HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom V

Kazanie XX. Wytrwałość — udział chrześcijanina

(Niedzielna po Siedemdziesiątnicy)

Gdy cierpię i nie rozumiem po coGdy przytłacza mnie troska Naśladowanie ChrystusaNadzieja i ufność
„Wszystko to na mnie przyszło."
W skrócie. Kazanie o wytrwałości jako szczególnym powołaniu chrześcijańskim: cierpienie nie jest wypadkiem, lecz obiecaną częścią Ewangelii, podobnie jak błogosławieństwo było częścią Prawa. Newman analizuje los Jakuba i patriarchów jako zapowiedź losu chrześcijanina. Kto przyjmuje krzyż jako swój udział, odnajduje w nim pokój — nie przez stoicyzm, ale przez zjednoczenie z Chrystusem.

„Powołaniem jego było trwać w burzy; samą istotą jego życia było być pielgrzymem; samą osnową dni lat jego — być nielicznymi i złymi.”

*(Niedzielna po Siedemdziesiątnicy)*

*„Wszystko to na mnie przyszło."* — Rdz 42,36

Tak mówił patriarcha Jakub, gdy Józef zniknął bez wieści, Symeon był przetrzymywany w Egipcie, Beniaminowi groziło niebezpieczeństwo, a pozostałych synów podejrzewał i nie ufał im; gdy na progu jego domu — owszem, tuż za jego drzwiami — panował dotkliwy głód, a wokół byli wrogowie lub obcy, na przyszłość zaś czekały same nieszczęścia, a przeszłość naznaczona była wieloma bolesnymi wspomnieniami, nie zaś budującymi — strasznym nieprawości własnej rodziny i jej następstwami oraz, sięgając jeszcze dalej wstecz, gniewem Ezawa, rozstaniem z domem ojcowskim, tułaczką i złym obchodzeniem się ze strony Labana. Od młodości pełen był boleści i dźwigał je z sercem stroskanym. Pierwsze jego słowa brzmią: „Jeśli Bóg będzie ze mną... tedy Pan będzie moim Bogiem." Następne: „Wybaw mnie, proszę Cię." Następne: „Zasmuciliście mnie." Następne: „Pójdę do grobu wzdychając za synem moim." Następne: „Wszystko to na mnie przyszło." I jeszcze: „Mało i złych było dni lat żywota mego." Cios za ciosem, uderzenie za uderzeniem — udręka spadała jak grad. To, że jeden kamień gradowy upadł, jest dowodem nie tego, że więcej ich nie przyjdzie, lecz że inne nadciągają niechybnie; gdy czujemy pierwszy, mówimy: „Zaczyna padać grad" — nie wnioskujemy, że się skończyło, lecz że jeszcze przyjdzie. Tak było z Jakubem: burza szumiała wokół niego, a ciężkie krople padały, gdy jeszcze przebywał w domu ojcowskim; ona wygnała go w świat. Nie ustała jednak dlatego, że znalazł się w jej środku; nie skończyła się dlatego, że się zaczęła. Owszem, trwała, bo się zaczęła; jej początek oznajmiał jej obecność; zaczęła się na mocy pewnego prawa, które rozciągało się nad nim również w dojrzałości i starości, jak i we wczesnej młodości. Powołaniem jego było trwać w burzy; samą istotą jego życia było być pielgrzymem; samą osnową dni lat jego — być nielicznymi i złymi.

A czym był Jakub przez całe życie, tym był jego syn Józef przynajmniej w pierwszej jego części; przez trzynaście lat, od siedemnastego do trzydziestego roku życia, tkwił w niedoli znacznie większej niż Jakuba — w niewoli, w jarzarze, w więzieniu, w kajdanach tak ciasnych, że mówi się, iż żelazo weszło w jego duszę. A czym był Józef na początku życia, takim był Abraham, jego praojciec, w drugiej jego połowie. Przez siedemdziesiąt pięć lat żył on w „domu ojca swego"; odtąd zaś był tułaczem. W ten sposób Bóg Wszechmogący poprzez przykłady patriarchów swego ludu dawnego przypominał owemu ludowi, że ten świat nie jest jego spoczynkiem; tak zapowiadał ów stan życia, który jest nie tylko nauką, lecz i wzorem dla nas w naszej własnej kondycji, „jeśli pobożnie żyjemy w Chrystusie Jezusie". On sam, Wcielony Pan, raczył jedynie zamieszkać na ziemi jako przychodzień; nie miał gdzie głowy skłonić. „Wyjdźmy tedy do Niego poza obóz, nosząc Jego hańbę, bo nie mamy tu miasta trwałego, ale przyszłego szukamy." W Jakubie jest zatem zapowiedź chrześcijanina. Rzekł on: „Wszystko to na mnie przyszło"; a co on powiedział w pewnym przygnębieniu ducha, to chrześcijanin musi mówić — nie w przygnębieniu, nie z bólem, ani porywczo, ani ze skargą, ani z niecierpliwością, lecz spokojnie, jakby wyznawał pewną prawdę wiary. „Wszystko to na mnie przyszło"; lecz to mój udział; przyszło na mnie, abym walczył przeciw temu i zwyciężył. Gdyby nie było wroga, nie byłoby walki; gdyby nie było udręki, nie byłoby wiary; gdyby nie było próby, nie byłoby miłości; gdyby nie było lęku, nie byłoby nadziei. Nadzieja, wiara i miłość są orężem, a oręż zakłada nieprzyjaciół i starcia; i polegając na swym orężu, chlubić się będę w swym cierpieniu, będąc „przekonany, że ani śmierć, ani życie, ani Aniołowie, ani Zwierzchności, ani moce, ani teraźniejsze rzeczy, ani przyszłe, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym".

Że udręka i boleść są w jakimś szczególnym sensie udziałem chrześcijanina, wynika jasno z takich ustępów Pisma Świętego, jak następujące: na przykład, Paweł święty i Barnabas przypominają uczniom, „że przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego". Znowu mówi Paweł święty: „Jeśli tylko współcierpimy z Nim, abyśmy też byli wspólnie uwielbieni". Znowu: „Jeśli z Nim cierpimy, z Nim też królować będziemy". Znowu: „Owszem, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowani będą". Znowu Piotr święty: „Jeśli dobrze czyniąc cierpicie i zniosłoby to cierpliwie, to jest łaska u Boga; bo na to powołani jesteście". A Zbawiciel nasz oznajmia, że ci, którzy opuścili bliskich tego świata „dla Niego i dla Ewangelii", otrzymają „stokroć więcej" teraz, „z prześladowaniami". I Paweł święty mówi we własnym przypadku o swych „niebezpieczeństwach" na morzu i na lądzie, ze strony przyjaciół i wrogów, z zewnątrz i od wewnątrz, w ciele i w duszy. A jednak dodaje: „Chlubiłem się z tych rzeczy, które są słabości moje."

Wobec takich jednak ustępów naturalnym jest zarzut, że nie mają one zastosowania do obecnych czasów; że odnoszą się do czasów prześladowania, które minęło i przeszło; i że ludzie wchodzą teraz do królestwa bez tych udręk, które niegdyś się z tym wiązały. Można powiedzieć, że to, co widzimy, jest zbiciem tak smutnej i surowej nauki. W naszym wieku i w naszym kraju Kościół jest z pewnością w pokoju; prawa są mu zabezpieczone, a przywileje dodane. Chrześcijanie dziś mają co najmniej wolność osobistą i majątkową; żyją bez niepokoju i umierają spokojnie. Co więcej, posiadają o wiele więcej niż samą tolerancję — mają we władaniu cały kraj; nie ma w nim nikogo oprócz chrześcijan; a jeśli cierpią prześladowanie, to musi ono być (poniekąd) zadawane wzajemnie sobie przez nich samych. Chrześcijaństwo jest prawem tego kraju; jego posługa jest zawodem, jego urzędy są zaszczytami, jego imię jest zaleceniem. Tak dalece, że zamiast by chrześcijanie byli doświadczani dlatego, że są chrześcijanami, to ci, którzy chrześcijanami nie są — niewierni i rozwiąźli — ci właśnie są prześladowani. Podlegają rzeczywiście pewnym ograniczeniom, i słusznie; lecz byłoby równie prawdziwe twierdzenie, że chrześcijanie słusznie są w niedoli, jak że są w niej w ogóle. Jakie to wyznanie wiary, gdy człowiek staje w pierwszym szeregu chrześcijańskiej walki, a ów szereg jest beneficjum lub godnością kościelną? Przełożeni Kościoła byli niegdyś celami dla prześladowcy; teraz są tylko wciśnięci w doczesne rangi i władzę. Dawniej krzyż widniał w inwentarzu świętych skarbów, przekazywanych z biskupa na biskupa; lecz teraz — cóż to za zaparcie siebie w Apostolacie, co gorzkiego jest w kielichu Chrystusa, jakie ślady Pana Jezusa w dotknięciu Jego Ręki, jakaż przeszywająca ostrość w Jego świętym Tchnieniu? Dawnych czasów — jak Duch natychmiast wiódł Go na pustynię, by był kuszony przez diabła — tak i oni, którzy przyjmowali Wszechmogącego Pocieszyciela w którymkolwiek z Jego wzniosłych darów, znajdowali się od razu wśród dzikich zwierząt Efezu lub pośród morskich bałwanów; lecz nie ma już takich widzialnych dowodów triumfów łaski Bożej, które uniżając jednostkę, posługiwały się nią dla celów niebieskich.

To jest to, co oponenci mogą powiedzieć; i na potwierdzenie mogą nam kazać patrzeć na stosunek świata do Kościoła i jego świętych urzędów, i osądzić samemu, czy nie mają z sobą powszechnego rozsądku ludzkiego. Czyż bowiem posługa Kościoła nie jest tym, co się nazywa łatwym zawodem? Czy nie widzimy, że podejmują ją ci, którzy miłują spokój lub nie nadają się do interesów; ci, którzy są mniej żywiołowi, mniej aktywni umysłowo, mniej przedsiębiorczy od innych? Czy nie prowadzi ona raczej ku ziemi Kanaan, jak ongiś, niż ku ciasnej, kamienistej drodze i ciernistemu łożu Ewangelii? Czy nie ma w niej żyznych pastwisk i przyjemnych miejsc odpoczynku, i spokojnych orzeźwiających strumieni, i mleka i miodu opływającego — stosownie do obietnicy Starego Przymierza — zamiast owego chrztu i owego kielicha, który jest chwałą Nowego? Fakty zatem — powiedzą — zbijają takie pojęcia o cierpiącym charakterze chrześcijańskiego Kościoła. Cierpiał on na początku — cierpienie było ceną jego triumfu; od tego czasu zaś przestał cierpieć. Jest teraz równie prawdziwie w pokoju, jak prawdziwie niegdyś był w cierpieniu; równie dobrze można by zaprzeczać, że cierpiał, jak że jest w pokoju; a stosowanie do jego obecnego stanu tekstów, które mówią o tym, czym był wówczas, jest sztuczne, urażają niektórych słuchaczy i budzą śmiech u innych. Tyle można powiedzieć.

A jednak — czy tak jest naprawdę? Zajrzyjmy znowu do Biblii. Czy mamy iść za wiarą czy za widzeniem? — bo cokolwiek wynika z tego, co widzimy, tego nie może unieważnić to, co jest napisane. Co jest napisane, pozostaje; a jeśli wzrok jest temu przeciwny, musimy przypuszczać, że istnieje jakiś sposób rozwiązania tej trudności, choć nie widzimy jaki; i postaramy się, jak umiemy, rozwiązać ją w rozpatrywanym przez nas przypadku.

Rozważmy jeszcze raz, powiadam, słowa Pisma Świętego. Z pewnością, jeśli wytrwałość nie jest w jakimś sensie udziałem chrześcijan, to cały Nowy Testament sam w sobie ma tylko doraźne znaczenie; bo zbudowany jest cały na tej nauce jako fundamencie. Jeśli „teraźniejszy ucisk", o którym mówi Paweł święty, nie oznacza zwyczajnego stanu Kościoła chrześcijańskiego, Nowy Testament prawie nie jest pisany dla nas, lecz musiałby być przerobiony, zanim można by go zastosować. Są ludzie świata w tej epoce, którzy usiłują wyprzeć przepisy Chrystusa o jałmużnie i utrzymaniu ubogich. Przywykliśmy sprzeciwiać się, że stoją w sprzeczności z Pismem Świętym. Znowu słyszymy o ludziach układających własną formę rządu kościelnego, pomijających Sakramenty lub przeinaczających nauki. Mówimy, że nie czytają Pisma Świętego należycie. Odpowiadają być może, że Pismo Święte nakazuje lub pochwalatamne rzeczy, które nie są dla nas obowiązujące osiemnaście wieków później. Uważają, że opieka nad ubogimi, forma Kościoła, władza Państwa nad nim, natura jego wiary lub wybór jego ustanowień nie są kwestiami, co do których musielibyśmy ściśle trzymać się Pisma Świętego; że czasy się zmieniły. To mówią; i czy możemy mieć im za złe, jeśli sami dopuszczamy, że Nowy Testament jest martwą literą w innej, nad wyraz istotnej swej części? Cóż dziwnego, że myślą, iż świat może teraz rządzić Kościołem, skoro my godzimy się, że Kościół może teraz wygodnie żyć ze światem? Z pewnością po prostu robią z nami uczciwy układ; i oni, i my odkładamy na bok Pismo Święte, po czym zgadzamy się razem, my by żyć w łatwostwie, oni by rządzić. Wzięliśmy żołd tego świata i nie możemy narzekać na jego jarzmo. Niezależność z pewnością nie jest przywilejem Kościoła, chyba że niedola jest jego udziałem.

Otóż być może właśnie utrapienie, trud, ucisk, złe obchodzenie się, zła sława — to jest jej udział, zarówno obiecany, jak i dany, choć na pierwszy rzut oka może tak nie wyglądać. Cóż za dowód, że szczęście doczesne było darem Prawa, który nie przemawiałby równie dobrze za tym, że doczesna niedola jest darem Ewangelii? Mówisz, że Żydzi mieli obietnicę tego świata. Prawda. Ale spójrz na ich dzieje. Czy ta obietnica jest spełniona na ich powierzchni? Czyż nie mieli długich okresów niewoli, wojen, głodu, moru, słabości, wewnętrznych rozłamów? Spójrz na ich dzieje jako całość. Czy nie przypominają bardzo innych historii? Czy ich potęga nie miała początku, rozwoju i końca? Czy nie przeszli przez te kolejne etapy, przez które przechodzą inne państwa? Jaką pomyślność mieli, patrząc z zewnątrz, jakiej nie miały inne państwa? Jakie nieszczęścia dotknęły inne państwa, od których oni byli wolni? Jeśli zatem wygląd rzeczy ma dowodzić, że Kościół chrześcijański nie jest przeznaczony do utrapienia, czyż nie dowodziłby zarazem, że Kościołowi żydowskiemu nie była przydzielona pomyślność? A jeśli wbrew pozorom twierdzimy, że Izraelici mieli szczególne doczesne błogosławieństwa, czemuż nie możemy wbrew pozorom twierdzić, że chrześcijanie mają szczególne doczesne doświadczenia?

Powiecie być może, że obietnica żydowska była zawieszona na warunku, na warunku posłuszeństwa, i że Żydzi utracili nagrodę, bo na nią nie zasłużyli. Prawda; niechaj tak będzie. I co stoi na przeszkodzie, by w podobny sposób, jeśli chrześcijanie żyją w pomyślności, a nie w niedoli, to dlatego, że i oni utracili obietnicę i przywilej ucisku przez nieposłuszeństwo? I co stoi na przeszkodzie, by — tak jak mimo grzechów ludu Kościół żydowski w jakimś dostatecznym sensie uzyskał jednak obietnicę doczesną — tak samo, mimo grzechów rzeszy chrześcijan, Kościół chrześcijański jako całość i jego prawdziwe dzieci w szczególności miały udział w obietnicy ucisku?

Bardzo trudno zatem wnioskować na podstawie tego, co widzimy, i jest wiele sposobów, w jakie to, co jest napisane, może się spełnić wbrew temu, co widzimy, lub przez to, co widzimy. Jedyne, co można wyraźnie wskazać, to słowo obietnicy. Powiedziano o Izraelu: „Umiłował On lud; wszyscy święci Jego są w ręku Twoim; i siadali u stóp Twoich; każdy z nich przyjmował słowa Twoje. … Niechaj Ruben żyje, a nie umiera; niech mężów jego nie będzie mało. … Wysłuchaj, Panie, głosu Judy i przywiedź go do ludu jego. Niech ręce jego wystarczą mu, a Ty bądź ku pomocy przeciwko nieprzyjaciołom jego." I o Lewim: „Niechaj Twój Tummim i Twój Urim będą przy Świętym Twoim. … Błogosław, Panie, substancji jego i przyjmij robotę rąk jego; przebij lędźwie tych, którzy powstają przeciw niemu, i tych, co go nienawidzą, by się już nie podnieśli." I o Beniaminie: „Umiłowany Pański mieszkać będzie bezpiecznie u Niego." I o Józefie: „Błogosławiona niech będzie od Pana ziemia jego, za najdroższe rzeczy nieba, za rosę i za przepaść leżącą w dole, i za najdroższe płody słońca, i za najdroższe płody księżyca, i za przednią część pradawnych gór, i za najdroższe rzeczy wiecznych pagórków, i za najdroższe rzeczy ziemi i jej pełnię." I o Zebulonie: „Raduj się, Zebulonie, w wychodzeniu twoim; i ty, Issacharze, w namiotach twoich … ssać będą obfitość mórz i skarby ukryte w piasku." I: „Błogosławiony, który rozszerza Gada; mieszka jak lew i rozrywa ramię wraz z ciemieniem głowy." I: „O Neftali, nasycony łaską i pełen błogosławieństwa Pańskiego, posiadaj zachód i południe." I: „Niech Aser będzie błogosławiony dziećmi; żelazem i miedzią będą sandały twoje; i jak dni twoje, tak siła twoja." I o wszystkich razem powiedziano: „Izrael zamieszka bezpiecznie sam; źródło Jakuba — na ziemi zboża i wina; niebiosa jego rosą ociekać będą." Oto były jasne i rozkoszne rzeczy obiecane pierwszemu ludowi Bożemu na równinach Moabu, gdy wchodzili do Ziemi. A teraz z kolei — cóż głosił drugi i większy Prorok Kościoła, gdy stanął na górze, a lud był wokół Niego, i ogłosił swoje przymierze łaski? „Otworzył usta swe i rzekł: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi. … Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości … Błogosławieni miłosierni. … Błogosławieni czystego serca. … Błogosławieni pokój czyniący." I na koniec: „Błogosławieni jesteście, gdy was ludzie lżyć będą i prześladować i mówić o was wszelkie kłamliwe zło z mego powodu. Weselcie się i radujcie, bo wielka jest nagroda wasza w niebiesiech; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami." I przez kontrast dodał: „Ale biada wam, bogaczom, bo już macie pociechę waszą. Biada wam, którzyście nasyceni, bo łaknąć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, bo płakać i zawodzić będziecie. Biada wam, gdy dobrze o was mówić będą wszyscy ludzie, bo tak czynili ojcowie ich fałszywym prorokom."

Innym razem rzekł tak: „Sprzedajcie, co macie, i dajcie jałmużnę." „Jeśli chcesz być doskonały, idź i sprzedaj, co masz, i daj ubogim." „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego." „Kto chciałby być między wami pierwszym, niech będzie sługą waszym." „Jeśli kto chce iść za Mną, niech zaprze się samego siebie i weźmie krzyż swój, i naśladuje Mnie." I, jednym słowem, nauka Ewangelii i jej zasada wyrażona jest tak zwięźle przez Apostoła w słowach Mędrca: „Kogo miłuje Pan, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje. Jeśli znosicie karanie, Bóg obchodzi się z wami jako z synami. … Jeśli jesteście bez karania, którego wszyscy są uczestnikami, tedyście bękarty, a nie synami." Czyż słowa mogą jaśniej powiedzieć, że tak samo pewno jak doczesna pomyślność jest darem Prawa, tak też trud i ucisk są darem Ewangelii?

Weź zatem swój udział, duszo chrześcijańska, i rozważ go dobrze, i naucz się go miłować. Przekonasz się, jeśliś Chrystusowy, że wbrew temu, co świat sobie wyobraża, nawet dzisiaj wytrwałość, w szczególnym sensie, jest udziałem tych, którzy ofiarowują się, by być sługami Króla boleści. Jest pewien świat wewnętrzny, którego nie widzą ci, co do niego nie należą; i choć szata zewnętrzna jest wielobarwna jak płaszcz Józefa, wewnątrz jest podbita sierścią wielbłąda lub włosiennicą, stosowną dla tych, którzy pragną być jedno z Tym, który żył surowo na pustyni, na górze i na morzu. Jest pewien świat wewnętrzny, w który wchodzą ci, którzy zbliżają się do Chrystusa, choć ludziom w ogólności wydaje się, że są tacy sami jak dawniej. Zajmują to samo miejsce co dawniej w społeczności świata; zajęcia są te same, obyczaje, wchodzenie i wychodzenie. Jeśli zajmowali wysokie stanowisko, nadal są wysoko; jeśli wiedli żywot czynny, nadal są czynni; jeśli byli zamożni, nadal mają majątek. Mają nadal wielkich przyjaciół, wpływowe znajomości, znaczne zasoby, dobrą sławę w oczach świata; lecz jeśli pili z kielicha Chrystusa i kosztowali chleba Jego Stołu w szczerości, nie jest z nimi jak dawniej. Przyszła na nich przemiana, nieznana im samym, chyba że przez jej skutki; mają jednak udział w losach, wobec których inni ludzie są obcy, i mając owe losy, mają też związane z nimi zmagania. Pili coś, co wyglądało jak napój tego świata, lecz skojarzyło ich nadziejami i obawami, próbami i zamierzeniami ponad tym światem. Przyszli po błogosławieństwo, a znaleźli pracę. Są żołnierzami w wojsku Chrystusa; walczą przeciw „rzeczom widzialnym" i mają „wszystko to przeciwko sobie". Ku swemu zdumieniu, w miarę upływu czasu, stwierdzają, że ich los się odmienił. Odkrywają, że w tej czy innej postaci spotyka ich przeciwność. Jeśli sami siebie nie umartwiają, Bóg ich umartwia. Jeden cios spada — są zaskoczeni; mija, jest dobrze; niczego więcej się nie spodziewają. Przychodzi drugi; dziwią się: „Czemu to?" — pytają; myślą, że pierwszy powinien był ich zabezpieczyć przed drugim; znoszą go jednak, i ten też mija. Potem przychodzi trzeci; prawie szemrzą; nie opanowali jeszcze wielkiej nauki, że wytrwałość jest ich udziałem. O prosta duszo, czyż nie jest prawem twojego istnienia, że masz wytrwać, odkąd przyszłaś do Chrystusa? Pocoś przyszła, jeśli nie po to, by wytrwać? Czemuś smakowała Jego niebiańską ucztę, jeśli nie po to, by w tobie działała? Czemuś klęczała pod Jego ręką, jeśli nie po to, by wycisnął na tobie piętno Swych ran? Czemuż się więc dziwić, że jeden smutek nie wykupuje następnego? Czy jedna kropla deszczu pochłania drugą? Czy burza ustaje dlatego, że się zaczęła? Pojmij swoje miejsce w Królestwie Bożym i wesel się — nie skarż się — że za swych dni masz dział z Prorokami i Apostołami. Nie zazdrość wesołemu i kwitnącemu światu. Ludzie pobożni pytają: „Dlaczego tyle krzyży nas wyznacza? Inni dochodzą do czegoś na świecie; inni żyją w pomyślności; ich zamierzenia wychodzą dobrze, a rodziny układają się szczęśliwie; nie ma wśród nich ani niepokoju, ani żałoby, a tymczasem świat walczy przeciw nam." To jest to, co czasem mówią, choć z niemałą przesadą, bo prawie wszyscy ludzie, prędzej czy później, mają swoje kłopoty, a chrześcijanie tak samo jak inni mają swe nieustanne pociechy. Lecz co z tego, choćby było to jak najbardziej prawdziwe? Jeśli tak, to tylko spełnia się to, co przepowiedziano dawno temu, a nawet pod Prawem wypełniało się w jakimś stopniu. „Mają dzieci według życzenia swego i zostawiają resztę majętności dzieciom swoim." „Nie są narażeni na niebezpieczeństwo śmierci, lecz są zdrowi i mocni. Nie wpadają w nieszczęście jak inni ludzie i nie są doświadczani jak inni. … Oczy ich wzbierają tłuszczem; czynią, czego serce zapragnie. … Oto tacy są bezbożni, a jednak kwitną na świecie i mają bogactwa w posiadaniu." Taki jest udział, taka jest kara tych, którzy porzucają swego Boga. „Zaprawdę powiadam wam: Wzięli zapłatę swoją."

Gdy zatem, bracia moi, wysuwa się zarzut, że czasy się zmieniły od chwili, gdy Ewangelia była po raz pierwszy głoszona, i że to, co Pismo Święte mówi o losie chrześcijan, nie ma do nas zastosowania, odpowiedzcie, że Kościół Chrystusowy jest z pewnością w wysokim dostojestwie wszędzie i tak musi być, bo napisano: „Dam Ci narody w dziedzictwo i krańce ziemi w posiadanie Twoje." Lecz że utrzymując swoją pozycję, wciąż cierpi, utrzymując ją; musi walczyć w dobrej walce, by ją utrzymać; walczy i cierpi, proporcjonalnie do tego, jak dobrze spełnia swoją rolę; i jeśli nie cierpi, to dlatego, że drzemie. Jej nauk i jej przepisów nigdy nie będzie można polubić światu; i jeśli świat nie prześladuje, to dlatego, że ona nie głosi. Tak samo jej poszczególni członkowie po swojemu cierpią; nie jej sposobem być może, nie z tego samego powodu, nie w tym samym stopniu, lecz mniej lub bardziej, jako podlegający prawu cierpienia, które Chrystus zapoczątkował. Nie sądzcie więc według pozorów zewnętrznych; nie myślcie, że Jego słudzy są w łatwostwie i bezpieczeństwie, bo rzeczy wyglądają gładko, bo inaczej możecie być zaskoczeni i zgorszeni, gdy cierpienie was dosięgnie. Doczesne błogosławieństwa udziela On wam i wszystkim ludziom hojnie; „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi"; lecz w waszym przypadku będą to „domy i bracia i ziemie z prześladowaniami". Nie sądźcie według pozorów, lecz bądźcie pewni, że nawet gdy rzeczy zdają się rozjaśniać i uśmiechać do prawdziwych sług Bożych, jest wiele wewnątrz, co ich doświadcza, choć wy tego nie widzicie. W dawnych czasach nosili pod kosztownymi szatami odzienie z włosia i włosiennicę. Dziś nie ma zwyczaju tego czynić na zewnątrz; lecz bądźcie zupełnie pewni, że jest tyle samo ostrych boleści pod widzialną okryciną rzeczy, jak gdyby nosili. Niejeden tajny ból lub niemal niezauważana słabość ćwiczy tego, kto ją posiada, lepiej niż ciernie lub węzłowy sznur. Niejedna cicha boleść leżąca jak ołów w piersi lub jak zimny lód na sercu. Niejedna smutna tajemnica, której człowiek nie odważa się wyjawić, bojąc się, że nie znajdzie zrozumienia. Niejedne sumienie obciążone, obciążone dlatego, że jego właściciel zwrócił się do Chrystusa, i którego by nie odczuł, gdyby od Niego się trzymał z dala. Niejeden lęk przed przyszłością, którego nie można wypowiedzieć; niejeden smutek, który ogołocił dary świata z ich miłego smaku i sprawia, że serce tylko wzdycha na ich widok. Nie; nigdy, dopóki trwa Kościół, słowa starego Jakuba nie zostaną odwrócone — wszystkie tu rzeczy są przeciwko nam, prócz Boga; lecz jeśli Bóg jest za nami, ktoż może rzeczywiście być przeciwko nam? Jeśli On jest pośród nas, jakże możemy być wzruszeni? Jeśli Chrystus umarł i zmartwychwstał, jaka śmierć może spaść na nas, choćbyśmy co dnia umierali? Jakaż boleść, jakaż boleść, ból, uniżenie, doświadczenie, które nie musiałoby skończyć się tak, jak skończyło się Jego, w ciągłym zmartwychwstaniu do Jego nowego świata i w coraz bliższym zbliżeniu się do Niego? Wypowiedział błogosławieństwo nad Apostołami swymi i rozesłali je szeroko po całej ziemi aż do dziś. Brzmi ono tak: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam; nie jako świat daje, Ja wam daję." „Te rzeczy mówiłem wam, abyście we Mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie; ale ufajcie, Jam zwyciężył świat."

---

← wróć do odkrywania