HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VII

Kazanie IV. Chwała u ludzi

Gdy świat mnie wciągaGdy szukam swojej drogi albo decyzji PokoraMarność świata
„Bardziej umiłowali chwałę u ludzi niż chwałę u Boga."
W skrócie. Newman analizuje grzech szukania ludzkiej chwały zamiast Bożej: nie jest złem sama miłość pochwały, lecz szukanie jej u zepsutego świata kosztem Boga. Mówi szczególnie do młodych lękających się szyderstwa i do nawracających się, którzy muszą stawić czoło dawnym towarzyszom. Wskazuje na sąd ostateczny jako perspektywę relatywizującą wszelkie ludzkie oceny.

„Musicie miłować chwałę u Boga bardziej niż chwałę u ludzi.”

*„Bardziej umiłowali chwałę u ludzi niż chwałę u Boga."* — J 12,43

Słowa te odnoszą się do przełożonych żydowskich, którzy wierzyli wprawdzie w Boskie posłannictwo Chrystusa, lecz bali się Go wyznawać, obawiając się doczesnej straty i hańby ze strony faryzeuszów. Nagana, jaką wyraża tu św. Jan pod adresem tych ludzi, zbyt często stosuje się do chrześcijan dnia dzisiejszego; a może i nie ma wśród nas nikogo, kto nie podpadałby pod nią niekiedy. Bardziej miłujemy dobre mniemanie świata niż aprobatę Tego, który nas stworzył, odkupił, odrodził i nadal zachowuje nam możność gotowania się na Jego przyszłą obecność. Tak bywa zbyt często z nami. Dobrze, że powinniśmy zdawać sobie z tego sprawę; dobrze, że powinniśmy nad tym się zastanawiać i rozumieć oraz odczuwać, że jest to złe — czego wielu ludzi wcale nie czyni.

Nasuwa się więc oczywiste pytanie: dlaczego złe jest miłowanie chwały u ludzi? Można bowiem zarzucić, że zwykliśmy wychowywać młodych za pomocą pochwały i nagany; że zachęcamy ich życzliwym słowem *od nas*, to jest od człowieka; i karzemy ich za nieposłuszeństwo. Jeśli zatem — tak można by dowodzić — w młodości słusznie zważamy na opinie innych o nas samych, to nie może być złem samo w sobie zwracanie na nie uwagi w każdym innym okresie życia. Jest to prawda; lecz ja nie twierdzę, że samo miłowanie chwały i strach przed hańbą są złe: złem i niebezpieczeństwem jest zważanie na pochwałę lub naganę zepsutego świata. Św. Jan w przytoczonym tekście daje do zrozumienia, że chwała ludzka była wówczas — w czasie, o którym mowa — w sprzeczności z chwałą Bożą. Musi być złem przedkładanie czegokolwiek nad wolę Bożą. Szukanie chwały samo w sobie jest równie mało złe, jak złe jest żywienie nadziei, lęku, miłości i ufności; wszystko zależy od przedmiotu, w którym się pokłada nadzieję, lęk, miłość lub ufanie. Szukanie chwały u dobrych ludzi nie jest złem, podobnie jak nie jest złem miłowanie ich lub okazywanie im czci; złem staje się jedynie wtedy, gdy jest nadmierne — gdy przeszkadza w ćwiczeniu miłości i czci wobec Boga. Nie jest złem, dopóki na dobrych ludzi patrzymy jedynie jako na narzędzia i sługi Boga; innymi słowy, dopóki, wedle słów Pisma, „w nich Boga wielbimyˮ. Natomiast szukanie chwały u złych ludzi jest samo w sobie równie złe, jak miłowanie ich towarzystwa lub podziwianie ich. Nie samo miłowanie chwały jest grzechem — powtarzam — lecz miłowanie chwały zepsutego świata. Tak jest ze wszystkimi naszymi naturalnymi uczuciami i skłonnościami: są one same w sobie dobre i wszczepione przez Boga; grzesznymi stają się, ponieważ nosimy w sobie z natury coś ponad nie, mianowicie złą zasadę, która wypacza je ku złemu celowi. Adam przed upadkiem odczuwał, jak możemy przypuszczać, miłość, lęk, nadzieję, radość, niechęć — tak jak my teraz; lecz odczuwał je jedynie wtedy, kiedy powinien, i tak jak powinien; wszystko było w jego duszy harmonijnie wyważone i właściwie uregulowane, ona zaś była w zgodzie sama ze sobą. Lecz wraz z upadkiem ten piękny ład i spokój został zburzony; te same namiętności pozostały, zmienił się jednak ich użytek i działanie; rzucały się w skrajności — niekiedy nadmierne, niekiedy odwrotne. Gniew słuszny zdeprawował się we wściekłość, miłość własna stała się egoizmem, szacunek dla siebie — pychą, a ambicja — zazdrością i zawiścią. Weszły one w sprzeczność ze sobą nawzajem: pycha zmagała się z interesem własnym, lęk z pożądaniem. Tak oto dusza jego stała się chaosem i potrzebowała nowego stworzenia. A nadto — jak powiedziałem — jego uczucia zwróciły się ku nieodpowiednim przedmiotom. Człowiek cielesny patrzy na ten świat — świat jest jego bogiem; wiara, miłość, nadzieja, radość nie są w jego umyśle wzbudzane przez rzeczy duchowe i Boskie, lecz przez rzeczy widzialne i doczesne.

Zważywszy tedy, że miłość chwały nie jest sama w sobie złą zasadą, jasne jest, że rodzic może bardzo słusznie uczyć swe dziecko miłować jego pochwałę i lękać się jego nagany — gdy ta pochwała i nagana są zgodne z pochwałą i naganą Bożą i im służebne. I podobnie: gdyby świat na ogół zajmował poprawne i religijne stanowisko wobec rzeczy, jego pochwała i nagana byłyby w swoim miejscu cenne. Gdyby świat podziwiał to, co podziwia Bóg; gdyby za wielką cnotę uważał na przykład pokorę, a za wielki grzech — pychę; gdyby potępiał owego ducha zarozumiałości i drażliwości na hańbę, który zwie siebie miłością honoru; gdyby mało ważył doczesny dobrobyt, bogactwo, stan, przepych i władzę; gdyby potępiał ducha hardy i bezczelny w sporach, hałaśliwego i burzliwego ducha ambicji, miłość wojny i podbojów oraz przewrotne usposobienie wiodące do zazdrości i nienawiści; gdyby przekładał dobroć i prawdę nad dary intelektu; gdyby mało ważył bystrość, dowcip, spryt, dar wymowy i ogólne wykształcenie, a wiele — cierpliwość, łagodność, łaskawość, stanowczość, wierność, prawość sumienia, czystość, przebaczenie krzywd — wówczas nie byłoby grzechu w szukaniu chwały u świata; i choć nadal powinniśmy miłować chwałę u Boga nade wszystko, moglibyśmy miłować chwałę u świata w odpowiedniej mierze, gdyż byłaby ona niczym innym jak chwałą dobrych ludzi. Lecz ponieważ — niestety! — dzieje się wręcz przeciwnie; ponieważ świat (jak poucza nas Pismo Święte) „w złem leży", a zasady i obyczaje panujące zewsząd nie są tymi, które poświadcza wszechświęty Bóg — nie możemy zgodnie z prawem szukać chwały u świata. Nie możemy służyć dwom panom, którzy są sobie wrogami. Zabrania nam się miłować świat lub cokolwiek, co jest ze świata, bo nie jest z Ojca, lecz przemija.

Oto powód, dla którego złem jest gonić za chwałą u świata: mianowicie dlatego, że nie możemy jej mieć wraz z chwałą u Boga. A jednak — jak pogoń za nią jest zła, tak jest i powszechna — z tej przyczyny: ponieważ Bóg jest niewidzialny, a świat widzialny; ponieważ pochwała i nagana Boga należą do przyszłości, pochwała i nagana świata — do teraźniejszości; ponieważ pochwała i nagana Boga są wewnętrzne i przychodzą cicho i bez ostrości, natomiast pochwała i nagana świata są jak najbardziej wyraźne i zrozumiałe, i same się dają odczuć.

Weźmy na przykład przypadek młodych ludzi wkraczających (jak to się mówi) w życie. Bardzo wielu jest takich — zarówno wyższego, jak niższego stanu — którzy wchodzą w mieszane towarzystwo bardzo wcześnie; tak wcześnie, że można by przypuszczać, iż nie zdążyli zdobyć żadnej wcześniejszej wiedzy o dobru i złu, żadnej miary dobra i zła, żadnych zasad, które dałyby im oręż przeciw światu. A jednak nie może być zupełnie tak. Kimkolwiek jest i kiedy tylko po raz pierwszy słyszy o złu, pewne jest, że dobro wyprzedziło go, a on sam ma w sobie coś, co mówi mu, że to jest zło. A tym bardziej, jeśli dostąpił łaski — jak większość ludzi — opieki rodziców lub życzliwych zabiegów nauczycieli czy sług Bożych, ma on na ogół zasady obowiązku wyraźniej lub mniej wyraźnie wyryte w umyśle; i przy pierwszych zetknięciach z obcymi jest wstrząśnięty lub przerażony widokiem nieprzystojności i grzechów, które tam jawnie uchodzą. Są — niestety! — zapewne i tacy ludzie (choć nie daj Boże, by było tak z kimkolwiek tu obecnym!), których sumienia zostały tak wcześnie wychowane do zapomnienia o obowiązkach religijnych, że ledwie, albo zgoła nie mogą sobie przypomnieć czasu, o którym mówię — czasu, kiedy działali z tajemnym poczuciem, że Bóg na nich patrzy, widzi wszystko, co czynią i myślą. Nie chcę przypuszczać, że tak jest z kimś, kto mnie słucha. Raczej — jest wśród was wielu, w różnych stanach i okolicznościach, którzy mają i zawsze mieli ogólne przeświadczenia w swoich umysłach o roszczeniach religii do nich samych, lecz jednocześnie bali się na nie odpowiadać czynem, bali się opinii świata, tego, co inni powiedzą, jeśli zaczną słuchać głosu sumienia. Szyderstwo jest potężnym narzędziem w rękach szatana i szczególnie dotkliwie odczuwają je ludzie młodzi. Jeśli ktoś chce spełniać swój obowiązek, chłodnym, bezdusznym i bezmyślnym łatwo jest znaleźć złośliwe, drażniące lub śmieszne przezwisko, by go nim przypieczętować. Bracia moi — ilu spośród was jest wrażliwych na śmiech lub pogardę świata — to jest wasz krzyż; musicie go nosić, znosić go cierpliwie; jest on znakiem waszego upodobnienia do Chrystusa; On wzgardził hańbą: musicie nauczyć się ją znosić, za przykładem i z pomocą waszego Zbawiciela. Musicie miłować chwałę u Boga bardziej niż chwałę u ludzi. To jest właśnie próba dla was stworzona, wyznaczona wam, by utwierdzić was w wierze. Nie kuszone jesteście zyskiem ani ambicją, lecz szyderstwem. I bądźcie pewni: jeśli mu nie stawicie czoła, nie zdołacie znosić trudów jak dobrzy żołnierze Jezusa Chrystusa i nie wytrwacie wobec innych pokus, które mają nadejść. Jakże możecie postąpić choć krok naprzód w dalszym i szerszym przebiegu życia, póki nie zostanie pokonana pierwsza trudność? Potrzebna wam wiara, a „człowiek chwiejny" — mówi św. Jakub — „jest niestały we wszystkich swoich drogach". A nadto nie bądźcie zbyt pewni, że wszyscy, którzy okazują skłonność do szydzenia z was, czują dokładnie to, co mówią. Mówią z tym, kto najgłośniej mówi; mówcie wy śmiało, a będą mówić razem z wami. Sami mają bardzo mało wyraźnych przekonań, a być może nawet czują tak samo jak wy, choć mówią przeciwko wam. Bardzo prawdopodobne, że mają niespokojne, nieusatysfakcjonowane sumienia, choć pozornie grzeszą tak śmiało; i tak samo, a nawet bardziej niż wy, lękają się świata. Przyłączają się do szydzenia z was, bojąc się, że inni będą szydzić z nich; albo czynią to w rodzaju samoobrony przed wyrzutami własnego sumienia. Wielu ludzi w tym złym świecie głośno przemawia przeciw religii, by zagrzewać się nawzajem do grzechu — bo potrzebują zagrzewania. Są tchórzami i wzajemnie opierają się na sobie w walce ze strachem. Wiedzą, że powinni być inni, niż są, lecz chętnie korzystają z czegokolwiek, co wygląda na argument, byle poskromić nim swoje sumienia. A szyderstwo jest pewnego rodzaju argumentem — takim jakim jest; a wielu szydzących razem to argument jeszcze silniejszy — tego samego gatunku. Tak czy owak — niewielu jest takich, którzy w czasach przygnębienia lub trwogi nie poczują ostatecznie, że wy macie rację, a oni sami nie. Ci, którzy wiernie służą Bogu, mają własnego przyjaciela w piersi każdego człowieka, świadczącego za nimi — nawet w tych, którzy ich źle traktują. I mniemam, że żaden młody człowiek nie zdołał, z Bożym miłosierdziem, oprzeć się niezadowoleniu świata, by nie poczuć wcześniej czy później, że tak jest — i niebawem, z całą pokorą, będzie miał pociechę odczuwania tego, gdy stawia czoło światu.

Lecz przypuśćmy teraz, że nie miał siły ducha, by stawić czoło światu — lecz poszedł drogą świata. Przypuśćmy, że przyłączył się do tłumu w mówieniu i czynieniu tego, czego czynić nie powinien. Znamy owe lekkomyślne, bezmyślne, niezbożne przyzwyczajenia, w których żyje większość ludzi — lekceważąc poważne sprawy i wstydząc się bogobojności i cnoty; wstydząc się regularnie chodzić do kościoła, wstydząc się wiary, wstydząc się czystości, wstydząc się niewinności, wstydząc się posłuszeństwa wobec osób posiadających władzę. Przypuśćmy, że ktoś był jednym z nich, a potem przez łaskę Bożą się nawraca. Często podoba się Bogu, w biegu Jego Opatrzności, pobudzać ludzi do refleksji za sprawą zdarzeń życiowych. W takich okolicznościach z pewnością czeka go surowa próba — by stawić czoło światu. Nic nie jest bardziej bolesne w przypadku takich osób niż konieczność — nierzadko narzucana im — postępowania wbrew opinii i życzeniom tych, z którymi dotąd żyli w zażyłości — których podziwiali i naśladowali. Zawiązały się już zażyłości, zacisnęły się węzły, które trudno rozerwać. Cóż ma czynić taka osoba — brutalnie rwać je od razu? Nie. Ale czy ma uczestniczyć w grzechach, w których dawniej brała udział? Nie; cokolwiek naganę, pogardę lub szyderstwo miałoby to za sobą pociągnąć. Cóż tedy ma czynić? Jej zadanie — powiem — jest bolesne i trudne, lecz nie powinna narzekać, bo jest to jej własne dzieło; to naturalny skutek dawnego zaniedbania Boga. Tyle jest jasne: powinna powstrzymywać się od wszelkich grzesznych czynów; nie rozmawiać lekko lub bezbożnie tam, gdzie dawniej nierządko czyniła to chętnie; nie spędzać czasu, jak dotąd, w próżnowaniu i rozpuście; unikać miejsc, dokąd nie pociąga jej rzeczywisty obowiązek, a które oferują okazję do grzechu; pilnie uczęszczać do kościoła; nie marnotrawić Dnia Pańskiego w próżności lub gorzej; nie powiększać grona swoich znajomych o żadne lekkomyślne osoby. Wszystko to jest zupełnie jasne, a czyniąc to — wiem — ściągnie ona na siebie szyderstwo swych towarzyszy. Wiele będzie miała do zniesienia. Musi znosić złośliwe przezwiska, podejrzenie o obłudę, zarzut, że pragnie czymś wyróżnić się spośród innych, podejrzenie, że chce się przypodobać tej lub owej osobie. Musi być przygotowana na złośliwe i nieprawdziwe pogłoski o sobie; wielu innych doświadczeń musi oczekiwać. To jest jej los. Musi modlić się do Boga, by dał jej łaskę znoszenia ich z pokorą. Musi modlić się za siebie, musi modlić się za tych, którzy z niej szydzą. Zasłużyła na szyderstwo. Nie ma się czym chwalić, jeśli znosi je dobrze. Nie ma się czym chwalić, że je ściąga na siebie. Nie ma się czym chwalić, jak gdyby była tak znacznie lepsza od tych, którzy z niej szydzą; kiedyś była taka jak oni są teraz. Teraz jest ledwie trochę od nich lepsza. Dopiero co zaczęła nowe życie. Przeszła zaledwie bardzo mały jego odcinek — raczej żaden; nic ponad wyznanie go — i znosi naganę świata jako następstwo swego wyznania. Cóż — niech dba o to, by owa nagana nie była próżna, by miała do niej prawo. Niech dba, by postępowała równie dobrze, jak wyznaje. Byłoby to opłakane, gdyby ściągała naganę, a nie zyskiwała nagrody. Niech modli się do Boga, by dokończył w niej to, co w niej rozpoczął, i by zaczął i dokończył to samo we wszystkich, którzy ją naganiają. Niech modli się o łaskę Chrystusa, by znosić trudności w duchu Chrystusa; by móc spokojnie patrzeć w oblicze świata i znosić jego pomruk; by ufać Panu i czynić dobro; by słuchać Boga i tak być naganionym — nie tylko za wyznawanie, lecz za spełnianie; nie za nieczynienie niczego, lecz za czynienie czegoś — i w sprawie Bożej. Jeśli jesteśmy pod naganą, miejmy coś, czym to uzasadnimy. Na razie taki człowiek jest jeszcze dzieckiem w Ewangelii; lecz z czasem słowa św. Piotra będą do niego należeć i będzie mógł je do siebie odnieść: „To bowiem jest chwałą, jeśli ktoś ze względu na sumienie [wobec] Boga znosi smutki, cierpiąc niesprawiedliwie. Bo jakąż to sławę osiągniecie, jeśli będziecie znosili cierpliwie bicie za to, że wykroczyliście? Ale jeśli dobrze czynić będziecie, a jednak cierpieć, to jest chwałą u Boga."

To, co przydarza się młodym w jeden sposób, a skruszonym grzesznikom w inny, przydarza się nam wszystkim — na ten lub inny sposób. W przypadku każdego z nas zdarzają się okazje, gdy praktyki aprobowane przez innych nie zjednują sobie aprobaty naszego sumienia. Jeśli po poważnym namyśle uznamy, że nie możemy się z nimi pogodzić, musimy iść za głosem sumienia i być gotowi na naganę ze strony innych. Musimy godzić się (gdy jest to nieuniknione) z tym, by w oczach tych, którzy nie są w stanie nas rozumieć, wyglądać na upartych, zarozumiałych, krnąbrnych, ekscentrycznych lub zaciętych — modląc się przy tym, by miłosierdzie Boże raczyło nas ustrzec, byśmy nie byli naprawdę tym, czym jesteśmy dla świata.

Niektórzy narażeni są na pokusę innego rodzaju — stwarzania pozoru, że są bardziej religijni, niż są w rzeczywistości. Może się zdarzyć, że popieranie słusznych poglądów przynosi nam korzyść doczesną i idzie w parze z pochwałą ze strony ludzi. Można zapytać: skoro w takich przypadkach Bóg i człowiek aprobują tę samą rzecz, dlaczego wówczas oklaski świata miałyby być niebezpieczne? Odpowiadam: są niebezpieczne, ponieważ Bóg wymaga od nas skromnego milczenia w religii; lecz nie możemy być religijni w oczach ludzi bez okazywania religii. Mówię tu o okazywaniu. Bóg widzi nasze myśli bez naszej pomocy i chwali *je*; ale nie możemy być chwaleni przez ludzi, nie będąc widzianymi przez ludzi — podczas gdy często właśnie doskonałość czynu religijnego, według przykazania naszego Zbawiciela, polega na niebyciu widzianym przez innych. To jest częstą przyczyną obłudy w religii. Ludzie zaczynają od odczuwania tak, jak powinni odczuwać; potem wydaje im się bardzo trudnym, by ludzie nie wiedzieli, jak dobrze czują; i z biegiem czasu uczą się mówić bez uczucia. Tak nauczyli się „bardziej miłować chwałę u ludzi niż chwałę u Boga". — Musimy też strzec się innego niebezpieczeństwa: błędu polegającego na przypuszczaniu, że pogarda świata wobec nas jest dowodem, że jesteśmy szczególnie religijni — bo i to bywa często zakładane. Nierzadko zdarza się, że obarczamy naszą religię ekscesami, wypaczeniami lub błędami, z którymi religia sama w sobie nie ma żadnego koniecznego związku, i to one, a nie religia, wzbudzają pogardę świata. Tak jest rzeczywiście, że nagana ze strony wielu osób, ludzi poważnych lub różnych i odrębnych klas społecznych, nagana trwale i konsekwentnie powtarzana — powinna zawsze prowadzić człowieka do pilnej uwagi na to, co uważa za słuszne mówić lub czynić w ramach obowiązku; skłaniać go do badania swych zasad; skłaniać go, jakkolwiek gruntownie by się ich trzymał po namyśle, do nieudawanej pokory wobec siebie samego i utwierdzać go w faktycznym przeświadczeniu (które mógłby mieć z góry, z samej natury rzeczy) — że jakiekolwiek dobre byłyby jego zasady same w sobie, miesza z nimi stop swojej własnej kruchej i skażonej natury.

Na zakończenie powiem tym, którzy lękają się nagany ze strony świata:

1. Pamiętajcie, że nie możecie zadowolić wszystkich stronnictw — z jednym lub z innym musicie się różnić; pozostaje wam jedynie wybór (jeśli jesteście zdecydowani oglądać się na człowieka), z którym się różnić. A nadto możecie być pewni, że ci, którzy usiłują wszystkim dogodzić, dogadzają najmniej; i że najlepszym sposobem na zjednanie sobie dobrej opinii świata (nawet gdybyście to sobie obrali za cel, czego nie powinniście) jest pokazanie, że przekładacie chwałę Bożą. Postanówcie sobie, że będziecie niekiedy niezrozumiani i niezasłużenie potępiani. Musicie, wedle słów Apostoła, przechodzić przez złą i dobrą sławę — czy na mniejszym, czy na szerszym polu działania. I nie powinniście być niespokojni nawet o pochwałę dobrych ludzi. Mieć istotnie aprobatę tych, których serca kieruje Boży Duch Święty — to naprawdę warto pragnąć. A jednak jest to świat próby, nie rozkoszy; i podobnie jak jesteśmy czasem obowiązani w sumieniu powstrzymywać się od przyjemności zmysłowych, same w sobie niewinnych, tak też jesteśmy czasem obowiązani odmawiać sobie satysfakcji płynącej z pochwały nawet ze strony ludzi religijnych i prawych. Tylko strzeżmy się w tym wszystkim, byśmy nie działali z pychy i zarozumiałości.

2. Następnie — pomyślcie o mnóstwie istot, które, same niewidzialne, mogą jednak przyglądać się naszemu postępowaniu. Św. Paweł zaklinał Tymoteusza przez wybranych Aniołów; a gdzie indziej oświadcza, że Apostołowie stali się „widowiskiem światu, aniołom i ludziomˮ. Czy więc boimy się pójść za tym, co jest słuszne, żeby świat nie szydził? Raczej lękajmy się go nie zachowywać, bo widzi nas Bóg, i Chrystus, i święci Aniołowie. Radują się z jednego grzesznika, który się nawraca; jak muszą więc bolec nad tymi, którzy odpadają! Jakiż to zaiste interes wzbudzają wśród nich, gdy patrzą na próbę chrześcijanina, gdy wiara i pragnienie estymacji świata zmagają się w jego sercu o zwycięstwo! Jakiej radości, gdy przez łaskę Bożą zwycięży! Jakiego smutku i litości, gdy zostanie pokonany przez świat! Przyzwyczajcie się tedy czuć, że jesteście na publicznej scenie — cokolwiek by był wasz stan w życiu; że są inni świadkowie waszego postępowania oprócz otaczającego was świata; i jeśli wstydzicie się ludzi, powinniście o wiele bardziej wstydzić się w obecności Boga i tych Jego sług, którzy pełnią Jego wolę.

3. A nadto: obawiacie się sądu ludzi nad wami. Co będziecie o nim sądzić na łożu śmierci? Musi przyjść godzina, wcześniej lub później, gdy dusza wasza ma powrócić do Tego, który ją dał. Może będziecie wówczas przytomni waszemu groźnemu stanowi. Co wówczas pomyślicie o estymacji świata? Czyż nie wszystko, co poniżej, wyda się przemijać i zwijać jak zwój, a rozległe krainy przyszłości nie stawa poważnie przed wami? Jakże wówczas próżna wyda się pochwała lub nagana stworzeń takich jak my — wszystkich grzeszników, ślepych sędziów, nikłych pomocników, samych przeznaczonych do osądzenia za swoje czyny. Gdy tedy będziecie kuszeni, by lękać się ludzkiego szyderstwa — rzućcie myślą ku godzinie śmierci. Wiecie, co wówczas o nim pomyślicie — jeśli będziecie wówczas zdolni w ogóle myśleć.

4. Temat nie jest wyczerpany. Lękacie się hańby; otóż — czyż nie wzdrygniecie się przed hańbą przed trybunałem Chrystusa? Tam zgromadzą się wszystkie miliony ludzi, którzy kiedykolwiek żyli — niezmierna rzesza! Będą tam Apostołowie, prorocy, męczennicy i wszyscy święci od początku czasu. Będą tam wszyscy dobrzy ludzie, o których kiedykolwiek słyszeliście lub których znaliście. Będą tam wasi najserdeczniejsi i najlepsi przyjaciele, wasi pobożni rodzice, bracia lub dzieci. Cóż myślicie o tym, by być hańbionymi przed nimi wszystkimi? Lękacie się pogardy jednego małego kółka ludzi; cóż myślicie o tym, że świadkami waszej hańby będą Święci Boga, święta Maryja, święty Piotr i święty Paweł, dziesięć tysięcy pokoleń ludzkości? Drżycie przed opinią tych, których nie miłujecie; lecz cóż, jeśli ojciec wzdrygnie się wówczas przed drogim synem, lub żona albo mąż — ziemski wasz towarzysz — zadrży wówczas na wasz widok i zawstydzi się wami? Co więcej — jest Ktoś większy niż rodzice, mężowie czy bracia; Ten, którego wstydziliście się na ziemi; i cóż pomyśli o was wówczas On — ów miłosierny, lecz zaniedbany Zbawiciel? Słuchajcie Jego własnych słów: „Bo kto się Mnie wstydzi i słów moich, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów." Wówczas ci nieszczęśliwi ludzie — jakiego wstydu doznają za siebie! Będą sobą gardzić i brzydzić się sobą; będą nienawidzić i czuć odrazę do własnego szaleństwa; będą uważać siebie za niemądrych i obłąkanych, że tak dali się zwieść diabłu i zmarnowali czas miłosierdzia. „Wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi" — mówi Daniel — „obudzą się: jedni do życia wiecznego, drudzy ku hańbie i wiecznej pohańbie."

Przebudźmy się zatem i odwróćmy od człowieka ku Bogu; cóż mamy do czynienia ze światem, my, którzy od niemowlęctwa zostaliśmy postawieni w drogę ku niebu? Bierz swój krzyż i naśladuj Chrystusa. On przeszedł przez hańbę o wiele większą, niż może być wasza. Czy myślicie, że niczego nie czuł, gdy był wywyższony na Krzyżu na widok publiczny, wśród pogardy i barbarzyńskich tryumfów Jego wrogów — faryzeuszów, Piłata i jego straży rzymskiej, Heroda i jego żołnierzy, i ogromnej rzeszy zebranej ze wszystkich stron świata? Wszyscy patrzyli na Niego z nienawiścią i zniewagą, a jednak wytrwał — jak nam mówią — „wzgardziwszy hańbąˮ. To wielki przywilej móc być upodobnionym do Chrystusa; tak sądził św. Paweł, tak sądzili wszyscy dobrzy ludzie. Cały Kościół Boży, od dni Chrystusa aż do chwili obecnej, był zawsze trzymany w pogardzie i pohańbieniu przez ludzi tego świata. Ludzie pyszni rozumowali przeciw jego Boskiemu pochodzeniu; ludzie przebiegli usiłowali go sprowadzić do celów politycznych; mimo to trwa on już przez wiele wieków; trwać będzie nadal, przez obiecaną pomoc Boga Ducha Świętego; i ta sama obietnica, która dana jest mu wpierw jako ciału, dana jest bez wątpienia każdemu z nas, kto szuka od Boga łaski przez niego. Łaska Pana naszego i Zbawiciela przyrzeczona jest każdemu z nas bez miary — by dać nam wszelką potrzebną moc i świętość, gdy o nią prosimy; a Bóg Wszechmocny mówi nam Sam: „Nie lękajcie się zniewagi ludzkiej i nie przerażajcie się ich obelgami. Bo jak szata, tak ich stoczy mól i jak wełnę zeżre ich robak; lecz moja sprawiedliwość trwa na wieki, a moje zbawienie z pokolenia w pokolenie."

← wróć do odkrywania