HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom V

Kazanie XIV. Przewinienia i ułomności

Gdy wracam wciąż do tego samegoGdy zawiniłem i nie umiem sobie wybaczyć Skrucha i pokutaNatura grzechu
„Sprawiedliwy zaś żyć będzie z wiary; jeżeli zaś kto się cofa, nie upodobała sobie dusza moja w nim."
W skrócie. Newman rozróżnia między grzechami śmiertelnymi (przestępstwami) a grzechami słabości (uchybieniami): pierwsze zrywają stan łaski, drugie są jej osłabieniem, ale nie zniszczeniem. Pokuta jako proces ciągłego nawracania się jest niezbędna dla każdego, kto serio traktuje życie duchowe. Nikomu nie wolno rezygnować z dążenia do świętości z powodu własnych słabości.

„Pokutujcie z niego, póki o nim wiecie; niech nie zostanie wymazany z waszej pamięci, zanim nie zostanie najpierw zmyty z waszej duszy.”

*„Sprawiedliwy zaś żyć będzie z wiary; jeżeli zaś kto się cofa, nie upodobała sobie dusza moja w nim."* — Hbr 10,38

Przestrogi takiej nie byłoby w Piśmie Świętym, gdyby nie groziło nam niebezpieczeństwo cofania się i tym samym utracenia owego „życia" w obecności Bożej, które wiara nam zapewnia. Szczęśliwością stworzenia jest „żyć przed obliczem Boga", mieć „przystęp" do dworu Króla królów — ów stan łaski i chwały, który Chrystus nabył dla nas. Wiara jest tytułem, na mocy którego to Boże życie jest nam udzielane: przez wiarę chrześcijanin żyje, lecz jeśli się cofa — umiera; wiara na nic mu się nie przydaje; a raczej: cofanie się do grzechu jest odwróceniem wiary; po którym Bóg nie ma w nim upodobania. A jednak, choć tak wyraźnie jest to powiedziane w Piśmie Świętym, ludzie po wszystkie czasy łudzili się, że mogą grzeszyć ciężko, a jednak zachować chrześcijańską nadzieję. Pocieszali się myślami o nieskończonym miłosierdziu Bożym, jakby Bóg nie mógł karać grzesznika; albo składali winę swych grzechów na okoliczności; albo żywili nadzieję, że gorliwość o prawdę, czy też jałmużna, wynagrodzi złe życie; albo pokładali ufność w przyszłym nawróceniu. A niemałą przebiegłością odznacza się owa wymówka, która wynika z poglądu powszechnie dziś przyjętego — że wiara w Chrystusa jest zgodna z bardzo niedoskonałym stanem świętości bądź z niegodziwością i wystarczy do przebaczenia niegodziwego życia. Tak że człowiek może sobie w zasadzie żyć zupełnie jak inni ludzie, z tą tylko różnicą, że posiada to, co uważa za wiarę — pewien duchowy wgląd w porządek Ewangelii, wyrzeczenie się własnych zasług i moc skutecznego przywłaszczania duszy odkupieńczej ofiary Chrystusa, jakiej inni nie mają; że grzeszy wprawdzie jak inni, lecz głęboko boleje nad tym, że grzeszy; że byłby pod gniewem Bożym jak inni, gdyby nie wiara, która go od niego odgradza. I w ten oto sposób konieczność świętego życia jest w istocie zepchnięta z pola widzenia równie skutecznie, jakby wprost powiedziano, że nie jest wymagana; toteż człowiek może, jeśli tak się zdarzy, być małodusznym, nikczemnym, przywiązanym do świata, butnym, władczym, zarozumiałym, nieczystym, oddanym rozkoszom, żądnym sławy lub zachłannym, owszem — może dawać sobie czas po czasie przyzwolenie na dobrowolne akty grzechu, które sam potępia, a mimo to — nadużywając słów w sposób rażący — może być nazywany człowiekiem duchowym.

Otóż przyznam bez zastrzeżeń, że są grzechy, które wiara nieustannie gładzi, tak że „sprawiedliwy" wciąż „żyje" w oczach Bożych pomimo nich. Nie ma nikogo, kto by nie grzeszył ustawicznie przynajmniej w tym sensie, że wszystko, co czyni, mogłoby być doskonalsze, pełniejsze, nienagańsze, niż jest w istocie. Wszyscy jesteśmy otoczeni ułomnościami, słabościami, niewiedzą; i wszystkie te grzechy trapią nas bezustannie — Pismo Święte zapewnia nas, że są odpuszczane mocą naszej wiary; lecz czym innym jest twierdzić to samo o grzechach ciężkich i poważniejszych, czyli o tym, co można nazwać przewinieniami. Wiara bowiem chroni nas przed przewinieniami, a ci, którzy wpadają w przewinienia, właśnie dlatego nie mają wiary prawdziwej i żywej; przeto na nic im się nie przyda to, że wiara — jak mówi Pismo — poczytana jest chrześcijanom za sprawiedliwość, skoro wiary nie mają. Zamiast by wiara gładziła przewinienia, przewinienia gładzą wiarę. Wiara, jeśli jest prawdziwa i żywa, zarówno zapobiega przewinieniom, jak i stopniowo triumfuje nad ułomnościami; a dopóki ułomności trwają, patrzy na nie z tak doskonałą odrazą, iż wystarczy to do ich przebaczenia i poczytana jest za ową sprawiedliwość, którą stopniowo się staje. I taka to jest zdrowa nauka; zabezpiecza bowiem nasze przebaczenie, nie zwalniając nas z posłuszeństwa.

To rozróżnienie w naturze grzechów — mianowicie że jedne świadczą o braku wiary i pociągają utratę łaski Bożej, podczas gdy inne nie — jest nader ważne, by na nim nalegać, choćbyśmy nie mogli we wszystkich przypadkach wyznaczyć granicy i wskazać, które grzechy zakładają brak wiary, a które nie; albowiem jeśli wiemy, że są grzechy, które wyrzucają nas ze stanu łaski, choć nie wiemy, które to są, ta wiedza — choć ograniczona — przez Boże miłosierdzie postawi nas na straży przed aktami grzechu wszelkiego rodzaju: zarówno przez obawę, jaką będziemy odczuwać, by te właśnie — cokolwiek by to były — nie okazały się tej przerażającej natury, jak też przez świadomość, że przynajmniej ku temu zmierzają. Powszechny sposób rozumowania przyjęty przez dzisiejszą pobożność jest następujący: niektóre grzechy dają się pogodzić z prawdziwą wiarą, a mianowicie grzechy z ułomności; zatem dobrowolne wykroczenie, czyli to, co tekst nazywa „odejściem" od Boga, jest z nią również zgodne. Ludzie nie wyznaczają tej granicy i mówią, że nie mogą jej wyznaczyć; i tak, zacząwszy od przyzwalania na grzechy małe, przechodzą do przyzwalania na grzechy większe. Otóż ja poszedłbym drogą odwrotną i zacząłbym od drugiego końca. Pragnąłbym uświadomić ludziom wyraźnie, że są grzechy, które pozbawiają łaski; a jeśli — jak podnoszą — nie sposób wyznaczyć granicy między jednym rodzajem grzechu a drugim, ta właśnie okoliczność sprawi, że będziemy się wystrzegać nie tylko przewinień, lecz także ułomności. Od nienawiści i odrazy do grzechów wielkich przejdziemy, da Bóg, do nienawiści i odrazy do małych.

Przystąpmy tedy do Pisma Świętego w dowód tego rozróżnienia między grzechem a grzechem. Twierdzę tedy po pierwsze: że są grzechy, które pozbawiają stanu łaski; po wtóre: że są grzechy, które stanu łaski nie pozbawiają; i po trzecie: że grzechy, które go nie pozbawiają, mają jednak ku temu skłonność.

**1.** Nikt z pewnością nie wątpi, że są grzechy, które wykluczają człowieka — dopóki pozostaje pod ich władzą — od zbawienia. Daje nam to odczuć wszystko, na co natrafiamy już na samej powierzchni natchnionego tekstu. „Kto grzeszy, jest z diabła" — powiada święty Jan; „kto nie postępuje sprawiedliwie, nie jest z Boga." I znowu święty Paweł: „Wielu postępuje tak, jak wam często mówiłem, a teraz mówię z płaczem, że są wrogami krzyża Chrystusowego; ich kresem zagłada."

Znowu: „Christus wam się nie przyda na nic, wy wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie; wypadliście z łaski." Znowu w tekście wyjściowym: „Sprawiedliwy żyć będzie z wiary, lecz jeżeli się cofa, nie upodobała sobie dusza moja w nim." Oto przykłady — na pierwszy rzut oka — grzechów, które niszczą naszą nadzieję zbawienia; lecz pozwólcie, że będę dokładniejszy.

(1.) Wszelkie nałogi wady są takimi. Na przykład święty Paweł mówi: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani pijacy" i tak dalej — „nie odziedziczą królestwa Bożego." Tak jak tedy Chrzest uczynił nas „dziedzicami królestwa niebieskiego", tak grzechy tego rodzaju pozbawiają owego dziedzictwa. Toteż Apostoł mówi dalej, dla kontrastu, o tym, czym stali się w Chrystusie: „A takimi byli niektórzy z was, lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni."

(2.) Następnie, strach pomyśleć — strach, ponieważ ludzie w dzisiejszych czasach są prawie ślepi na ten grzech — że chciwość jest wymieniona obok grzechów cielesnych jako pociągająca utratę łaski w równej mierze jak one. Święty Paweł mówi: „ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani chciwcy." Znowu, do Efezjan: „O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec — to jest bałwochwalca — nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga." Odpowiada to ostrzeżeniu naszego Pana: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie" — co jest równoznaczne z powiedzeniem: jeśli służysz mamonie, natychmiast opuszczasz służbę Bożą; nie można służyć dwom panom naraz; przeszedłeś w królestwo mamony, to jest szatana.

(3.) Wszelkie gwałtowne naruszenia prawa miłości są niezgodne ze stanem łaski; Apostoł bowiem w przytoczonych miejscach mówi o „złodziejach, oszczercach i zdziercach." Podobnie święty Jan powiada w Księdze Apokalipsy: „Na zewnątrz są psy i czarownicy, i zabójcy."

(4.) I podobnie wszelka bezbożność, herezja i fałszywy kult; tak święty Jan wymienia „bałwochwalców" obok morderców; a święty Paweł mówi, że Ezaw jako „człowiek bezbożny" utracił błogosławieństwo; i oświadcza o wszystkich, którzy „głoszą inną Ewangelię" niż prawdziwa: „Niech będzie przeklęty."

(5.) I nadto „zatwardziałość serca", czyli postępowanie wbrew światłu; zgodnie z tekstem: „Starajmy się wejść do owego odpocznienia, aby nikt nie szedł za tym samym przykładem nieposłuszeństwa"; i: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych."

Takie są grzechy cięższe, czyli przewinienia. Zostały tu wyszczególnione nie jako pełna lista tych grzechów — której podać niepodobna — lecz na dowód tego, czego wątpić nie należy: że są grzechy, których nie znajdzie się w człowieku pozostającym w stanie łaski.

**2.** Następnie, że są grzechy z ułomności, czyli takie, które nie wyrzucają duszy ze stanu zbawienia, jest oczywiste wprost z chwilą, gdy się przyzna, że są grzechy, które to czynią; nikt bowiem nie będzie się upierał, że wszystkie grzechy wykluczają od łaski, bo wówczas nikt nie może być zbawiony — nie ma bowiem nikogo bez grzechu. Jednakże Pismo Święte wyraźnie odróżnia grzechy z ułomności od przewinień, co teraz wykażemy.

Na przykład: święty Paweł mówi do Galatów: „Pożądliwości ciała przeciwstawia się Duch, a Duchowi ciało; te dwie rzeczy są sobie przeciwne, tak że nie możecie czynić tego, co chcecie." W tych słowach dopuszcza on, że możliwe jest współistnienie w duszy mocy ciała i łaski Ducha; ani ciało nie gasi Ducha, ani Duch nie ujarzmi naraz zupełnie ciała. Oto więc grzeszność, która jest zgodna ze stanem zbawienia.

Znowu tenże Apostoł mówi, że mamy Arcykapłana, „który współczuje nam w naszych słabościach," gdyż Sam ich zaznał — z wyjątkiem ich grzesznego wymiaru: — to zakłada, że mamy grzeszne ułomności, lecz tej łagodnej natury, że można powiedzieć, iż w swej istocie uczestniczył w nich Ten, który był czysty od wszelkiego grzechu. Toteż w następnym wierszu święty Paweł zachęca nas, byśmy „przystępowali śmiało do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia." Słowa te nie oznaczają powrotu do stanu zbawienia, lecz przebaczenie w tym stanie; odpowiadają temu, co mówi dalej: „Przystąpmy tedy z sercem prawym z zupełną wiarą, mając szczerość serca, by wejść do najświętszego miejsca przez krew Jezusa" — to jest przez nieustanne przybliżanie się; albo jak mówi do Rzymian: przez Chrystusa „mamy przystęp" bądź dostęp „przez wiarę do tej łaski, w której stoimy."

Podobnie mówi, że „Duch wspiera nas w słabościach naszych", podczas gdy przewinienie przeciwnie — gasi Ducha.

I nieco podobne do tego jest jego własne wyznanie, gdy po wspomnieniu próby, której był poddany, mówi, że Chrystus rzekł do niego: „Wystarczy ci mojej łaski; albowiem moc w słabości się doskonali"; on zaś dodaje: „Przeto z wielką ochotą będę się chlubił słabościami moimi, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa."

I tak we wcześniejszej części tegoż Listu mówi, najwidoczniej w tym samym znaczeniu: „Przechowujemy ten skarb" — poznanie Ewangelii — „w naczyniach glinianych, aby to, co ma moc tak wielką, było z Boga, a nie z nas."

Grzechy z ułomności zdają się też być zamierzone w jego napomnieniu do Koryntian w innej części tegoż Listu. Po wykazaniu, że sprawiedliwość nie ma żadnej wspólnoty z nieprawością, i po wezwaniu, by „wychodzić spośród nich i nie dotykać się tego, co nieczyste", dodaje: „Mając tedy te obietnice, oczyśćmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, doskonaląc się w świętości w bojaźni Bożej."

Podobnie święty Jan mówi: „Jeśli chodzimy w światłości, tak jak On jest w światłości, mamy wzajemną społeczność, a krew Jezusa Chrystusa, Syna Jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu." Wydaje się tedy, że jest grzech zgodny z „chodzeniem w światłości" i że od tego grzechu „krew Chrystusa nas oczyszcza."

Znowu tenże Apostoł powiada nieco dalej: „Dzieci moje, to wam piszę, abyście nie grzeszyli; lecz jeśliby kto zgrzeszył, mamy Rzecznika u Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego, i On jest przebłaganiem za grzechy nasze." Tu grzechy przedstawione są jako przylegające do chrześcijanina i pomijane z uwagi na sprawiedliwość Chrystusa; lecz zaraz potem święty Jan mówi: „Każdy, kto jest z Boga, grzechu nie popełnia" — to znaczy: ułomności dopuścić się może, przewinienia — nie.

I święty Jakub mówi: „W wielu rzeczach wszyscy upadamy" — to znaczy, wszyscy się potykamy. Zawsze się potykamy na naszej drodze, idąc nią; lecz jeśli naprawdę z niej upadamy, wypadamy z niej.

I święty Juda: „Jednych nakłaniajcie do pokuty — biorąc pod uwagę różnicę — a drugich wybawiajcie porywając z ognia." Wyraźnie są tu zamierzone różne rodzaje grzechów.

I wreszcie sam nasz Pan zaznaczył już, że są grzechy niezgodne ze stanem łaski, gdy powiedział o swych Apostołach: „Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało mdłe."

**3.** Pozostaje wykazać, że te grzechy z ułomności zmierzają ku tym, które są cięższe i pozbawiają łaski; co nie jest najmniej ważną kwestią podlegającą rozważeniu.

Pewna ilustracja wyjaśni, co mam na myśli, i może rzucić światło na cały temat. Wiecie, że często zdarza się, iż człowieka dotyka pewna dolegliwość, i gdy spyta się biegłych w sztuce lekarskiej, czy jest groźna, odpowiadają: „Jeszcze nie, lecz nie wiedzą, co z tego wyniknie; może okazać się czymś bardzo poważnym; na razie nic wielkiego złego nie ma; jednakże, jeśli nie zostanie powstrzymana, a tym bardziej jeśli będzie zaniedbana, stanie się poważna." Taki, jak sądzę, jest dzień po dniu stan chrześcijanin wobec ich dusz: zawsze chorują, zawsze są na progu choroby; są słabowici, łatwo ulegają zaburzeniu, zmuszeni do wielkiej troski o siebie wobec powietrza, słońca i pogody; pełni są skłonności do wszelkiego rodzaju groźnych chorób i nieustannie ujawniają te skłonności w lekkich objawach; lecz nie są jeszcze w niebezpieczeństwie. Z drugiej strony, jeśli chrześcijanin popełni jakiś grzech poważny, zostaje natychmiast wyrzucony ze stanu łaski, podobnie jak człowiek, który popada w zaraźliwą gorączkę, jest w zupełnie innym stanie niż ten, który jest jedynie wątłego zdrowia.

Jeśli chodzi o ten postęp grzechu od ułomności do przewinienia, tu — podobnie jak przedtem — nie potrzebujemy uciekać się do Pisma Świętego dla dowiedzenia prawdy, której uczy nas każdy dzień: że ludzie zaczynają od małych grzechów i przechodzą do grzechów wielkich, że droga grzechu jest nieprzerwanym zboczem, gdzie nic nie zmusi do zatrzymania tych, którzy nią kroczą, i że najgorsze przewinienia wydają się błahostkami grzesznikowi, a najlżejsze ułomności są ciężkie dla świętego. „Kto gardzi rzeczami małymi" — mówi Mędrzec — „ten po trochu upadnie"; jest to z pewnością nauka natchnionego Pisma Świętego w całości; i tu nie zrobię nic więcej, jak tylko przytoczyć dwa ustępy od dwóch Apostołów na jej poparcie. Święty Jakub mówi wyraźnie: „Gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech; gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć." Widzicie, że od początku zmierza do śmierci; bo kończy się śmiercią — ale dopiero gdy się kończy, gdy dojrzeje. Znowu święty Paweł mówi: „Prostujcie ścieżki dla nóg waszych, aby to, co kulawe, nie wyboczyło z drogi, lecz raczej zostało uleczone." Zawsze jesteśmy w pewnej mierze kulawe na tym świecie, nawet w najlepszym naszym stanie. Wszyscy chrześcijanie tacy są; lecz gdy wskutek swego kulawstwa przechodzą do zbaczania z drogi, albo — jak mówi tekst — do „cofania się", różnią się od tych, którzy są jedynie kulawi, tak dalece jak różnią się ci, którzy utykając podążają drogą, od tych, którzy z niej wypadają. Ci, którzy zboczyli, muszą zawrócić — popadli w odmienny stan; ci zaś, którzy kulawią, muszą być „uleczeni" w stanie łaski, w którym się znajdują, i dopóki się w nim znajdują; i to po to, żeby nie „wyboczyli" z niego. Tak kulawość jest zarazem czymś odrębnym od odstępstwa, a przecież ku niemu prowadzi.

I tu można poczynić uwagę o tym grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, który nigdy nie będzie odpuszczony. Jestem bardzo daleki od zaprzeczania, że istnieje pewien szczególny grzech, do którego przynależy ów straszliwy tytuł, choć nie podejmuję się mówić, co to za grzech; lecz zauważam tyle: skoro jest on grzechem nieodpuszczalnym, nie ma grzechu, który byśmy popełniali, a który nie mógłby być uważany za zmierzający ku niemu i za początek tego, co kończy się śmiercią, co kończy się zatwardziałością, co kończy się zagaszeniem owych łaskawych natchnień, przez które jedynie jesteśmy zdolni czynić jakiekolwiek dobro. I jest to myśl bardzo poważna dla wszystkich, którzy grzeszą dobrowolnie — że choćby ich grzech był lekki, zaczynają bieg, który — jeśli puszczony swobodnie — kończy się apostazją i potępieniem. Stąd siła następującego urywka, który opisuje ostateczny wynik biegu dobrowolnego grzechu, albo ku czemu każdy dobrowolny grzech zmierza: „Niemożliwe jest bowiem — w przypadku tych, którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebieskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali dobrego słowa Bożego, i mocy przyszłego wieku, a odpadli" — w ten sposób zupełnie gasi się daną im łaskę — „odnowić ich do nawrócenia."

W sumie tedy można za taki uważać stan chrześcijanina: zawsze bliski upadku, a jednak mocą Bożego miłosierdzia nigdy nieupadający; zawsze umierający, a przecież zawsze żywy; pełen ułomności, lecz wolny od przewinień; i w miarę upływu czasu coraz wolniejszy również od ułomności, zmierzając ku tej doskonałej sprawiedliwości, która jest wypełnieniem Prawa; — z drugiej strony, gdyby upadł, może się podnieść, lecz nie bez wielkiego bólu, w bojaźni i drżeniu.

Kończę, bracia, jedną radą, która nasuwa się wprost z tego, co powiedziałem. Nigdy nie pozwalajcie, by grzech pozostawał na was; niech nie starzeje się w was; zetrzyjcie go, póki świeży, bo inaczej zabarwi; niech się nie wżera; niech nie wrywa się w was, nie rdzewieje w was. Jest z natury swej niszczący; jest jak zgorzel; pożre wasze ciało. Mówię: strzeżcie się, bracia, by cierpieć grzech w sobie — i to z wielu powodów. Przede wszystkim, choćby z tego jednego: zapomnicie, że go popełniliście, i nigdy w ogóle z niego nie pokutujecie. Pokutujcie z niego, póki o nim wiecie; niech nie zostanie wymazany z waszej pamięci, zanim nie zostanie najpierw zmyty z waszej duszy. Jaki może być stan naszych dusz od nagromadzonych zaległości przeszłości! Biada! W jak wielkie trudności uwikłaliśmy się, sami o tym nie wiedząc. Niejeden człowiek z pewnością w ten sposób wiedzie życie w ospałości, ma zasłonę przesłaniającą mu Boga, niewiele albo nic nie czerpie z ustanowień łaski i nie może uzyskać jasnego oglądu prawdy. Dlaczego? Przeszłe grzechy ciążą mu jak brzemię, a on o tym nie wie. A ponadto grzech zaniedbany nie tylko plami i zaraża duszę, lecz staje się nałogiem. Wypacza i zniekształca duszę; trwale ją osłabia, kaleczy lub okalecza. Pozbywajmy się go tedy niezwłocznie, dzień po dniu, jak kurzu z rąk i twarzy. Myjemy nieustannie ręce. Ach! Czy to nie jest podobne do faryzeuszów, jeśli nie myjemy równocześnie poplamionych dusz? Niechże tedy ten ohydny stan nie trwa w was; słowami proroka: „Obmyjcie się, oczyśćcie, usuńcie zło uczynków waszych" sprzed oczu waszego Pana i Zbawiciela. Zróbcie z siebie czystą kartę. Grzeszycie dzień po dniu; niech słońce nie zachodzi nad waszą winą. Grzeszycie ustawicznie, w każdym razie w takiej mierze, że jesteście jak najbardziej nędznymi, jak najbardziej odrażającymi, jak najmniej godnymi Aniołów, którzy są waszymi towarzyszami. Przystępujcie tedy nieustannie do Źródła oczyszczenia po oczyszczenie. Święty Jan mówi, że Krew Jezusa Chrystusa oczyszcza od wszelkiego grzechu. Korzystajcie z wyznaczonych środków — spowiedzi, modlitwy, postu, naprawienia win, szczerych postanowień i ustanowień łaski. Nie zatrzymujcie się nad mierzeniem stopnia waszej winy — czy naprawdę cofnęliście się od Boga, czy nie. Niech zwykła wasza pokuta będzie taka, jakbyście rzeczywiście się cofnęli. Nie możecie za wiele pokutować. Przychodźcie do Boga dzień po dniu, błagając Go o wszystkie grzechy całego waszego życia aż po samą chwilę obecną. To jest droga, by utrzymywać szatę chrzcielną w blasku. Niech będzie prana tak, jak prane są wasze szaty z tego świata — raz po raz; prana w najświętszym, najdroższym, najzbawiennieszym ze wszystkich strumieni — Jego krwi, który jest bez skazy i bez zmazy. W ten oto sposób Kościół Boży, w ten sposób każdy poszczególny jego członek, staje się wewnątrz pełen chwały i napełniony łaską.

W ten oto sposób powracamy duchem do stanu Adama przy stworzeniu, gdy łaska i chwała Boża była dlań szatą i sprawiała, że zbędne były odzienia ziemskie. W ten sposób przygotowujemy się na ów nowy świat, który ma przyjść — na nowe niebiosa i nową ziemię oraz wszystkie ich zastępy, w dniu, gdy zostaną stworzone; — gdy nadejdą zaślubiny Baranka i Jego Oblubienica uczyni się gotową, a jej dane będzie przyoblec się w bisior czysty i lśniący; albowiem bisior to sprawiedliwość świętych.

---

← wróć do odkrywania