HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VIII

Kazanie V. Ciekawość jako pokusa do grzechu

Gdy walczę z pokusą albo nałogiemGdy świat mnie wciąga PokusyZaparcie się siebie
„Nie wchodź na drogę bezbożnych i nie idź ścieżką złych ludzi. Unikaj jej, nie przechodź przez nią, odwróć się od niej i idź dalej."
W skrócie. Ciekawość doświadczenia grzechu jest pierwszą i najgroźniejszą pułapką szatana — tak było od Ewy w raju. Kazanie szczegółowo opisuje mechanizm, przez który jednorazowe przekroczenie granicy prowadzi do przyzwyczajenia i zniewolenia: sumienie milknie, rozeznanie słabnie, wola ulega. Jedyna skuteczna obrona to uciekanie przed pokusą u jej zarania i czuwanie z modlitwą.

„Złudzenie to pochodzi z przebiegłości szatana, ojca kłamstwa, który dobrze wie, że jeśli raz zdoła nas skłonić do grzechu, łatwo sprawi, byśmy zgrzeszyli po raz drugi i trzeci, aż w końcu pojmani będziemy przez niego według jego woli[^FN3].”

*„Nie wchodź na drogę bezbożnych i nie idź ścieżką złych ludzi. Unikaj jej, nie przechodź przez nią, odwróć się od niej i idź dalej."* — Prz 4,14-15

Główną przyczyną niegodziwości, którą wszędzie widać na świecie i w której — niestety — każdy z nas ma mniej lub więcej swój udział, jest ciekawość szukająca jakiegoś obcowania z ciemnością, jakiegoś doświadczenia grzechu, pragnienie, by wiedzieć, czym są rozkosze grzechu. Sądzę nawet, że wielu ludzi uważa — choć nie lubią tego mówić wprost — za niemęskie i godne wstydu nieznanie grzechu z doświadczenia, jakby to świadczyło o dziwnym oderwaniu od świata, dziecinnej nieznajomości życia, ciasnoty i małości umysłu, a także o zabobonnym, służalczym strachu. Brak doświadczenia grzechu naraża człowieka na śmiech i kpiny towarzyszy — i nie ma co się dziwić, że tak jest wśród potomków owej winnej pary, której szatan już na początku obiecał wstęp do nieznanego świata wiedzy i rozkoszy w zamian za nieposłuszeństwo Bożemu przykazaniu. „A gdy kobieta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do spożycia i że były miłe dla oczu, i że godne pożądania ze względu na zdobytą wiedzę — zerwała więc z niego owoc i skosztowała, i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł." Niezadowolenie z obfitości danych darów dlatego, że czegoś odmówiono — oto grzech naszych pierwszych rodziców. Podobnie rozwiązłe rwanie się ku rzeczom zakazanym, ciekawość, jak to jest żyć na sposób pogan, było jednym z głównych źródeł bałwochwalstwa Żydów; i my po dziś dzień dziedziczymy po nich podobną naturę od Adama.

Mówię zatem: ciekawość w zadziwiający sposób popycha nas do nieposłuszeństwa, byśmy zaznali rozkoszy nieposłuszeństwa. I tak „cieszymy się naszą młodością, a serce niech nas weseli w dniach naszej młodości, i chodźmy drogami serca naszego i za tym, co widzą nasze oczy." I tak wdzieramy się w rzeczy zakazane na różne sposoby: czytając to, czego czytać nie powinniśmy; słuchając tego, czego słuchać nie powinniśmy; patrząc na to, na co patrzeć nie powinniśmy; chodząc w towarzystwo, do którego chodzić nie powinniśmy; rozumując zuchwale i dysputując, gdy powinniśmy mieć wiarę; postępując tak, jakbyśmy byli sami swoimi panami tam, gdzie powinniśmy być posłuszni. Pobłażamy swemu rozumowi, pobłażamy swym namiętnościom, pobłażamy swej ambicji, próżności, umiłowaniu władzy; rzucamy się w towarzystwo złych, światowych lub obojętnych ludzi — a przez cały ten czas myślimy, że po zdobyciu tej nędznnej wiedzy dobra i zła możemy wrócić do swych obowiązków i podjąć je od miejsca, gdzie je porzuciliśmy; jakbyśmy tylko na chwilę odeszli na bok, by się otrząsnąć jak Samson — i jak on, nie wiedząc, że prawdziwa siła niebieska już nas opuściła.

Złudzenie to pochodzi z przebiegłości szatana, ojca kłamstwa, który dobrze wie, że jeśli raz zdoła nas skłonić do grzechu, łatwo sprawi, byśmy zgrzeszyli po raz drugi i trzeci, aż w końcu pojmani będziemy przez niego według jego woli. Widzi on, że ciekawość jest wielką i pierwszą sidłem człowieka, jak było w raju; i wie, że jeżeli zdoła wedrzeć się do serca człowieka przez tę główną i podniecającą pokusę, to pokusy innych rodzajów, jakie potem przychodzą w życiu, z łatwością nas przemogą. Wie też, że jeśli opremy się początkom grzechu, to za sprawą łaski Bożej jest wszelka nadzieja, iż wytrwamy w drodze pobożności. Jego plan działania stoi więc przed nim jasno: kusić gwałtownie, póki świat jest dla nas nowy, a nasze nadzieje i uczucia żywe i niespokojne. Stąd widać Bożą mądrość, a zarazem miłosierne troskliwość zaleceń zawartych w tak wielu miejscach Pisma Świętego, jak w tekście: *„Nie wchodź na drogę bezbożnych i nie idź ścieżką złych ludzi. Unikaj jej, nie przechodź przez nią, odwróć się od niej i idź dalej."*

Zastanówmy się zatem przez chwilę nad tą prostą prawdą, którą słyszeliśmy już tak wiele razy, że właśnie dlatego możemy ją łatwo zapomnieć — że rzeczą wielką w religii jest dobrze wyruszyć, opierać się początkom grzechu, uciekać przed pokusą, unikać towarzystwa bezbożnych. „Nie wchodź na drogę bezbożnych... unikaj jej, nie przechodź przez nią, odwróć się od niej, idź dalej."

1. A po pierwsze właśnie dlatego, że zwlekanie z ucieczką czyni ucieczkę niemal niemożliwą. Gdy mówię: opieraj się początkom zła, nie mam na myśli jedynie pierwszego czynu, lecz rodzące się myśli o złu. Jakkolwiek by wyglądała pokusa, może nie być czasu na zwlekanie i przyglądanie jej się bez tego, by nie zostać schwytanym. Biada nam, jeśli szatan (że tak powiem) zobaczy nas pierwszy; albowiem jak to bywa z drapieżnym zwierzęciem — zobaczyć nas znaczy dla niego posiąść nas. Skoro tylko uświadomimy sobie istnienie pokusy, powinniśmy, jeśli jesteśmy mądrzy, odwrócić się do niej plecami, nie czekając, by o niej rozmyślać i się nad nią zastanawiać; powinniśmy zaprzątnąć umysł innymi myślami. Istnieją pokusy, gdy ta rada jest szczególnie konieczna — lecz w każdym przypadku jest ona bardzo na czasie.

2. Rozważmy bowiem następnie, jakie musi być w każdym razie następstwo dopuszczenia, by złe myśli były w nas obecne, choćbyśmy ich nie wpuszczali do głębi serca. Otóż to: oswoimy się z nimi. Nasza wielka ochrona przed grzechem leży w tym, że nas on gorszy. Ewa patrzyła i rozmyślała, gdy powinna była uciec. Mówi się niekiedy: „Druga myśl jest lepsza" — i jest to prawdą w wielu przypadkach, lecz są czasy, kiedy jest to zupełnie fałszywe, a wręcz przeciwnie: pierwsza myśl jest lepsza. Grzech jest bowiem podobny do węża, który uwiódł naszych pierwszych rodziców. Wiemy, że niektóre węże posiadają zdolność zwaną „fascinacją". Ich wzrok ma moc ujarzmiania — owszem, w zadziwiający sposób wabienia — swojej ofiary, która zapada w zupełną bezsilność, nie może uciec, ba, wręcz musi się zbliżać i (niejako) wydawać się im samorzutnie; aż we właściwym sobie czasie pochwycą ją i pożrą. Jakiż to straszny obraz potęgi grzechu i diabła nad naszymi sercami! Na początku sumienie mówi nam wprost i bezpośrednio, co jest dobre, a co złe; lecz gdy lekceważymy to ostrzeżenie, rozum nasz ulega skrzywieniu, przychodzi z pomocą naszym pragnieniom i zwodzi nas ku naszej zgubie. Zaczynamy wtedy dostrzegać, że są argumenty przemawiające za złymi czynami, i słuchamy ich, dopóki nie zaczniemy uważać ich za prawdziwe; a gdy przypadkiem powrócą lepsze myśli i czynimy jakiś słaby wysiłek, by dotrzeć do prawdy naprawdę i szczerze, okazuje się, że nasz umysł jest już tak pomieszany, iż nie odróżniamy dobra od zła.

Tak na przykład każdy gorszy się przeklinaniem i przysięganiem, gdy to po raz pierwszy słyszy; i z początku nie może nawet ukryć, że jest zgorszony: to jest, wygląda posępnie i skrępowanie, i czuje się nieswojo. Lecz gdy już przyzwyczai się do takich bezbożnych słów i zostanie wyśmiany ze swej surowości, i zacznie uważać to za męskie, i da się nakłonić do przyłączenia się, wkrótce nauczy się tego bronić. Mówi, że nie ma w tym żadnej szkody; że nikomu nie robi krzywdy; że to tylko słowa i że wszyscy ich używają. Oto przykład, w którym nieposłuszeństwo temu, co wiemy za słuszne, czyni nas ślepymi.

Podobne pomieszanie zdarza się często w przypadku pokus ze strony świata. Boimy się doczesnej straty lub utraty dobrego imienia; albo spodziewamy się jakiejś korzyści; i czujemy pokusę, by postąpić tak, by zapewnić sobie w każdym razie doczesne dobro lub uniknąć zła. We wszystkich takich przypadkach dotyczących postępowania rozumowanie o tym, co słuszne, a co nie, nie ma końca, jeśli raz je zaczniemy; jest niezliczona liczba sposobów działania, z których każdy można pozornie bronić argumentem — lecz prosta, czystego serca zdrowa myśl z zasady już przy pierwszym spojrzeniu rozstrzyga dla nas kwestię bez argumentów; jeśli jednak nie słuchamy niezwłocznie tego ukrytego doradcy, jego światło gaśnie od razu i zdani jesteśmy na łaskę czystych domysłów, po omacku, z pomocnikami drugiego gatunku. Wtedy pozorne argumenty za oszustwem, za haniebnym uleganiem woli świata lub za niesławnym lenistwem nami władają i albo zwyciężają, albo przynajmniej tak nas mieszają, że nie wiemy, jak postąpić. Niestety, w dawnych czasach zdarzało się, że chrześcijanie stawiani przed pogańskimi prześladowcami, którzy chcieli ich ukarać za to, że są chrześcijanami, nie zdołali osiągnąć korony męczeństwa, „umiłowawszy świat doczesny", i tak pogubili się w zawiłościach przebiegłych szatańskich argumentów.

Tutaj wspomnieć też trzeba pokusy do niewiary. Zuchwałe spekulowanie na tematy święte i szydzenie z nich gorszy nas początkowo i odwracamy się od tego. Lecz gdy w złej godzinie dajemy się uwieść bystrością lub dowcipem jakiegoś pisarza czy mówcy, by słuchać jego bezbożności — kto może powiedzieć, gdzie się zatrzymamy? Czy możemy uchronić się od zarazy jego bezwstydu? Nie mamy na to nadziei. A gdy przyjdzie nam do lepszego rozumu (jeśli z łaski Bożej zostanie nam to kiedyś dane), jaki będzie nasz stan? Jak stan ludzi, którzy przeszli jakąś straszną chorobę zmieniającą konstytucję ciała. Owa żywa i jasna zdolność dostrzegania dobra i zła, która niegdyś nam przewodziła, zniknie — jak uroda ciała czy ostrość wzroku przy chorobach fizycznych; a gdy zaczniemy się zastanawiać, gdzie leży droga obowiązku w konkretnych próbach, przyniesiemy do tej oceny osłabione, chwiejne siły; i gdy chcemy działać, nasze kończyny (że tak powiem) ruszą w przeciwnym kierunku, i będziemy czynić zło, gdy chcemy czynić dobrze.

3. Jest jednak jeszcze inny żałosny skutek jednorazowego zgrzechu, który zdarza się niekiedy: nie tylko samo to jednorazowe zgrzeszenie, lecz danie się przez nie tak uwiązać, że odtąd bez przerwy trwa się w jego popełnianiu, nie szukając argumentów, by zadośćuczynić sumieniu; z czystej, brutalnej, upartej, zaślepionej żądzy jego złych rozkoszy. Mówi się o drapieżnych zwierzętach, że powstrzymują się od krwi, dopóki jej nie skosztują, lecz raz jej skosztowawszy, poszukują jej już zawsze. Podobnie istnieje pewne pragnienie grzechu, które rodzi się z nami, lecz łaska je gasi i tak trzyma w karbach *aż* do chwili, gdy sami swoim własnym czynem budzimy je na nowo; gdy zaś raz rozbudzone, nigdy nie może być uśmierzone. Grzeszymy, choć wyznajemy, że zapłatą za grzech jest śmierć.

4. Niekiedy, mówię, taki jest natychmiastowy skutek pierwszego upadku; jeśli zaś nie jest skutkiem natychmiastowym, to jest zawsze dążnością i ostatecznym końcem grzeszenia, to jest: uczynienie z nas swoich niewolników. Pokusa jest zaiste bardzo silna, gdy przychodzi po raz pierwszy; lecz jej siła tkwi wtedy w jej własnej nowości; i z drugiej strony, w samym sercu ludzkim tkwi moc dana przez Boga do opierania się jej; gdy jednak długo pobłażaliśmy grzechowi, umysł staje się grzeszny w swym przyzwyczajeniu i charakterze, a Duch Boży odszedłszy, nie ma w nim żadnej zasady siły wystarczającej do ocalenia go od śmierci duchowej. Jakaż istota może zmienić swoją własną naturę? To byłoby niemal zaprzestanie istnienia: ogień nie przestaje palić; lampart nie zmienia swych plamek i nie przestaje rozrywać i pożerać; i dusza, która wielokrotnie grzeszyła, nie może nie grzeszyć — z tą jednak straszliwą różnicą od stanu bezrozumnych żywiołów lub zwierząt, że jej obecny stan jest w całości jej własną winą; że mogła mu zapobiec i kiedyś będzie musiała odpowiedzieć za to, że nie zapobiegła.

I tak — łatwe jak jest unikanie grzechu na początku, po pewnym czasie staje się ono (po ludzku mówiąc) niemożliwe. „Nie wchodź na jej drogę" — mówi mędrzec. Obie drogi, właściwa i zła, wychodzą z tego samego punktu i na początku dzieli je bardzo mała odległość, tak łatwo (stosunkowo) jest wybrać tę właściwą zamiast tej złej; lecz poczekaj chwilę i idź drogą wiodącą ku zagładzie, a przekonasz się, że odległość między nimi rozrosła się poza wszelką miarę i że między nimi wykopano wielką przepaść, tak że nie możesz przejść z jednej na drugą, choćbyś tego najgoręcej pragnął.

Do czego zaś prowadzą nas takie rozważania, jeśli nie do prostego i wyczerpującego nakazu naszego Pana, który jest tym samym co nakaz Salomona, lecz wyraźniej i uroczyściej wpojony przez sposób i czas jego przekazania? „Czuwajcie i módlcie się, żebyście nie ulegli pokusie." Nie wchodzić na drogę bezbożnych, unikać jej i omijać — czymże to jest, jeśli nie ćwiczeniem się w *czuwaniu*? Dlatego właśnie tak bardzo na nim nalega, wiedząc, że w nim leży nasze bezpieczeństwo. Lecz z drugiej strony zastanówmy się: ilu jest wśród nas takich, o których można powiedzieć, że czuwają i modlą się? Czyż nie jest tak, że najwyżej, co czynimy, to zanosić w niedzielę jakiś rodzaj modlitwy do Boga w kościele; lub niekiedy jakąś krótką modlitwę rano i wieczorem w tygodniu — a potem iść w świat z tą samą nierozwagą i zapomnieniem, jakbyśmy nigdy nie mieli żadnej poważnej myśli? Przechodzimy przez codzienne zajęcia, zupełnie zapominając — dla jakiegokolwiek praktycznego celu — że wszelkie zajęcia mają w sobie sidła i dlatego wymagają ostrożności. Zapytajmy siebie: „Jak często myślimy w ciągu dnia o szatanie jako o naszym wielkim kusicielu?" A jednak nie przestaje on być czynny dlatego, że o nim nie myślimy; i zapewne też jego moce i sztuczki zostały nam objawione przez Boga Wszechmogącego właśnie po to, byśmy ich nie ignorując, mogli przed nimi czuwać. Kto z nas nie przyzna, że wiele razy obracał się w świecie, zapominając, kto jest bogiem tego świata? Ba, czy wielu z nas nie żyje w nawykowym zapomnieniu, że ten świat jest miejscem próby — to jest, że to jest jego *główny* charakter; że wszystkie jego zajęcia, przyjemności, zdarzenia, nawet najniewinniejsze, najbardziej miłe Bogu i najnaprawdę pożyteczne same w sobie, są przez szatana nieustannie tak rozgrywane, by jak najbardziej przyczynić się do naszej zguby, jeśli tylko może to jakoś urządzić? Nie ma w tym nic posępnego ani zabobonnego, jak dowodnie wykazują proste słowa Pisma Świętego każdemu, kto szuka. Powiedziano nam, „że diabeł, nieprzyjaciel nasz, jako lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć;" dlatego też wzywa się nas: „bądźcie trzeźwi, czuwajcie." I naprawdę nasza prawdziwa pociecha leży nie w ukrywaniu przed sobą tej prawdy, lecz w wiedzy o czymś więcej: że choć szatan jest przeciwko nam, Bóg jest za nami; że większy jest Ten, który jest w nas, niż ten, który jest na świecie; i że On w każdej pokusie uczyni wyjście, byśmy mogli ją znieść.

Bóg czyni swoją część — to pewne; i szatan też czyni swoją. Jedni my jesteśmy bierni. Niebo i piekło walczą za nas i przeciwko nam, a my błaznujemy i pozwalamy, by życie płynęło bez celu. Niebo i piekło stoją przed nami jako nasze przyszłe mieszkanie — jedno lub drugie; a jednak nasz własny interes nie porusza nas bardziej niż miłosierdzie Boże. Traktujemy grzech nie jako wroga, którego należy się obawiać, przed którym należy drżeć i go unikać, lecz jako nieszczęście i słabość; nie litujemy się nad grzesznikami i nie unikamy ich, lecz wchodzimy na ich drogę na tyle, by zachować ich towarzystwo; a następnie, kuszeni, by ich naśladować, upadamy niemal bez walki.

Niech wy, moi bracia, nie dajcie się tak zwieść i pokonać przez złe i niewierne serce. Zdecydujcie przyjąć Boga za swój dział i módlcie się do Niego o łaskę, by wam to umożliwił. Unikajcie wielkich niebezpieczeństw próżniactwa, unikajcie sidła czasu wolnego. Unikajcie wszelkich złych myśli, wszelkich zepsutych lub bezbożnych książek, unikajcie wszelkiego złego towarzystwa — niech nic was tam nie wciągnie. Choćbyście byli wyśmiewani za surowość; choćbyście przez to tracili rozrywki, w których chcielibyście uczestniczyć; choćbyście przez to byli nieświadomi wielu rzeczy, które inni znają, i wypadali niekorzystnie, gdy inni o nich rozmawiają; choćbyście wyglądali, jakbyście byli za innymi; choćbyście byli nazywani tchórzem lub dzieckiem, albo człowiekiem ciasnego umysłu, lub zabobonikiem — cokolwiek by was obrażało, nie bójcie się, nie chwiejcie się, nie upadajcie; stójcie mocno, sprawujcie się mężnie, bądźcie silni. Myślą, że w służbie diabła są tajemnice godne naszych poszukiwań, których wy nie znacie — tak, są tajemnice, i takie, że wstyd o nich mówić; a zarazem wy macie tajemnicę, której oni nie mają, i która daleko przerasta tamtą. „Tajemnica Pańska jest z tymi, którzy się Go boją." Ci, którzy są posłuszni Bogu i idą za Chrystusem, mają tajemne dary, tak wielkie, że równie dobrze można by powiedzieć, że niebo jest podobne do piekła, jak twierdzić, że są one podobne do zysku, który mają grzesznicy. Mają tajemny dar dany im przez ich Pana i Zbawiciela stosownie do ich wiary i miłości. Nie mogą go opisać innym; nie posiadają go naraz w całości; nie mogą zażywać go wedle woli w tej czy innej chwili. Przychodzi i odchodzi zgodnie z wolą Dawcy. Dany jest jedynie w małej mierze tym, którzy zaczynają służyć Bogu. Nie jest dany wcale tym, którzy idą za Nim z sercem rozdzielonym. Tym, którzy kochają świat, a jednak są w pewnym sensie religijni, i którzy są z takiego stanu religijności całkowicie zadowoleni — im nie jest dany. Lecz ci, którzy oddają się swemu Panu i Zbawicielowi, którzy oddają się Mu duszą i ciałem, którzy szczerze mówią: „Jestem Twój, odrodź mnie, czyń ze mną, co chcesz" — którzy mówią to nie raz lub dwa, nie w uniesieniu, lecz spokojnie i nawykłe — to oni otrzymują tajemny dar Pański: ów „kamień biały i nowe imię w nim zapisane, którego nikt nie zna prócz tego, kto je otrzymuje." Grzesznicy myślą, że wiedzą wszystko, co ma do ofiarowania religia, i że oprócz tego znają jeszcze rozkosze grzechu. Nie, nie znają, nie mogą znać i nigdy nie poznają tajemnego daru Bożego, dopóki się nie nawrócą i nie poprawią. Nigdy nie poznają, co znaczy widzieć Boga, dopóki nie będą Mu posłuszni; ba, choć mają Go zobaczyć w dzień ostateczny, nawet wtedy nie będzie to prawdziwe ujrzenie Go, albowiem widok owego Świętego nie przyniesie im wówczas żadnej pociechy ani radości. Nigdy nie poznają szczęśliwości, którą On ma do dania. Znają co prawda zadowolenie z grzeszenia, takie jakie ono jest; i niestety — jeśli będą trwać w tym, jak trwają — poznają nie tylko czym jest grzech, lecz czym jest piekło. Lecz nigdy nie poznają owej wielkiej tajemnicy, ukrytej w Ojcu i w Synu.

Nie dajmy się zatem uwieść Kusicielowi i jego obietnicom. Nie ma on nam nic dobrego do pokazania. Nie ma nic dobrego, co mógłby nam dać. Słuchajmy raczej łaskawych słów naszego Stwórcy i Odkupiciela: „Wołaj do Mnie, a odpowiem ci i ukażę ci rzeczy wielkie i niezgłębione, których nie znasz."

← wróć do odkrywania