*(Boże Narodzenie)*
*„Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powiem: radujcie się."* — Flp 4,4
W innych miejscach Pisma Świętego perspektywa przyjścia Chrystusa bywa powodem uroczystej bojaźni i trwogi, wezwaniem do czuwania i modlitwy; jednak w wersach otaczających tekst naszego kazania kreślony jest przed nami swoisty obraz charakteru chrześcijańskiego i głoszone są swoiste powinności. „Pan jest blisko" — i cóż z tego wynika? Otóż skoro tak jest, „radować się mamy w Panu"; odznaczać się „łagodnością"; niczym się „nie troszczyć"; szukać u hojności Bożej, nie ludzkiej, wszystkiego, czego nam potrzeba; obfitować w „dziękczynienie"; a nadto pielęgnować w sobie — a raczej modlić się o to i przyjmować z wysoka — „pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum", strzegący „serc naszych i myśli w Chrystusie Jezusie".
Jest to zatem obraz chrześcijańskiego charakteru na tyle określony i pełny, że warto go bliżej rozważyć — a może być pożyteczne wykazanie, że myśl o przyjściu Chrystusa prowadzi nie tylko do bojaźni, lecz także do spokojnego i pogodnego usposobienia ducha.
Być może nic nie jest bardziej znamienne niż to, że Apostoł — człowiek trudów i krwi, człowiek zmagający się z mocami niewidzialnymi, będący widowiskiem dla ludzi i Aniołów, a tym bardziej że był nim święty Paweł, którego naturalne usposobienie było tak gorliwe, surowe i gwałtowne — mówię, nic nie jest bardziej uderzające i wymowne nad to, że właśnie święty Paweł nakreślił nam ów obraz, jakim powinien być chrześcijanin. Nic dziwnego, i nie ma w tym nic dziwnego, że pisarze naszych dni mówią o pokoju, spokoju, trzeźwości i pogodzie ducha jako o tonie myśli przystającym chrześcijaninowi; ale zważywszy, że święty Paweł z urodzenia był Żydem, a z wychowania faryzeuszem; że pisał w czasie, gdy — jeśli kiedykolwiek — chrześcijanie doznawali żywego i nieustannego wzburzenia ducha; gdy prześladowania i pogłoski o prześladowaniach były na porządku dziennym; gdy zdawało się, że wszystko wokół nich kipi; gdy nic nie było ustalone; gdy nie mieli świątyń, które by ich krzepiły, żadnego ustalnego toku nabożeństwa, które by ich trzeźwiło, żadnych domów, które by im przynosiły wytchnienie; a nadto, zważywszy, że Ewangelia pełna jest wzniosłych i szlachetnych, i bodaj romantycznych zasad i pobudek, i głębokich tajemnic; a wreszcie, biorąc pod uwagę, że sam temat, który Apostoł łączy ze swoimi napomnieniami, to ten straszliwy przedmiot — przyjście Chrystusa — naprawdę warto odnotować, że w takim czasie, pod takim przymierzem i w obliczu takiej perspektywy, nakreślił on obraz charakteru chrześcijańskiego wolnego od podniecenia i wysiłku, pełnego spokoju, cichego i równego, jakby wielki Apostoł pisał z jakiegoś klasztoru na pustyni albo wiejskiej plebanii. Oto zaiste palec Boży; oto dowód działania sił nadprzyrodzonych, które czynią umysł człowieka niezależnym od zewnętrznych okoliczności! To pierwsza myśl, jaka się tu nasuwa; a drugie jest to: jak głęboki i wyrafinowany jest prawdziwy duch chrześcijański! — jak trudno weń wniknąć, jak rozległy, by go objąć, jak nieprzebrzmiały, by go wyczerpać! Kto by się spodziewał takiego opanowania i takiej równowagi od gorliwego Apostoła pogan? Wiemy, że święty Paweł potrafił wielkich rzeczy dokonywać — cierpieć i zwyciężać, głosić i wyznawać, wznosić się wysoko i zniżać nisko; moglibyśmy jednak mniemać, że oto jest kres i doskonałość chrześcijańskiego usposobienia w jego pojęciu, i że nie zostało w nim już miejsca na uczucia, jakie tekst i następne wersety każą mu przypisać.
A jednak ten, który „pracował więcej od wszystkich" swoich braci, jest zarazem wzorem prostoty, łagodności, pogody, wdzięczności i spokojności ducha. Usposobienia te były szczególnie znamienne dla świętego Pawła i bardzo mocno podkreślane w jego Listach. Na przykład: „Nie nadymajcie się myśleniem ku rzeczom wysokim, lecz schylajcie się ku niskim. Nie uważajcie sami siebie za mądrych. […] Zadbajcie o to, co uczciwe w oczach wszystkich ludzi. Jeżeli to jest możliwe, na ile to od was zależy, żyjcie w pokoju ze wszystkimi ludźmi." Nakazuje, „żeby starcy byli trzeźwi, poważni, roztropni, zdrowi w wierze, w miłości, w cierpliwości." „Podobnie starsze kobiety […] nie plotkarki, nie oddające się zbytnio winu, nauczycielki dobrego; żeby uczyły młodsze kobiety, jak mają miłować mężów, miłować dzieci; jak mają być roztropne, czyste, oszczędne w domu, dobre, posłuszne własnym mężom." A „młodych mężczyzn" — „żeby byli trzeźwi". Znamienne jest przy tym, że kończy owo napomnienie tym samym motywem, co werset następny po naszym tekście: „oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa." Podobnie mówi, że słudzy Chrystusa muszą okazywać „nieskazitelność w nauce, powagę, nienaganny sposób mówienia"; że mają być „bez zarzutu, niesamowolni, nie skłonni do gniewu, […] miłujący dobro, roztropni, sprawiedliwi, święci, powściągliwi". To wszystko jest opisem charakteru, który zdaje się niemal zwyczajny; mam na myśli, że jest tak stateczny, tak cichy, tak pozbawiony ambicji, tak domowy. Tak mało wyraża tego, co jest uderzające lub niezwykłe. Jest tak obojętny na świat doczesny, tak niewzruszony, tak jednomyślny.
Warto zauważyć, że przepowiadał taki charakter jako cechę szczególną czasów Ewangelii prorok Izajasz: „A dziełem sprawiedliwości będzie pokój, a owocem sprawiedliwości — cisza i bezpieczeństwo po wszystkie czasy. I będzie mieszkał lud mój w siedzibie pokojowej, i w namiocach bezpiecznych, i w spokojnych miejscach odpoczynku."
Rozważmy teraz dokładniej, czym jest ów stan ducha i na czym się opiera. Wydaje się, że chodzi o to, co następuje: Pan jest blisko; nie tu jest twój odpoczynek; nie tu twoje stałe mieszkanie. Postępuj więc jak ten, kto przebywa w cudzym domu; kto nie jest u siebie; kto nie ma przy sobie własnych rzeczy i sprzętów; kto przeto zadowala się i godzi z tym, co wpadnie pod rękę, i nie upiera się przy tym, żeby wszystko było najlepszego gatunku. „A to powiem, bracia: czas jest krótki." Cóż za różnica, co jemy, co pijemy, jak jesteśmy odziani, gdzie mieszkamy, co o nas myślą, co się z nami staje — skoro nie jesteśmy u siebie? Odczuwamy to na co dzień nawet w wymiarze czysto doczesnym: gdy na jakiś czas opuszczamy dom, czujemy się niespokojnie. Właśnie taki rodzaj uczucia rodzi w nas wiara w przyjście Chrystusa. Nie warto się tu urządzać; nie warto poświęcać temu czasu i myśli. Ledwo się osiedlimy, a już trzeba będzie ruszać w drogę.
To jest jakby ogólny sens tego ustępu; przejdźmy teraz do poszczególnych jego części.
**1.** „Niczym się nie troszczcie" — powiada Apostoł — lub, jak mówi święty Piotr: „wszelką troskę waszą złóżcie na Niego"; albo jak On sam: „nie troszczcie się o jutro, bo jutro samo zatroszczy się o to, co do niego należy". Jest to oczywiście stan ducha, który jest bezpośrednią konsekwencją przekonania, że „Pan jest blisko". Kto by dbał o jakikolwiek zysk lub stratę dzisiaj, gdyby wiedział na pewno, że Chrystus objawi się jutro? Nikt. Otóż właśnie tak czuje się prawdziwy chrześcijanin, jak czułby się ten, kto wiedziałby na pewno, że jutro Chrystus tu będzie. Bo wie on na pewno przynajmniej to, że Chrystus przyjdzie doń, gdy umrze; a wiara uprzedza jego śmierć i sprawia, że ów odległy dzień — o ile jest odległy — jest jakby już miniony i przebrzmiały. W jednej chwili lub w drugiej Chrystus przyjdzie — na pewno; a gdy już przyjdzie, nie ma żadnego znaczenia, jak długi był czas przed Jego przyjściem; choćby ten okres był bardzo długi, ma on swój kres. Sąd nadchodzi, czy przyjdzie wcześniej, czy później, a chrześcijanin zdaje sobie sprawę, że nadchodzi; innymi słowy, czas nie wchodzi w rachubę jego myślenia ani nie zaburza jego oglądu rzeczy. Gdy ludzie spodziewają się przeprowadzić w życie swoje zamiary i plany, dbają o nie; gdy wiedzą, że spełznąć na niczym, porzucają je lub stają się wobec nich obojętni.
Tak samo jest ze wszystkimi przeczuciami, niepokojem, upokorzeniami, boleściami i rozgoryczeniami tego świata. „Czas jest krótki." Bywało, że trafnie proponowano, jako sposób na uśmierzenie ducha, gdy ten nadmiernie lgnie do jakiegoś przedmiotu lub jest wzburzony jakimś wydarzeniem — co będziesz o tym wszystkim myśleć za rok? Jest to zupełnie jasne: to, co nas teraz najbardziej porusza, wtedy nie będzie nas zajmować wcale; to, w czym teraz tkwi nasza gorąca nadzieja i lęk, będzie dla nas wówczas niczym więcej niż zdarzenia, które gdzieś na drugim końcu świata się dzieją. Tak będzie ze wszystkimi ludzkimi nadziejami, lękami, rozkoszami, bólami, zazdrościami, rozczarowaniami i sukcesami, gdy przyjdzie dzień ostateczny. Nie będzie w nich żadnego życia; będą jak zwiędłe kwiaty biesiadne, które nas tylko wyśmiewają. Albo gdy będziemy leżeć na łożu śmierci — cóż nam wtedy po tym, że byliśmy bogaci, wielcy, szczęśliwi, szanowani, wpływowi? Wszystko będzie wtedy marnością. Otóż to, czym świat będzie wszem i wobec rozumiany wówczas, tym jest on odczuwany przez chrześcijanina już teraz. On patrzy na rzeczy tak, jak będzie na nie patrzył wtedy — okiem niezainteresowanym i beznamiętnym — i nie boli go mocno ani nie cieszy zbytnio żaden z przypadków życia, bo są to właśnie przypadki.
**2.** Inną cechą charakteru, który tu rozważamy, jest to, co nasz przekład zwie umiarkowaniem: „umiarkowanie wasze niech będzie znane wszystkim ludziom" — lub, jak można to oddać dokładniej: wasza wyrozumiałość, rzetelność, sprawiedliwość. Święty Paweł czyni znamieniem charakteru chrześcijańskiego reputację bezstronności, opanowania i łagodności wobec bliźnich. Rzecz w tym, że czym prędzej i w miarę jak ktoś wierzy w przyjście Chrystusa i uznaje własne położenie jako cudzoziemca na ziemi, który wynajął tu tylko na czas jakiś kwaterę, tym bardziej będzie obojętny na bieg ludzkich spraw. Będzie mógł przyglądać się z boku, zamiast brać w nich czynny udział. Nic go one nie będą obchodzić. Będzie je mógł oceniać i wydawać o nich sąd bez stronniczości. Na tym polega to, że „umiarkowanie nasze" jest „znane wszystkim ludziom". Ci, których mocne interesy leżą po jednej lub po drugiej stronie, nie mogą być beznamiętnymi obserwatorami i bezstronnymi sędziami. Są stronnikami: bronią jednych, a atakują innych. Są uprzedzeni do tych, którzy się z nimi nie zgadzają lub im przeszkadzają. Nie potrafią wykazać wyrozumiałości ani okazywać im współczucia. Lecz chrześcijanin nie ma ani przenikliwych oczekiwań, ani dotkliwych upokorzeń. Jest rzetelny, sprawiedliwy, wyrozumiały wobec wszystkich, bo nie ma powodów, żeby być inaczej. Nie zna gwałtowności, animozji, zaślepienia, ducha partyjnego. Wie, że jego Pan i Zbawiciel musi zwyciężyć; wie, że przyjdzie kiedyś z nieba — kto powie jak prędko. Wiedząc zatem, do jakiego kresu zdążają wszystkie rzeczy, mniej dba o drogę, która ma doń prowadzić. Gdy czytamy powieść, bardzo nas pochłania bieg wypadków, dopóki nie wiemy, jak się skończy; lecz gdy wiemy — zainteresowanie gasinie. Tak jest z chrześcijaninem. Wie, że bitwa Chrystusa potrwa aż do końca; że sprawa Chrystusa zwycięży na końcu; że Jego Kościół przetrwa aż do Jego przyjścia. Wie, co jest prawdą, a co błędem, gdzie jest bezpieczeństwo, a gdzie niebezpieczeństwo; a ta jasna wiedza pozwala mu czynić ustępstwa, przyznawać trudności, oddawać sprawiedliwość błądzącym, uznawać ich zalety, zadowalać się taką życzliwością — większą lub mniejszą — jaką sam od innych otrzymuje. Nie lęka się on; to właśnie lęk czyni ludzi fanatykami, tyranami i zelotami; ale chrześcijanin ma to za przywilej, że będąc ponad nadziejami i lękami, zawieszeniem i zazdrością, jest zarazem cierpliwy, spokojny, roztropny i bezstronny — tak bardzo, że sama ta bezstronność znamionuje jego charakter w oczach świata, jest „znana wszystkim ludziom".
**3.** Radość i wesele są też jego właściwościami, stosownie do wezwania z tekstu: „Radujcie się zawsze w Panu" — i to wbrew bojaźni i trwodze, jakie myśl o Dniu Ostatecznym wywołać w nim powinna. To właśnie przez zestawienie tego rodzaju silnych kontrastów Pismo Święte objawia nam, co naprawdę oznaczają jego poszczególne części. Gdybyśmy byli wezwani jedynie do lęku, wzięlibyśmy może bałwochwalczą trwogę albo mrok rozpaczy za bojaźń Bożą; gdybyśmy zaś byli wezwani jedynie do radości, wzięlibyśmy może bezczelną swobodę i poufałość za radość; lecz gdy wzywa się nas zarazem do bojaźni i do radości, zyskujemy na wstępie przynajmniej tyle, że nasza radość nie ma być niezbożna ani nasza bojaźń zrozpaczona; że choć oba uczucia mają trwać, żadne z nich nie ma być takie, jakim byłoby pozostawione samo sobie. Tyle zyskujemy od razu przez takie zestawienia. Nie mówię, że to czyni cokolwiek łatwiejszym — owo połączenie odrębnych powinności, do których uczucia te się odnoszą; to jest dalszą i wyższą pracą; lecz tyle zyskujemy od razu: lepszą znajomość samych owych odrębnych powinności. Mówię teraz o powinności radowania się i twierdzę, że cokolwiek jest powinnością odczuwania głębokiej bojaźni i głębokiego drżenia na myśl o Dniu Sądu — a jest to oczywiście wielka powinność — jednak nakaz ów nie może odwołać nakazu radowania się; może go tylko tyle ograniczać, by wyjaśniać, co przez radość rozumiemy. Tak samo jasną powinnością jest radować się w obliczu przyjścia Chrystusa, jak gdybyśmy nie byli pouczeni, żeby się go bać. Powinność bojaźni jedynie doskonali naszą radość; tylko ta radość jest prawdziwą chrześcijańską radością, która przepojona jest bojaźnią i przez nią ożywiona, stając się przez to trzeźwa i pełna czci. Jak da się pogodzić radość i bojaźń — tego słowa nie potrafią pokazać. Tylko czyn i postępowanie mogą to pokazać. Niech człowiek spróbuje zarazem się bać i radować, jak nakazuje mu Chrystus i Jego Apostołowie — a z czasem nauczy się tego; ale gdy się nauczy, nie będzie potrafił wyjaśnić, jak to czyni, lepiej niż przedtem. Będzie się wydawał niekonsekwentny — i z łatwością można mu to udowodnić ku zadowoleniu ludzi bezbożnych, tak jak Pismo Święte zwie się niekonsekwentnym. Staje się paradoksem, który nakazuje Pismo. Wypełnia się to rozmaicie w życiu ludzi zaawansowanych w świętości. Oskarżani są o najsprzeczniejsze wady: o pychę i o nikczemność; o nadmierną prostoduszność i o przebiegłość; o zbyt surowe, a zarazem zbyt pobłażliwe sumienie; o nietowarzyskość, a zarazem o zamiłowanie do świata; o zbyt dosłowne pojmowanie Pisma, a zarazem o dodawanie do Pisma i zastępowanie go. Ludzie światowi albo ludzie przeciętnej pobożności nie mogą ich pojąć i lubią krytykować tych, którzy — pozornie będąc niekonsekwentnymi — są jedynie na podobieństwo Pisma Świętego w swym nauczaniu.
Wróćmy jednak do kwestii radości i bojaźni. Mogłoby ktoś zarzucić, że przynajmniej ci, którzy grzeszą albo którzy w minionych czasach ciężko zgrzeszyli, nie mogą posiadać owego miłego i pogodnego usposobienia, jakie nakazuje święty Paweł. Przyznaję. Ale cóż to innego mówi, jeśli nie to, że święty Paweł nakazuje nam nie grzeszyć? Gdy święty Paweł przestrzega nas przed smutkiem i przygnębieniem, ostrzega nas oczywiście przed tym wszystkim, co ludzi czyni smutnymi i przygnębionymi; a zatem w szczególności przed grzechem, który jest szczególnym wrogiem radości. Nie to jest złe, że smucimy się z powodu grzechu, gdy zgrzeszyliśmy — lecz złe jest to zgrzeszenie, które ten smutek powoduje. Gdy ktoś zgrzeszył, nie może uczynić nic lepszego, jak się smucić. Powinien się smucić; i o ile się smuci, nie jest oczywiście w doskonałym stanie chrześcijańskim — lecz to jego grzech pozbawił go tego stanu. A jednak nawet tutaj smutek nie jest niezgodny z radością. Jest bowiem niewielu ludzi, którzy są naprawdę poważnie pogrążeni w żalu, a po pewnym czasie nie mogliby zdać sobie z tego sprawy; a gdy człowiek wie, że jego żal jest szczery, wie, że Bóg patrzy na niego miłosiernie — i to daje mu dostateczny powód do radości, choćby bojaźń pozostawała. Święty Piotr mógł się odwołać do Chrystusa: „Panie, Ty wszystko wiesz; Ty wiesz, że Cię miłuję." My, rzecz jasna, nie możemy się odwołać tak bezwarunkowo — możemy jednak nieśmiało wzywać się na świadka — możemy powiedzieć, że ufamy pokornie, iż niezależnie od miary naszych przeszłych grzechów i naszego obecnego zaparcia się siebie, w głębi duszy pragniemy i usiłujemy wyrzec się świata i naśladować Chrystusa; a w miarę jak to poczucie szczerości jest silne w naszych sercach, w tej samej mierze będziemy się radować w Panu, nawet gdy się boimy.
**4.** Jeszcze jedno: pokój jest też częścią tego samego usposobienia. „A pokój Boży" — mówi Apostoł — „który przewyższa wszelki rozum, będzie strzegł serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie." W Ewangelii jest wiele rzeczy, które nas trwożą, wiele takich, które nas poruszają, wiele takich, które nas unoszą — lecz kresem i wynikiem tego wszystkiego jest pokój. „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój." Można by wprawdzie zapytać, czy walka, udręczenie i niepewność nie są właśnie stanem chrześcijanina tutaj na ziemi; czy sam święty Paweł nie mówi, że ma „troskę", czyli niepokój, „wszystkich Kościołów"; i czy nie objawia i nie wyznaje wyraźnie w swych Listach do Galatów i Koryntian głębokiej udręki ducha? „Zewnątrz walki, wewnątrz trwogi." Przyznaję to; okazuje on z pewnością niekiedy wielkie wzburzenie ducha — lecz rozważcie to. Czy patrzyliście kiedyś na rozległą toń wodną i obserwowaliście zmarszczki na powierzchni? Czy sądzicie, że owo poruszenie sięga w głąb? Bynajmniej; widzieliście lub słyszeli o straszliwych burzach na morzu — scenach zgrozy i trwogi, które w żadnym razie nie są godną podobizną łez czy westchnień Apostoła nad jego trzodą. Jednak nawet te gwałtowne wstrząsy nie dosięgają do głębin. Fundamenty oceanu, te rozległe obszary wód oplatające ziemię, są tak ciche i spokojne w burzy, jak podczas bezwietrznej pogody. Tak jest z duszami ludzi świętych. Mają oni w sobie zdrojowisko pokoju, tryskające nieodgadnioną głębią; i choć przypadki chwili mogą sprawiać, że zdają się wzburzeni, to jednak w sercach swoich wzburzeni nie są. Nawet Aniołowie radują się z nawróconego grzesznika — a jak możemy przeto wnioskować, smucą się z powodu grzesznika trwającego w zatwardziałości — a jednak któż powie, że nie mają doskonałego pokoju? Sam Bóg Wszechmogący raczy mówić o Swym bólu, Swym gniewie i Swej radości — a jednak czy nie jest On niezmienny? I podobnie — porównując ludzkie rzeczy z Boskimi — święty Paweł posiadał doskonały pokój, bo dusza jego spoczywała w Bogu, choć doświadczenia życia mogły go nękać.
Bo jak rzekłem, chrześcijanin ma głęboki, milczący, ukryty pokój, którego świat nie widzi — jak jakiś zdrój w ustronnym i zacienionym miejscu, do którego trudno dotrzeć. Przeważną część czasu spędza sam ze sobą, a gdy jest w samotności, to jest jego prawdziwy stan. Czym jest, gdy pozostaje sam ze sobą i ze swoim Bogiem, tym jest jego prawdziwe życie. Może znosić samego siebie; może — że tak powiem — radować się w sobie samym, bo to łaska Boża w nim, obecność Wiecznego Pocieszyciela, jest powodem tej radości. Może znosić — i jest mu to miłe — przebywanie sam ze sobą w każdej chwili: „nigdy mniej sam, niż gdy sam". Może złożyć głowę na poduszce wieczorem i wyznać w obliczu Boga, z sercem pełnym wdzięczności, że niczego mu nie brakuje; że „jest syty i opływa w dostatki"; że Bóg był dla niego wszystkim i że nie ma niczego, czego Bóg mógłby mu udzielić, a czego by nie miał. Więcej wdzięczności, więcej świętości, więcej nieba potrzebuje z pewnością; lecz myśl, że może wzrastać, nie jest myślą troską, lecz radością. Nie zakłóca jego pokoju świadomość, że może zbliżać się coraz bliżej do Boga. Taki jest pokój chrześcijanina, gdy z niepodzielnym sercem i z krzyżem przed oczyma zwraca się i powierza Temu, u którego noc jest jasna jak dzień. Święty Paweł mówi, że „pokój Boży będzie *strzegł* serc naszych i myśli naszych". Przez „strzegł" rozumie się „warował" albo „stał garnizonem" przy naszych sercach, tak by nie dopuścić do nich wrogów. Mówi zaś o „sercach i myślach naszych" w przeciwstawieniu do tego, co świat widzi w nas. Wiele trudnych rzeczy może być powiedziane o chrześcijaninie i dokonanych przeciw niemu — lecz ma on tajemny ochronny środek, i nic sobie z nich nie robi.
Oto kilka uwag o tym usposobieniu ducha, które przystoi naśladowcom Tego, który kiedyś „narodził się z czystej Dziewicy" i który nakazuje im, aby „jako nowo narodzone niemowlęta pragnęły czystego mleka słowa, aby przez nie wzrastały". Chrześcijanin jest pogodny, spokojny, łagodny, uprzejmy, wyrozumiały, bezstronny, skromny; wolny od udawania, afektacji, ambicji, dziwaczności; bo nie żywi ani nadziei, ani lęku co do tego świata. Jest poważny, trzeźwy, rozważny, stateczny, umiarkowany, łagodny — tak mało ma w swym sposobie bycia tego, co niezwykłe lub uderzające, że łatwo można go na pierwszy rzut oka wziąć za zwykłego człowieka. Są ludzie, którzy sądzą, że religia polega na uniesieniach albo na wyuczonych przemowach — on nie należy do takich. Przyznać jednak należy z drugiej strony, że istnieje pewien banalny stan ducha, który wprawdzie przejawia się spokojem, opanowaniem i bezstronnością, lecz jest bardzo dalekim od prawdziwego ducha chrześcijańskiego. W naszych zwłaszcza czasach bardzo łatwo jest ludziom być dobroczynnym, liberalnym i beznamiętnym. Nic nie kosztuje być beznamiętnym, gdy nic się nie czuje; być pogodnym, gdy nie ma się czego się bać; być szczodrym lub wielkodusznym, gdy to, co się daje, nie jest własnym dobrem; i być dobroczyńcą i wyrozumiałym, gdy nie ma się żadnych zasad ani przekonań. Ludzie naszych dni są umiarkowani i sprawiedliwi nie dlatego, że Pan jest blisko, lecz dlatego, że nie czują, iż przychodzi. Spokojność jest łaską nie sama w sobie, lecz tylko wówczas, gdy zaszczepiona jest na korzeń wiary, gorliwości, poniżenia się i gorliwości w pobożności.
Oby nam było dane, jako szczęśliwość nasza, z biegiem lat dodawać jedną łaskę do drugiej i wznosić się w górę krok po kroku — ani nie zaniedbując niższej po osiągnięciu wyższej, ani nie dążąc do wyższej przed osiągnięciem niższej. Pierwszą łaską jest wiara, ostatnią jest miłość; najpierw przychodzi gorliwość, potem przychodzi miłosierna dobroć; najpierw przychodzi pokora, potem przychodzi pokój; najpierw przychodzi pracowitość, potem przychodzi poddanie się woli Bożej. Oby dane nam było dojrzewać we wszystkich łaskach — bojąc się i drżąc, czuwając i pokutując, bo Chrystus przychodzi; pełnym radości, wdzięczności i wolnym od trosk o przyszłość — bo On przyszedł.
---