Chrystus powstawszy z martwych, już więcej nie umiera ... podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych grzechowi ... niechaj więc grzech nie króluje w śmiertelnym ciele waszym, ku słuchaniu pożądliwości jego." „Jeśli Duch Tego, który Jezusa wzbudził z martwych, mieszka w was, Ten, który wzbudził Chrystusa z martwych, ożywi i śmiertelne ciała wasze przez Ducha swego w was mieszkającego ... jeśli Duchem sprawy ciała umartwiacie, żyć będziecie."
Współpracujcie więc z Bogiem, bracia moi, w tym dziele waszego odkupienia. Gdy On was karmi, gotujcie się na ucztę niebieską; „rozróżniajcie ciało Pańskie," gdy jest przed wami wystawione, i pielęgnujcie je potem jak należy. Zbierajcie rok po roku ten zaczyn życia w sobie, wierząc, że pewnego dnia wyda owoc. „Wierzcie, że to otrzymacie, a będziecie to mieć." Wspaniałą zaiste będzie wiosna Zmartwychwstania, gdy wszystko, co zdawało się suche i uwiędłe, poczyna pąkować i kwitnąć. Chwała Libanu zostanie jej dana, ozdoba Karmelu i Saronu; jodła zamiast krzewu cierniowego, mirt zamiast pokrzywy; a góry i pagórki wybuchną przed nami w śpiewie. Któż chciałby ominąć ten zastęp? Nędznymi wydadzą się wówczas ci, którzy teraz przez czas jakiś rozkoszują się grzechami. Nędznymi — ci, którzy idą za własną samolubną wolą zamiast chodzić przez wiarę; którzy teraz próżnują zamiast starać się służyć Bogu; którzy gonią za marnościami świata lub drwią z religii; którzy pozwalają sobie na grzech świadomy, którzy żyją w gniewie, złośliwości, pysze lub chciwości; którzy nie starają się ustawicznie stawać się lepszymi i świętszymi; którzy boją się wyznać przed światem, że są chrześcijanami, i wziąć swój krzyż, i pójść za Chrystusem. Niech dobry Pan sprawi, że wszyscy staniemy się gotowi iść za Nim! Niech przebudzi drzemiących i wskrzesi ich do nowego życia tutaj, aby odziedziczyli Jego wieczne królestwo tam!
---