*„Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twego."* — Łuk. I, 42.
Najśw. Panna Marya jest przyczyną naszej radości, bo nam daje Chrystusa Pana, a w Nim prawdę, drogę i żywot.
*Treść:* Św. Joachim i Anna za szczególną łaskę Bożą dostąpili tego szczęścia, że gdy już w późnym byli wieku, narodziła się im córka, która nietylko rodziców swoich uweseliła, ale wszystkim pokoleniom i wiekom radość przyniosła, bo im dała Jezusa, a w Nim prawdę, drogę i żywot.
I. W wędrówce ziemskiej potrzebuje człowiek światła prawdy; otóż Najśw. Panna Marya dała światu Prawdę Istotną i wiedzie ludzi do tej Prawdy, wypraszając im łaskę wiary lub mądrość nadprzyrodzoną. — Trzeba tylko za przykładem Jana Olier prosić Ją o światło.
II. W wędrówce ziemskiej jest koniecznem dla człowieka znać drogę, a przytem mieć pomoc i pociechę na tej drodze. — Znaleźć to wszystko można, w ślad za św. Ludwiną i tylu duszami, przez Maryę i w Maryi.
III. W wędrówce ziemskiej winien człowiek połączyć się z Chrystusem przez miłość i tkwić w Nim, jak latorośl w winnej macicy, iżby miał żywot nadprzyrodzony i Boski. — Dla latorośli uschniętych jest jeszcze ratunek u Najśw. Matki, bo Ona je chroni przed spaleniem, byleby tylko zwróciły się do Niej — Drogę wskazuje nawrócony syn Izraela.
---
Rodzice Najśw. Panny Maryi, ss. Joachim i Anna, doczekali się już późnego wieku, nie mając wcale potomstwa. Niemała ztąd spotykała ich sromota, bo niepłodność uchodziła u żydów za wyraźny znak, jeżeli nie kary, tedy niełaski Bożej; mimo to znosili oni cierpliwie ciężkie nawiedzenie Pańskie i tylko w modlitwie szukali pociechy. Jakoż Ojciec miłosierdzia zesłał im pociechę, bo jak opowiada stare bardzo podanie, zapowiedział im przez Anioła, że z nich narodzi się córka, która będzie kiedyś Matką oczekiwanego Zbawcy i uweselił nietylko rodziców swoich, ale i cały ród ludzki. Niebawem przyszła na świat obiecana dziecina; a któż wypowie, z jaką radością powitali Ją uszczęśliwieni rodzice, jak troskliwie czuwali nad Jej kolebką, jak pobożnie poświęcili Ją na służbę Bożą w świątyni, kiedy zaledwie trzy lata liczyła.
Ta właśnie dziecina, wyrósiszy na przeczystą Dziewicę, uweseliła niebo i ziemię, bo za sprawą Ducha Św. porodziła Tego, który przyniósł Bogu chwałę, a ludziom pokój, który niebo napełnił błogosławionymi, a z ziemi zdjął przekleństwo. Ponieważ Pan Bóg Wcielenie Słowa i odkupienie rodu ludzkiego uczynił zależnem od zezwolenia Maryi, przeto Marya w tych sprawach Bożych wielką miała cząstkę; i rzec można, że cokolwiek wzięliśmy od Chrystusa Pana, wszystko to zawdzięczamy pośrednio Najświętszej Jego Matce. Też nie w tem dziwnego, że Ojcowie Kościoła nazywają Bogarodzicę Współzbawicielką rodu ludzkiego, Pośredniczką grzeszników, jedyną po Chrystusie nadzieją rozpaczających, wybawieniem więźniów, przystanią rozbitków, pociechą świata¹), Matką ludzi, która wszystkim łono miłosierdzia otwiera²), przez którą Trójca Św. otrzymała chwałę, ludzie stali się aniołami, krzyż zajaśniał nad światem, bałwany upadły, śmierć została pokonana, piekło straciło swe łupy³).
Dla rozważania tych dobrodziejstw, jakie odbieramy przez Maryę i od Maryi, a zarazem dla wyjednania sobie Jej pomocy, powstało bractwo Najśw. Panny Maryi Pocieszenia, które Grzegorz XIII. w wieku XVI. połączył z Paskiem Skórzanym św. Augustyna, zawiązanem w wieku XV., na podstawie tego podania, że św. Ambroży, ochrzciwszy św. Augustyna, nową go suknią czarnego koloru przyodział i paskiem skórzanym przepasał. Później ustanowione zostało osobne święto Najśw. Panny Maryi Pocieszenia, które dziś właśnie obchodzimy.
I o czemże mówić w to święto, jeżeli nie o Najśw. Pannie, jako przyczynie naszej radości. Niech więc miłość wasza posłucha, że Ona nas uwesela, bo nam daje Chrystusa, a w Nim prawdę, drogę i żywot. Z. M.
W wędrówce ziemskiej do wieczności potrzebuje człowiek przedewszystkiem światła, a światłem dla duszy jest prawda. I gdzież znaleźć tę prawdę? Czy u człowieka? Ale już dawno powiedziano, że każdy człowiek kłamcą⁴), jeżeli nie ze złej woli, tedy ze słabości rozumu; wszakże najcelniejsi nawet mędrcy starożytności grubo pobłądzili, gdy chcieli dociec, co jest Bóg, co jest człowiek, zkąd się wzięło zło, jaki los człowieka po za grobem. Trzeba tedy prawdy szukać u Tego, który się objawił ludziom jako Prawda Istotna i złożył prawdę pod strażą Kościoła, a zarazem oświeca każdego człowieka na ten świat przychodzącego, iżby każden mógł w tę prawdę uwierzyć. Ta prawda jest światłością dla każdego człowieka, niby pochodnia, przyświecająca mu na drodze życia i rzucająca swe promienie nawet na gościńce pozagrobowe, aż wędrowiec ziemski dojdzie do onej krainy, gdzie w światłości nieprzystępnej mieszka sam możny Król królów i Pan panujących⁵). Ta prawda jest światłością dla świata całego, niby lampa zawieszona nad światem. Zagaście tę lampę, a ciemności ogarną świat, jak niegdyś w pogaństwie.
Prawdę Istotną, czyli Jezusa Chrystusa, przyniosła światu Marya, odziawszy ciałem Słowo Przedwieczne; Ona też tę Prawdę składa w duszach naszych, tak iż każden chrześcijanin wierzący może wyrzec za świętym starcem Symeonem: *Oczy moje oglądalny zbawienie Twoje, Panie, któreś zgotował przed oblicznością wszystkich narodów, — Światłość na objawienie pogan*⁶). Mianowicie Marya wyprasza dla wielu z tych, co Prawdy Istotnej nie znają lub niedobrze Ją znają, łaskę wiary i wiedzie ich na naukę do drugiej matki — do Kościoła. O któż wypowie, ilu pogan, żydów, niedowiarków i heretyków nawróciło się za Jej przyczyną; co więcej, ile razy ta przyczyna sprowadzała podobne cuda miłosierdzia, jak przy nawróceniu izraelity Alfonsa Ratisbonne. Okaże się to dopiero w dzień sądu, kiedy wszyscy wybrani złożą hołd i dzięki Matce niebieskiej.
Tym zaś, którzy z piersi Matki-Kościoła wiarę wyssali i nigdy jej nie utracili, jedna Marya światło obfitsze, czyli mądrość nadprzyrodzoną, płynącą z ducha wiary, to jest, z tego tak głębokiego i żywego przejęcia się prawdami religii, że człowiek ma je ciągle przed oczyma duszy i zawsze według nich sądzi, pragnie, mówi, działa i cierpi. W w. XVII. żył pewien kapłan świątobliwy i w umiejętnościach Boskich nader biegły, nazwiskiem Jan Olier. Młodym będąc, przerwertowal on ksiąg wiele; ale wiecie, co mu szczególnie dopomogło do nabycia mądrości nadprzyrodzonej? Oto »Zdrowas Maryjo«, które każdą razą odmawiał, ilekroć zasiadał do pracy, albo nie mógł czegoś zrozumieć. Tak i my czyńmy, a w szkole Mistrzyni mądrości różne uczynimy postępy. Chodząc pilnie do tej szkoły, nie zapominajmy i o tych, co z własnej winy siedzą w ciemnościach niedowiarstwa, czy błędu lub zwątpienia, a takich niestety i wśród nas nie brak. Tożto przecie bracia nasi, a dzieci Maryi, więc za nimi wstawiajmy się do Serca tej dobrej Matki: O Matko Światłości, ulituj się nad tylu ciemnymi i z Serca Syna Twojego wypraszaj dla nich promienie, by na nowo uwierzyli w Prawdę i chodzili w światłości.
W wędrówce ziemskiej do wieczności potrzeba nam znać drogę tam wiodącą. Kiedy patrzę na życie ludzkie, zdaje mi się, że widzę wszystkich ludzi biegnących różnemi drogami, w pogoni za szczęściem; lecz wielu z nich nie dochodzi do kresu, owszem wracają pomęczeni i zniechęceni, wołając z goryczą: *Wszystko marność* i znowu: *Przeklęty człowiek, który ufa w człowieku*⁷). I dlaczegóż oni nie znajdują szczęścia? Bo go nie szukają w Bogu i nie idą drogą Pańską. A jakaż to jest droga? Słuchajcie, oto mówi Syn Boży: *Jam jest droga.* Pan Jezus bowiem nietylko krzyżem swoim utorował nam drogę do nieba, ale nadto wytkną! drogę życia, ogłaszając wszystkim: *Kto chce za mną iść, niech sam siebie zaprze i weźmie krzyż swój a naśladuje mię*⁸). Wprawdzie ta droga jest podobna do wąskiej ścieżki, wspinającej się na stromą górę, a zasłanej kamykami i cierniem; ale Pan Jezus nietylko sam idzie przed nami i pomaga nam krzyż życia dźwigać, ale rozsypuje na tej drodze nieskąpe pociechy, niby kwiatki wonne lub drzewa cieniste.
Do tych pociech wiedzie nas Matka Marya, już to ucząc nas podnosić ducha i ręce w niebo, — już to otwierając nam najlitościwsze Serce Zbawiciela i dając Go nam w Komunii Św. jako „Chleb mocnych", — już to posyłając nam na ratunek sługi swoje, niebieskie i ziemskie, — już to przytulając nas do Serca swego macierzyńskiego, tego Serca tak czułego, że jak mówią Święci, nie może ono wiedzieć o naszej boleści, by nie pocieszyło. Św. Ludwina była od dzieciństwa pobożną służebnicą Maryi, a ilekroć wychodziła z domu, zawsze wstępowała do kościoła, by odmówić przynajmniej Pozdrowienie anielskie. Pan Bóg chciał udoskonalić Jej duszę i już w piętnastym roku życia zesłał na nią ciężką chorobę, za którą poszło wiele innych, tak, że Ludwina przez 37 lat leżała na łożu, trapiona strasznemi boleściami. Z początku nie mogła udźwignąć tylu krzyżów, ale pomogła jej Matka Bolesna, a rozważanie Męki Pańskiej i Komunia Św. taką napełniły ją siłą, że potem rozmilowała się w cierpieniu. Tak dzieje się w każdej duszy, która idąc na Kalwaryę, do towarzystwa swego zaprasza Maryę.
O, któż policzy, ileś Ty, o Matko, nieszczęśliwych pocieszyła, ilu słabych umocniła, ilu upadłych podźwignęła; tożto słusznie odzywa się do Ciebie św. German: »Ty jesteś pomocą użyczoną mi od Boga, Ty przewodniczką moją w ziemskiej pielgrzymce, Ty podporą sił zmordowanych«.
Czyście wy kiedy widzieli matkę idącą z małem dzieckiem po śliskiej ścieżce, jak je trzyma mocno za rękę i patrzy bacznie na jego kroki, a w miejscach niebezpiecznych bierze je na swe ramiona; taka Matka jest Marya; — tożto ludzie słabi i potykający się tak często, ludzie wystawieni na tyle wichrów i przygnieceni tylu krzyżami, biegnijcie do tej Matki, a chwytając się Jej sukni, to jest, Jej opieki, błagajcie: Prowadźże nas drogą Bożą, a gdy ustaną siły nasze, weź nas na swe ramiona. I nietylko dla siebie proście o pomoc i pociechę, ale także dla rodzin waszych, dla bliskich i dalszych, dla narodu, dla Kościoła, dla świata całego.
---
W wędrówce ziemskiej do wieczności nie wystarczy znać prawdę i drogę, ale trzeba nadto mieć żywot, i to nadprzyrodzony, duchowny, Boski, bo do takiego Bóg sam nas powołał. Któż twórcą tego żywota? Jezus Chrystus. A cóż jego treścią? Miłość, tak bowiem powiedział Zbawiciel: *Jeśli mię kto miłuje, będzie chował mowę moję, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy, a mieszkanie u niego uczynimy*⁹). Wyjaśnił to Pan podobieństwem o winnej macicy. Jak bowiem latorośle winne tylko wtenczas mają sok ożywczy i rodzą owoce, jeżeli tkwią w winnej macicy: tak i my o tyle mamy w sobie życie nadprzyrodzone i wydajemy dobre owoce, o ile jesteśmy połączeni z Chrystusem Panem; sokiem zaś ożywczym i jednoczącym nas z Chrystusem jest łaska poświęcająca, która z Ran Jezusowych płynie, a którą Duch Św. przez posługę Kościoła rozlewa w duszach naszych. Kto nie ma tej miłości, czyli kto zostaje w stanie grzechu śmiertelnego, ten jest odcięty od Chrystusa i jako latorośl uschniętą nie rodzi owoców na żywot wieczny. I jakiż los go czeka? Straszny, bo mówi Pan: *Jeśliby kto we mnie nie trwał, precz wyrzucon będzie, jako latorośl uschnie, i zbiorą ją i do ognia wrzucą i goreje*¹⁰).
O mój Boże, ileżto takich latorośli uschniętych leży na ziemi; jeszcze chwilka, a Gospodarz winnicy każe je zebrać i wrzucić w ogień wieczny. Iluż to jest grzeszników, nawet zatwardziałych, którzy nie myślą wcale o nawróceniu! Iluż niedowiarków, urągających się z Pana Boga i wyzywających przeciwko sobie Jego sprawiedliwość! I czyliż już niema dla nieszczęsnych ratunku? Jest jeszcze w miłosiernem Sercu Zbawiciela i w przemożnej przyczynie Bogarodzicy. Ona to z jednej strony wstawia się za grzesznikami do Syna, z drugiej ciągnie ich do siebie macierzyńską swoją dobrocią, a skoro się zwrócą do Jej Serca, budzi w nich za pomocą łaski Jezusowej ufność i skruchę, poczem w Sakramencie pokuty przywraca im sok ożywczy — miłość Bożą, i łączy ich na nowo z winną macicą — z Chrystusem.
Najmilsi. Jesteście wy wszyscy w tej chwili latoroślami zielonemi i płodnemi, to jest, macie łaskę poświęcającą, a z nią miłość Bożą? Wprawdzie bez objawienia Bożego nikt tego nie jest pewien, ale to przynajmniej powiedzieć możecie, czyście od ostatniej spowiedzi dobrej nie popełnili żadnego grzechu śmiertelnego. O jeżeli sumienie nic ciężkiego wam nie wyrzuca, dziękujcie Bogu za pośrednictwem Najśw. Panny i proście o większy postęp w cnotach, by spełnić rozkaz Pański: *Kto sprawiedliwy jest, niech jeszcze będzie usprawiedliwion, a święty niech jeszcze będzie poświęcon*¹¹). Jeżeli zaś, co nie daj Boże, straciliście łaskę Bożą i na podobieństwo syna marnotrawnego błąkacie się gdzieś po manowcach, daleko od Boga, wzywam was słowy Proroka: *Nawróćcie się każdy z drogi swojej złej, a nie chodźcie za bogami cudzymi, ani im służcie*¹²). Może was odstrasza sprawiedliwość Boża? Spieszcie tedy pod krzyż Zbawiciela i ukryjcie się w Jego Ranach. A jeżeli i krzyż was przeraża, przypominając wam, że grzechami na nowo krzyżujecie Chrystusa Pana, uciekajcie się do Tej, która sama o sobie mówi: *Ja matka nadziei świętej*¹³). Ona was nie odrzuci, choćby grzechy wasze były tak straszne, jak czeluście piekła. Czy prawda, o Matko, że nie odrzucisz nas nędznych? Odpowiedzże nam. — Ach nie odrzucę, nie odrzucę, bo wszakże jesteście mojemi dziećmi. Wprawdzie nieposłuszeństwem waszem wyciskacie mi łzy i ranicie, jakby mieczem, moje serce; ale ja nie mogę zapomnieć, że jestem waszą Matką, ani wam odmówić mojej miłości.
Jak dobra jest ta Matka, świadczą wszystkie wieki, a więc i nasz; lecz w tym wieku mało kto doznał od Niej tylu pociech i łask, ile świątobliwy karmelita bosy, O. Marya Augustyn od Najświętszego Sakramentu († 1871). Zwał on się w świecie Herman Cohen, a pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, osiadłej w Hamburgu. Obdarzony świetnym talentem do muzyki, już jako młodzieniec po wielkich miastach Europy głośne zbierał oklaski, lecz w ślad za nimi szły dwie bardzo niedobre towarzyszki — duma i zmysłowość. Czas jakiś wiódł życie wolne i hołdował, jak zwykle, obojętności religijnej; mimo to rad bywał na nabożeństwach katolickich, zwłaszcza gdy go proszono o kierowanie muzyką. Kiedy w r. 1847 przybył w tym celu na nabożeństwo majowe do kościoła Św. Waleryi w Paryżu, doznał podczas benedykcyi Przenajśw. Sakramentem tak silnego wzruszenia, że zadrżał cały i ledwie od płaczu się wstrzymał. To samo powtórzyło się później, kiedy był na Mszy Św. w mieście Ems. Było to działanie łaski Bożej, którą mu wyprosiła Najświętsza Panna. Przyjąwszy niebawem chrzest Św. w dzień Św. Augustyna, a pierwszą Komunię Św. w święto Narodzenia Najśw. Panny Maryi, stał się, za przyczyną tej najmilszej Matki, innym zupełnie człowiekiem, bo nietylko wielką miłością ku Panu Bogu rozgorzał, ale świat z jego oklaskami i powabami porzucił, habit karmelitański przywdział i zarówno pokucie jak pracom apostolskim z całym zapałem się oddał. Powodzenia wielkie w apostolstwie przypisywał on przedewszystkiem opiece Najśw. Panny, którą kochał nader czule jako prawdziwą swoją Rodzicielkę, a w kazaniach wysławiał najchętniej jako „Matkę Eucharystyi Przenajświętszej".
Najmilsi, miłujmy podobnie Najśw. Pannę i módlmy się do Niej gorąco, prosząc szczególnie o to, by nam wyjednała łaskę doskonałego nawrócenia się i zupełnego oddania się Bogu.
O to samo prosimy Cię i teraz, o Najmiłościwsza, a zarazem polecamy Twojemu Sercu wszystkich ciemnych na duszy, wszystkich zbłąkanych z drogi cnoty, wszystkich pozbawionych żywota nadprzyrodzonego, bo grzechem oderwanych od Boga. Okazże się wszystkim Matką Pocieszenia i jednym wyproś prawdę, drugim wskaż drogę, innych zaprowadź do źródeł żywota, by z serc wszystkich wznosił się hymn chwały dla Boga i hymn wdzięczności dla Ciebie. Amen.