*„A ty, synu człowieczy, nie bój się ich ani nie bój się słów ich, choć będziesz miał przy sobie ostrza i ciernie, i będziesz mieszkał pośród skorpionów; nie bój się słów ich ani nie trwóż się obliczem ich, bo to dom przekorny."* — Ez 2,6
To, co zostało tu zapowiedziane jako doświadczenie proroka Ezechiela, spełniło się mniej lub bardziej w życiu wszystkich Proroków. Nie byli oni jedynie Nauczycielami, lecz Wyznawcami. Przychodzili nie tylko po to, by wykładać Prawo lub zapowiadać Ewangelię, lecz by napominać i karcić; i nie tylko karcić, lecz i cierpieć. Ten świat jest widownią walki dobra ze złem. Zło nie tylko unika dobra, lecz je prześladuje; dobro zaś nie może zwyciężyć inaczej, jak przez cierpienie. Ludzie dobrzy zdają się przegrywać — ich sprawa triumfuje, lecz ceną tego triumfu jest ich własna klęska. Kiedyż to nie spełniały się owe zmagania, i ów ich charakter, i ów ich wynik? Tak było od początku. Kain zazdrościł bratu swemu Ablowi i zabił go. Henoch chodził z Bogiem, był głosicielem sprawiedliwości, i Bóg go wziął. Izmael szydził z Izaaka; Ezaw pałał gniewem przeciw Jakubowi i postanowił go zabić. Bracia Józefa zapałali ku niemu zaciętą nienawiścią, radzili, czy nie zabić go, wrzucili go do cysterny, a w końcu sprzedali do Egiptu. Potem w podobny sposób Korach, Datan i Abiram powstali przeciw Mojżeszowi. Jeszcze później Saul prześladował Dawida; Achab i Jezabel — Eliasza; kapłani zaś i prorocy — proroka Jeremiasza. Na koniec — by nie rozwodzić się nad innymi przykładami — arcykapłani i faryzeusze, pełni zazdrości, powstali przeciw Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi i wydali Go pogańskiemu namiestnikowi, Poncjuszowi Piłatowi, na ukrzyżowanie. Tak Apostołowie po Nim, a zwłaszcza święty Paweł, byli prześladowani przez swych zapalczywych i mściwych rodaków; i z tego, jak święty Paweł mówi o tej sprawie, możemy wnosić, że tak ma być zawsze: „Wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, cierpieć będą prześladowanie" — albo jak powiada, nawiązując do historii Izaaka i Izmaela: „Lecz jak ongiś ten, który się narodził według ciała, prześladował tego narodzonego według Ducha, tak i teraz" — i istotnie, widzimy to spełniające się w pewnej mierze na własne oczy, jeszcze dzisiaj. Przeto nasz Zbawiciel, by pocieszyć wszystkich cierpiących dla Jego imienia, łaskawie mówi: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie."
Rzecz ma się, zdaje się, tak: ci, którzy nie służą Bogu całym sercem, wiedzą, że powinni to czynić, i nie lubią, gdy się im o tym przypomina. A gdy spotkają kogoś, kto rzeczywiście żyje dla Boga, ten staje się dla nich żywym przypomnieniem — co jest im nieprzyjemne; i właśnie dlatego gniewają się na człowieka pobożnego: jego widok niepokoi ich i sprawia im dyskomfort.
W następnej kolejności czują w sercu, że jemu dzieje się o wiele lepiej niż im. Nie mogą się powstrzymać od pewnego pragnienia — choć ledwie zdają sobie z niego sprawę — pragnienia, by być takimi jak on; a jednak nie mają zamiaru go naśladować, i to właśnie rodzi w nich zazdrość. Zamiast gniewać się na siebie, gniewają się na niego.
To są ich pierwsze odczucia — co z nich wynika? Następnie są oni silnie kuszeni, by zaprzeczyć, że *jest* on człowiekiem pobożnym. Pragną wyprzeć myśl o nim ze swoich umysłów. Nic tak bardzo nie ulżyłoby im, jak odkrycie, że nie ma na świecie żadnych pobożnych ludzi, że nikt nie jest od nich lepszy. Toteż robią wszystko, by uwierzyć, że jego pobożność jest jedynie pozorem; wytężają się, by doszukać się w nim czegokolwiek, co wyglądałoby na niekonsekwencję. Nazywają go obłudnikiem i innymi szpetnymi imionami. A wszystko to dlatego — by powiedzieć prawdę wprost — że nienawidzą spraw Bożych, a zatem nienawidzą też Jego sług.
Toteż, o ile jest w ich mocy, prześladują go: albo, jak sugeruje tekst, słowami okrutnymi i nieprawdziwymi, albo zimnym, dzikim lub zazdrosnym spojrzeniem, albo w jakiś jeszcze gorszy sposób. Człowiek dobry jest obrazą dla człowieka złego. Widok dobrego jest dlań pewnego rodzaju zniewagą; drażni go to i wyrządza mu, co może, szkodę. Tak chrześcijanie dawnych czasów byli mordowani przez pogan. Jak sprawiedliwy Abel przez Kaina, jak Pan nasz Jezus Chrystus, Syn Boży, przez Żydów, jak i święty Paweł przez pogan — tak wielu po nim było również zabijanych, i to w okrutnych mękach. Nie byłoby właściwe opisywać straszliwych katuszy, jakie niegdyś dzieci Boże znosiły z rąk dzieci ciała; mamy jednak pewną wzmiankę o tym, co dokonało się we wcześniejszej epoce, w pewnym miejscu Listu świętego Pawła do Hebrajczyków, z którego możemy się domyślić jeszcze sroższych prób, jakie potem znosili chrześcijanie. „Doświadczyli oni szyderstwa i biczowania, a nadto kajdan i więzienia; byli kamienowani, przerzynani piłą, uśmiercani mieczem; błąkali się w owczych skórach, w skórach kozich, w niedostatku, w ucisku, w nędzy — a świat nie był ich wart. Tułali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi."
Niech będzie chwała Bogu, że żyjemy w czasach, kiedy coś takiego nie może mieć miejsca! Dotąd przynajmniej strzegł nas w sposób przedziwny. Gdyby jakiś człowiek zły wyrządził poważną krzywdę człowiekowi pobożnemu, wie, że poniósłby za to karę z rąk prawa. Osoby pobożne są w naszych czasach chronione od wszelkich poważnych prześladowań i nie mogą być za to dość wdzięczne. Najgorsze, czego mogą doznać od świata, jest iście lekkie w porównaniu z tym, co niegdyś cierpieli ludzie. A jednak święty Paweł nazywa nawet własne i ich cierpienia „chwilowym uciskiem"; jeśli więc tamte były jedynie lekkie w porównaniu ze chwałą, która miała nastąpić po śmierci, o ileż lżejsze jest nasze, skoro w ogóle nie możemy doznać prześladowania, choćbyśmy chcieli, i w najlepszym razie możemy jedynie nieznacznie utrudnić sobie służbę Bogu w wierności.
A jednak, mimo to, jest zupełną prawdą, że nawet dziś nikt nie może oddać umysłu swego Bogu i okazać czynami, że się Boga boi, nie narażając się na niechęć i sprzeciw świata; i ważne, by był tego świadomy i był na to przygotowany. Nie może się tym przejmować, musi to znosić, i z czasem — jeśli Bóg tak zechce — przezwycięży to.
Istnieje wiele drobniejszych sposobów, na jakie niedbali i bezbożni ludzie mogą dokuczać i sprawiać trudności tym, którzy pragną wypełniać swe obowiązki w pokorze i pełni. Takie właśnie są — zdaje się — te, które tekst ma na myśli: niesprawiedliwe karcenie, czepialstwo, oszczerstwo, szyderstwo, zimne spojrzenia, grubijańskie słowa, znieważanie, a w pewnych przypadkach ucisk i tyrania. Ktokolwiek zatem podejmuje życie pobożne, musi być na to gotowy — winien być wdzięczny, jeśli go to omija; lecz nie powinien się gorszyć ani uważać za rzecz dziwną, jeśli go to spotyka.
Oto, bracia moi, zwróćcie na to uwagę: wzywając was do znoszenia nagany dla Chrystusa, nie wzywam was do niczego, czego sam, jako sługa Chrystusa, nie pragnąłbym praktykować. Co więcej, jest to obowiązek wszystkich sług Chrystusa; albowiem w każdym wieku — *kogo*, jak sądzicie, świat pierwszy zaatakuje i zechce się pozbyć? Oczywiście sług Chrystusowych. Któż mógłby bardziej razić ten zły świat niż ci, których właśnie zadaniem jest przypominać mu o Bogu i niebie? Jeśli wszelkie poważne osoby są przez świat nielubiane dlatego, że stawiają mu przed oczy nieprzyjemne prawdy, które wolałby, gdyby mógł, zapomnieć — to doświadczenie to tym bardziej dotyczy tych, których powołaniem i obowiązkiem zawodowym jest właśnie przypominanie ludziom prawd wiary. Człowiek pobożny nie zamierza przypominać sąsiadom; idzie własną drogą — ale oni go widzą i nie mogą nie zostać przypomniani. Widzą, że jest dobrze prowadzony, trzeźwy w osądach, pełen czci i sumienny; że nigdy nie popada w żadne ekscesy, że nigdy nie używa złego języka; że regularnie odbywa modlitwy, regularnie chodzi do kościoła, regularnie przystępuje do Najświętszego Sakramentu — widzą to wszystko, i chcąc nie chcąc, *są* przypomniani o swym obowiązku; i nie lubią tego, kto im o nim przypomina. Lecz jeśli tak dzieje się w przypadku zwykłych ludzi, którzy pragną żyć pobożnie, nie czyniąc żadnej zewnętrznej profesji — jak, sądzicie, wiedzie się nam, sługom Chrystusa, których właśnie obowiązkiem jest składanie takiej profesji? Wszystko w duchownym jest napomnieniem dla ludzi — albo powinno być — o świecie przyszłym, o śmierci i sądzie, o niebie i piekle. Już sam jego strój jest *memento*. Nie ubiera się jak inni ludzie. Jego zwyczaje są *memento*. Jego sposób mówienia jest poważniejszy niż innych. Jego obowiązki są też *memento*. Widać go w kościele czytającego modlitwy, udzielającego chrztu, głoszącego kazania; lub nauczającego dzieci; lub oddającego się dziełom miłości; lub studiującego. Całe jego życie poświęcone jest sprawom niewidzialnym. Wszystko, co czyni, ma uświadomić ludziom, że czas jest krótki, śmierć pewna, a wieczność długa. A skoro tak jest, czy sądzicie, że ludzie — tacy jak są przeważnie, nieuważni i niedbali o wiarę — czy sądzicie, że to lubią? Nie; i jeszcze mniej, gdy przystępuje do wskazywania ludziom ich błędów i przewinień i usiłuje im w nich przeszkodzić. I tak we wszystkich wiekach zobaczycie, że świat stawiał opór i dokładał wszelkich starań, by pozbyć się głosicieli pokuty i świętości. Chciałby ukamienować Mojżesza, wtrącił Daniela do lwiej jamy, a trzech Młodzieńców do pieca ognistego: świętemu Pawłowi ściął głowę, świętego Piotra ukrzyżował, innych spalił, innych zamęczył na śmierć. I tak trwało przez wiele pokoleń. Lecz ostatecznie, jak mówiłem przed chwilą, osoby pobożne — a pośród nich słudzy Chrystusa — zostały stopniowo osłonięte przez prawo świeckie od prześladowań. Świat stał się bardziej ludzki i szlachetny, jeśli nie bardziej pobożny; Bóg zaś panuje nad wszystkim. Lecz choć diabeł nie może nas prześladować, czyni, co może, by nam się sprzeciwić. Z pewnością tak jest; albowiem nikt nie może przeglądać licznych wydawnictw naszych dni bez dowodów na to; nikt nie może wchodzić w miejsca, gdzie ludzie gromadzą się dla odpoczynku lub rozrywki, nie słysząc o tym; nikt nie może podróżować drogą bez bycia niekiedy świadkiem tego. Sługom Chrystusa przylepia się przezwiska, głosi o nich nieprawdy, wyśmiewa ich; a ludzie wzajemnie się zachęcają, by im się sprzeciwiać i ich zwodzić. Dlaczego? Z tej jednej prostej przyczyny, że są posłańcami Boga; a ludzie na ogół nie lubią być napominani przez Boga. Powiadają, że poradziliby sobie bez sług Chrystusa — co w istocie oznacza, że pragną obyć się bez Boga na świecie.
Oto los, do którego wszyscy jesteśmy, słudzy Chrystusa, powołani przez nasze powołanie; i dlatego, gdy wzywamy was do stawiania czoła sprzeciwowi świata, wzywamy was do niczego, czego sami nie znosimy. Dobrze by było, gdybyśmy mogli we wszystkim czynić najpierw to, do czego was wzywamy. Nie ma pokusy ani doświadczenia, które wy macie, a które w swym rodzaju i my nie musielibyśmy znosić — lub przynajmniej nie pragnęlibyśmy znosić, o ile jest godziwe tego pragnąć. Święty Paweł powiedział do pewnych pogan: „I my jesteśmy ludźmi, podległymi tym samym namiętnościom co wy." Święty Paweł, Apostołowie i wszyscy po nich słudzy Chrystusa są jednej natury z innymi ludźmi. Muszą przechodzić to, co przechodzą inni ludzie. Cierpią ból, smutek, utratę bliskich, troskę, osamotnienie, liczne wyrzeczenia; i potrzebują, jak inni ludzie, cierpliwości, pogody ducha, wiary, nadziei, zadowolenia, poddania się, niezłomności, by dobrze znosić wszystko, co na nich spada. Lecz nawet bardziej niż inni ludzie są wzywani do znoszenia sprzeciwu świata. Muszą znosić pośmiewisko, oszczerstwo, złe traktowanie, wyzysk, nienawiść. Żadne z tych doświadczeń nie jest im z natury przyjemne, tak samo jak innym ludziom. Lecz wiedzą, że tak musi być; nie mogą tego zmienić; i uczą się rezygnacji i cierpliwości. Owej cierpliwości i rezygnacji zatem wzywam was, bracia moi, byście w sercu pielęgnowali, gdy świat gardzi wami z powodu waszej wiary; a wraz z nimi — pogody ducha i łagodności, byście nieśli swój krzyż lekko, nie ponuro, nie z smutkiem, nie z narzekaniem.
Na przykład: ludzie mogą wywierać na was presję, byście zrobili coś, o czym wiecie, że jest złem — powiedzieli nieprawdę, uczynili coś niezbyt uczciwego, poszli w towarzystwo, gdzie iść nie powinniście; i mogą okazywać niezadowolenie na myśl, że nie chcecie się dostosować. A jednak nie wolno wam się dostosować. Nie wolno czynić tego, co czujecie jako złe, choćbyście mieli przez to sprawić zawód nawet tym, którym najbardziej pragniecie się podobać.
Znowu: nie powinniście się dziwić, gdy odkryjecie, że ktoś nazywa was obłudnikami i innymi szpetnymi imionami; nie powinniście się tym przejmować.
Znowu: wasze znajomości mogą was wyśmiewać i szydzić z was za to, że jesteście gorliwi i pobożni, że pilnie chodzicie do kościoła, strzegąc się złego języka i tym podobnych rzeczy — nie powinniście się tym przejmować.
Znowu: może się zdarzyć, ku waszemu wielkiemu utrapieniu, że nieostrożni ludzie głoszą o was za plecami nieprawdy, że wasze postępowanie zostało przedstawione w fałszywym świetle i że w konsekwencji ogół świata wyznaje o was wiele fałszywych przekonań. Choć jest to ciężkie do zniesienia, nie powinniście się tym przejmować; pamiętajcie bowiem, że o naszym Zbawicielu i Jego Apostołach głoszono więcej nieprawd, niż można kiedykolwiek głosić o was.
Znowu: możecie odkryć, że nie tylko pospolity ogół wierzy temu, co się mówi przeciwko wam, lecz nawet ci, których przychylności pragniecie. Lecz jeśli tak się dzieje z powodu waszego sumienności, nie powinniście się tym przejmować; bądźcie pogodni, zostawiając waszą sprawę w ręku Boga i wiedząc, że wydobędzie ją On na światło dzienne we właściwym czasie, w swoim własnym czasie.
Znowu: ludzie mogą próbować zastraszać was lub grozić wam, byscię zrobili coś złego — ale nie powinniście się tym przejmować; musicie być niezłomni.
Na wiele, bardzo wiele sposobów możecie być wzywani do znoszenia złego traktowania ze strony świata lub do opierania się jego usiłowaniom odciągnięcia was od Boga; lecz musicie być niezłomni i nie powinniście się dziwić, że próby te są czynione. Musicie uważać, że właśnie takie jest wasze powołanie — znosić i opierać się. To jest to, co ofiarujecie Bogu jako swego rodzaju odpowiedź na Jego wielkie miłosierdzie względem was. Czyż Chrystus nie przeszedł dla was o wiele więcej, niż wy możecie kiedykolwiek być wzywani, by znieść dla Niego? Czyż On, będąc bez grzechu, dźwigał gorzki krzyż — a wy, będąc w najlepszym razie tak grzeszni, wzbraniasz się dźwigać tak mierne próby i drobne niedogodności?
Na zakończenie pragnę zwrócić uwagę jedynie na dwie kwestie, do których to, co powiedziałem, mnie prowadzi.
Po pierwsze: nie bądźcie zbyt pochopni, by sądzić, że jesteście źle traktowani ze względu na waszą wiarę. Traktujcie sprawy jak najłagodniej. I strzeżcie się surowości wobec tych, którzy wiodą niedbałe życie, lub tych, o których sądzicie lub wiecie, że was krzywdzą. Nie rozpamiętujcie takich spraw. Odwracajcie od nich myśl. Unikajcie wszelkiej posępności. Bądźcie łagodni i delikatni dla tych, którzy są przekorni — i bardzo często, jeśli Bóg da, zyska się ich w ten sposób. Powinniście modlić się za tych, którzy wiodą niedbałe życie, a szczególnie jeśli są dla was nieżyczliwi. Kto wie, czy Bóg nie wysłucha waszych modlitw, nie odmieni ich serc i nie pozyska ich dla was? Czyńcie dla nich wszystko — byle tylko nie naśladujcie ich i nie ulegajcie im. To jest prawdziwy duch chrześcijański: być łagodnym i spokojnym pod złym traktowaniem, pogodnym pod oszczerstwem, przebaczającym wobec nieprzyjaciół i milczącym pośród gniewnych języków.
Po drugie, chciałbym powiedzieć: pamiętajcie, że żadnego z obowiązków, o których mówiłem, nie możecie wypełnić bez Bożej pomocy. Ktokolwiek usiłuje opierać się światu lub czynić inne dobre rzeczy o własnych siłach, z pewnością upadnie. *Możemy* czynić rzeczy dobre, lecz tylko wtedy, gdy Bóg daje nam moc, by je czynić. Musimy zatem modlić się do Niego o tę moc. Gdy popadamy w jakąkolwiek pokusę, powinniśmy wznosić serca do Boga. Powinniśmy mówić do Niego: „Wybaw nas, Panie dobry." Pan nasz, gdy odchodził, obiecał uczniom swoim Pocieszyciela zamiast siebie; był nim Bóg Duch Święty, który jest wśród nas po dziś dzień (choć Go nie widzimy), tak jak Chrystus był z Apostołami. Przyszedł po to, by nas oświecać, prowadzić nas właściwą drogą i doprowadzić nas w końcu do Chrystusa w niebie. I zstąpił — jak wskazuje Jego imię „Pocieszyciel" — zwłaszcza po to, by trwać przy tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszać ich i umacniać, a szczególnie w utrapieniu ze strony ludzi bez wiary. Uczniowie, gdy Chrystus odszedł, musieli przejść przez wielkie utrapienia — przeto pocieszył ich zesłaniem Ducha Świętego i Wiecznego, Trzeciej Osoby Błogosławionej Trójcy. „To wam powiedziałem — mówi — abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale odwagi! Jam zwyciężył świat." Gdy zatem ludzie pobożni są przybici na duchu lub w jakikolwiek sposób dręczą się trudnościami, jakie świat stawia im na drodze; gdy gorąco pragną wypełniać swój obowiązek, a jednak czują, jak są słabi — niech przypomną sobie, że nie należą do samych siebie, lecz zostali „odkupieni za wielką cenę" i są mieszkaniem i świątynią Najłaskawszego Ducha.
Na koniec: jestem zupełnie pewien, że żaden z nas — nawet najlepszy — nie oparł się światu tak, jak powinien był to uczynić. Nasze twarze nie były twarde jak krzemień; lękaliśmy się słów ludzkich i trwożyliśmy się ich spojrzeń, i ulegaliśmy im niekiedy wbrew własniejszemu rozsądkowi. Wyobrażaliśmy sobie, prawdę mówiąc, że świat może nam zaszkodzić, gdy trwamy przy Bożych przykazaniach. Badajmy swoje sumienia; spoglądajmy wstecz na nasze dotychczasowe życie. Starajmy się oczyścić i obmyć serca nasze w obliczu Boga. Starajmy się żyć bardziej jak chrześcijanie, bardziej jak dzieci Boże. Błagajmy gorąco Boga, by uczył nas jaśniej i prostej, czym jest nasz obowiązek. Błagajmy Go, by dał nam serce zdolne Go miłować, oraz prawdziwą skruchę za to, co minęło. Błagajmy Go, by uczył nas, *jak* wyznawać Go przed ludźmi; byśmy — jeśli teraz będziemy się Go zapierać — nie zostali przez Niego zaprzeni przed Aniołami Bożymi.