HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VIII

Kazanie XVIII. Nieznajomość zła

Gdy walczę z pokusą albo nałogiemGdy mam w sobie gniew, zazdrość, pychę Stworzenie i upadekNatura grzechu
„I rzekł Pan Bóg: Oto Adam stał się jako jeden z Nas, znając dobre i złe."
W skrócie. Grzech Adama polegał na ciekawości zakazanej wiedzy — chęci poznania zła bez doświadczania go, co jest atrybutem tylko Boga. Upadek oznaczał utratę prostoty i skierowanie uwagi na siebie. Kazanie omawia pięć form zakazanej wiedzy we współczesności: zła ciekawość młodych, wiedzę 'naukową' usprawiedliwiającą grzech, cynizm 'znawców świata', chorobliwe rozmyślanie nad własnym złem, pychę teologiczną. Chrystus daje łaskę prostoty — powrotu do niewinności.

„Adam, gdy zgrzeszył i poczuł się upadłym, zamiast uczciwie porzucić to, czym się stał, wolał się ukryć.”

*„I rzekł Pan Bóg: Oto Adam stał się jako jeden z Nas, znając dobre i złe."* — Rdz 3,22

Jest rzeczą oczywistą, że pokusa, pod wpływem której człowiek upadł w raju, polegała na ambitnej ciekawości wiedzy, której mu nie wolno było posiadać. Dopiero później przyszło pożądanie oczu i ciała, lecz zakazane drzewo zwało się drzewem *poznania*; Kusiciel *obiecał* poznanie; a po upadku Bóg Wszechmocny orzekł, jak czytamy w tekście, że człowiek je osiągnął. „Oto Adam stał się jako jeden z Nas, *znając* dobre i złe."

Widzicie, że powiedziano: „Adam stał się *jako jeden z Nas*, znając dobre i złe" — bo Bóg zna zło tak samo jak dobro. Jest to Jego cudowny, niezdolny do przekazania atrybut; człowiek zaś pragnął uczestniczyć w tym, czym Bóg był — lecz nie mógł tego osiągnąć, nie przestając być tym, czym Bóg był również: święty i doskonały. Niezdolnym do przekazania atrybutem Boga jest znajomość zła bez doświadczania go. Człowiek natomiast, chcąc być jak Bóg, mógł zdobyć jedynie cień podobieństwa, którego jeszcze nie miał, tracąc substancję, którą już posiadał. Uczestniczył w Bożym poznaniu, tracąc Jego obraz. Bóg zna zło i jest od niego czysty — człowiek pogrążył się w złu i tak je poznał.

Nasze szczęście, podobnie jak nasz obowiązek, polega na nieprzekraczaniu własnej miary — na zadowoleniu z tego, czym jesteśmy, z tego, czym Bóg nas czyni. Ci, którzy szukają zakazanej wiedzy, jakiejkolwiek by ona była, odkryją, że w ten sposób utracili swe miejsce w porządku bytów i zostali wyrzuceni poza wielki krąg Bożej rodziny.

Jest to, powiadam, niezdolny do przekazania atrybut Boga: tak jak nie stworzył grzechu, tak też go nie doświadcza — a skoro go dopuszcza, to go też zna; dopuszcza go bez stwarzania, zna go bez doświadczania — atrybut zaiste cudowny i niepojęty, a jednak wynikający może z samej tylko okoliczności, że go dopuszcza. On bowiem jest wszędzie i we wszystkim, i nic nie istnieje inaczej jak tylko w Nim i przez Niego. Jakkolwiek tajemnicze, samo więzienie w głębinach ziemi, jego kajdany, ognie i nieżałujący więźniowie, sam sprawca zła — trwa w istnieniu dzięki Bogu i bez Boga obrócony by był w nicość. Bóg jest w piekle tak samo jak w niebie — myśl, która niemal wprawia umysł w zamęt. Straszliwy Bóg! „Dokąd ujdę przed Duchem Twoim? Dokąd ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; gdy leżę w Szeolu — jesteś tam." Gdzie jest życie, tam jest On; a choćby to było tylko życie śmierci — żywa śmierć wiecznych mąk — On jest jej zasadą. A będąc tak głęboko obecny przy samych źródłach myśli i pierwiastkach wszelkiego bytu, będąc podtrzymującą przyczyną wszystkich duchów, zarówno dobrych, jak i złych, jest On głęboko obecny przy złu — i jest od niego czysty; i wie, czym ono jest, jako że jest z nimi i w nędznych atomach, które je wywołują.

Jeśli między Bożą wiedzą a dopuszczaniem zła istnieje tego rodzaju związek, pomyślcie, jaką to była ambicją ze strony naszych pierwszych rodziców — pragnąć poznać je bez doświadczania; było to zaiste pragnienie, by być jak bogowie: poznać tajemnice domu więziennego i oglądać robaka, który nie umiera, a jednak pozostać niewinnym i szczęśliwym.

Tego jednak nie rozumieli; pragnęli czegoś, o czym nie wiedzieli, że nie mogą tego mieć, pozostając tym, czym byli; nie dostrzegali, jak w przypadku natury ludzkiej wiedza i doświadczenie idą w parze — a szatan ich z tego błędu nie wyprowadził. Spożyli z drzewa, które miało ich uczynić mądrymi, i — niestety! — przejrzeli na oczy: zobaczyli wyraźnie, czym jest grzech, czym wstyd, czym śmierć, czym piekło, czym rozpacz. Utracili Bożą obecność, a pozyskali wiedzę o złu. Utracili Eden — i zyskali sumienie.

Oto właśnie jest wiedza o dobru i złu. Duchy potępione nie znają dobra. Aniołowie nie znają zła. Istoty takie jak my — upadłe, a przecież nie odrzucone — znają dobre i złe: zło nie zewnętrzne wobec nich, ale też nie jedno z nimi; będące w nich, a jednak nie całkiem z nich. Taki był owoc zakazanego drzewa, który po dziś dzień trwa w nas.

Nie wiemy, na czym polega obowiązek i szczęście innych istot; wydaje się jednak, że szczęście człowieka w raju polegało przynajmniej na tym, by nie myśleć o sobie ani nie być świadomym siebie. Takim też — by powrócić do analogii szczególnie nasuwającej się w dniu dzisiejszym — wydaje się być stan dzieci. Nie zastanawiają się one nad sobą. Takim też wydaje się być stan tych chórów anielskich, których życie polega — jak się powiada — na kontemplacji: bo czymże jest kontemplacja, jeśli nie spoczywaniem w myśli o Bogu, z zapomnieniem o sobie? Toteż Święci opisywani są jako „Dziewice, które *idą za Barankiem, gdziekolwiek idzie*." Adam tymczasem, niezadowolony z tego, czym był, wzdychał za wiedzą, której nie mógł zdobyć z zewnątrz — którą mógł posiąść jedynie przez nędzne doświadczenie wewnętrzne, przez nieład moralny w sobie i przez to, że jego umysł zwrócił się ku kontemplacji samego siebie wskutek tego nieporządku. Zdobył upragnioną wiedzę, a jego pierwszym odnotowanym następnie czynem był akt refleksji nad sobą — i ukrył się między drzewami ogrodu. Nie był już zdolny do kontemplowania chwał zewnętrznych; jego uwagę przykuł wstyd, który na nim ciążył.

To, co tak boleśnie ujawnia się w historii naszych pierwszych rodziców, było pokusą i grzechem ich potomstwa po wszystkie czasy: oddawanie się zakazanej, bezprawnej, zgubnej i niepożytecznej wiedzy. Kilka przykładów to zilustruje.

1. Powinienem w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę na ową złą ciekawość, która pobudza ludzi młodych do wdzierania się w sprawy, co do których ich szczęściem jest nie wiedzieć nic. Szatan zdobywa dusze krok po kroku; a jego pierwszą przynętą jest wiedza o tym, co złe. Najpierw kusi ich do *poznania* grzechu, a potem do jego *popełnienia*. Ufajcie temu: nasze szczęście i nasza chwała polega w tych sprawach na ignorancji tak samo jak na niewinności. Święty Paweł mówi, że „hańba jest nawet mówić" o tym, co synowie Beliala czynią potajemnie. O nierozważni, i gorzej — o okrutni wobec samych siebie — wy wszyscy, którzy czytacie to, czego nie powinniście czytać, i słuchacie tego, czego nie powinniście słuchać! O, jakże będziecie żałować swej głupoty! O, jakie gorzkie uczucia, o, jakie przenikliwe bóle przeszyją wasze dusze w przyszłości, kiedy wspomnicie i spojrzycie wstecz — na to, co dała owa zgubna ciekawość! O, jakże będziecie gardzić sobą, jakże płakać nad tym, co na siebie ściągnęliście! I dziś z pewnością ostrzeżenie to jest szczególnie potrzebne, bo to czasy, gdy nic nie uchodzi dociekaniu, nic nie uchodzi ogłoszeniu, nic nie jest skryte przed wszystkimi.

2. Następnie chciałbym zauważyć, że pogoń za wiedzą, znamienna dla naszych czasów, jest bardzo skłonna zwieść nas na specyficzny grzech, jeśli nie będziemy czujni. Czytamy w Dziejach Apostolskich o wielu, którzy uprawiali sztuki tajemne i spalili swe księgi — to znaczy: istnieją rodzaje wiedzy zakazanej dla chrześcijanina. Wydaje się to dziś światu dziwne. Jedyne zakazane przedmioty, które umie sobie wyobrazić, to te, które nie są *prawdziwe* — fikcje, oszustwa, przesądy i tym podobne. Fałsz uważa za zły; fałszywe religie na przykład — właśnie *dlatego*, że fałszywe. Wpada jednak w zakłopotanie, gdy mu się mówi, że mogą istnieć dziedziny wiedzy prawdziwej, a mimo to zakazanej. A przecież zawsze uważano w Kościele, tak samo jak w Piśmie Świętym, że wróżbiarstwo, astrologia, magia i podobne sztuki są bezprawne — bezprawne nawet jeśli nie są fałszywe; a Pismo Święte mówi wyraźnie, jakby przynajmniej niektóre z nich były czymś więcej niż tylko udawaną wiedzą i udawaną mocą; tymczasem dzisiejsi ludzie doszli do przekonania, że są one złe jedynie *dlatego*, że są *oszustwami* — a gdyby okazało się, że nie są, byliby bardzo powolni do zrozumienia, dlaczego mimo wszystko są bezprawne. Nie opanowali idei, że prawdziwa wiedza może być nam zakazana.

3. Następnie nasuwa się mówić o owych smutnych ludziach, którzy chełpią się tym, co sami nazywają znajomością świata i życia. Są tacy — niestety niemało — którzy uważają obcowanie ze złem za część swego wykształcenia. Zamiast stronić od wady i grzechu, próbują ich, choćby tylko dlatego, żeby je *poznać*. Obracają się wśród różnych klas ludzi i wchodzą kolejno w obyczaje i opinie każdej z nich. Są może bystrzy, rozgarnięci i wszechstronni, i łatwo się dopasowują, tak by spodobać się i zaprzyjaźnić z tymi, na których natrafiają. Nie ma w nich żadnych skrupułów sumienia wstrzymujących od spełniania wszystkiego, co zostaje zaproponowane; hołdują każdej formie religii, mają luźne lub przestrzegane zasady moralne, stosownie do okoliczności. Mogą hulać z tymi, co hulają, i mówić poważne rzeczy, gdy towarzystwo jest poważne. Wędrują może po kraju, albo uprawiają zawody i zajęcia, które wprowadzają ich w środowiska ludzi różnych języków lub zabierają za granicę, stykają się z osobami odmiennych wyznań i zasad — i cokolwiek spotkają, traktują jako fakty, jedynie jako fakty ludzkiej natury, a nie jako rzeczy dobre lub złe według pewnego ustalonego wzorca niezależnego od nich samych. Otóż wszystko, co z religii i prawdy pozostało w naszej upadłej naturze, nie leży na powierzchni; ci ludzie tedy, badając to, co jest na wierzchu, w istocie badają jedynie to, co jest złe w człowieku — i w konsekwencji mają bardzo niskie wyobrażenie o człowieku. Są bardzo sceptyczni co do istnienia zasad i cnoty; myślą, że wszyscy ludzie jednakowo kierują się pobudkami doczesnymi, samolubnymi lub zmysłowymi, choć jedni lepiej kryją swe pobudki niż inni, albo mają uczucia i upodobania o bardziej wyrafinowanym charakterze. A ponieważ sami oddali się grzechowi, nie mają w sobie żadnej wyższej zasady, która mogłaby przeciwdziałać skutkowi tego, co widzą zewnętrznie; wszystkie ich pojęcia o naturze, możliwościach i przeznaczeniu człowieka czerpane są z tego, co dzieje się na świecie, i są przez to mierzone — toteż wszelką swoją wiedzę obracają na złe cele. Myślą, że wiedzą — i w istocie wiedzą nazbyt dobrze — jakie pobudki i podniety przeważają u ludzi; a wiedzy tej używają, by przechytrzać, zwodzić, uwodzić, deprawować i manipulować tymi, z którymi mają do czynienia.

4. Inną, zupełnie odmienną grupą ludzi, którzy oddają się studiowaniu zła, chlubią się nim i przez nie się poniżają, są ci, którzy rozkoszują się rozpamiętywaniem i roztrząsaniem walki między dobrem a złem we własnym wnętrzu. Bywali od czasu do czasu ludzie chorobliwych wyobraźni, wszelkich lub żadnych wyznań, którzy tak siebie ćwiczyli. Istniała przez lata — rzec można, przez stulecia — liczna szkoła pisarzy w bardzo różnych dziedzinach, chociaż na szczęście zamierająca, która lubuje się w wyciąganiu na światło dzienne wszelkich słabości i niespójności natury ludzkiej; co więcej, zadaje sobie trud opisywania złych ludzi: jak się czują i co mówią; która budzi zainteresowanie złymi ludźmi — ba, złymi Aniołami — jak gdyby o szatanie można było myśleć inaczej niż z dreszczem grozy. Są też inni, ludzie błędnych przekonań religijnych, którzy sądzą, że religia polega na rozpamiętywaniu i opisywaniu zmagania łaski z zepsutą naturą w duszy. Chrystus przyniósł nam światło i życie i pragnie, byśmy odłożyli to, czym jesteśmy, i poszli za Nim, który nie znał grzechu. Lecz owi ludzie, dalecy nawet od wzniesienia się do dążenia ku doskonałości, nie wykraczają w swym pojęciu religii duchowej poza ideę wyznawania i opłakiwania własnego jej braku. Spowiedź jest dla nich doskonałością; co więcej, niemal probierzem chrześcijanina jest zdolność do rozprawiania o własnym wewnętrznym zepsuciu. Dobrze jest wyznawać grzech szczegółowo i ze wstydem jako akt pokuty; pułapką jest mówić o nim mgliście i publicznie.

5. Na koniec: nawet używana właściwie, wiedza o grzechu nie jest bez niebezpieczeństwa. Jak lekarze nie istnieli by, gdyby nie było choroby, tak to choroba duchowa rodzi kazuistów. Ból zwraca naszą uwagę na ciało, a grzech na duszę. Gdyby nasze dusze były w doskonałej harmonii, działałyby jak instrument nastrojony; z trudem moglibyśmy rozróżnić dźwięki, nawet gdybyśmy chcieli; lecz to właśnie dysharmonia, to rozdźwięk w nas, skłania nas do poważnej kontemplacji tego, czym jesteśmy. Ta sama uwaga odnosi się oczywiście do wielkiej części wiedzy teologicznej, z powodu której ci, którzy ją posiadają, skłonni są do pychy — mam na myśli dokładną wiedzę o herezjach i tym podobnych rzeczach. Jedynie miłość Boga może nadać takiej wiedzy właściwy kierunek. Grozi tu niebezpieczeństwo, że tak uformowani ludzie znajdą się w sytuacji, gdy powinni adorować, a wchodzą w drobiazgowe dociekania; gdy powinni wierzyć, a rozumują; gdy powinni wybierać, a porównują; gdy powinni działać, a dowodzą. Wiemy o Aniołach dwie rzeczy: że wołają „Święty, Święty, Święty" i że pełnią posługę Bożą. Uwielbienie i służba stanowią ich szczęśliwość; i taką jest nasza szczęśliwość w tej mierze, w jakiej się do nich zbliżamy. Lecz wszelkie ćwiczenia umysłu, które skłaniają nas do zastanawiania się i rozpoznawania naszego stanu, do wiedzy czym jest uwielbienie i dlaczego wielbimy, czym jest służba i dlaczego służymy, co wyrażają nasze uczucia i co znaczą nasze słowa — te ćwiczenia mają tendencję do odwracania naszych umysłów od jednej rzeczy potrzebnej, jeśli nie jesteśmy w nich zaprawieni i biegli. Wszelkie dowody religijne, argumenty, dowody poszczególnych dogmatów, argumenty z Pisma Świętego i tym podobne — dostarczają z pewnością pola do wykazania się wielkimi i podziwu godnymi zdolnościami umysłu i byłoby fanatyzmem je umniejszać lub odrzucać; lecz potrzeba umysłu zakorzenionego i ugruntowanego w miłości, by się przez nie nie rozpraszać. Co do prawdziwie religijnych umysłów — one, zajęte tymi sprawami, zamiast zwykłego spierania się, na pewno zamieniają dociekanie w medytację, napomnienie w uwielbienie, a argument w nauczanie.

Takie rozważania, poprowadzone do końca, ukazują nam, jak bardzo nasz stan różni się od tego, do którego Bóg nas stworzył. Zamierzał, byśmy byli prości — a jesteśmy nieszczerzy; zamierzał, byśmy nie myśleli o złu — a tysiące skojarzeń złych, błahych lub niegodnych towarzyszy każdej naszej myśli. Zamierzał, byśmy pociągani byli ku zewnętrznym chwałom — a jesteśmy wciągani w głąb i — by tak rzec — zafascynowani nędzami, które są w nas. I dlatego właśnie cała struktura społeczeństwa jest tak sztuczna; nikt nikomu nie ufa, jeśli może tego uniknąć; wciąż szuka się zabezpieczeń, kontroli i gwarancji. Nikt nie mówi dokładnie tego, co myśli, bo nasze słowa utraciły swoje naturalne znaczenie — i nawet Anioł nie mógłby ich użyć naturalnie, bo każdy umysł różniąc się od każdego innego, słowa nie mają wyraźnego znaczenia. Czymże w istocie jest sama funkcja społeczeństwa w jego obecnym kształcie, jeśli nie prymitywną próbą przykrycia degradacji spowodowanej przez upadek i sprawienia, by ludzie szanowali siebie samych i cieszyli się szacunkiem innych, nie wracając do Boga? Przed tym właśnie powinniśmy się szczególnie strzec, bo jest tego wiele w świecie. Mam na myśli nie porzucenie zła, nie wymiecenie i oczyszczenie zepsucia, które grzech wyhodował w nas, lecz wygładzenie go, zewnętrzną delikatność i połysk, ozdabianie powierzchni rzeczy, podczas gdy „wewnątrz są trupie kości i wszelka nieczystość"; sprawianie, że szaty, które początkowo dane były dla przyzwoitości, stają się narzędziem pychy i próżności. Ludzie nadają piękne nazwy temu, co złe, uświęcają złe zasady i uczucia; i wiedząc, że na świecie są wada i błąd, samolubstwo, pycha i ambicja, starają się nie wykorzenić tych zł, nie oprzeć się tym błędom — to uważają za mrzonkę, sen teoretyków nieznających świata — lecz pielęgnować je i wchodzić z nimi w przymierze, używać ich, tworzyć naukę z samolubstwa, schlebiać błędowi i pobłażać wadzie w zamian za obietnicę, że pozostanie w cieniu.

Lecz my, znajdując się w stanie, w którym jesteśmy, bierzmy te środki, które jedynie naprawdę nam pozostają, które jedynie nam przystoją. Adam, gdy zgrzeszył i poczuł się upadłym, zamiast uczciwie porzucić to, czym się stał, wolał się ukryć. Poszedł o krok dalej. Nie wyrzekł się tego, czym teraz był — częściowo z lęku przed Bogiem, częściowo z niechęci do tego, czym był przedtem. Nauczył się kochać grzech i lękać się Bożej sprawiedliwości. Lecz Chrystus nabył dla nas to, co utraciliśmy w Adamie — szatę niewinności. Nakazał nam i dał nam moc, byśmy stali się jak dzieci; nabył dla nas łaskę *prostoty*, która choć jest jedną z najwyższych, jest bardzo mało myślana, bardzo mało poszukiwana. Mamy wprawdzie ogólne pojęcie czym jest miłość, i nadzieja, i wiara, i prawda, i czystość — choć ubogie pojęcie; lecz jesteśmy prawie ślepi na to, co jest jednym z pierwszych elementów chrześcijańskiej doskonałości: na tę prostoduszność, która wypływa z serca będącego *całkowicie* przy Bogu, zupełnego i niepodzielonego. A ci, którzy myślą, że mają o niej pojęcie, na ogół nie wznoszą się wyżej niż do pomyłki polegającej na wzięciu za nią samej tylko słabości i miękkości umysłu, która jest jedynie jej namiastką. Być prostym — to być jak Apostołowie i pierwsi chrześcijanie. Zbawiciel nasz mówi: „Bądźcie niewinni" albo prości, „jak gołębie." I święty Paweł: „Chcę, żebyście byli mądrzy w dobrem, a *prości w złem*." I znów: „Abyście byli *nienaganni* i *niewinni*, synami Bożymi bez zarzutu, pośród narodu przewrotnego i spaczego." I mówi o „świadectwie" własnego „sumienia, że w *prostocie* i bogobojnej szczerości, nie z cielesną mądrością, lecz z łaski Bożej" wiódł swoje życie na świecie i wobec uczniów. Módlmy się do Boga, by dał nam ten wielki i cenny dar; byśmy wymazali z pamięci wszystko, co Go obraża; oduczyli się wszelkiej wiedzy, której nauczył nas grzech; uwolnili się od samolubnych pobudek, zarozumiałości i próżności, drobnych złośliwości, zawiści, żalów i podłości; odwrócili się od wszelkich tchórzliwych, niskich i nędznych postępowań; i uciekli od lęków służalczych — lęku przed człowiekiem, nieokreślonych niepokojów sumienia i przesądów. Abyśmy mieli odwagę i otwartość tych, którzy są jakby bez grzechu, przez to że zostali z niego oczyszczeni; nieposzkalowane serca, otwarte oblicza i niezmącone oczy tych, którzy ani nie podejrzewają, ani nie ukrywają, ani nie stronią, ani nie są zazdrośni; jednym słowem — abyśmy mieli ufność w Nim, oparcie w Nim i spoczynek w myśli o Nim, zamiast zanurzać się w gąszcze tego świata; abyśmy znosili Jego wzrok i Jego głos, i nie znali żadnej wiedzy prócz wiedzy o Nim i o Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym, i nie pragnęli żadnych celów poza tymi, które On pobłogosławił i kazał nam dążyć.

← wróć do odkrywania