HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom V

Kazanie XIII. Stan zbawienia

Gdy wracam wciąż do tego samegoGdy zawiniłem i nie umiem sobie wybaczyć NawrócenieNatura grzechu
„Przyobleczcie nowego człowieka, który według Boga jest stworzony w sprawiedliwości i prawdziwej świętości."
W skrócie. Kazanie o dwóch stanach duszy — łaski i potępienia — oraz o grzechu śmiertelnym jako wypadnięciu ze stanu łaski. Newman przestrzega przed złudzeniem, że można grzeszyć poważnie bez utraty przyjaźni z Bogiem. Jednocześnie ukazuje miłosierdzie Boże gotowe na nawrócenie jako drogę powrotu do stanu łaski.

„Ewangelia zna jedynie usprawiedliwionych świętych; jeśli święty grzeszy, przestaje być usprawiedliwiony i staje się potępionym grzesznikiem.”

*„Przyobleczcie nowego człowieka, który według Boga jest stworzony w sprawiedliwości i prawdziwej świętości."* — Ef 4,24

Słowa te wyrażają z całą mocą naukę, którą znaleźć można w każdej części Nowego Testamentu: że przymierze Ewangelii jest środkiem wprowadzającym nas w stan życia tak odmienny od tego, w którym zostaliśmy zrodzeni i w którym inaczej pozostawalibyśmy nadal, iż nie bez racji nazwać go można nowym stworzeniem. Jak to, co jest stworzone, różni się od tego, co jeszcze stworzone nie jest, tak chrześcijanin różni się od człowieka naturalnego. Zostaje on wprowadzony w nowy świat i — jako ten, kto w owym nowym świecie przebywa — zostaje obdarzony mocami i przywilejami, których w żaden sposób nie miał z natury. Z natury jego wola jest zniewolona przez grzech, jego dusza pełna ciemności, jego sumienie podlega gniewowi Bożemu; pokoju, nadziei, miłości, wiary, czystości nie posiada; nic z nieba nie ma w sobie, nic duchowego, nic ze światła i życia. Lecz w Chrystusie wszystkie te łaski są dane: wola i moc, serce i wiedza, światło wiary i posłuszeństwo wiary. Na tyle, na ile jestestwo może być przemienione, nie tracąc swej tożsamości, na tyle, na ile ma sens twierdzenie, że istniejące jestestwo może być na nowo stworzone — o tyle człowiek posiada ten dar, gdy łaska Ewangelii dokonuje w nim swego doskonałego dzieła i wydaje dojrzały owoc. Zwierzę różni się od człowieka mniej, aniżeli człowiek pozostawiony samemu sobie, z jego wrodzoną skażonością zdaną na własny bieg, różni się od człowieka w pełni ukształtowanego i udoskonalonego przez stałe zamieszkanie Ducha Świętego.

Stąd też w tekście Apostoł mówi o stanie duchowym, który Chrystus kupił dla nas, jako o „nowym stworzeniu w sprawiedliwości i prawdziwej świętości". Gdzie indziej powiada: „Jeśli ktoś jest w Chrystusie, jest nowym stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe". Gdzie indziej: „Przemieńcie się przez odnowienie umysłu waszego". Gdzie indziej: „Umarliście, a życie wasze ukryte jest z Chrystusem w Bogu". Gdzie indziej: „Zostaliśmy razem z Nim pogrzebani przez chrzest w śmierci; aby jak Chrystus zmartwychwstał przez chwałę Ojca, tak i my abyśmy w nowości życia chodzili".

Czymże zatem jest ten nowy stan, w którym chrześcijanin się znajduje, w porównaniu ze stanem natury? Warto to zbadać.

Otóż, po pierwsze, nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości co do tego przynajmniej: że istnieje pewien nowy stan, i że jest to stan zbawienia; oraz że Chrystus przyszedł, aby wprowadzić weń wszystkich, których wybrał ze świata. Chrystus „wydał samego siebie za grzechy nasze (mówi święty Paweł), aby wybawił nas od teraźniejszego złego wieku". „Wybawił nas z mocy ciemności i przeniósł do królestwa Syna miłości swojej". Przyszedł, „aby rozproszonych dzieci Bożych zgromadzić w jedno". „Wszystkim tym zaś, którzy Go przyjęli, dał moc, aby się stali dziećmi Bożymi". Jest to zupełnie jasne. Nie ulega żadnej wątpliwości, że istnieje pewien stan łaski, którego nam teraz udzielono — nam, urodzonym w grzechu i będącym dziećmi gniewu — taki, że ci, którzy mają być zbawieni w przyszłości, to (mówiąc ogólnie) ci, i tylko ci, którzy zostają tu umieszczeni w owym zbawczym stanie. Nie zamierzam poruszać kwestii, czy istnieje widzialny Kościół, czy nie; nalegam jedynie na to, że Bogu Wszechmogącemu nie wydało się stosownym przenosić swoich wybranych od razu z tego świata i ze stanu natury do wiecznej szczęśliwości nieba. Nie dozwala im umierać takimi, jakimi się urodzili, by po śmierci przemienić ich zewnętrznie i wewnętrznie; lecz wprowadza ich tu w stan zbawczy, przygotowawczy do nieba — stan, który Katechizm nazywa „stanem zbawienia", a który święty Łukasz oznacza, gdy mówi: „Pan dodawał codziennie do Kościoła tych, którzy mieli być zbawieni", to znaczy — ludzi powołanych do zbawienia, umieszczonych w stanie zbawczym.

Nikt nie powinien temu zaprzeczać; jednak w dzisiejszych czasach, gdy rozkwitają wszelkiego rodzaju błędy, niektórzy zdają się przyjmować mniemanie, że świat został w całości pojednany jednym aktem przez śmierć Chrystusa w samej chwili tej śmierci i w całości przeniesiony w stan przyjęcia przez Boga; tak że nie jest teraz potrzebny żaden nowy stan dla tych, którzy ostatecznie mają odnieść z niej korzyść; że wystarczy im spełniać swoje obowiązki, a zostaną odpowiednio nagrodzeni — podczas gdy z przytoczonych tekstów Pisma Świętego wynika z całą pewnością, że istnieje pewien stan, czyli królestwo Chrystusa, do którego wejść tu muszą wszyscy, którzy mają być zbawieni w przyszłości. Nie możemy dostąpić nieba w przyszłości, nie będąc tu w tym nowym królestwie; nie możemy się wyrwać z nędzy i zgrozy Starego Adama inaczej, jak tylko przez wprowadzenie do tego Królestwa jako do przytułku i przez trwanie w nim.

Co więcej, ów nowy stan jest stanem „sprawiedliwości i prawdziwej świętości", jak mówi tekst. Chrystus wprowadza nas weń, przychodząc do nas przez swego Ducha; a ponieważ Jego Duch jest święty, my jesteśmy święci, jeśli jesteśmy w stanie łaski. Chrystus jest obecny w tym sercu, które nawiedza swoją łaską. Toteż być w Jego królestwie to żyć w sprawiedliwości, trwać w posłuszeństwie, oddychać niejako atmosferą prawdy i miłości.

Trzeba koniecznie i na tym się zatrzymać, albowiem i tu niektórzy zbaczają z drogi; i choć przyznają, że istnieje nowy stan, czyli królestwo, do którego dusze muszą być wprowadzone, aby dostąpić zbawienia, to jednak uważają ów stan nie za stan świętości i sprawiedliwości, lecz jedynie lub głównie za stan przyjęcia przez Boga. Utrzymywali niektórzy, że natura ludzka, nawet po odrodzeniu, nie jest i nie może być naprawdę święta; co więcej, że jest próżną rzeczą przypuszczać, iż nawet z pomocą Ducha Świętego może cokolwiek uczynić naprawdę dobrego w jakimkolwiek stopniu; że nasze najlepsze czyny są grzechami; i że zawsze grzeszymy nie tylko w sprawach drobniejszych, lecz tak, że potrzebujemy przebaczenia we wszystkim, co czynimy, w tym samym sensie, w jakim potrzebowaliśmy go, gdy byliśmy jeszcze nieodrodzonymi; i w konsekwencji, że próżną jest rzeczą dążyć do świętości i sprawiedliwości, lub raczej że jest to zuchwałość.

Otóż oczywiście jest rzeczą oczywistą, że nawet najlepsi ludzie są pełni niedoskonałości i ułomności — do tego stopnia jest to niezaprzeczalne. Lecz rozważcie: z natury jesteśmy w stanie śmierci. Czy zatem taki jest stan naszych serc pod Ewangelią? Z pewnością nie; albowiem „być cielesnym w myśleniu to śmierć", a „być duchowym w myśleniu to życie i pokój". Chcę powiedzieć, że stan zbawienia, w którym stoimy, nie jest takim, w którym „nasze sprawiedliwości" byłyby tym, co prorok nazywa „brudnymi łachmanami", lecz takim, w którym możemy powstrzymać się od grzeszenia na śmierć — możemy powstrzymać się od grzeszenia w sposób, w jaki grzeszą ludzie pozostawieni w stanie natury. Jeśli tak grzeszymy, przestajemy być w owym stanie zbawienia; cofamy się do stanu przypominającego nasz pierwotny stan gniewu Bożego i musimy przejść z powrotem od gniewu do łaski (jeśli tak się stanie) w sposób, jaki nam jest dostępny, środkami, jakie Bóg wyznaczył — podczas gdy wbrew temu nierzadkie jest dzisiaj przekonanie, że człowiek może być nałogowym grzesznikiem, a jednak trwać w stanie zbawienia i w królestwie łaski. I tę naukę wyznaje w sercu o wiele więcej ludzi, niż sądzi, że wyznaje — nie słowami, lecz w duszy. Sądzą oni, że wiara jest wszystkim we wszystkim; że wiara, jeśli ją mają, gładzi ich grzechy tak szybko, jak je popełniają. Grzeszą odrębnymi aktami rano — ich wiara wszystko zmazuje; w południe — ich wiara wciąż wystarcza; i wieczorem — ciągle tak samo. Albo trwają zadowoleni w grzesznych nawykach lub praktykach, pod panowaniem grzechu, nie walcząc z nim, nie wiedząc, co jest grzechem, a co nim nie jest; i uważają, że jedynym zadaniem chrześcijanina jest nie tyle być świętym, ile mieć wiarę i myśleć o Chrystusie i mówić o Nim; i tak żyją, być może, czy to z przyzwyczajenia, czy z czynu, w wyzysku, skąpstwie, zazdrości, buncie pychy, dogadzaniu sobie lub w przywiązaniu do świata, nie wiedząc o tym ani nie chcąc wiedzieć. Jeśli grzeszą z nawyku, wcale sobie z tego nie zdają sprawy; jeśli przez czyny — zamiast rozpatrywać je wszystkie razem, biorą każdy z osobna i przeciwstawiają swą wiarę każdemu oddzielnemu czynowi. Posunięto się w tym tak daleko, że niejeden znany w świecie człowiek głosił za wielką i wzniosłą zasadę, że grzech śmiertelny jest tylko jeden i że jest nim brak wiary; mając przez to na myśli nie to, że ten, kto popełnia grzech śmiertelny, nie może być powiedziany, że ma wiarę, lecz że ten, kto ma wiarę, nie może być powiedziany, że popełnia grzech śmiertelny; czyli — mówiąc wyraźniej — określili w istocie stan zbawienia jako nic innego, jak tylko stan, w którym nasze grzechy są przebaczone; stan samego tylko przyjęcia, nie zaś rzeczywistej świętości. Osoby wyznające te poglądy uważają, że wielka różnica między stanem natury a stanem zbawienia polega na tym, że w stanie natury, gdy grzeszymy, nie jesteśmy przebaczeni (co jest prawdą); lecz że w stanie zbawienia, gdy grzeszymy, grzechy nasze są nam przebaczone, dlatego że jesteśmy w owym stanie. Tymczasem ja twierdziłbym na podstawie Pisma Świętego, że stan zbawienia tak daleki jest od bycia stanem, w którym grzechy wszelkiego rodzaju są przebaczone, iż jest to stan, w którym grzechów wszelkiego rodzaju nie ma do przebaczenia; i że jeśli ktoś je popełnia, to zamiast być dzięki swemu stanowi przebaczonym, z chwilą ich popełnienia spada ze swego stanu; zamiast być usprawiedliwionym przez wiarę, właśnie z tego powodu nie ma wiary, która by go usprawiedliwiła. Powiadam, nasz stan łaski jest stanem świętości; nie takim, w którym możemy być pardoned, lecz w którym jesteśmy posłuszni. Kto postępuje niegodnie tego stanu, nie jest przez niego osłonięty, lecz traci go. Jest to stan, w którym dana jest nam moc działania prawego — dlatego spotyka nas kara, gdy działamy niegodnie.

Wynika to z Pisma Świętego jasno z wielu powodów; ograniczę się tu do jednego czy dwóch.

**1.** Rozważmy najpierw Przypowieści naszego Pana, które mówią o stanie chrześcijańskim, by zobaczyć, jakie są jego cechy charakterystyczne. Nie znajdziemy w nich żadnego uznania dla przypadku umysłów niestałych i zmiennych, wpadających wielokrotnie w ciężkie grzechy, a zbawianych przez stan łaski, w jakim zostały umieszczone. Stan chrześcijański nie osłania człowieka grzeszącego, lecz pozwala mu spaść. Tak jak nie możemy trzymać w rękach czegoś, co płonie — choćby nam było najdroższe, choćby było to dziecko, w końcu jesteśmy zmuszeni puścić — tak dobrowolny grzech pali jak ogień i Kościół porzuca nas, choć wbrew swej woli, gdy grzeszymy dobrowolnie. Ani nasza wiara, ani nasze dawne zasługi, ani dawne miłosierdzia Boże nie wystarczą, aby utrzymać nas w stanie łaski, „jeśli grzeszymy dobrowolnie po przyjęciu poznania prawdy". Otóż — zgodnie z tym — przekonamy się, że Przypowieści Zbawiciela dzielą chrześcijan na dwie grupy: tych, którzy trwają w łasce Bożej, i tych, którzy ją tracą; ci zaś, którzy w niej trwają, określani są nie jako ci, którzy jedynie mają pokutę i wiarę, grzeszą, lecz zawsze zmywają swe grzechy, przychodząc po przebaczenie, lecz jako ci, którzy nie grzeszą — nie ci, których jedynym wielkim dążeniem jest uzyskanie przebaczenia, lecz ci, którzy (choć są pełni ułomności i mają z tego powodu wiele do przebaczenia) dają się najlepiej opisać przez stwierdzenie, że dążą do pomnażania swych talentów, dążą do „zakładania sobie dobrego fundamentu na przyszłość, aby pochwycić życie wieczne".

Na przykład, w pierwszej Przypowieści naszego Zbawiciela: kto buduje dom swój na skale? Nie ten, kto ma jedynie wiarę, lecz ten, kto — mając co prawda wiarę, by dzieło zacząć — ma wiarę dość mocną, by je wypełnić; kto „słucha i czyni".

Dalej, w Przypowieści o Siewcy jedynym rozważanym pytaniem jest, kto z tego, co otrzymał, przynosi pożytek; to, co chrześcijanin ma czynić, przedstawione jest jako dzieło — proces mający swój początek, środek i koniec; spójny bieg posłuszeństwa, nie zaś stan, w którym u kresu życia nie uczyniliśmy nic więcej niż na początku, poza tym że grzeszyliśmy tym częściej w miarę jego upływu. W owej Przypowieści o jednym się mówi, że nie przyjmuje dobrego ziarna; drugi przyjmuje je, lecz korzeń jego usycha; trzeci idzie dalej — ziarno zakorzenia się i wzbija wzwyż, ale jego liście i kwiaty plączą się i przygniatane są cierniem. Czwarty zapuszcza korzeń, wzbija się wzwyż i czyni więcej: przynosi owoc ku doskonałości. Oto wielkie dążenie chrześcijanina: nie pozostać w tyle po otrzymanej łasce. Na tym polega jego szczególne niebezpieczeństwo i jego szczególna trwoga. Oczywiście nie jest bezpieczny od grożącego mu ciężkiego grzechu; oczywiście nieustannie plami się grzechami ułomności; lecz podczas gdy głównym dociekaniem człowieka naturalnego jest, jak dostąpić przebaczenia, tak głównym zagadnieniem człowieka odrodzonego jest: jak wypełnić swoje powołanie, jak odpowiedzieć na daną łaskę, jak pomnożyć pieniądze swego Pana, jak osiągnąć cel. Wiara jednała mu przebaczenie; lecz uczynki przynoszą mu nagrodę.

Dalej, Sieć miała dwa rodzaje ryb — dobre i złe, sprawiedliwe i niegodziwych; różnią się one charakterem i postępowaniem — podczas gdy ludzie pozwalają sobie mówić, jak gdyby pod względem stanu moralnego zbawieni i potępieni znajdowali się mniej więcej na tym samym poziomie; podczas gdy rzeczywista różnica polega na tym, że jedni mają wiarę przyswajającą zasługi Chrystusa i duchowe przekonanie o swoim zginającym stanie, a drudzy tego nie mają. I mógłbym tak przejść do Przypowieści o Dziesięciu Pannach, o Talentach i innych, i wykazać w podobny sposób, że stan chrześcijanina, tak jak go ujmuje nasz Pan, jest stanem, w którym nie opłakuje on zwycięstw grzechu, lecz wypracowuje zbawienie; stanem, w którym rozpoczyna, kontynuuje i ostatecznie doskonali bieg posłuszeństwa.

**2.** Rozumiejąc zatem tę naukę Ewangelii, pojmiemy, dlaczego w Listach tak mało mówi się o grzechach chrześcijan. Rzeczywiście, nikomu nie jest dane wystarczająco to odczuć, zanim nie zbada tego zagadnienia, jak bardzo niewielu tekstów można zaczerpnąć z pism Apostołów zawierających obietnicę przebaczenia, gdy chrześcijanie grzeszą. A jednak to pozorne pominięcie nie jest trudne do wyjaśnienia. Mieli grzechy, zanim stali się chrześcijanami; zostali przebaczeni po to, by już więcej nie grzeszyć. Święty Paweł i jego bracia nigdy nie modlą się, by grzechy chrześcijan zostały przebaczone, lecz by wypełnili swoje powołanie. Ich opis stanu Kościoła jest niemal jak opis Aniołów i duchów sprawiedliwych. „Nasza ojczyzna jest w niebiesiech" — mówi święty Paweł, streszczając w tych nielicznych słowach to, czego prawie wszystkie jego Listy są świadectwem. Słyszymy o ich „chlubieniu się w utrapieniach", o tym, że są „żywymi spośród umarłych", o ich „radości i pokoju w wierze", o tym, że są „owocni w każdym dobrym uczynku", że „wzrastają w poznaniu Boga", o ich „dziele wiary i trudzie miłości i cierpliwości nadziei". Jest to obraz tych, których Apostoł uznaje za prawdziwych chrześcijan — jak gdyby w przypadku prawdziwych chrześcijan ciężkie przestępstwo było niemożliwe. Byli oni daleko ponad to; to, czego mieli unikać, to niedosiężenie celu. Z dnia na dzień mieli skracać odległość między sobą a swym kresem. Mieli wydać coś pozytywnego i zostali obdarowani łaską Ducha Świętego w tym celu. Nie było nic szlachetnego, nic wdzięcznego, nic z dumnej postawy wiary w tym, by siedzieć w domu i jedynie modlić się o przebaczenie. Mogło to być dobre, mogło to być wszystkim, co mogli uczynić, gdy trwali w stanie niepomaganej natury, w domu niewoli, z kajdanami na sobie i żelazem wchodzącym w dusze. Lecz ich kajdany zostały strącone; mogli pracować, mogli biec; i mieli dzieło do wykonania, drogę do odbycia. Jeśli dobrowolnie przekraczali prawo, opuszczali drogę, porzucali dzieło. Stawali się wtedy jak Demas, który odszedł, i musieli być przywróceni; przebaczeni nie w stanie łaski, lecz — jeśli tak rzec można — z powrotem do niego.

**3.** Zwróćmy teraz myśli do opisu stanu chrześcijańskiego przez świętego Jana. Na przykład w swoim Pierwszym Liście mówi on wyraźnie: „Ktokolwiek jest narodzony z Boga, grzechu nie popełnia; ale narodzony z Boga strzeże się, i zły nie dotyka go". Taki jest stan prawdziwego chrześcijanina; jest on nie tylko narodzony na nowo, lecz narodzony z Boga. Wszyscy, którzy są ochrzczeni, są zrodzeni z Boga, a zarazem narodzeni na nowo; lecz ci, którzy wpadają w grzech, chociaż nie mogą cofnąć tego, co raz się stało, i wciąż są narodzeni na nowo, to są narodzeni na nowo ku większemu swemu potępieniu, i dlatego nie są już dłużej narodzeni na nowo z Boga, lecz — dopóki się nie nawrócą — narodzeni na nowo ku sądowi. Lecz ten, w kim narodzenie Boże jest urzeczywistnione, „grzechu nie popełnia, lecz strzeże się" — i jaki jest tego skutek? „Zły go nie dotyka" — dlaczego? Bo jest w królestwie Bożym. Szatan nie może dotknąć nikogo, kto trwa w obrębie tego królestwa. Bóg „wyrwał nas z mocy ciemności i przeniósł do królestwa Syna miłości swojej". Właśnie przez zwiedzenie nas z owego królestwa szatan nas niszczy; lecz dopóki trwamy w obrębie owczarni, wilk nie może nam zaszkodzić. I stąd pochodzi proroctwo, które należy do wszystkich naśladowców Chrystusa w ich mierze, nie mniej niż do samego Pana: „Aniołom swoim przykazał o tobie, abyś strzegł wszystkich dróg twoich". „On cię wyrwie z sideł łowcy i od zarazy szkodliwej. Skrzydłami swoimi okryje cię i pod Jego piórami znajdziesz schronienie. Nie spotka cię nic złego ani żadna plaga nie przybliży się do twojego namiotu. Będziesz chodził po lwie i żmii, podepczesz lwiątko i smoka". Wąż może jedynie kusić — nie może nam zaszkodzić, dopóki jesteśmy w raju Bożym. I powtarzam, to jest ów stan zbawienia, o którym mówi Katechizm, a święty Jan zapewnia nas, że tylko ci są tak strzeżeni przed dotknięciem złego, którzy będąc tak narodzeni z Boga, nie grzeszą.

Dalej: „Ktokolwiek jest narodzony z Boga, grzechu nie popełnia, bo jego nasienie w nim mieszka; i nie może grzeszyć, bo z Boga jest narodzony". Dalej mówi: „Kto mówi, że w Nim trwa, powinien sam tak postępować, jak On chodził". Dalej: „Jeśli to, co słyszeliście od początku, trwa w was, i wy trwać będziecie w Synu i w Ojcu". Cóż to jest, jak nie twierdzenie, że gdyby nie trwało, nie byliby już w łasce? „Ktokolwiek w Nim trwa, grzechu nie popełnia". I jeszcze: „Wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci".

Z drugiej strony ten sam Apostoł oświadcza wprost, że ci, którzy grzeszą, nie są w stanie łaski. Na przykład: „Jeśli mówimy, że mamy łączność z Nim, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy". „Kto mówi, że jest w światłości, a nienawidzi brata swego, jest jeszcze w ciemności". Dalej: „Ktokolwiek popełnia grzech, przekracza też i prawo, bo grzech jest przestępstwem prawa. Ktokolwiek grzeszy, nie widział Go ani Go nie poznał". „Kto popełnia grzech, jest z diabła". „Ktokolwiek wykracza i nie pozostaje w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga".

Widzicie, że tutaj wymienione są wyraźnie dwa stany i tylko dwa: stan łaski i stan gniewu Bożego; a kto grzeszy, będąc w stanie łaski, natychmiast wpada w stan gniewu. Nie ma takiej osoby pod Ewangelią jak „usprawiedliwiony grzesznik" — używając zwrotu, który niekiedy da się słyszeć. Jeśli jest usprawiedliwiony i przyjęty, przestał być grzesznikiem. Ewangelia zna jedynie usprawiedliwionych świętych; jeśli święty grzeszy, przestaje być usprawiedliwiony i staje się potępionym grzesznikiem. Niektórzy, powtarzam, mówią tak, jak gdyby ludzie mogli trwać w grzeszeniu — i to w grzechu jakkolwiek ciężkim — nie tracąc łaski, bez potrzeby podejmowania bezpośrednich i formalnych środków, by do niej powrócić. Mogą powrócić, chwała Bogu, ale muszą jednak powrócić; a błąd, o którym mówię, polega na zapominaniu, że upadli i że muszą się nawrócić.

**4.** Że ci, którzy grzeszą, wpadają w stan beznadziejny — beznadziejny dopóty, dopóki w nim trwają, tak że nadzieję mogą zyskać jedynie przez jego opuszczenie — wynika jeszcze dobitniej z Listu świętego Pawła do Hebrajczyków. Na przykład natchniony pisarz mówi: „Albowiem gdy dobrowolnie grzeszymy po przyjęciu poznania prawdy, nie ma już za grzechy ofiary, lecz jakieś straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który ma pochłonąć przeciwników". Mówi się tu wyraźnie, że dobrowolny grzech popełniony wbrew wiedzy nie pozostawia nas w takim stanie, w jakim nas zastał. Nie możemy otrzymać przebaczenia tak, jak je otrzymaliśmy po raz pierwszy — swobodnie i natychmiast, jedynie przez wiarę; zostajemy wyrzuceni z łaski; i chociaż nasze widoki nie są od razu beznadziejne, to jednak nasz stan jest beznadziejny, zmierza ku zatraceniu, owszem — sam w sobie jest zatraceniem, stanem, w którym, dopóki w nim jesteśmy, jesteśmy zgubieni. Stąd przez cały ten List świętego Pawła, podobnie jak święty Jan, mówi jedynie o dwóch stanach: stanie łaski i chwały w niebiańskim Jeruzalem — wspólnocie z Bogiem, Chrystusem, Aniołami, świętymi, którzy odeszli, i świętymi na ziemi; oraz z drugiej strony — stanie gniewu; i ostrzega swych braci, że nie mogą grzeszyć, nie wpadając w stan gniewu. „My nie należymy do tych, którzy cofają się ku zgubie, ale do tych, którzy wierzą ku zbawieniu duszy". Nie mówi o grzechu i grzesznikach łagodnie; nie powiada jedynie: „Jeśli grzeszycie, dacie dowód ludzkiej słabości; jesteście niekonsekwentni; powinniście się wystrzegać grzechu z wdzięczności; powinniście się głęboko upokorzyć za swe grzechy; powinniście się udać do Odkupienia Chrystusowego, jeśli grzeszycie". Wszystko to jest prawdą, lecz byłoby niewystarczającym ukazaniem rzeczywistego stanu rzeczy; i dlatego święty Paweł mówi o wiele więcej: „Jeśli grzeszycie dobrowolnie, wyrzucacie sami siebie z królestwa Bożego; samym tym czynem wydziedziczacie się, wprowadzacie się w straszliwą krainę" — i zostawia im, by z tego wyciągnęli wniosek, co powinni uczynić, aby wrócić. Uderza w nich „grozą Pana". Napomina ich, by nie łudzili się sami, bo grzesznicy nie mają dziedzictwa w królestwie. Napomina ich przeto, „żeby pilnie uważali, by ktoś nie pozbawił się łaski Bożej"; i żeby „się bali, by nie okazało się, że choć obietnica wejścia do odpoczynku Jego trwa, ktoś z nich jej nie osiągnął".

Taki jest ów nowy stan „sprawiedliwości i prawdziwej świętości", w którym są stworzeni chrześcijanie, i taki jest stan tych, którzy z niego się cofają; a jeśli ktoś zapyta, czy święty Paweł nie mówi, że „przez wiarę stoimy" — odpowiadam tak, jak już odpowiedziałem: że wiara bezsprzecznie utrzymuje nas w stanie łaski i jest środkiem gładzącej dla nas grzechy, które w nim popełniamy. Lecz jakie są owe grzechy, które popełniamy? Grzechy ułomności — wszystkie inne wyklucza sama wiara. Jeśli popełniamy grzechy cięższe, nie mamy wiary. Wiary nie możemy używać do zgładzenia grzechów ciężkich, bo w ogóle wiary nie mamy, jeśli takowe popełniamy. Ta wiara, która nie ma mocy nad naszymi sercami, by nas powstrzymać od przekraczania prawa, nie ma mocy u Boga, by Go powstrzymać od wymierzenia kary.

Na zakończenie. Taki jest nasz stan: Chrystus uzdrowił każdego z nas i rzekł nam: „Patrz, abyś już więcej nie grzeszył, żeby cię coś gorszego nie spotkało". Jeśli popełniamy grzech, upadamy — nie od razu z powrotem w odkupiony świat; nie, lecz wypadamy przynajmniej z królestwa, choć przez chwilę możemy się zatrzymać na jego skraju. Wpadamy w to, co w końcu — jeśli się nie nawrócimy ku niebu i nie wydobędziemy jak najszybciej z naszego straszliwego stanu — prowadzi z powrotem ku światu utraconemu, albo raczej ku czemuś gorszemu. Wchodzimy w to, co można by nazwać przejściem lub przedsionkiem piekła; miejsce pełne owych duchów nieczystych, które „szukają spokoju i nie znajdują go", i radują się z zawładnięcia duszami, z których ongiś zostały wypędzone. Nie jesteśmy już w jasności oblicza Bożego, i choć — niech będzie błogosławione imię Jego — możemy z Jego pomocą do niej powrócić, musimy jednak do niej powrócić; a wówczas cały ten przedmiot staje się sprawą pełną trwogi i powagi. Tak, to jest istotnie bardzo poważna sprawa, zważywszy na to, jak potoczny ogół chrześcijan żyje. Jeśli dobrowolny grzech wyrzuca nas ze stanu łaski; jeśli ludzie grzeszą dobrowolnie, a potem zapominają, że to uczynili; i lata mijają, a oni jedynie zacierają, co się stało, zapominając o tym, i zakładają, że wciąż są w stanie łaski, nie czyniąc żadnych wysiłków przez prawdziwe nawrócenie, by w nim na nowo zostać umieszczeni, lecz jedynie zakładając, że w nim są; i idą potem pełnić obowiązki chrześcijańskie tak, jak gdyby wciąż byli dziećmi Bożymi w tym znaczeniu, w jakim Chrzest ich uczyniło, i jak gdyby nie wkraczali zuchwale bez zezwolenia, nie przez drzwi, do domu, z którego zostali wyrzuceni; i jeśli tak żyją i tak umierają — cóż mamy o nich powiedzieć? Biada! Jakże straszna to myśl, że mogą istnieć liczni, zewnętrznie w Kościele chrześcijańskim, co więcej — w pewnym sensie religijni, którzy jednak nie mają w sobie żadnej zasady wzrostu, ponieważ zgrzeszyli i nigdy należycie się nie nawrócili. Mogą być obarczeni upośledzeniem za przeszłe grzechy, którego nigdy nie zadali sobie trudu, by je usunąć lub przynajmniej próbować usunąć. Biada! Gdy pomyśleć, że nie znają swego stanu wcale i uważają się za nieograniczone cieszenie się łaską Bożą, gdy tymczasem w istocie rzeczy ich religijność jest dla nich w znacznej mierze odbiciem z zewnątrz na ich powierzchni, a nie światłem w ich wnętrzu, lub co najwyżej jedynie resztką łaski niegdyś udzielonej. O, straszna myśl, jeśliśmy w ich liczbie! O, najstraszniejsza myśl, jeśli rachunek ciąży na nas w księdze Bożej, z którym nigdy mężnie się nie zmierzyliśmy, któregośmy nigdy nie zbadali, nigdy nawet nie modlili się przeciwko niemu, lecz jedynie i po prostu zapomnieliśmy; który zostawiamy samemu sobie, by się rozstrzygnął jak może; i jeśli kiedy niekiedy jakieś nagłe wspomnienie o nim przyjdzie nam do głowy, myślimy o nim bez lęku, jak gdyby to, co wyszło nam z pamięci, zapomniał też Bóg! — lub nawet, jak to jest z niektórymi, gdy wspomnimy jakiekolwiek dawniejsze grzechy, cokolwiek bądź, usprawiedliwiamy je, łagodzimy, tłumaczymy, mówiąc, że były popełnione w młodości lub pod wielką pokusą, albo że już ich naprawić nie można, albo że zostały porzucone. Niechaj Bóg da nam wszystkim łaskę, byśmy zawsze o tych sprawach myśleli; byśmy rozmyślali nad blaskiem owego stanu, w który Bóg nas niegdyś wprowadził, jego czystością, słodyczą, jasnością, pięknem, majestatem, chwałą: i byśmy pomyśleli, w przeciwstawieniu, o nędzy i brudzie owego ciężaru grzechu, którym nasza własna wola nas obciążyła: i modlili się, by nam pokazał, jak się od niego uwolnić — jak znowu zapewnić sobie owe dary, które — o ile wiemy — utraciliśmy.

---

← wróć do odkrywania