Lęk i niepokój
Gdy przytłacza mnie troska
4 kazań mówi do tej sytuacji.
Newman dowodzi, że kult religijny — modlitwa, uczestnictwo w nabożeństwach — jest lekarstwem na wszelki stan duszy: troskę, smutek, radość, zwątpienie i oschłość. Regularna praktyka modlitwy liturgicznej nie zależy od chwilowego nastroju, lecz sama go formuje i porządkuje. Kazanie przypomina, że Kościół przez swe nabożeństwa podtrzymuje stały kontakt z rzeczywistością niewidzialną, który leczy zarówno letniość, jak i przeciążenie.
„kult religijny zawiera w sobie coś, co zaspokaja wszelką duchową potrzebę, co odpowiada każdemu nastrojowi duszy i każdej rozmaitości okoliczności”
Kazanie o duchu równowagi i spokoju jako chrześcijańskim charakterze: radość, wolność od troski, łagodność i skromność jako owoce wiary. Newman analizuje słowa „Pan jest blisko" jako fundament stałego pogodnego nastawienia chrześcijanina wobec trudów codzienności. Spokój ducha nie jest biernością, ale cnotą wypływającą z ufności Bożej Opatrzności.
„Cóż za różnica, co jemy, co pijemy, jak jesteśmy odziani, gdzie mieszkamy, co o nas myślą, co się z nami staje — skoro nie jesteśmy u siebie?”
Newman radzi wszystkim doznającym religijnych wątpliwości, rozterek i zniechęcenia jedno lekarstwo: codzienne, pokorne wypełnianie powszednich obowiązków. Spekulacja, emocje i szukanie nowych nauczycieli nie rozwiązują wątpliwości; praktyczne posłuszeństwo w małych rzeczach — mówienie prawdy, uczciwość, łagodność — stopniowo przynosi jasność i pokój. Cierpliwe czekanie na Boga przy jednoczesnym strzeżeniu Jego drogi jest jedyną pewną metodą wyjścia z duchowego zamętu.
„Wszystkim zatem, którzy w jakikolwiek sposób popadli w rozterkę — którzy pragną światła, lecz znaleźć go nie mogą — dać należy jedno napomnienie: bądźcie posłuszni.”
Kazanie o wytrwałości jako szczególnym powołaniu chrześcijańskim: cierpienie nie jest wypadkiem, lecz obiecaną częścią Ewangelii, podobnie jak błogosławieństwo było częścią Prawa. Newman analizuje los Jakuba i patriarchów jako zapowiedź losu chrześcijanina. Kto przyjmuje krzyż jako swój udział, odnajduje w nim pokój — nie przez stoicyzm, ale przez zjednoczenie z Chrystusem.
„Powołaniem jego było trwać w burzy; samą istotą jego życia było być pielgrzymem; samą osnową dni lat jego — być nielicznymi i złymi.”