HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom IV

Kazanie VII. Karanie wśród miłosierdzia

Gdy zawiniłem i nie umiem sobie wybaczyćGdy wracam wciąż do tego samego Skrucha i pokutaNawrócenie
„Nie ciesz się ze mnie, nieprzyjaciółko moja; gdy upadnę, powstanę; gdy siedzę w ciemności, Pan jest światłością moją. Znoszę gniew Pański, bom zgrzeszył przeciwko Niemu"
W skrócie. Newman rozważa biblijną zasadę, że Bóg karze tych, których kocha, by doprowadzić ich do nawrócenia. Kara i cierpienie są wyrazem miłosierdzia Bożego, nie odrzucenia. Kazanie wzywa do odczytywania trudnych doświadczeń jako zaproszenia do skruchy i powrotu do Boga.

„Jest to godne uwagi: modlą się, aby Bóg im błogosławił i czynił ich coraz świętszymi i tym podobnie, lecz nie o to, by odpuścił ich grzechy.”

*„Nie ciesz się ze mnie, nieprzyjaciółko moja; gdy upadnę, powstanę; gdy siedzę w ciemności, Pan jest światłością moją. Znoszę gniew Pański, bom zgrzeszył przeciwko Niemu"* — Mi 7,8-9.

Bardzo często zdarza się, że ludzie, którzy w młodości lub w początku życia wiedli tryb bezmyślny, bez żadnej władzy nad sobą — nie szydzący wprawdzie z religii ani jej się nie sprzeciwiający, lecz wpadający w grzechy w mniejszej lub większej mierze, stosownie do przypadkowych pokus zewnętrznych — z biegiem czasu, gdy starzeją się, gdy osiadają w życiu lub z innych przyczyn, stają się poważniejsi niż byli i okazują się ludźmi, których zwykło się zwać zacnymi i znakomitymi. Co więcej, nawet tacy, którzy posunęli się dalej, którzy wiedli naprawdę złe życie — byli pijakami i rozpustnikami, a nawet niedowiarstwem się kalali — z upływem lat okrzesują się i stają przyzwoitymi i dobrze prowadzącymi się, a nawet pobożnymi; i to nie tylko z pozoru pobożnymi, lecz może naprawdę dobrymi ludźmi, pragnącymi wypełniać swój obowiązek i naprawiać to, co źle uczynili — tak że nie sposób nie żywić ku nim miłości i szacunku. Jakie zaś jest postępowanie świata w takich przypadkach? Oto postępuje bardzo hojnie, a raczej pobłażliwie. Puszcza w niepamięć wszystko, co się stało, i odnosi się do nich tak, jakby nigdy nie zbłądzili. A jakie jest z kolei postępowanie wobec nich niemałej liczby ludzi religijnych? Wnioskują oni, że w przypadku tych, którzy okazują piękny pozór powagi w swoim obecnym zachowaniu, Bóg absolutnie i całkowicie przebaczył wszystko, co minęło, jakby nigdy nie było popełnione; i z ową swobodą, dziś w tylu formach powszechną, tak nieprawdziwą, a przecież tak łatwą tym, którzy ją stosują, rozdają bezpłatnie to, co nie jest ich do rozdawania, i mówią i postępują tak, jakby do nich należało ogłaszanie Bożego „rozgrzeszenia i odpuszczenia" grzechów innych. A jaki skutek wywiera takie traktowanie na tych, którzy są jego przedmiotem? Naturalnie — sprawia, że zapominają, iż byli grzesznikami, i uważają się za równych tym, którzy nigdy grzesznikami nie byli. Tak więc nigdy nie spoglądają wstecz na swe minione życie z lękiem; lecz raczej, gdy mówią o przeszłości, daje się w ich tonie wyczuć niekiedy nawet coś w rodzaju tkliwości i przywiązania do dawnego siebie — albo w najlepszym razie mówią o sobie w sposób moralizatorski, tak jak mogli mówić o grzesznikach wyczytanych z ksiąg, jakby to, czym byli, nie było już ich sprawą, albo jakby kontrast między tym, czym byli, a czym są, tylko ukazywał w korzystnym świetle ich obecny stan duchowy. I tak, nie wdając się w owe nieco skrajne przypadki, gdy ktoś czyni prawie ze swych dawnych grzechów drogę wejścia w łaskę Bożą, jakby konieczne przygotowanie do duchowego usposobienia, a przez to rodzaj chwały i chluby — jest, obawiam się, bardzo wiele przypadków, gdy ludzie religijni i dobrej woli, według zwyczajnej miary, są mało albo wcale nie przejęci myślą, że ich minione grzechy, czy to ze względu na ich moralne następstwa, czy też jako zapamiętane przez Boga, stanowią dla nich obecną niekorzyść.

To właśnie, jak sądzę, w tej lub innej postaci jest bardzo powszechnym stanem ducha. Mogę sobie na przykład wyobrazić ludzi, zwłaszcza młodych, wchodzących w pokusę, którzy z jednej lub drugiej przyczyny, za Bożym miłosierdziem, wymykają się jej. Albo pokusa minęła, zanim zdążyli się skłonić ku grzechowi, albo umysły ich zostały odwrócone ku innym rzeczom. I mogę sobie wyobrazić, jak potem — jest to przerażające powiedzieć — gniewają się na siebie, że nie popełnili grzechu, do którego byli kuszeni; jakby teraz byłoby już po wszystkim — jakby w takim razie nie byli teraz gorsi niż są w rzeczywistości, a byliby zaznali „rozkoszy grzechu na chwilę", podczas gdy tak, jak jest, stracili sposobność. Ktoś, kto tak odczuwa, wyraźnie nie rozumie, że grzech zostawia ciężar na duszy, który trzeba dźwigać. Sądzi, że jest to skończone i minęło — myśl o winie, skażeniu, karze w ogóle mu nie przychodzi. Nic chyba nie jest powszechniejsze pośród ludzi najrozmaitszych charakterów umysłowych niż to przekonanie, że Bóg zapomina o grzechu, skoro tylko my o nim zapominamy.

Jeszcze inny przykład, stosujący się szczególnie do obecnych czasów. Całe zbiorowości ludzkie rzucają się w grzech i grzesząc, nawet nie przyznają, że grzeszą, gdyż każdy kryje się za plecami innego i sądzi, że to, co nie jest grzechem żadnej poszczególnej osoby, w ogóle nie jest grzechem. Samo to jest dziwnym sposobem patrzenia na rzeczy, a przecież jest bardzo powszechne. Ludzie nazywają siebie narodem, gdy grzeszą zbiorowo, i sądzą, że naród, będąc pojęciem, nie ma za nic odpowiadać i może czynić co chce; że jego czyny są tylko „biegiem wydarzeń" i koniecznym, jak obrót ziemi. Dopuszczają się bardzo lekkomyślnych czynów, bez bojaźni Bożej przed oczami, wprowadzając wielkie i śmiałe zmiany (czy dozwolone, czy nie — to nie jest tu pytanie; oczywistą zaś ich winą jest, że w ogóle nie pytają siebie, czy dozwolone, czy nie — pytanie to w ogóle nie przychodzi im na myśl); powiadam, wprowadzają wielkie zmiany — narażają świętą religię Bożą — zagrzewają szyderców i zwodzicieli. Potem może widzą, że posunęli się za daleko, i zmieniają kurs; może próbują odwrócić to, co uczynili. Myśl, że ktokolwiek miałby za co pokutować, nigdy im nie przychodzi; albo, jeśli koniecznie chcą przypisać winę narodowi, myśl, że naród miałby za co pokutować. Toteż ci, którzy witają powrót jakiejś części narodu do zdrowszego usposobienia, nigdy nie napomkną ani zdają się nie czuć, że dopuszczono się narodowego grzechu, że Bóg Wszechmogący ma księgi, w których zapisane są zdarzenia każdego roku i każdego dnia, księgi, które zostaną otwarte w dniu sądu i według których będą sądzeni ludzie.

Co więcej: może poszczególne osoby szły przodem w owym złym kierunku, w bezpośrednim sprzeciwie wobec sprawy prawdy i świętości; i zmieniają zdanie i obierają inną linię tego, co się zwie polityką. Mają rację, czyniąc to; lecz nikt zdaje się nie wątpić, że zmiana zmazuje winę, nikt nigdy nie ma prawdziwej uprzejmości napomknąć im, że popełnili grzech: okazywanie jakiejkolwiek pamięci o przeszłości uważa się, jak często bywa, za wynik osobistych pobudek, a zatem za niestosowne i niemądre. Takie osoby witane są jako wsparcie, nie zaś z namysłem i pobożnie traktowane jako pokutujące.

Można by przytoczyć wiele innych przykładów, z których jasno wynika, że ludzie pospolicie myślą, iż grzech jest anulowany, gdy jest dokonany i minął, albo innymi słowy, że poprawienie jest zadośćuczynieniem. Gdybym miał nazwać to nastawienie ducha, nazwałbym je praktycznym socynianizmem.

Odpowie się jednak, że zasługi naszego Pana Jezusa Chrystusa wystarczają, by zgładzić wszelki grzech, i że naprawdę go gładzą. Bez wątpienia; lecz kwestią do rozstrzygnięcia jest, czy przyrzekł On stosować swe wszechwystarczające zasługi natychmiast do osób, które nie czynią nic więcej, jak tylko zmieniają sposób życia. Jeśli jakakolwiek prawda Biblii jest jasna, to z pewnością ta, że daje On tym, którzy proszą, a nie tym, którzy nie proszą. Tymczasem faktem jest, jak utrzymuję, że ludzie w ogóle nie zadają sobie trudu proszenia, czyli innymi słowy, pokutowania; lecz sądzą, że sama zmiana, czy pozorna zmiana, czy poprawa zastępuje pokutę, jako swego rodzaju środek, sacramentalny środek, udzielający przebaczenia sam przez się, własną swą mocą, jako dzieło spełnione — albo sądzą, że stan łaski, w którym się znajdują, jest taki, iż pochłania (że tak powiem) i trawi wszelki grzech, skoro tylko kiełkuje w sercu — albo sądzą, że wiara ma tę moc unicestwiania i wymazywania grzechu, tak że w rzeczy samej nie ma na ich sumieniu nic do odpokutowania. Uważają wiarę za coś, co zastępuje pokutę. Takie zdają się być ich myśli, o ile jakiekolwiek w tej kwestii mają.

Ale znowu może być postawiony zarzut, że powiedziano, iż „w niebie radość jest z jednego grzesznika, który się nawraca". Odpowiadam jednak jak poprzednio, że osoby, o których mówię, nie nawracają się, chyba że sam fakt poprawy jest nawróceniem. Możemy, jeśli chcemy, utrzymywać, że nie ma czegoś takiego jak pokuta odrębna od poprawy; że uczucie, czymkolwiek jest, które pobudza do poprawy, jest pokutą lub ją zawiera; że słowo „pokuta" jest praktycznie rzecz biorąc tylko przenośnią i znaczy reformę. Lecz mówmy wprost, jeśli to jest nasz zamysł, a wtedy będziemy musieli to dowieść z Pisma Świętego. Z pewnością bowiem nie można powiedzieć, że Pismo Święte ukrywa lub rozpuszcza pokutę w innych czynach lub sposobach postępowania. Z pewnością opisuje ją jako powinność odrębną od innych powinności — jako warunek odrębny, choć oczywiście nieodłączny od innych warunków, jakimi mogą być wiara i poprawa. Mamy w Piśmie Świętym przykłady aktów wiary i przykłady aktów pokuty; i z takim samym uzasadnieniem można by powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak łaska wiary w chrześcijańskim sensie, ponieważ jest ona zawsze złączona z innymi łaskami i w nich żyje, jak twierdzić, że pokuta nie jest rzeczywistym, samoistnym i niezależnym aktem ducha, gdyż zakłada wiarę, a kończy się na poprawie. Gdy święty Piotr rzekł: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego" — był to akt wiary; gdy „wyszedłszy precz, gorzko zapłakał" — był to akt pokuty; gdy Syn Marnotrawny rzekł: „Wstanę i pójdę do ojca mego" — był to akt wiary; gdy rzekł: „Uczyń mię jako jednego z najemników twoich" — był to akt pokuty. Gdy celnik „nie chciał nawet oczu ku niebu podnieść, ale bił się w piersi, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu" — był to akt pokuty. Gdy jawnogrzesznica obmyła nogi naszego Zbawiciela łzami i otarła je włosami swej głowy — był to akt pokuty w tej, która wiele umiłowała. Gdy Zacheusz rozdał połowę swego majątku ubogim i czterokrotnie zwrócił to, co bezprawnie zagarnął — był to akt pokuty w tym, kto pragnął unieważnić przeszłość. Są to akty ducha tkwiącego w przeszłości i zajętego przeszłością, tak jak nadzieja jest zajęta rozważaniem przyszłości. Obecni ludzie dość powszechnie mówią o przeszłości lekce, jakby minęła i nie można jej zaradzić, jakbyśmy nie mogli odwrócić przeszłości. Nie możemy jej dosłownie odwrócić; a jednak z pewnością takie przypadki jak powyższe są aktami ludzi, którzy chcieliby, gdyby mogli; którzy niejako usiłują to uczynić i w pewnym sensie to czynią, z głębokości uczucia swego serca. Żal, przykrość, smutek — takie uczucia wydają się temu zabieganiemu, praktycznemu, nieuduchowionemu pokoleniu jałowymi; czymś godnym pogardy i niemęskim — podobnie jak łzy. I wielu ludzi sądzi, że rzeczą religijną jest twierdzenie, iż takie uczucia dowodzą braku wiary w zasługi Chrystusowe. Są niewierzące, są nierozumne, jeśli są niczym więcej niż wyrzutem sumienia, goryczą, przygnębieniem i zwątpieniem. Taki jest „smutek świata", który „sprawuje śmierć". Jednakże istnieje też „smutek ku Bogu"; pozytywne boleście za grzech i błaganie o oddalenie jego następstw, i to całkowicie odrębne od wiary czy poprawy; i ten, zamiast być smutkiem bezpłodnym, „sprawuje", jak Apostoł nas zapewnia, „nawrócenie do zbawienia niewzruszone. Patrzcież oto: toż samo to zasmucenie się wasze wedle Boga, ile pracowałości w was sprawiło, ale obrony, ale oburzenia, ale bojaźni, ale pożądania, ale gorliwości, ale pomsty! We wszystkim okazaliście się być czystymi w tej sprawie." Wiara tedy ani nie jest pokutą, ani jej nie zastępuje.

Tu jednak napotykamy inny zarzut. Mówi się: jeśli człowiek jest odmieniony w sercu i w życiu, jest to widoczny dowód, że nawiedziła go z powrotem łaska Boża; a jeśli tak, jest w łasce Bożej, innymi słowy, jego minione grzechy są mu już przebaczone. Odpowiadam zaprzeczając temu, co się tu przyjmuje; powiedzmy więc, że człowiek może być w łasce Bożej, a przecież jego grzechy nie są bezwarunkowo przebaczone; że wiara wprowadza go, to jest jego osobę, w łaskę Bożą, a długa pokuta może być jedynym lekarstwem na jego przeszłe czyny; że wiara wprowadza go w łaskę Bożą natychmiast, aby mógł otrzymać łaskę nieustannego nawracania się.

Może się zdawać sprzecznością, powiedzieć najpierw, że Bóg miłuje człowieka, a następnie, że jakiś pozostatek Jego niezadowolenia jest jeszcze dla niego w zanadrzu; lecz jesteśmy tak głęboko nieświadomi Tego, którego myśli i drogi nie są jak nasze, że jeśli mamy dowód faktu w Jego natchnionym słowie, mądrością naszą jest wierzyć, że jest to fakt, i pozostawić trudności Temu, który w swoim dobrym czasie je wyjaśni. Na przykład: niewielu ludzi, stosunkowo, będzie utrzymywać, że człowiek, raz będąc w stanie łaski, nie może z niej wypaść; otóż i tutaj podobnie można by zapytać, jak Bóg może miłować teraz tego, kogo przeznaczył na wieczne potępienie? Jak zatem dusze mogą być teraz w łasce Bożej, o których Bóg z góry wie, że będą Jego niepojednalnymi wrogami i towarzyszami diabłów na wieki, tak i inne, o ileż bardziej, mogą być w Jego łasce, wobec których leży nierozliczona należność, której wynik jest przyszłością, które mają pewne grzechy jeszcze nieprzebaczone i pewne następstwa grzechów jeszcze nienaprawione. Młodzieniec, któremu Pan nasz nakazał rozdać wszystko i pójść za Nim, odszedł smutny i nieprzebaczony; a jednak powiedziano, że Chrystus go „umiłował". I znowu: jakże to, że Bóg jest miłościwy nad wszystkimi swymi dziełami, a jednak gniewa się na bezbożnych? Miłość Jego tedy nie wyklucza koniecznie gniewu, ani łaska Jego surowości, ani miłosierdzie Jego sprawiedliwości. Jak to ze sobą godzi — nie wiemy: tyle jednak wiemy, że ci, którzy porzucają swoje grzechy i przychodzą do Niego po łaskę, są w Jego łasce i otrzymują to, czego potrzebują na dany dzień; lecz że są jednocześnie przebaczeni raz na zawsze za całą przeszłość — tego nie wiemy.

Następujące przykłady z Pisma Świętego zdają się dowodzić czegoś wręcz przeciwnego. Gdy Dawid rzekł do Natana: „Zgrzeszyłem przeciwko Panu" — ten akt pokuty uznany został za wielce ważący. „I rzekł Natan do Dawida: Pan też odpuścił grzech twój, nie umrzesz." Skrajny dług grzechu był darowany; jednak Prorok mówi dalej: „Wszakże, że dałeś wielką przyczynę nieprzyjaciołom Pańskim, aby bluźnili przez ten uczynek, dziecię też, które się tobie narodziło, śmiercią umrze." Dawid zatem miał przed sobą perspektywę kary za grzech po jego odpuszczeniu — i co uczynił w następstwie? Usiłował błagać Boga; rozwijał w aktach pokuty owo życie wiary i modlitwy, które w nim zostało odnowione, by jeśli możliwe, ubłagać Boży gniew. Jak więc jemu nie było wolno uważać swego przywrócenia za dowód, że Bóg nie ukarze, tak i my nie mamy żadnej podstawy do wnioskowania, jedynie dlatego, że Bóg raczy działać w nas to, co dobre, iż przeszłość nie powstanie nigdy przeciwko nam w sądzie. Może powstać, może nie: ufamy, co więcej, możemy ufać z weselem, że jeśli będziemy trwać w wyznawaniu, nawracaniu się, błaganiu i naprawieniu, nie powstanie; lecz nie ma powodu przypuszczać, że nie powstanie, jeśli tego nie czynimy.

Znowu: Mojżesz był wyłączony z Ziemi Obiecanej za to, że mówił nierozważnie wargami swymi. Czy zatem był „wymazany z księgi Bożej"? Czyż nie był w stanie usprawiedliwienia, choć pod karą? I czyż nie pokazuje nam ów wielki Święty, jak mamy przyjmować perspektywę Bożych sądów, kiedy gorliwie błaga Boga, by przebaczył mu co zdawało się tak małym grzechem i pozwolił mu przejść przez Jordan? I czyż możemy mieć wymowniejszy przykład owego podwójnego stanu, w którym stoimy po zgrzeszeniu i powrocie, niż gdy tak wielki Święty jak Mojżesz, który był wierny w całym domu Bożym, który widział oblicze Boże i był pośrednikiem dla swego ludu, a jednak błaga Go: „O Panie Boże, ... proszę Cię, niechaj przejdę i ujrzę tę ziemię dobrą, która jest za Jordanem, tę górę piękną i Liban" — a Wszechmogący pozostaje nadal niezłagodzony i „nie chce go wysłuchać" i mówi: „Dosyćci; nie mów mi więcej o tej sprawie"? A jednak Mojżesz, choć nie uzyskał wszystkiego, czego pragnął żarliwą modlitwą, uzyskał coś. Kara jego została złagodzona. Wolno mu było wstąpić na Pisga i zobaczyć tę ziemię.

Znowu: gdy prorok z Judy nieposłusznie zawrócił do domu starego proroka i ogłoszono nań wyrok śmierci, i spotkał go lew — czy był w owej chwili w łasce Bożej, czy nie? Czy musimy przypuszczać, ponieważ umarł pod wyrokiem, że umarł jako niepokutujący i nieprzejednany i miał swój dział z Jeroboamem i czcicielami cielców?

Może jednak być wysunięty zarzut przeciw tym przykładom, że pochodzą ze Starego Testamentu, że miały miejsce przed przyjściem Chrystusa, i że w Nowym Testamencie mówi się bardzo mało o szansie takich sądów i potrzebie takiego błagania ze strony chrześcijan. Odpowiadając, przyznaję, że w Nowym Testamencie mówi się bardzo mało o karaniu chrześcijan; lecz równie mało mówi się o ich grzechach; tak więc, jeśli Pismo Święte neguje wszystko, o czym milczy, równie łatwo byłoby dowieść, że Ewangelia w ogóle nie przynależy do tych, którzy popadli w grzech, jak że kary nie są ich udziałem, a czyny pokutne — ich powinnością. Jak grzechy chrześcijan wykraczają poza zwykły zakres oglądu Pisma Świętego, tak i środki zaradcze na nie.

Przeprowadzenie tego dowodu na przykładzie Nowego Testamentu zajmie trochę czasu, ale warto podjąć ten trud ze względu na jego znaczenie.

Powiadam tedy, że choć w Nowym Testamencie jest wiele miejsc opisujących stan zbawienia, żadne z nich — z wyjątkiem jednego lub dwóch — nie wymienia przebaczenia wśród stałych przywilejów owego stanu, lecz jedynie jako dar raz udzielony przy wejściu doń. Pojęcie grzechów u chrześcijan, innych niż grzechy z niemocy, jest, z jakichkolwiek powodów, ledwie rozważone w Piśmie Świętym. I te nieliczne miejsca mówiące o przebaczeniu, jak „Jeśliby kto zgrzeszył, mamy Orędownika u Ojca" — nie zaprzeczają, że potrzebne są środki, byśmy sami tego przebaczenia dostąpili; natomiast jest wiele miejsc z drugiej strony, które nawiązują do aktów pokuty i zadośćuczynienia jako koniecznych do przebaczenia. Na przykład: święty Paweł, jak wyżej cytowano, mówi o takich aktach w przypadku Koryntian; a święty Jakub równie stanowczo o „miłosierdziu", to jest o jałmużnie i tym podobnym, „triumfującym nad sądem". Aby to teraz wykazać w całości.

Przede wszystkim nie muszę chyba przywoływać miejsc, w których wyraźnie ogłasza się odpuszczenie grzechów, gdy ktoś wchodzi po raz pierwszy do Królestwa Bożego. Na przykład: „Wstań i ochrzcij się, i obmyj grzechy twoje" — mówi Ananiasz do świętego Pawła przed jego chrztem. Podobnie święty Piotr do ludu: „Czyńcie pokutę i niech się każdy z was ochrzci w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych." Lecz co miało nastąpić? „A weźmiecie dar Ducha Świętego." To zatem miało być odtąd ich stanem — nie stanem grzeszenia, lecz Ducha świętości; ich Boskie narodzenie i życie były takie, że nie potrzebowały przebaczenia w tym sensie, w którym je przedtem potrzebowały. Stąd też w następnych wersetach czytamy: „trwali w nauce Apostolskiej i w uczestnictwie, i w łamaniu chleba, i w modlitwach... Wszyscy zaś, którzy wierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne. Majętności i dobytek sprzedawali i rozdzielali je wszystkim, jak każdy potrzebował; i codziennie jednoczesnie przebywali w świątyni, a łamiąc po domach chleb, przyjmowali pokarm z radością i prostotą serca, chwaląc Boga i mając łaskę u wszystkich ludzi" — albo weźmy znowu opis świętego Pawła: „Usprawiedliwieni tedy z wiary, mamy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego też mamy przystęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy i chlubimy się nadzieją chwały synów Bożych. I nie tylko to, ale też się chlubimy z ucisków, wiedząc, że ucisk sprawuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie." I tak Apostoł wylicza dalej owoce Ducha Świętego w sercu, lecz ani słowa o świeżych grzechach i świeżym przebaczeniu w owym stanie; jakby dopóki pozostajemy w Duchu Świętym, to być nie może. Znowu, w rozdziale trzecim tegoż Listu mówi o „odpuszczeniu grzechów, które przeszły" — ani słowa o grzechach, które mają przyjść. W innym Liście mówi, że Chrystus jest Pośrednikiem „dla odkupienia przestępstw w pierwszym Testamencie" — nie mówi „w drugim". Święty Piotr podobnie, po wyliczeniu części chrześcijańskiego charakteru — wiary, cnoty, umiejętności, wstrzemięźliwości i tym podobnych — dodaje: „Kto zaś tego nie ma, ten jest ślepy i po omacku chodzi, zapomnawszy oczyszczenia dawniejszych grzechów swoich." I tak przypomina mu owo dawne oczyszczenie, milcząc o jakimkolwiek drugim oczyszczeniu za jego brak świętości. Znowu, święty Jan zwraca się do trzech klas chrześcijan — do początkujących, do mężnych i do dojrzałych; przypomina początkującym o przebaczeniu ich grzechów, gdyż była to szczególna łaska tych, którzy właśnie wchodzili do Królestwa: „Piszę wam, dziateczki, iż odpuszczone są wam grzechy przez imię Jego;" lecz nie mówi tego do pozostałych dwóch; otóż młodzi w wierze to ci, którzy „są mocni, i słowo Boże w nich mieszka, i zwyciężyli złego"; a starsi — ci, którzy „znają Tego, który jest od początku." Tak oto nakreślone jest chrześcijańskie życie: najpierw przebaczenie, potem bój, potem kontemplacja; tymczasem głównym pojęciem, jakie wielu ludzi ma dziś o stanie zbawienia, jest jedynie bój okryty hańbą klęski i kontemplacja oderwana od świętości.

Jakże odmienny jest apostolski sposób widzenia stanu chrześcijańskiego. Jesteśmy wzięci z grzechu, nie tylko w nim przebaczeni. Na przykład: oto słowa świętego Piotra o naszym wybraniu w Chrystusie — „Który sam grzechy nasze w ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy grzechom obumarłszy, żyli sprawiedliwości: którego raną jesteście uzdrowieni. Byliście bowiem jako owce błądzące, lecz nawróciście się teraz do Pasterza i Biskupa dusz waszych." I święty Paweł: „Który dał samego siebie za nas, aby nas odkupił od wszelkiej nieprawości i oczyścił sobie lud szczególny, gorliwy w dobrych uczynkach." Widzicie, że jedna wielka myśl Apostołów o stanie zbawienia jest jedną myślą — nie grzeszenia i bycia przebaczanym, lecz świętości; tymczasem dziś ludzie często uważają za najwyższą doskonałość chrześcijańską wołanie: „Nieszczęsny ja człowiek!" Znowu: „O ileż bardziej krew Chrystusowa, który przez Ducha Wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu, oczyści sumienie nasze z martwych uczynków, ku służeniu Bogu żywemu?" Znowu, w innym Liście Apostoł mówi o przebaczeniu dobitnie jako o przebaczeniu, o odkupieniu, jakby było jedno wielkie przebaczenie: „W którym mamy odkupienie przez krew Jego, odpuszczenie grzechów;" a tuż przedtem mówi: „Że nas wybrał... żebyśmy byli święci i nieskalani przed obliczem Jego w miłości." I w innym rozdziale: „Chrystus... umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną w słowie;" — oto przebaczenie, i dlaczego? Apostoł mówi dalej: „Aby go sobie przedstawił pełnym chwały Kościołem, nie mającym skazy ani zmarszczki, ani niczego podobnego, ale żeby był święty i nieskalany."

Podobnie modlitwy i życzenia, które Apostołowie przesyłają swoim braciom, nie zawierają żadnych modlitw o przebaczenie. Jest to godne uwagi: modlą się, aby Bóg im błogosławił i czynił ich coraz świętszymi i tym podobnie, lecz nie o to, by odpuścił ich grzechy. Nie jakby chrześcijanie nie grzeszyli; założyłem na początku, że niestety grzeszą; mówię jedynie, że Nowy Testament rozważa ich przede wszystkim w wyższym stanie i dostarcza mało pouczeń, jak postępować z nimi takimi, jakimi ich rzeczywiście spotykamy; i dlatego nakazuje nam uciekać się do Starego Testamentu. Na przykład: święty Paweł modli się za Efezjan, aby mieli „ducha mądrości i objawienia", aby mieli „oczy serca oświecone", by pojęli „bogactwa chwały dziedzictwa Bożego" i „przemożność mocy Jego"; aby byli „umocnieni mocą przez Ducha Jego w wewnętrznym człowieku" i „zakorzenieni i ugruntowani w miłości". Modli się za Tesaloniczan, aby „wszelki duch ich, dusza i ciało bez nagany były zachowane na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa;" aby „Bóg, który nas umiłował i dał wieczne pocieszenie i dobrą nadzieję z łaski, pocieszył serca ich i utwierdził w każdym dobrym słowie i uczynku;" aby „Pan pomnożył i obfitował w miłości jedni ku drugim i ku wszystkim... ku utwierdzeniu serc waszych bez nagany w świętości przed Bogiem;" — jakże mocne jest słowo „bez nagany" i „bez nagany przed Bogiem"! O to właśnie dla nich się starał — nie aby byli przebaczeni, lecz aby nie grzeszyli. Znowu, za Hebrajczyków, aby Bóg „doskonałymi uczynił ich we wszelkim dobrym uczynku, ku czynieniu woli Jego, sprawując w was to, co mu przyjemne, przez Jezusa Chrystusa." Podobnie święty Piotr modli się za swoich braci, aby Bóg ich „doskonałymi uczynił, utwierdził, wzmocnił i ugruntował;" a święty Juda napomina ich, by „budując samych siebie na przenajświętszej wierze waszej, modląc się w Duchu Świętym, zachowywali sami siebie w miłości Bożej, oczekując miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa ku żywotowi wiecznemu," i oddaje chwałę Temu, „który jest mocen zachować was bez upadku i postawić nieskalanych przed obliczem chwały swojej z radością." — Nie mówi „przebaczyć", jakby to był cel Ewangelii — lecz „postawić przed obliczem chwały swojej z radością." Otóż, rozważając liczbę cytowanych przeze mnie miejsc, zaprawdę jest rzeczą bardzo znamienną — nawet zanim wiemy, co znaleźć można w innych miejscach, nawet gdyby przebaczenie grzechów po owym jednym wielkim przebaczeniu, podobne do niego, było wspomniane gdzieś indziej — jest rzeczą bardzo znamienną (powiadam), że nie jest wymienione we wszystkich tych miejscach. Czyż możemy wątpić, że pod Ewangelią grzechy nie miały być oczekiwane, mówiąc najłagodniej; i że, o ile te miejsca sięgają, nie zostały w niej przewidziane?

Lecz skierujmy myśl ku nieco obszerniejszym miejscom Pisma Świętego. Rozważmy na przykład List świętego Pawła do Efezjan, z którego urywki już były cytowane. Cały jest adresowany do chrześcijan; i choć obfituje w wzmianki o ich szczęśliwości jako takich, w rozmaity sposób, to jednak myśl o stałym przebaczeniu nie nasuwa się sama przez się jako jeden z ich przywilejów — podobnie jak odpuszczenie grzechów nie jest wymieniane jako przywilej, którym cieszą się Święci w niebie lub Aniołowie, gdyż go nie potrzebują; tak samo chrześcijanie są powołani z grzechu ku świętości i przynajmniej nie powinni go potrzebować. Tak więc w rozdziałach czwartym i piątym jest opis Kościoła w formie przykazań, który dokładnie odpowiada jego rzeczywistemu stanowi opisanemu w historii, w rozdziale drugim Dziejów Apostolskich. Chrześcijanie mieli być naśladowcami Boga jak drogie dzieci, chodzić w miłości, jak Chrystus ich umiłował, postępować roztropnie, odkupować czas, być pełnymi Ducha i trwać pilnie w chwałach i dziękczynieniach. Ciężkie zbrodnie też są wymienione i przestrzega się nas przed nimi; lecz jak? Czyż święty Paweł zakłada choć przez chwilę, że chrześcijanin, pozostając chrześcijaninem, może być ich winny? Czy mówi: jeśli chrześcijanin jest nieczysty lub chciwy albo tym podobnie, to oczywiście musi się nawrócić i poprawić, lecz jest jednak bezpieczny, jeśli ma wiarę? Bynajmniej; mówi tak, jakby takie grzechy były niemożliwe u chrześcijan; nie wchodzi w przypadek chrześcijanina, który byłby ich winien. „Wiedzcież bowiem to, że żaden wszetecznik, albo nieczysty, albo chciwiec... nie ma dziedzictwa w Królestwie Chrystusa i Boga." Dlatego Apostoł przestrzega swoich braci, aby nie byli „uczestnikami z synami nieposłuszeństwa, bo kiedyś byli ciemnością, a teraz są światłością w Panu" — w tym Duchu, którego owocem jest „dobroć, sprawiedliwość i prawda," i w tej światłości, która wykrywa wszystko, co złe; albowiem nad nimi zostały wypowiedziane słowa: „Wstań, który śpisz, i powstań z umarłych, a oświeci cię Chrystus."

Rozważmy teraz znowu rozdziały szósty i ósmy Listu do Rzymian, które są tym bardziej godne uwagi, że są w kontraście z innymi częściami tegoż Listu. W rozdziale siódmym święty Paweł mówi o stanie, w którym też nie ma przebaczenia; lecz o jakim stanie? O stanie śmierci duchowej i rozpaczy — o naszym stanie z natury. W nim brak przebaczenia jest przyczyną wiecznego biada, lecz w stanie chrześcijańskim jest następstwem daru łaski. Apostoł oświadcza, że nie ma potępienia dla tych, którzy są w Duchu; dlaczego? ponieważ „Sprawiedliwość zakonu jest wypełniona w nich"; jak? przez „prawo Ducha żywota" albo (jak mówi w ostatnio cytowanym Liście) dlatego, że owocem Ducha jest „dobroć, sprawiedliwość i prawda." Znowu, w rozdziale szóstym, który również opisuje stan chrześcijański, nie ma nawet wzmianki o przebaczeniu jako szczególnym przywileju stanu łaski; lecz raczej chrześcijanie, „wyzwoleni od grzechu", stają się „sługami sprawiedliwości." Wszystko to jest bardzo różne od tego, co Apostoł mówił w rozdziale trzecim, mówiąc o naszym stanie z natury i usprawiedliwieniu z niego. Tam jest nacisk na odpuszczenie grzechów. Jest godne uwagi, że wtedy jest nań nacisk i że potem go nie ma.

Rozważmy jeszcze raz rozdział pierwszy Listu świętego Jakuba. Mowa tam o pokusie, tak jak u świętego Pawła w miejscu już cytowanym. Święty Paweł mówi o niej nie jako o tym, co nas powala, lecz jako o środku coraz głębszego uświęcenia nas. „Chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk sprawuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, a doświadczenie nadzieję, a nadzieja nie zawstydza;" lub jak mówi Psalmista: „Wejrzeli na Niego i rozjaśnili się, i oblicza ich nie okryje wstyd;" — w Kościele nie ma wstydu. Takie jest widzenie próby u chrześcijanina przez świętego Pawła; takie też przez świętego Jakuba: „Poczytajcie, bracia moi, za wielką radość, gdy wpadacie w rozliczne pokusy, wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawuje cierpliwość; a cierpliwość niech ma dzieło doskonałe." Potem nakazuje im prosić Boga o mądrość, mówi o darach dobrych i darach doskonałych schodzących od Ojca Światłości i o religii czystej i nieskalanej; lecz ani słowa o grzechach do przebaczenia: wręcz przeciwnie, oświadcza, że dobrowolny grzech, jaki pokusy mogą spowodować, jest początkiem biegu, który „gdy zostanie dokończony, przywodzi śmierć"; podczas gdy prawdziwy chrześcijanin przezwycięża pokusę, albo jak mówi święty Jan, „zwycięża świat", a nie pada pod nim. „Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie: bo gdy będzie doświadczony, otrzyma koronę żywota, którą Pan obiecał tym, co go miłują" — słowa, które zadziwiająco odpowiadają słowom świętego Pawła u końca jego próby: „Dobry bój stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem. Na ostatek odłożony mi jest wieniec sprawiedliwości, który mi odda Pan sprawiedliwy Sędzia w ów dzień: a nie tylko mnie, ale i tym, którzy miłują przyjście Jego." Co więcej, jest jeszcze jedna uwaga do poczynienia o Liście świętego Jakuba: otóż, podczas gdy są w nim jedno lub dwa miejsca, w których zwraca się on nie do chrześcijan, lecz do Żydów, tam właśnie mówi zaraz o nawróceniu, poddaniu się, oczyszczeniu i przybliżeniu do Boga. Nie jest tedy dziwne, że mówi o tych rzeczach do nieodrodnych; lecz jest dziwne, że nie mówi o nich też do chrześcijan, gdyby rozważał przypadek chrześcijan sprowadzających się do stanu podobnego do stanu nieodrodnych. Ponieważ zatem on, jak i inni Apostołowie, nie traktuje o nieszczęsnym położeniu, które dziś zdarza się tak często, nic dziwnego, że on i oni nie podają jego objawów, niebezpieczeństw ani środków zaradczych, ani nie rozwodzą się — ani nad owymi sądami, ani nad owymi aktami pokutnictwa, które w przypadku grzeszników jeszcze nieodrodnych Ewangelia i Stary Testament opisują.

Jednakże zauważam na koniec, że są przypadki upadku zarówno w wierze, jak i w postępowaniu u Koryntian i Galatów. Święty Paweł pisze do obu. Wytacza im zarzuty i wyraża protest. Czy daje im choć jeden aluzję, że jeśli uwierzą w zadośćczyniącą moc Chrystusa, owe ich szczególne grzechy będą natychmiast odpuszczone?

Podsumujmy zatem i zastosujmy to, co powiedziałem. Gdy chrześcijanie zabłądzili w jakikolwiek sposób — czy w wierze, czy w postępowaniu, jawnie czy skrycie — wydaje się, że przebaczenie nie jest im wyraźnie i definitywnie obiecane w Piśmie Świętym jako rzecz oczywista; i sam fakt, że potem stają się lepszymi ludźmi i są przywróceni do łaski Bożej, nie rozstrzyga kwestii, czy są w każdym sensie przebaczeni; albowiem Dawid był przywrócony i mimo to później ukarany. Pozostaje jeszcze kwestia, czy dług za ich minione grzechy nie ciąży na nich i czy nie działa lub działać będzie na ich niekorzyść. Na czym polega jego spłata i w jaki sposób będzie wyegzekwowany — to zupełnie inna i ukryta kwestia. Może być taki, że jeśli umrą pod nim, umniejszy ich szczęśliwość w niebie; albo może stanowić tu pewnego rodzaju przeszkodę w osiągnięciu pewnych wyższych punktów chrześcijańskiego charakteru; albo może być przeszkodą w osiągnięciu kiedykolwiek tej lub innej szczególnej łaski chrześcijańskiej w doskonałości — wiary, czystości lub pokory; albo może przeszkadzać religii w zapuszczeniu głębokich korzeni w nich i przeniknięciu ich umysłów; albo może czynić ich bardziej podatnymi na odpadnięcie; albo może ich powstrzymywać od osiągnięcia punktu, który jest wypełnieniem ich próby; albo może ich pozbawić pełnego zapewnienia nadziei; albo może pomniejszyć ich pokój i pocieszenie w stanie pośrednim, a nawet opóźnić tam ich poznanie własnego zbawienia; albo może pociągać konieczność pewnych kar doczesnych, bolesnych chorób ciała lub ostrego bólu, lub ziemskiego utrapienia, lub nieszczęśliwej śmierci. Takie rzeczy są „tajemnicami Pana Boga naszego" — nie do badania, lecz do brania pod uwagę w działaniu. Wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej grzesznikami przeciwko Jego łasce, wielu z nas — grzesznikami ciężkimi; a święty Paweł i inni Apostołowie dają nam bardzo skąpe wiadomości o tym, jakie są następstwa takiego grzechu. Bóg może nam oszczędzić, może karać. W jednym i drugim przypadku jednak naszą powinnością jest oddać się w Jego ręce, aby czynił co zechce. „Pan to jest" — rzekł pobożny Heli, gdy nań przyszedł wyrok — „niechaj czyni, co dobrego jest w oczach Jego." Błagajmy Go tylko, aby nie opuszczał nas w naszym nędznym stanie; aby wziął nas takimi, jakimi jesteśmy, i sprawił, abyśmy Mu byli posłuszni w okolicznościach, w które grzech nas wtrącił. Błagajmy Go tylko, by sprawił w nas wszelkie nawrócenie i wszelką sprawiedliwość, gdyż sami z siebie nic uczynić nie możemy; i aby umożliwił nam nienawidzić grzechu szczerze, wyznawać go uczciwie, błagać nieustannie o oddalenie Jego gniewu, naprawiać jego skutki pilnie i znosić Jego sądy radośnie i mężnie. Błagajmy Go o ducha wiary i nadziei, abyśmy nie trwożyli się ani nie popadali w zwątpienie, ani nie uważali Go za srogiego pana; abyśmy uczyli się z miłością uwielbiać rękę, która nas uderza i, jak się mówi, całować rózgę, choćby ostro i długo nas biła; abyśmy spoglądali na kres wszystkich rzeczy, który się nie ociąga, i na przyjście Chrystusa, które ostatecznie nas zbawi, i nie mdleli na trudnej drodze, ani nie miotali się na naszym posłaniu z cierni; jednym słowem, abyśmy uczynili własnymi słowa motta, które wyrażają wszystko to, co grzesznicy pokutujący i cierpiący powinni czuć, zarówno wobec Boga, jak i wobec swego kusiciela: „Nie ciesz się ze mnie, nieprzyjaciółko moja: gdy upadnę, powstanę; gdy siedzę w ciemności, Pan jest światłością moją. Znoszę gniew Pański, bom zgrzeszył przeciwko Niemu; aż rozsądzi sprawę moją i wymiarem sprawiedliwości ją osądzi: On wyprowadzi mnie na światłość, i ujrzę sprawiedliwość Jego."

← wróć do odkrywania