HomiliaDB

św. bp Józef Sebastian Pelczar · Kazania maryjne

Kazanie — przy rozpoczęciu nabożeństwa październikowego ku czci Najśw. Panny Maryi

Gdy tracę wiarę albo wątpięGdy świat mnie wciąga Kult i nabożeństwa maryjneObrona wiary
„Kto mię najdzie, najdzie żywot i wyczerpnie zbawienie od Pana."
W skrócie. Kazanie na rozpoczęcie nabożeństwa październikowego stawia diagnozę duchową epoki: szerzące się niedowiarstwo, masoneria, socjalizm i indyferentyzm jako zagrożenia dla wiary. Pelczar wskazuje, że lekarstwem jest nabożeństwo do Maryi i Różaniec, bo "Ciesz się Maryo — wszystkie kacerstwa pokonałaś Ty sama". Kazanie zawiera przykłady nawróceń (Zola i inni) jako dowód żywotności opieki Maryi w nowoczesnym świecie.

„Nabożeństwo do Najśw. Panny Maryi jest skutecznem lekarstwem na biedy i występki naszych czasów.”

*„Kto mię najdzie, najdzie żywot i wyczerpnie zbawienie od Pana."* — Prz 8, 35

Nabożeństwo do Najśw. Panny Maryi jest skutecznem lekarstwem na biedy i występki naszych czasów.

Kiedy przed pięciuset blisko laty grasowała we Włoszech straszna zaraza, pobożna niewiasta, nazwiskiem Joanna a Costumis, modliła się gorąco o zlitowanie nad nieszczęśliwą ojczyzną. Pewnego dnia ukazała się jej Bogarodzica, mając w ręku siedm strzał połamanych, i tak przemówiła: „Patrz, jako te strzały widzisz złamane, tak będzie złagodzony gniew Syna mojego, skoro się stanie, co wam rokaże. Idź do biskupa i powiedz mu, aby całemu ludowi ogłosił post trzydniowy i trzydniową procesyę, a będzie odjęta kara od narodu twego". Tak się też stało, a na pamiątkę tego zjawienia umieszczony został w temże mieście, Favenzą zwanem, obraz Najśw. Panny Łaskawej i założone zostało Bractwo łask Najśw. Panny, które papież Marcin V. zatwierdził. Podobizne tego obrazu przywiózł do Polski nuncyusz Jan de Torres w r. 1651 i umieścił takową w kościele XX. Pijarów, gdzie też stała się przedmiotem wielkiej czci, zwłaszcza w czasach zarazy. Mamy i w Krakowie podobny obraz, wymalowany na północnym murze kościoła Panny Maryi; przedstawia on Najśw. Pannę stojącą na kuli ziemskiej i dzierżącą w ręku strzały połamane, u góry zaś dwóch aniołków podtrzymuje koronę.

Najmilsi! Dziś morowe powietrze nie nawiedza, jak dawniej Europy. Ale Najśw. Matka nie opuszcza i dziś dziatek i poddanych swoich, a błagając dla nich o miłosierdzie Boże, daje im zarazem tę samą, co pierw, radę. Oto ukochać prawdę Bożą i prawo Boże, jakie głosi Kościół święty, który jako środek nader skuteczny poleca nabożeństwo do Najśw. Panny i w tej myśli wzywa cały świat katolicki do pobożnego odmawiania Różańca.

Za błogosławieństwem Bożem i przyczyną Najśw. Matki przedstawię dziś miłości waszej, o ile to nabożeństwo jest lekarstwem na błędy i występki naszych czasów.

Kiedy patrzymy na życie ludzkości, widzimy najprzód srogą walkę prawdy z błędem. Prawda Boża, ta córa niebios, przyniesiona na ziemię przez Słowo Wcielone i powierzona pieczy Kościoła, doznała i doznaje tego samego losu, co Boski jej Mistrz, tak, że może powtórzyć bolesną skargę: Przyszłam na świat, a świat mię nie poznał. Zaledwie bowiem zjawiła się wśród ludzi, alisci uderzyło na nią niewierne żydostwo i prześladowcze pogaństwo, a gdy ona nad jednym i drugim wrogiem wielkie odniosła zwycięstwo, stanęli do walki nowi przeciwnicy, co wyszli z łona samego Kościoła, — to kacerze, szpecący swoimi wymysłami niebiański wdzięk prawdy objawionej. Wiele kacerstw, niegdyś potężnych, zginęło bez śladu.

Gorszym jeszcze wrogiem jest niedowiarstwo zupełne, to jest, odrzucające nie tylko religię objawioną, ale nawet wiarę w Boga i w nieśmiertelność duszy. Istna to bestya apokaliptyczna, mająca siedm głów i rogów dziesięć, a na rogach jej dziesięć koron, a na głowach jej imiona bluźnierstwa. Moc jej dziś wielka, toteż występuje coraz śmielej, wysuwając z jednej strony jako przedni hufiec bezbożne sekty, takich zwłaszcza wolnomularzy, wolnomyślców, solidarnych i t. p., z drugiej szykując w szeregi zbalamucone warstwy robotników i nędzarzy, którym ciągle głosi, że „Bóg jest złem", a wiara w wieczność niedorzeczną baśnią. Bestya ta otwiera usta swoje na bluźnierstwa przeciw Bogu i walkę czyni ze Świętymi, to jest, ze sługami Bożymi, już to prześladując ich otwarcie, już to szkodząc im podstępnie. Rozzuchwalona powodzeniem, nie kryje już rogów ni kłów swoich, jak dawniej, i nie tai swoich zamiarów zniszczenia królestwa Bożego, a rozszerzenia królestwa szatana.

W nowszych czasach przybył niedowiarstwu potężny sprzymierzeniec — to socyalizm, który warstwom najniższym wydiera wiarę w Boga, nadzieję nieba i trwogę przed piekłem, by je tem łatwiej popchnąć do walki z innymi stanami.

Obok czcicieli tej bestyi stoi liczny zastęp chrześcijan połowicznych, to jest, zimnych dla Boga, uprzedzonych względem Kościoła, stroniacych od świątyń i kapłanów, a zajętych zwykle czcią swoich bożyszczy; rodzicem ich jest indyferentyzm, to jest, obojętność w rzeczach Bożych.

Oto główne błędy naszych czasów, którym Kościół wypowiada walkę na zabój. A jakaż to broń? Przedewszystkiem ufnością w obecność Tego, który powiedział: Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia wieków, — i w pomoc Tej, którą Kościół nazywa straszną, jak wojska uszykowane do boju, a o której śpiewa: „Ciesz się, Maryo, wszystkie kacerstwa pokonałaś Ty sama na całym świecie".

We wszystkich też krajach spotęgował się duch wiary, o czem świadczą te liczne nawrócenia, dokonywające się pośród niedowiarków i masonów. O jednem tylko wspomnę.

Włoch pewien, nazwiskiem Zola, stracił nie tylko wiarę wśród złych towarzystw, ale wpisał się do sekty masońskiej, zarówno Kościołowi jak społeczeństwu wrogiej, i przez trzydzieści lat był gorliwym jej członkiem. Wróciwszy do Rzymu, kupił sobie tuż pod miastem willę, sąsiadującą z kościółkiem „Matki Bożej Miłości". Do tego też kościółka przychodził czasami, nie aby się modlić, ale by żartować z pobożności prostaczków. Pewnego razu potknął się i złamał nogę w trzech miejscach, co go zmusiło przez dłuższy czas leżeć w łóżku.

Otóż w tym czasie miał sen następujący.

Zdawało mu się, że wchodzi do kościoła Najśw. Panny i widzi przed bramą niewiastę dziwnie piękną, która tak do niego rzekła: „Widzę, że chciałbyś wstąpić do kościoła, ale jesteś chromy; otóż odrzuć kulę i bądź uzdrowion". W tej chwili obudził się i opowiedział sen swej żonie, która, jako pobożna czcicielka Bogarodzicy, zachęcała go do ufności w Jej pomocy. Zola podniósł się z łóżka, chcąc powstać; lecz jakież było jego zdziwienie, gdy spostrzegł, że kalectwo ustąpiło całkowicie.

Ten cud widoczny nawrócił go do Boga, tak, że w roku 1896 odwołał publicznie swe błędy, wyrzekł się sekty i przyjął pobożnie Sakramenta św., a opis swego uzdrowienia w kościółku Najśw. Panny na wieczną złożył pamiątkę.

Nie jest to cud jedyny; owszem wiele innych dusz za przyczyną Bogarodzicy wróciło z bezdroży do Kościoła.

Wie o tem Ojciec św. Leon XIII, toteż w ślad za chwalebnym poprzednikiem swoim wzywa gorąco wiernych do czci i miłości ku Najśw. Pannie, a przytem poleca Ją wszystkim jako Mistrzynię prawdy Bożej, zarazem mądrą jak dobrą, i daje im w rękę książkę niewielką i prostą, ale dziwnie głęboką i uczącą w sposób nader przystępny tajemnic wiary, — to jest, Różaniec.

Czytajcie pilnie tę książkę i słuchajcie bacznie Niebieskiej Mistrzyni, prosząc zarazem, by wam wyjednała dar wiary żywej, silnej, pokornej i wytrwałej, iżby wam było coraz jaśniej w duszy, coraz cieplej w sercu.

O to światło proście nie tylko dla siebie, ale i dla rodzin waszych, dla całego narodu, i dla wszystkich narodów.

Nie zapominajcie zarazem, że wśród ludzi, może nawet waszych znajomych, są obojętni, wątpiący, lub co gorsza, pozbawieni wiary, podobni iscie do onego ślepego żebraka z Jerycho, co siedział przy drodze do Jeruzalem, miasta pokoju, a w tem od niego nieszczęśliwsi, że nie chcą słyszeć o Boskim Mistrzu i Dawcy światła, Chrystusie. Otóż litując się nad nimi, wzywajcie Pomocy Najśw. Matki: O Stolico mądrości i Pogromicielko błędów, przynieś światło tylu ciemnym i sprowadź do nich Jezusa, by wzruszeni Jego łaską, wołali jak ów żebrak: Jezusie, Synu Boży, zmiłuj się nad nami, daj abyśmy przejrzeli.

Skoro zaś odzyskają wzrok duszy, niech już idą wiernie za Chrystusem, dopóki nie wejdą w bramy górnego Jeruzalem.

Kiedy patrzymy na życie ludzkości, widzimy zacięte walkę cnoty z występkiem. Ta walka stacza się w każdej duszy, jako nieszczęsny owoc grzechu pierworodnego; i sam Apostoł skarży się na nią: Nie co dobrego chcę, to czynię, ale złe, którego nienawidzę, ono czynię... Widzę inny zakon w członkach moich, sprzeciwiający się zakonowi umysłu mojego. Widownią tejże walki jest również cała ludzkość, podobna iscie do onej roli ewanielicznej, na której pszenica rosła pomieszana z kąkolem. Bóg sam zasiewa pszenicę cnót, ale z drugiej strony nieprzyjaciel dusz, to jest szatan, nie przestaje rzucać kąkolu występku, który tem łatwiej się przyjmuje, że w złych żądzach, rozkiełznanych przez grzech pierworodny, znajduje ziemię rodzajną.

Przed Chrystusem Panem kąkol ten strasznie wybujał, bo ludzie odwrócili się od Boga prawdziwego i poszli za pożądliwościami ciała. Kiedy jednak okazała się łaska Boga Zbawiciela naszego wszystkim ludziom, nauczująca nas, abyśmy trzeźwie i sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie: cudnie piękna a niewidziana pierw pszenica cnót pokryła niwę chrześcijańską, tak, że Apostoł Paweł mógł powiedzieć do wiernych: Byliście „synami gniewu" i „naczyniami zelżywości", aleście omyci, aleście poświęceni, aleście usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i w Duchu Bożym. Wprawdzie występek nie zniknął z oblicza ziemi, ani przestał walczyć z cnotą, ale za to cnota znalazła w Chrystusie Panu wzór arcydoskonały i pomoc przeobfitą, bo łaska, jaką Zbawiciel przez Ducha Św. rozlewa w duszach, oświeca je, wzrusza, wspomaga i odradza, a jeżeli z nią wiernie współdziałają, wynosi je na wyżyny doskonałości i czyni podobiznami Świętego Świętych.

Tak było po wszystkie wieki w Kościele katolickim, tak jest i dzisiaj. Są atoli czasy, w których pewne występki kiełkują prędzej, wyrastają bujniej, przygniatają cnoty natarczywiej; a dzieje się to wtenczas, kiedy rola duchowna, czyli ludzkość, odwraca się od Słońca sprawiedliwości, od Jezusa Chrystusa. Zaraz bowiem ubywa jej światła i ciepła, bez czego dobrego ziarna wydawać nie może; natomiast popada w ciemności błędu i mróz obojętności, za czem idzie zapomnienie o Bogu, a poddanie się złym żądzom.

To właśnie widzimy w naszych czasach. U jednych rozwielmożyła się szalona pycha, która każe im uważać siebie za bogów świata, a ztąd gardzić prawdą Bożą, lekceważyć przepisy religii, pomiatać niższymi, podnosić bunt przeciw władzy kościelnej, a nieraz i świeckiej. Nad innymi panuje cześć złotego cielca, czyli nienasycona chciwość, popychająca ich do ciągłego gromadzenia bogactw, choćby z pogwałceniem prawa Bożego i ludzkiego. Innych pali niska zmysłowość, czyli chęć używania życia w każdym kierunku, mająca za hasło: Zażywajmy rzeczy stworzonych prędko jako w młodości. Chodźmy w wieńcach różanych, póki nie uwiędną. Winem drogiem i olejkami się napełniajmy, bo jutro nie nasze. Ponieważ jednak puhar rozkoszy nie starczy dla wszystkich, przeto wielu z tych, którzy pić zeń nie mogą, targa wściekła zazdrość względem bogatszych i szczęśliwszych, objawiająca się dzisiaj u warstw pracujących, pozbawionych wiary, jako piekielny iscie szał niszczenia i rabowania. Innych wreszcie ogarnia czarna rozpacz; widząc bowiem, że wymarzonego nieba znaleźć na ziemi nie potrafią, złorzeczą chwili narodzenia swego i przedwcześnie wtrącają się do grobu, w nadziei, że za grobem nicość. Oto, jak się przedstawia kąkol w naszym wieku.

Z drugiej strony i łaska Boża nie przestaje działać, i już to uświęca dusze posłuszne, już nawraca zbłąkane, a jednym z przednich wodociągów, którym ona spływa na ziemię, jest opieka Bogarodzicy. Jako Matka całej ludzkości, wstawia się Ona za nią ciągle przed stolicą Baranka, prosząc dla jednych dzieci o wiarę i skruchę, dla drugich o miłość doskonałą i wytrwanie w miłości. Otóż do stóp tej Matki wiedzie Ojciec św. wszystkich wiernych, by się uczyli od Niej wszelakiej cnoty i błagali przez Nią o wszelką łaskę. W tym też celu poleca im Różaniec, już to jako misterny obraz, przedstawiający życie Pana Jezusa i Najśw. Panny, — już to jako drabinę, po której szczeblach mają wspinać się do Boga, — już to jako linę ratunku, która ma ich wyciągać z toni, — już to jako kotwicę, która w czasie burzy pokus ma ich statki, to jest, dusze chronić od rozbicia.

Ufność Ojca chrześcijaństwa Leona XIII. i wielkiego jego poprzednika nie została zawiedziona, bo dzięki orędownictwu Bogarodzicy i miłosierdziu Serca Jezusowego łaski Boże spadają z Nieba obficiej, niż krople deszczu, a niwa Kościoła i w naszym wieku złoci się przeslicznymi kłosami cnót. Tak i w naszym wieku zimnym, który niełatwo zapala się do rzeczy duchownych, płonie w tylu sercach ogień świętej miłości. I w naszym wieku przemysłowym, który ceni nad miarę korzyść materjalną, tysiące misyonarzy głosi Ewanielię dzikim ludom, a tysiące kapłanów trawi swe życie w pracy dla dusz. I w naszym wieku chciwym, dla którego pieniądz jest bożyszczem, płyną obfite sumy na dzieła wiary i miłosierdzia. I w naszym wieku zmysłowym, dla którego celem życia jest używanie, zaparcie się i dziewictwo znajdują niemało miłośników. I w naszym wieku samolubnym, któremu niełatwo zdobyć się na prawdziwą ofiarę, powstają coraz nowe stowarzyszenia i zakony, posuwające nieraz swe poświęcenie aż do heroizmu. W tem wszystkiem Najśw. Panna, jako Szafarka łask Bożych i Opiekunka Kościoła, niemałą ma cząstkę; niechże Ją przeto chwali świat cały, a z Nią i przez Nią niech dzięki składa Trójcy Przenajświętszej i o coraz nowe prosi łaski.

Najmilsi! A o cóż my podczas tego nabożeństwa prosić będziemy? Przedewszystkiem o zamiłowanie prawdy i cnoty dla siebie i dla swoich; a te prośby nasze złożymy na ręce Bogarodzicy.

Spieszże tedy na ratunek, Najpotężniejsza i Najmiłościwsza Opiekunko, by świat cały czcił w duchu i w prawdzie Boga w Trójcy Świętej Jedynego i sławił Cię jako Królowę i Orędowniczkę swoją. Amen.

← wróć do odkrywania