HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VI

Kazanie XXII. Oręż świętych

Zesłanie Ducha Świętego

Gdy świat mnie wciągaGdy mam w sobie gniew, zazdrość, pychę PokoraNaśladowanie Chrystusa
„Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatni — pierwszymi."
W skrócie. Królestwo Boże rządzi się prawem odwrócenia: słabość zwycięża moc, pokora wywyższa, służba czyni wielkim. Newman wskazuje, że ten paradoks nie jest ideałem, lecz prawem działającym w historii Kościoła od Apostołów. Chrześcijanin jest zaproszony do osobistego udziału w tej logice — porzucając drogę ambicji i zemsty na rzecz drogi uniżenia i miłości nieprzyjaciół, wchodzi w moce niebieskie niedostępne żadnej ziemskiej sile.

„Droga w górę wiedzie w dół.”

*Zesłanie Ducha Świętego*

*„Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatni — pierwszymi."* — Mt 19,30

Słowa te spełniają się pod Ewangelią na wiele sposobów. W jednym miejscu nasz Zbawiciel odnosi je do odrzucenia Żydów i powołania pogan; lecz w kontekście, w którym przytoczyłem je powyżej, wydają się zawierać głębszy sens i wyrażać wielką zasadę, którą wszyscy wprawdzie uznajemy, lecz której nie zdołaliśmy naprawdę posiąść. Za sprawą Ducha wszystko miało stać się nowe i ulec odwróceniu. Siła, liczebność, bogactwo, filozofia, wymowa, spryt, doświadczenie życiowe, znajomość ludzkiej natury — oto środki, przy pomocy których ludzie światowi zdobywali świat od zawsze. Lecz w królestwie, które ustanowił Chrystus, wszystko jest na odwrót. „Oręż bojowania naszego nie jest cielesny, ale ma moc od Boga do burzenia twierdz." Co przedtem było w chwale, doznało pohańbienia; co przedtem było w pohańbieniu, dostąpiło chwały; co przedtem odnosiło sukces, zawodzi; co przedtem zawodziło, zwycięża. Co przedtem było wielkie, stało się małe; co przedtem było małe, stało się wielkie. Słabość zwyciężyła moc, bo ukryta moc Boża „doskonali się w słabości". Śmierć zwyciężyła życie, bo za tą śmiercią kryje się wspanialsze zmartwychwstanie. Duch zwyciężył ciało, bo ów Duch jest natchnieniem z wysoka. Zostało ustanowione nowe królestwo — różne od wszystkich dotychczasowych królestw nie tylko stopniem, lecz naturą; paradoks w oczach człowieka — widzialny rząd niewidzialnego Zbawiciela.

Ta wielka przemiana w dziejach świata jest przepowiedziana lub opisana w bardzo wielu miejscach Pisma Świętego. Weźmy choćby Hymn Najświętszej Maryi Panny, który czytamy każdego wieczoru; nie była ona kobietą wysokiego stanu, wychowanką pałaców i dumą narodu, a jednak została wybrana na znamienite miejsce w Królestwie niebieskim. To, czego Bóg dokonał w Niej, było niejako obrazem Jego postępowania z Kościołem. Oto Jej słowa o tym, że „rozproszył pysznych", „strącił możnych", „wywyższył pokornych i cichych", „nakarmił głodnych dobrami" i „bogatych odprawił z niczym". Był to zarys i cień owego Królestwa Ducha, które właśnie nadchodziło na ziemię.

I dalej: kiedy Pan nasz, na początku swej służby, chciał ogłosić wielkie zasady i prawa swego Królestwa, w jaki sposób się wyraził? Sięgnijmy do Kazania na Górze. „Otworzył usta swoje i rzekł: Błogosławieni ubodzy w duchu, błogosławieni, którzy się smucą, błogosławieni cisi, błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości". Ubóstwo miało wprowadzić do Kościoła bogactwa pogan; cichość miała podbić ziemię; cierpienie miało „królów ich zakuć w kajdany, a możnych — w żelazne więzy".

Przy innej sposobności dodał stronę przeciwną: „Biada wam, bogaczom, boście już odebrali swą pociechę; biada wam, którzy jesteście nasyceni, bo będziecie łaknąć; biada wam, którzy teraz się śmiejecie, bo będziecie się smucić i płakać; biada wam, gdy wszyscy ludzie będą o was dobrze mówić, bo tak samo czynili ojcowie ich fałszywym prorokom".

Święty Paweł przemawia do Koryntian w tym samym tonie: „Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu — niewielu jest mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mądrych; wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetne i wzgardzone, wybrał Bóg — to, co nie jest, po to, by unicestwić to, co jest, aby żadne stworzenie nie chlubiło się wobec Boga".

Raz jeszcze — rozważmy Księgę Psalmów, która spośród ksiąg Starego Testamentu należy bezpośrednio do czasów Ewangelii i jest głosem Kościoła chrześcijańskiego: jaka jest jedna jedyna myśl tej świętej księgi pobożności od początku do końca? Oto ona: słabi, uciśnieni, bezbronni zostaną wyniesieni do władzy nad światem mimo jego ogromu potęgi, gróźb i postrachu; że „pierwsi będą ostatnimi, a ostatni — pierwszymi".

Takie jest królestwo synów Bożych; i póki ono trwa, nieustannie dokonuje się nadprzyrodzone dzieło, przez które wszystko, co człowiek uważa za wielkie, zostaje pokonane, a to, czym gardzi, zwycięża.

Tak jest w istocie; odkąd Chrystus zesłał dary z wysoka, święci wciąż obejmują w posiadanie królestwo — i to orężem świętych. Niewidzialne potęgi niebios — prawda, cichość i sprawiedliwość — nieustannie wkraczają na ziemię, nieustannie się wlewają, gromadzą, tłoczą, walczą i triumfują pod przewodem Tego, który „żył i umarł, i żyje na wieki wieków". Umiłowany uczeń ujrzał Go dosiadającego białego konia, wychodzącego „jako zwycięzca, aby nadal zwyciężać". „A wojska, które są w niebie, podążały za Nim na białych koniach, ubrane w bisior biały i czysty. A z ust Jego wychodzi ostry miecz, którym miał uderzyć narody; On je będzie pasł laską żelazną".

Zastosujmy teraz tę wielką prawdę do samych siebie — pamiętajmy bowiem zawsze, że jesteśmy synami Bożymi i żołnierzami Chrystusa. Królestwo jest w nas, pośród nas i wokół nas. Skłonni jesteśmy mówić o nim jako o sprawie historycznej; mówimy o nim jak o czymś odległym; lecz naprawdę sami jesteśmy jego częścią — lub powinniśmy nią być; i jeśli chcemy być żywą jego cząstką, co jest jedyną naszą nadzieją zbawienia, musimy poznać jego cechy, by je naśladować. Cechą właściwą Kościoła Chrystusowego jest to, że pierwsi są ostatnimi, a ostatni — pierwszymi; czy urzeczywistniamy to w sobie i bierzemy udział w tym przedziwnym zamyśle Bożym?

Wyjaśnię, co mam na myśli. Większość z nas żywi z natury, w mniejszym lub większym stopniu, tęsknoty i pragnienia czegoś wyższego niż to, co może dać ten świat. Młodość zwłaszcza ma wrodzoną miłość do tego, co szlachetne i bohaterskie. Lubimy słuchać cudownych opowieści, które wyrywają nas ze zwykłości i wprowadzają w to, czego nie ma. Tak ukochaliśmy ideę niewidzialnego, że gdyby nie zaszczyciła nas niebiańska prawda, sami wznosilibyśmy sobie zamki na lodzie. Lubimy wyobrażać siebie w okolicznościach niebezpieczeństwa czy próby i sprawdzać się w nich godnie. Albo wyobrażamy sobie jakąś doskonałość, jakiej ziemia nie zna, za którą podążamy i której składamy hołd i oddajemy serce. Taki jest, w mniejszym lub większym stopniu, stan ludzi młodych, zanim zmieni ich świat — zanim świat dopadnie ich, jak to niestety często rychło się zdarza, ze swoim plugawiącym, więdnącym, poniżającym, odurzającym wpływem; zanim na nich tchnie i spali, wyszyszy, i strąci z nich zielone listowie, i pozostawi ich jak suche, zimowe drzewa bez soku i słodyczy. Lecz we wczesnej młodości stoimy okryci liśćmi i kwiatem obiecującym owoce; stoimy nad brzegiem spokojnych wód z sercem bijącym bystro, z pragnieniem nieznanego dobra i z pewnym pogardą dla mody świata — z pogardą dla świata, nawet gdy sami bierzemy w nim udział. Nawet jeśli pozwalamy sobie w pewnej mierze słuchać go i uczestniczyć w jego płytkiej wesołości i rozrywkach, czujemy przez cały czas, że nasze szczęście nie tam leży; nie doszliśmy jeszcze do przekonania — choć jesteśmy na tej drodze — że wszystko, co poza tym światem, jest ostatecznie czczym snem. Jesteśmy na drodze, by tak sądzić, bo nikt nie pozostaje tam, gdzie był; pragnienia tego, czego nie ma, gorliwe myśli o rzeczach niewidzialnych, gdy nie utkną w swych prawdziwych przedmiotach, czepiają się czegoś, co widzimy, czegoś ziemskiego i przemijającego, i odciągają od Boga. Lecz mówię o ludziach przed owym czasem — zanim oddali serce światu, który obiecuje im prawdziwe dobro, a potem ich zawodzi i wmawia im, że nigdzie nie ma prawdy i że byli głupcami, wierząc w nią. Otóż przed owym czasem mają pragnienia rzeczy ponad tym światem, które odziewają w jakąś postać światową, bo nie mają żadnego innego sposobu, by je sobie urzeczywistnić. Jeśli żyją w skromnych warunkach, marzą o staniu się panami swego losu, wzniesieniu się w świecie i zdobyciu niezależności; jeśli w wyższej warstwie — snują ambicjonalne plany zdobycia sławy i sprawowania władzy. Gdy tak serca ich są niespokojne, Chrystus przychodzi do nich — jeśli Go przyjmą — i obiecuje zaspokoić ich wielką potrzebę, ten głód i pragnienie, które ich męczy. Nie czeka, aż nauczą się wyśmiewać wzniosłe uczucia jako czysto romantyczne sny; przychodzi do młodych; każe chrzcić ich wcześnie, a potem obiecuje im, i to w sposób wyższy, owe nieznane błogosławieństwa, za którymi tęsknią. Zdaje się mówić do nich słowami Apostoła: „Co tedy czcicie, nie znając, to wam głoszę". Szukacie tego, czego nie widzicie — daję wam to; pragniecie być wielcy — uczynię was takimi; lecz zauważcie jak — właśnie w odwrotny sposób, niż się spodziewacie; droga do prawdziwej chwały wiedzie przez bezimienność i pogardę.

Mówi na przykład do ludzi pełnych ambicji, tak jak do swych dwóch apostołów: „Ktokolwiek by chciał stać się wielkim między wami, niech będzie sługą waszym; a ktokolwiek by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich; bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć". Oto nasza zasada. Droga w górę wiedzie w dół. Każdy krok w dół wywyższa nas w Królestwie niebieskim. Chcesz być wielki? — uczyń się małym. Istnieje tajemnicza łączność między prawdziwym wzrostem a upokorzeniem siebie. Jeśli służysz pokornym i wzgardzonym, jeśli karmisz głodnych, pielęgnujesz chorych, wspomagasz uciśnionych; jeśli znosisz przekornych, poddajesz się znieważaniu, znosisz niewdzięczność, odpłacasz dobrem za złe — to jakby za sprawą boskiego czaru zdobywasz władzę nad światem i wznosisz się ponad stworzenia. Takie jest prawo ustanowione przez Boga. Tak właśnie dokonuje On swoich przedziwnych dzieł. Jego narzędzia są ubogie i wzgardzone; świat ledwie zna ich imiona albo wcale nie zna. Są zajęci tym, co świat uważa za błahe czyny, i nikt się nimi nie interesuje. Widać po nich, że nie podjęli żadnych wielkich dzieł; nic nie widać z tego, co czynią; zdają się odnosić porażkę. Co więcej — nawet w odniesieniu do celów religijnych, o które sami twierdzą, że zabiegają, nie widać naturalnego i oczywistego związku między ich czynami i cierpieniami a tymi pożądanymi celami; lecz w Królestwie Bożym istnieje niewidzialna łączność. Wznoszą się przez upadek. I słusznie — bo nie ma uniżenia większego niż to, którego dokonał sam Pan nasz. Im więcej tedy upokarzają siebie, tym bardziej upodabniają się do Niego; a im bardziej upodabniają się do Niego, tym większa musi być ich moc u Niego.

Gdy raz rozpoznamy to prawo Bożej Opatrzności, lepiej pojmiemy i gorliwiej zapragniesmy naśladować przykazania Pana naszego, jak choćby poniższe:

„Wy nazywacie Mnie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, żebyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał". A potem Pan nasz dodaje: „Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego postępować będziecie." Jakby chciał powiedzieć nam dzisiaj: Dobrze wiecie, że Ewangelia była na początku głoszona i rozszerzana przez ubogich i maluczkich przeciw potędze świata; wiecie, że rybacy i celnicy zwyciężyli świat. Wiecie o tym; lubicie to przywoływać jako dowód prawdziwości Ewangelii i lubicie nad tym się rozwodzić jako nad czymś uderzającym, jako temat wielu słów; błogosławieni jesteście, jeśli sami to wypełniać będziecie; błogosławieni jesteście, jeśli będziecie kontynuować dzieło owych rybaków; jeśli w swoim pokoleniu pójdziecie ich śladem, jak oni szli za Mną, i tryumfować będziecie nad światem i wznosić się ponad niego przez podobne upokorzenie siebie.

I dalej: „Gdy zostaniesz zaproszony przez kogoś na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca... ale gdy zostaniesz zaproszony, idź i zajmij ostatnie miejsce; a wówczas ten, który cię zaprosił, przyjdzie i rzeknie ci: Przyjacielu, pójdź wyżej! I przyniesie ci to chwałę wobec wszystkich siedzących przy stole; bo każdy, kto się wywyższa, zostanie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony". Oto zasada, która rozciąga się na wszystko, co czynimy. Jasne jest, że duch tego przykazania prowadzi nas, jako warunek przyszłego wywyższenia, do pielęgnowania tu wszelkiego rodzaju małych upokorzeń; zamiast lubować się w okazałości, wysuwać siebie na przód, szukać, by nas zauważano, być głośnym i gorliwym w mowie i dążyć do swego — mamy zadowalać się, co więcej, cieszyć się z bycia pomijaniem, spełniać to, co dla ciała jest pracą służebną, uważać za dość samo tylko bycie tolerowanym wśród ludzi, znosić cierpliwie oszczerstwo; nie spierać się, nie sądzić, nie wydawać potępień, chyba że wymaga tego oczywisty obowiązek; a to wszystko dlatego, że Pan nasz powiedział, iż takie właśnie postępowanie jest drogą do wywyższenia w Jego obecności.

I znowu: „Powiadam wam: Nie stawiajcie oporu złemu; lecz jeśli kto uderzy cię w prawy policzek, nadstaw mu i drugi". Cóż to za przykazanie? Po co to dobrowolne upodlenie? Jakie dobro może z tego wyniknąć? Czy to nie przesada? Nie stawiać oporu złemu — to daleko idące wymaganie; ale zabiegać o nie, nadstawiać napastnikowi lewy policzek i ofiarowywać się na zniewagę — cóż za przedziwne polecenie! Czy naprawdę mamy lubować się w zniesławieniach? Tak, musisz; jakkolwiek trudno to zrozumieć, jakkolwiek ciężka i bolesna jest praktyka. Słuchaj słów świętego Pawła, które są komentarzem do słów Chrystusa: „Dlatego dobrze sobie poczytuję słabości, i zniewagi, i ucisk, i prześladowania, i uciski dla Chrystusa"; i dodaje powód: „gdy bowiem jestem słaby, wtedy jestem mocny". Jak zdrowie, ćwiczenie i umiarkowane odżywianie są niezbędne dla siły ciała, tak umartwianie i utrudzanie człowieka naturalnego, karcenie i doświadczanie duszy i ciała, są niezbędne do wywyższenia duszy.

I dalej, mówi święty Paweł: „Nie szukajcie pomsty sami, ale zostawcie miejsce na gniew Boży, bo jest napisane: »Do Mnie należy pomsta, Ja wymierzę zapłatę — mówi Pan«. Jeśli twój nieprzyjaciel łaknie, nakarm go; jeśli pragnie, napój go; tak bowiem czyniąc, rozżarzone węgle rozżarzysz na jego głowę". Jakby mówił: To jest zemsta chrześcijanina; tak chrześcijanin zwala karę i ból na głowę nieprzyjaciela — mianowicie przez odpłacanie dobrem za złe. Czy jest przyjemność w widoku krzywdziciela i prześladowcy u twoich stóp? Czy skrzywdził cię ktoś, oszczerczo mówił o tobie, tyrańsko się z tobą obchodził, nadużył twojego zaufania, był ci niewdzięczny? Lub — żeby wziąć przypadek bardziej pospolity — czy był ktoś dla ciebie bezczelny, okazał ci pogardę, krzyżował twoje plany, przechytrzył cię, był okrutny, a ty czujesz urazę i mówisz sobie: „Nie życzę mu źle, ale chciałbym, żeby go za to ktoś uderzył i żeby mi wynagrodzono"? — Powiedz raczej, choć to trudne: „Zwyciężę go miłością; o ile nie nakazuje tego obowiązek surowości, nie powiem nic, nie zrobię nic; zachowam spokój; postaram się wyświadczyć mu przysługę; jestem mu winien przysługę, nie urazę; i będę życzliwy, słodki i łagodny, i spokojny; i choć nie mogę skryć przed nim, że wiem dobrze, gdzie on stoi i gdzie ja stoję, to jednak niech się to dzieje z całą pokojowością i czystością uczuć." O, ciężki obowiązek, lecz nad wszystko błogosławiony! Bo nawet biorąc pod uwagę przyjemność zemsty, jakąkolwiek ona jest — czyż nie ma większej satysfakcji w roztopieniu dumy i zuchwałości w sercu nieprzyjaciela, niż w zewnętrznym triumfie nad nim bez wewnętrznego go poskromienia? Czyż nie ma więcej prawdziwej radości w tym, by wznosząc oczy ku Bogu, wzywać Go — że tak powiem — jako świadka tego, co się dokonuje, mając Jego Aniołów jako świadomych widzów twojego triumfu, choć żadna dusza na ziemi nic o tym nie wie, niż w tym, by twoje zwykłe, cielesne odwzajemnienie złem za złe było znane i komentowane w obecności wszystkich — i więcej niż wszystkich — którzy widzieli zniewagę lub słyszeli o krzywdzie?

Podobnie ma się rzecz z ubóstwem, które świat zwykł uważać nie tylko za największe ze zł, ale i za największą hańbę. Ludzie uważają je za hańbę, bo faktycznie nierzadko wynika z niedbałości, lenistwa, niemądrości i innych wad. Lecz w wielu przypadkach jest ono niczym innym jak właśnie tym stanem życia, w jakim Bóg postawił człowieka; a mimo to jest przez świat jednakowo pogardzane. Otóż jeśli jest coś jasno wyrażone w Biblii, to właśnie to: „Błogosławieni ubodzy". Zbawiciel nasz był wielkim przykładem ubóstwa; był człowiekiem ubogim. Święty Paweł mówi: „Znacie łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, abyście się ubóstwem Jego ubogacili". Albo rozważmy jakże uroczyste słowa świętego Pawła o niebezpieczeństwie bogactwa: „Korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy; za którą to chciwością niektórzy pobłądzili od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami". Czy możemy wątpić, że ubóstwo jest pod Ewangelią lepsze niż bogactwo? Mówię: pod Ewangelią, i to w odrodzonych, i w prawdziwych sługach Bożych. Oczywiście poza Ewangelią, wśród nieodrodzonych, wśród miłośników tego świata, nie ma znaczenia, czy jest się bogatym, czy ubogim; człowiek i tak nie jest usprawiedliwiony, a jego zewnętrzne okoliczności nie są lepsze ani gorsze. Lecz powiadam: w Chrystusie ubogi jest w bardziej błogosławionej doli niż bogaty. Odkąd Przedwieczny Syn Boży urodził się w stajni, nie miał gdzie głowy skłonić i umarł odrzucony, jak złoczyńca, niebo jest zdobywane przez ubóstwo, hańbę i cierpienie. Nie przez nie same w sobie, lecz przez wiarę działającą w nich i przez nie.

To zaledwie kilka spośród wielu rzeczy, które można by powiedzieć na ten głęboki i poważny temat. Rzecz to zadziwiająca, lecz potwierdzi ją własna obserwacja i doświadczenie: gdy człowiek dostrzega w sobie największy grzech i poniża się najgłębiej, gdy jego piękność wydaje mu się znikać, a wszelka łaska usychać, gdy czuje do siebie odrazę i z obrzydzeniem myśli o sobie — gdy wydaje mu się, że jest prochem i popiołem, plugastwem i ohydą — właśnie wtedy prawdziwie wznosi się w Królestwie Bożym; jak powiedziano o Danielu: „Od pierwszego dnia, gdy postanowiłeś wziąć sobie do serca, by rozumieć i umartwić się przed Bogiem twoim, słowa twoje zostały wysłuchane".

Rozumiejmy zatem, bracia, nasze miejsce jako odkupionych dzieci Bożych. Niektórzy muszą być wielcy na tym świecie, lecz biada tym, którzy sami siebie czynią wielkimi; biada tym, którzy choćby jeden krok stawiają poza wyznaczoną ścieżką w tym celu. Oczywiście nikt nie jest wolny od wtargnięcia nieczystych pobudek; lecz mówię o ludziach, którzy świadomie pobłażają takiej pobudce i działają w głównej mierze z niej. Niech to będzie głębokim przekonaniem wszystkich, którzy chcą wspierać sprawę Chrystusa na ziemi. Jeśli jesteśmy wierni sobie, nic nie zdoła nas naprawdę przeszkodzić. Nasze bojowanie nie przebiega bronią cielesną, lecz niebieską. Świat nie rozumie, czym jest i gdzie leży nasza prawdziwa siła. I dopóki sami dobrowolnie nie oddamy się w jego ręce, nie może nam nic uczynić. Dopóki nie porzucimy cierpliwości, cichości, czystości, poddania i pokoju, nie zdoła nic uczynić przeciw tej Prawdzie, która jest naszym prawem urodzenia, tej Sprawie, która jest nasza, jak była sprawą wszystkich świętych przed nami. Lecz niech wszyscy, którzy chcą pracować dla Boga w mrocznych czasach, strzegą się wszystkiego, co niepokoi, pobudza i cokolwiek oddala ich od miłości Boga i Chrystusa oraz od prostego posłuszeństwa Mu.

To niech będzie naszym obowiązkiem w ciemną noc, gdy czekamy na dzień; gdy czekamy na Tego, który jest naszym Dniem; gdy czekamy na Jego przyjście — Który odszedł, który powróci i przed którym wszystkie pokolenia ziemi będą płakać, lecz synowie Boży będą się radować. „Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy i jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy jednak, że gdy to się ujawni, będziemy Mu podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty". Oto nasza szczęśliwość — być uczynionym podobnym do wszechświętego, wszechłaskawego, cierpliwego i miłosiernego Boga, który nas stworzył i odkupił; w którego obecności jest doskonały spoczynek i doskonały pokój; któremu Serafiny harmonijnie śpiewają chwałę, a Cheruby w ciszy kontemplują, Aniołowie milcząco służą, a Kościół z wdzięcznością oddaje cześć. W niebie wszystko jest ładem, odpocznieniem, miłością i świętością. Nie ma tam niepokoju, ambicji, urazy, niezadowolenia, goryczy, wyrzutu, zamieszania. „Pan jest wieczną skałą — zachowasz pokój, pokój człowiekowi, który Tobie ufa. Ufajcie Panu na wieki, bo Pan jest skałą wieczną".

← wróć do odkrywania