HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VIII

Kazanie III. Próba Saula

Gdy walczę z pokusą albo nałogiemGdy wracam wciąż do tego samego PokusyWiara
„I rzekł Saul: Przynieście mi całopalenie i ofiary pojednania. I złożył całopalenie."
W skrócie. Saul wytrwał przez siedem dni próby, lecz upadł w ósmym — złożył ofiarę bez kapłańskiego upoważnienia, bo nie doczekał Samuela. Newman wyciąga pięć typów upadków z tej historii: kłamstwo i kradzież z niecierpliwości, pozorna religijność bez posłuszeństwa, wytrwanie tylko przez część próby, trzymanie się litery bez ducha. Obrzędowość bez posłuszeństwa serca jest samooszukiwaniem się.

„Postąpiłeś nierozważnie; nie zachowałeś przykazania Pana, Boga twego, które ci nakazał; gdyż teraz byłby Pan utwierdził królestwo twoje nad Izraelem na wieki.”

*„I rzekł Saul: Przynieście mi całopalenie i ofiary pojednania. I złożył całopalenie."* — 1 Sm 13,9

Wszyscy jesteśmy poddani próbie. Każdy, kto żyje, jest na próbie — czy będzie służył Bogu, czy nie. W Piśmie Świętym czytamy o wielu przykładach doświadczeń, którym wszechmogący Bóg poddaje swe stworzenia. Na początku, gdy Adam został po raz pierwszy stworzony, postawiony był wobec próby. Umieszczono go w pięknym ogrodzie, obdarzono wszystkim, co służy przyjemności i wygodzie; stworzony był w niewinności i prawości, a do pomocy w podobaniu się Bogu i osiągnięciu nieba dany mu był wielki dar Ducha Świętego. Jedno tylko było mu zabronione — spożywanie owocu z drzewa poznania dobra i zła; to była jego próba. Jeśli nie spożyje owocu, będzie żył; jeśli spożyje — umrze. Niestety, spożył go — i umarł. Poddany próbie, okazał się niedoskonały; upadł; taki był koniec jego próby.

W Piśmie Świętym zapisanych jest wiele innych prób — oprócz Adamowej — ku naszemu przestrodze i pouczeniu, abyśmy pamiętali, że i my jesteśmy poddani próbie; abyśmy znajdowali zachętę w przykładach tych, którzy wytrwali w próbie i nie upadli, a zarazem byli sobą i stawali na straży, widząc tych, którzy w próbie polegali. Do tych ostatnich należy Saul. Saul, o którym czytaliśmy podczas tej służby Bożej, jest przykładem człowieka, którego Bóg pobłogosławił i doświadczył — podobnie jak niegdyś Adama — którego poddał próbie, a który, jak Adam, okazał się niedoskonały.

Dzieje tego smutnego i straszliwego upadku zawarte są właśnie w rozdziale, który czytaliśmy i z którego pochodzi tekst; i pragnę teraz opowiedzieć wam o jego okolicznościach.

Saul nie urodził się królem ani synem znakomitego rodu; był człowiekiem niskiego urodzenia i skromnych warunków, wyniesiony wolną łaską Bożą na władcę i króla Jego ludu — Izraela. Samuel, prorok Boży, objawił mu to, namaścił go olejem, a gdy Saul objął władzę królewską, pouczał go o obowiązkach — i wystawił go na próbę. Próba zaś była następująca. Lud Boży, Izraelici, nad którym Saul był powołany panować, doznawał wówczas ogromnego ucisku i udręki ze strony otaczających go nieprzyjaciół — pogan, którzy nienawidzili prawdziwego Boga i Jego kultu, i napadali na nich; spośród tych narodów Filistyni byli w owym czasie najpotężniejsi. Zalali kraj i wzięli Izraelitów w niewolę. Tyranizowali nad nimi, a aby na pewno nigdy nie odzyskali wolności, odebrali im nawet możliwość kucia broni do walki. „Nie było znaleźć kowala w całej ziemi Izraela" — mówi ten rozdział — „gdyż Filistyni mówili: Żeby Hebrajczycy (to znaczy Izraelici) nie kuli mieczy ani włóczni. I chodzili wszyscy Izraelici do Filistynów ostrzyć każdy swój lemiesz, motykę, siekierę i sierp." Saul został wzniesiony po to, aby zrzucić to ciężkie jarzmo i zniszczyć okrutnych ciemięzców swego ludu. „Wybrał sobie trzy tysiące mężów i jedną trzecią z nich pod wodzą Jonatana, swego syna, pobił garnizon filistyński w Gebie."

Na to, jak łatwo się domyślić, potężni nieprzyjaciele — Filistyni — zapłonęli gniewem i zgromadzili wielką armię, by ukarać buntowniczy lud, który uważali za swoich poddanych, a który podnosił na nich rękę. Mieli „trzydzieści tysięcy rydwanów i sześć tysięcy jeźdźców, a ludu jak piasku na brzegu morza w mnóstwie". Saul ze swej strony „zatrąbił w trąbę po całej ziemi" i wezwał wszystkich Izraelitów do siebie. Zebrali się przy nim w Gilgal. Filistyni zaś nadciągnęli ze swoim wielkim wojskiem i rozbili obóz naprzeciw niego. I tak dwie armie stały naprzeciwko siebie — i właśnie wtedy zaczęła się próba Saula.

Zanim Saul wyruszył do bitwy, trzeba było złożyć Panu całopalenie i prosić Go o błogosławieństwo dla oręża Izraela. Bez tego aktu religijnego kultu nie mógł żywić żadnej nadziei na zwycięstwo. A kapłani i prorocy byli jedynymi sługami Bożymi i tylko oni mogli składać ofiary. Królowie nie mogli — chyba że Wszechmogący Bóg wyraźnie im to nakazał. Saul nie miał zezwolenia na składanie ofiary; a jednak ofiara musiała być złożona, zanim mógł walczyć. Co miał uczynić? Musiał czekać na Samuela, który obiecał, że w tym celu przybędzie. „Zstąpisz przede mną do Gilgal" — mówił mu Samuel — „a oto ja zstąpię do ciebie, aby złożyć całopalenia i ofiary pojednania; przez siedem dni będziesz czekał, aż przyjdę do ciebie i oznajmię ci, co masz czynić." Saul — jak widzicie — miał czekać siedem dni, aż przybędzie Samuel; tymczasem jednak nawiedziła go ta wielka próba. Zgromadzony przezeń lud, który miał walczyć przeciw Filistynom, był daleko słabszy od nieprzyjaciela pod względem bojowym. To nie byli żołnierze — byli to wieśniacy podniesieni do walki, buntujący się przeciw potężnemu wrogowi nawykłemu do panowania, podczas gdy oni nawykli do poddaństwa. I — jak już wspomniałem — nie mieli regularnej broni: „I zdarzyło się — mówi Pismo — w dniu bitwy, że nie znaleziono miecza ni włóczni w rękach żadnego z ludzi, którzy byli z Saulem i Jonatanem." Nic dziwnego, że w tych okolicznościach wielu wcale nie przybyło do obozu Saula; wielu kryło się; wielu uciekło z kraju; a spośród tych, którzy do niego przystąpili, wszyscy byli ogarnieci trwogą i wielu zaczęło dezerterować. „Gdy Izraelici — mówi Pismo — ujrzeli, że są w potrzebie, lud krył się w jaskiniach, w zaroślach, na skałach, w wysokich miejscach i w dołach. I niektórzy Hebrajczycy przeszli przez Jordan do ziemi Gad i Gileadu; Saul zaś był jeszcze w Gilgal, a cały lud szedł za nim drżąc. Czekał siedem dni, stosownie do wyznaczonego czasu przez Samuela; ale Samuel nie przyszedł do Gilgal, a lud rozpraszał się od niego."

Jakże wielką próbą musiało to być! Oto król, który właśnie po to został ustanowiony królem, aby zniszczyć Filistynów; stoi naprzeciw potężnego nieprzyjaciela, gorąco pragnie wypełnić swe posłannictwo, lęka się niepowodzenia, jego sława jest zagrożona. Samo w sobie zadanie jest niezwykle trudne, bo żołnierze jego są bardzo słabi i wszyscy się boją wroga. Jedyna szansa — po ludzku rzecz biorąc — to zadać cios; jeśli będzie zwlekał, nie może spodziewać się niczego poza całkowitą klęską; im dłużej zwleka, tym bardziej jego ludzie będą się lękali. A jednak ma czekać siedem dni; siedem długich dni musi czekać; czeka przez nie — i ku swemu wielkiemu upokorzeniu i rozpaczy widzi, jak żołnierze zaczynają dezerterować; dzień po dniu coraz więcej go opuszcza. Czym to się skończy? A jednak panuje tak nad swymi uczuciami, że wytrwa przez wszystkie siedem dni. Dotąd dobrze wypada w próbie; miał po prostu czekać siedem dni i mimo ryzyka czeka. Choć widzi, jak armia się kruszy, a nieprzyjaciel gotów zaatakować, jest posłuszny Bogu; jest posłuszny Jego prorokowi; nie czyni niczego; wygląda przybycia Samuela.

Wreszcie mija siedem dni — te ciążące, wyczerpujące dni, ta długa tygodniowa próba, w której każdą godziną kuszony był, by uderzyć na nieprzyjaciela, a jednak każdą godziną musiał powściągać swego gwałtownego i niecierpliwego ducha. Nadszedł więc czas, by przybył Samuel; powiedział, że przyjdzie po siedmiu dniach, a dni już dobiegły kresu. Teraz wreszcie nadszedł czas, by Saul zaznał ulgi. Przez siedem dni Filistyni, z jakiegoś powodu, nie atakowali go — istna cudowna łaska; może teraz odetchnąć swobodnie; w każdej godzinie, w każdej chwili spodziewa się wieści, że Samuel dotarł do obozu. Ale gdy próba zdawała się skończona — oto nowa próba: Samuel nie przybywa. Prorok Boży powiedział, że przyjdzie, a prorok Boży nie przyszedł, jak powiedział.

Dlaczego Samuel nie przyszedł — nie zostaliśmy poinformowani; widzimy jedynie, że Bóg chciał jeszcze bardziej doświadczyć Saula. Jednak nie przyszedł — i zobaczmy teraz, jak zachował się Saul.

Dotąd dobrze się sprawował; dosłownie wypełnił nakaz Boży przez Jego proroka. Czekał w wierze, choć w lęku; lękał się Filistynów, ale ufał Bogu. Gdyby tylko trwał w tej wierze! Lecz wiara jego zachwiana została, gdy próba się przedłużyła.

Gdy Samuel nie przyszedł, nie było oczywiście nikogo, kto mógłby złożyć ofiarę; co należało uczynić? Saul powinien był czekać jeszcze dłużej, aż Samuel nadejdzie. Dotąd miał wiarę w Boga — powinien był mieć ją nadal. Dotąd ufał, że Bóg ocali go od nieprzyjaciela — choć armia była rozproszona — na swój własny sposób. Bóg nie walczy mieczem i łukiem; może dać zwycięstwo komu chce i kiedy chce; „własną prawicą i świętym ramieniem swoim" może spełnić swe zamiary. Saul był sługą Bożym i dlatego mógł bezpiecznie ufać Bogu. Ufał przez siedem dni; mógł trwać w tej ufności przez osiem, dziewięć lub dziesięć. I warto zauważyć, że ta nowa próba ledwie była większa niż poprzednia — z tej właśnie przyczyny: jego wiara jak dotąd otrzymała swoją nagrodę. Choć Filistyni stali naprzeciw, a własni żołnierze dezerterowali, to jednak — rzecz zdumiewająca — Filistyni nie zaatakowali. Miał więc dowód, że Bóg może go bronić przed nimi. Skoro chronił go bezpiecznie przez siedem dni, czemu nie miałby czynić tego w dniu ósmym? Saul jednak tego nie odczuł i podjął krok niezwykle pochopny i zgubny.

Krok ten był następujący: skoro Samuel nie przyszedł, postanowił złożyć całopalenie zamiast niego — postanowił uczynić coś, czego nie mógł zrobić bez wielkiego grzechu, mianowicie: wtargnąć w urząd święty, do którego nie był powołany; co więcej, uczynić coś, czego w istocie w ogóle uczynić nie mógł — bo choćby to nazwał ofiarą, nie byłaby nią naprawdę, gdyby nie składał jej kapłan lub prorok. Wiecie, jak wielką zbrodnią jest dla kogoś, kto nie ma ku temu upoważnienia, stawać się nauczycielem, kaznodzieją, chrzcić lub udzielać Wieczerzy Pańskiej; taki właśnie był grzech Saula — postanowił złożyć ofiarę, nie będąc wyznaczonym sługą Bożym. Jest to zbrodnia często potępiana w Piśmie Świętym — jak w przypadku Koracha, Jeroboama i Ozjasza. Korach został pochłonięty przez ziemię z jej powodu; Jeroboam doznał uschniięcia ręki i poniósł karę w swym rodzie; Ozjasz zaś został dotknięty trądem. A jednak był to grzech Saula. „I rzekł Saul" — słowami tekstu — „Przynieście mi całopalenie i ofiary pojednania; i złożył całopalenie." Zobaczcie teraz, co nastąpiło zaraz potem. „I zdarzyło się, gdy dokończył składać całopalenie, że oto przybył Samuel, a Saul wyszedł mu naprzeciw, aby go pozdrowić." Widzicie — gdyby był czekał zaledwie jedną godzinę dłużej, uniknąłby tego grzechu; innymi słowy, wyszedłby z próby zwycięsko zamiast ponieść klęskę. Ale poniósł klęskę — i skutkiem tego utracił łaskę Bożą i zaprzepaścił swoje królestwo.

Zwróćmy uwagę, co powiedział mu Samuel i co Saul odpowiedział: „I rzekł Samuel: Coś uczynił? A Saul rzekł: Widząc, że lud rozprasza się ode mnie, a ty nie przyszedłeś w wyznaczonym czasie, i że Filistyni zebrali się w Michmasz, powiedziałem: Teraz Filistyni uderzą na mnie w Gilgal, a ja nie błagałem oblicza Pana; zmusiłem się więc i złożyłem całopalenie." Oto jego tłumaczenie; posłuchajcie teraz, co Samuel o nim sądził: „I rzekł Samuel do Saula: Postąpiłeś nierozważnie; nie zachowałeś przykazania Pana, Boga twego, które ci nakazał; gdyż teraz byłby Pan utwierdził królestwo twoje nad Izraelem na wieki. Ale teraz królestwo twoje nie ostoi się; Pan poszukał sobie człowieka według swego serca i nakazał mu Pan, by był wodzem nad ludem Jego, ponieważ nie zachowałeś tego, co Pan ci nakazał." Taki był koniec próby Saula: upadł; nie okazał posłuszeństwa — i w następstwie utracił łaskę Bożą.

Jakże wiele jest w tej smutnej historii, co odnosi się do nas, bracia, w dzisiejszych dniach, choć wydarzyło się kilka tysięcy lat temu! Człowiek jest taki sam w każdym pokoleniu, i Bóg Wszechmogący jest ten sam; toteż to, co przydarzyło się Saulowi, królowi izraelskiemu, dopełnia się — niestety! — codziennie w nas, ku naszej wielkiej hańbie. My wszyscy, podobnie jak Saul, zostaliśmy przez Boga wyniesieni do wielkiej czci i chwały — nie chwały tego świata, lecz niewidzialnej, duchowej chwały. Urodziliśmy się w grzechu jako dzieci gniewu; On zaś sprawił, że zostaliśmy ochrzczeni wodą i Duchem w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego; i jak Saul, namaszczony olejem przez Samuela, stał się królem Izraela, tak my przez chrzest stajemy się królami — nie królami tego świata, lecz królami i książętami w niebieskim królestwie Chrystusa. On jest naszą głową, a my Jego braćmi; zasiadł na swoim tronie w górze i ukoronowany przez swego Wiecznego Ojca jako Pan i Chrystus; i my, uczynieni Jego braćmi, mamy udział w Jego niewidzialnej, niebieskiej chwale. Choćbyśmy byli ubodzy na tym świecie, to gdy zostaliśmy ochrzczeni, staliśmy się — jak Saul — mocni w Panu, potężnymi książętami, z Aniołami służącymi nam i z miejscem na tronie Chrystusa przed sobą w perspektywie. Dlatego — twierdzę — jesteśmy jak Saul obdarowani wolną łaską Bożą; a w konsekwencji poddani jesteśmy próbie jak Saul — wszyscy doświadczani w ten czy inny sposób; i pomyślcie teraz, ilu jest takich, którzy upadają jak Saul.

1. Ilu jest takich, którzy znajdując się w jakimkolwiek ucisku — w braku środków lub rzeczy koniecznych — zapominają, jak Saul, że ich ucisk, cokolwiek to jest, pochodzi od Boga; że Bóg go na nich zsyła i że Bóg usunie go na swój własny sposób, jeśli Mu ufają; a zamiast czekać na Jego czas, biorą sprawę w swoje ręce, w swój zły sposób, i niecierpliwie wyprzedzają czas, sprowadzając na siebie wyrok! Niekiedy kłamstwo wyprowadziłoby ich z kłopotów — i ulegają tej pokusie. Lekceważą grzech; mówią, że nie mogą sobie poradzić inaczej, że są do tego zmuszeni — jak Saul mówił Samuelowi; szukają usprawiedliwień, by uciszyć sumienie; i zamiast dobrze wytrwać w próbie, znosząc ubóstwo lub inny ciężar, nie wzdrygają się przed świadomym kłamstwem, które słyszy Bóg. Lub też — w podobnych okolicznościach — kuszone są, by kraść; i rozumują, że są w większej potrzebie niż ten, komu wyrządzają szkodę, albo że tamten nigdy nie zauważy braku; i że nie wzięliby, gdyby nie tak wielka potrzeba. W ten sposób postępują jak Saul i w ten sposób kuszą Boga, by z kolei pozbawił ich niebiańskiego dziedzictwa. Lub jeszcze: może i kradną, i kłamią — najpierw kradną, a potem kłamią, by ukryć kradzież.

2. Dalej — ilu jest takich, którzy znajdując się w przykrych sytuacjach, ulegają pokusie czynienia złego, by się z nich wyrwać, zamiast cierpliwie czekać na czas Boży! Mają może srogich rodziców i czują się tak nieswojo w domu, że korzystają z pierwszej nadarzającej się sposobności, by się stamtąd wydostać. Wychodzą za mąż lub żenią się z osobami bezbożnymi, nie pytając siebie nawet, czy są bezbożne — po prostu z niecierpliwości, by uciec od obecnego dyskomfortu: „Byle nie to" — mówią. Cóż to jest, jeśli nie zachowanie Saula? On sam nie zaznawał spokoju ani wytchnienia przez cały czas, gdy stał naprzeciw nieprzyjaciela, a własny lud odpływał od niego — i on też sięgnął po niedozwolony środek, by wyjść ze swego opału. Podobnie — gdy ludzie mają surowych panów i pracodawców, kłopotliwych sąsiadów lub zajmują się pracą, której nie lubią — często zapominają, że wszystko to pochodzi z Opatrzności Bożej, że do Niego muszą się zwracać, że Ten, który to nałożył, może to odjąć — może odjąć w swoim dobrym czasie i bez ich grzechu. Lecz oni, jak Saul, są niecierpliwi i nie chcą czekać. A ponadto — czy i wśród nas samych nie ma takich, którzy są niecierpliwi wobec religijnych niedogodności, w jakich żyją; i zamiast czekać na czas Boży i proroka Bożego, biorą sprawę we własne ręce, opuszczają miejsce, w które Bóg ich postawił, i przyłączają się do innej wspólnoty — w nadziei (jak sądzą) na jaśniejsze światło i pełniejsze przywileje?

3. Dalej — ilu jest takich, którzy choć serce ich nie jest prawe przed Bogiem, mają pewien rodzaj pobożności i przez nią łudzą sami siebie, wmawając sobie, że są religijni! Zauważcie: Saul był na swój sposób człowiekiem religijnym — mówię: na *swój* sposób, ale nie na sposób Boży; a jednak jego nieposłuszeństwo *on sam* mógł uważać za akt religijny. Złożył ofiarę *raczej* niż iść do bitwy bez ofiary. Człowiek jawnie bezbożny ustawiłby swoje wojsko i rzucił się na Filistynów bez żadnej czynności religijnej. Saul tego nie uczynił; nie — pragnął, by akt kultu i modlitwy poprzedzał bitwę; chciał mieć Boże błogosławieństwo; i przewrotnie — choć czuł, że błogosławieństwo jest mu niezbędne — nie dostrzegał, że jedyną drogą do jego pozyskania jest szukanie go *w sposób*, który Bóg nakazał; że skoro Bóg nie ustanowił go swoim sługą, nie może złożyć całopalenia w sposób Mu miły. Tak się łudził; i tak łudzą się dziś liczni ludzie — nie porzucając religii całkowicie, lecz dobierając sobie religię sami, jak Saul, i łudząc się, że mogą być religijni bez posłuszeństwa.

4. Dalej — ilu jest takich, którzy znoszą połowę próby, jaką Bóg im daje, ale nie całą; którzy przez pewien czas idą dobrze, a potem upadają! Saul wytrwał przez siedem dni i nie zachwiał się; w dniu ósmym wiara go opuściła. Obyśmy wytrwali do końca! Wielu odpada. Czuwajmy i módlmy się. Nie bądźmy beztroscy. Nie myślmy, że wystarczy dobrze przejść przez jedną pokusę; przez całe życie jesteśmy na próbie. Gdy jedna pokusa minęła, nadchodzi następna; i może się zdarzyć, że to właśnie dobre przejście przez jedną będzie okazją do upadku w następnej, jeśli nie będziemy czujni — bo może uśpić w nas czujność i napełnić pewnością siebie, jakbyśmy już zwyciężyli i byli bezpieczni.

5. Wreszcie — ilu jest takich, którzy w ciasnym, małostkowym, chłodnym sercem sposobie trzymają się litery Bożych przykazań, zaniedbując ducha! Zamiast zastanawiać się, czego Chrystus chce, by czynili, biorą Jego słowa jedno po drugim i przyjmują je jedynie w ich niezbędnym, dosłownym znaczeniu. Nie zanurzają serc w Piśmie Świętym i nie starają się pojmować go jako głosu żywego i dobrego Pana i Mistrza, który do nich przemawia, lecz wykładają je tak, by znaczyło jak najmniej. Brak im miłości. Saul miał czekać siedem dni — *i czekał* siedem dni; i sądził, że może odtąd czynić, co chce. W istocie powiedział Samuelowi: „Zrobiłem dokładnie to, coś mi powiedział." Tak, wypełnił dosłownie i ściśle wskazania Samuela — ale nie w duchu miłości. Gdyby miłował Słowo Boże, nie liczyłby tak skrupulatnie i pedantycznie, lecz czekałby jeszcze dłużej. I podobnie — ludzie dziś, naśladując go, zbyt często mówią, gdy się im wytyka jakieś przewinienie: „Dlaczego to złe? Gdzie tak jest powiedziane w Piśmie Świętym? Pokażcie nam tekst" — co dowodzi jedynie, że słuchają po cielesnu, według litery, nie zaś według ducha.

Jakże wszystkie wymówki, którymi grzesznicy łudzą i ogłuszają dziś swe sumienia, zawiodą ich w Dniu Ostatecznym! Saul miał swoje tłumaczenia dla nieposłuszeństwa. Nie przyznawał się do błędu, lecz argumentował — a Samuel jednym słowem go skarcił, przekonał, uciszył i skazał. I tak w Dniu Sądu wszystkie nasze czyny zostaną jakby ogniem wyświetlone. Wszechwiedzący, Wszechświęty Sędzia, Zbawiciel nasz Jezus Chrystus, zasiądzie na swoim tronie i tchnięiem ust swoich rozproszy wszystkie czcze wymówki, na których ludzie teraz polegają; a tajniki serc ludzkich zostaną odkryte. Wtedy będzie widać, kto służy Bogu, a kto Mu nie służy; kto służy Mu wargami, a kto sercem; kto jest obłudnikiem, a kto jest szczery.

Niech Bóg da nam łaskę, abyśmy należeli do tych, których wiara i miłość są wolne od obłudy i pozoru; którzy słuchają z czystego serca i dobrego sumienia; którzy szczerze pragną poznać wolę Bożą i czynią ją na tyle, na ile ją znają!

← wróć do odkrywania