HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

KAZANIE NA UROCZYSTOŚĆ NAJŚW. SERCA PANA JEZUSA — O DZIELE WYNAGRODZENIA

Wynagrodzenie krzywd Sercu Jezusowemu — ks. Franciszek Eberhard

Gdy zawiniłem i nie umiem sobie wybaczyćGdy chcę podziękować i uwielbić Najświętsze SerceSkrucha i pokuta
Urąganie i nędze czekało serce moje.
W skrócie. Ks. Franciszek Eberhard opisuje ból Serca Jezusowego spowodowany ludzką niewdzięcznością, świętokradztwami i oziębiałością, wzywając do wynagrodzenia za zniewagi. Cytuje objawienie Serca Jezusowego Małgorzacie Alacoque jako fundament nabożeństwa wynagradzającego. Adresowany do tych, którzy czują ciężar własnej niewdzięczności wobec Boga.

„Oto Serce, które ludzi tak bardzo ukochało, iż niczego nie szczędziło, aż do wyniszczenia siebie, by im dowieść mogło swojej dla nich miłości — od największej zaś z nich liczby same tylko odbieram niewdzięczności, oziębłości, wzgardy i świętokradztwa”

*Wynagrodzenie krzywd Sercu Jezusowemu — ks. Franciszek Eberhard*

Urąganie i nędze czekało serce moje. > I czekałem, ktoby się społem smucił, > a nie było, i ktoby pocieszył, a nie znalazłem. > (Ps. LXVIII, 21.)

Jeśli od tych smutnych a bolesnych słów naukę moją do was zaczynam, to nie sądźcie słuchacze, żebym chciał niemi wyrzucać wam oziębłość i brak pobożności. Nie, bynajmniej. Zgromadziliście się przecież w tej Świątyni Pańskiej, by najsłodszemu ze wszystkich Sercu powinny złożyć hołd, by Mu dziękować za te wszystkie dary i łaski, któremi z tego przybytku was i domy wasze obsypuje, by Go przebłagać za te niewdzięczności, niesprawiedliwości i zniewagi, których się ludzie względem Serca najświętszego dopuszczają. Lecz nie wszyscy podzielają dziś te pobożne uczucia, nie wszyscy garną się jak owieczki do Serca tego dobrego Pasterza, nie wszyscy mają tak wielkie i kochające serce dla Serca Jezusowego, co tak ukochało ludzi, iż ostatnią kroplę krwi na krzyżu dla nas przelało.

Tak, obcem się stało to Serce dla wielu i obojętnem! Daremnie woła Zbawiciel na wielu z tego tronu swego: *Daj mi, synu mój, serce twoje!* (Przyp. XXIII, 26.) Lecz do nich się dziś odezwać, napowrót ich do owczarni Jezusowej przyprowadzić nie możem, bo niema ich wśród nas, daleko od nas bawią: tam, gdzie pożądliwość ciała i pożądliwość oczu swój pokarm znajduje, gdzie lilia niewinności blask swój traci, tam w owych salach zabawy, gdzie na nich wołają: *Chodźmy we wieńcach różanych póki nie uwiędną* (Mądr. II, 8.) — tam oni teraz siedlisko swoje założyli, tam się rozgościli, tam każą swej próżności złożyć hołd i uszanowanie, tam ukrzyżują na nowo Zbawiciela naszego. Do was więc, chrześcijanie, wierne owieczki dobrego Pasterza, gorliwi czciciele Serca Jezusowego się udaję — was wzywam do współczucia, do litości nad Jezusem, was proszę, smućcie się z zasmuconem Sercem Jezusa. O tak, mówić dziś do was będę o tych cierpieniach, które najsłodsze Serce Zbawiciela właśnie w tych czasach od ludzi niewdzięcznych ponosić musi. O Jezu, dobry Pasterzu, daj nam poznać miłość i cierpienie Serca Twego, byśmy się tak zachęcili do zadosyćczynienia za te obelgi, które Sercu Twemu tu przytomnemu wyrządzamy, o to prosimy Ciebie za wstawieniem się Tej, która Ciebie przez dziewięć miesięcy przy Sercu swem niepokalanem i Ciebie tak gorąco kochającem nosiła. Zdrowaś Maryjo.

Świat niewdzięcznością płaci. Smutna to prawda i trudna do pojęcia — lecz prawda aż zanadto jasna, tak iż może nikogo wśród nas niemasz, któryby za wyświadczone łaski i dobrodziejstwa niewdzięczności nie doznał. A Serce Zbawiciela, to najmiłosierniejsze ze wszystkich serc, co odbiera za swe dobrodziejstwa, któremi rodzaj ludzki miłościwie nawiedza? *Urąganie — odpowiada — i nędze czekało serce moje, i czekałem, ktoby się społem smucił, a nie było, ktoby pocieszył, a nie znalazłem. I dali żółć na pokarm mój, a w pragnieniu mojem napawali mię octem.* (Ps. LXVIII, 21 i 22.)

O otwórzmy tylko oczy nasze, zwróćmy je na Jezusa tu w tym przybytku wśród nas mieszkającego, a przekonamy się. *Pójdźcie do mnie wszyscy* — woła On — *którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a ja was ochłodzę!* (Mat. XI, 28.) Któż czyni Jego wołaniu zadosyć? *Wyczerpnijcie łaski zdroje. Każdy, kto pił z wody, którą mu ja dam, stanie się w nim źródłem wody, wyskakującej ku żywotowi wiecznemu.* (Jan IV, 13–14.) A co Świat na wołanie Jezusa? Ach, pójść za Jezusem, pójść do tego źródła wieków, to dziś zdaje się wielom rzeczą niepodobną. Niemasz, któryby, wstępując w ślady pobożnej Samarytanki, wołał: *Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła już wody światowej.* Inne dziś ma świat zadanie, ważniejsze ma zatrudnienie. *Stałem się obcym braciom moim i cudzoziemcem synom matki mojej.* (Ps. LXVIII, 9.) Smutną tę skargę powtarza dziś Zbawiciel nie w jednem mieście, nie w jednej wiosce, nie w jednym kościele! Tak chrześcijanie, Świat dziś na wszystko ma czas! Pragnie aby był wielbiony, poważany, aby słyszeć kilka komplementów, które łechcą uszy jego; jeśli skąpy pragnie wyciskać, wydzierać ubogim pieniądze; jeśli obłudnik, by uchodzić za pobożnego; jeśli pijak i rozpustnik, by dogadzać swoim zwierzęcym chuciom; jeśli strojniś, jeśli elegantka, by błyszczeć w salonach i wabić oczy ludzkie na siebie. Ci wszyscy, bez długiego namysłu i zastanowienia się, gotowi są poświęcić swój czas, swoją sławę, swoje dobre imię, swoje zdrowie, swoje siły, swoje życie, ba nawet swoją duszę nieśmiertelną dla swych chuci i rozkoszy, a dla Serca Jezusowego niemasz majątku, niemasz poświęcenia.

I czemu to tak? Ach, bo Serce Pana Jezusa cierniem jest zranione, Świat zaś obiecuje wieniec różany. *Chodźmy we wieńcach różanych, póki nie uwiędną.* Nie mamy czasu dla tego Serca, bo nie mamy miłości, bo Jego miłość potępia miłość światową. A czy sądzicie, że to zatykanie uszu tylu chrześcijan na Jego wołanie nie zadaje najsłodszemu Jego Sercu głębokiej rany? O pewno włócznia żołnierza głębiej nie przebodła Serca Zbawicielowego!

Pokazał kiedyś Zbawiciel Boskie swe Serce wybranej swej służebnicy Małgorzacie Alacoque, mówiąc: »Oto Serce, które ludzi tak bardzo ukochało, iż niczego nie szczędziło, aż do wyniszczenia siebie, by im dowieść mogło swojej dla nich miłości — od największej zaś z nich liczby same tylko odbieram niewdzięczności, oziębłości, wzgardy i świętokradztwa, jakich się dopuszczają względem Sakramentu miłości. Opuszczony jestem i daremno wołam ich do siebie i zapraszam, by w swoich boleściach, w swym smutku, w swoich potrzebach w Sercu mojem bezpiecznego szukali schronienia.« A tymczasem *stałem się obcym braciom moim i cudzoziemcem synom matki mojej.*

Lecz na tej jeszcze obojętności nie przestawa złość ludzka. Cóż to musiała kiedyś być za boleść dla Serca Jezusa, kiedy się widział od ludzi opuszczonym i wyśmianym, kiedy Go ludzka złość ze szat obnażyła, i ciało Jego dziewicze krwawem biczowaniem szarpała, kiedy Piłat w płaszczu purpurowym, w koronie cierniowej wściekłym pokazał Go żydom, drwiąc: *Oto człowiek!* kiedy gwoźdźmi przebili te ręce, które kiedyś ich dziatkom błogosławiły, kiedy napoiły octem i żółcią te usta, które przez 33 lata jedynie o miłosierdzie dla rodzaju ludzkiego wołały. O jak musiało się Serce Jezusa zakrwawić, kiedy wisiał na krzyżu, nagi, opuszczony, wyśmiany, ranami okryty, krwią całkiem oblany. Gdybyśmy się byli znajdowali w owym dniu na górze kalwaryjskiej, pewno bylibyśmy objawili całe ludzkie współczucie nad Zbawcą naszym kochanym, bylibyśmy jak córki jerozolimskie gorzkiemi się zalali łzami! Chrześcijanie, otwórzmy oczy nasze, patrzmy na Baranka Bożego, na Serce Zbawiciela tu wystawione? Czy się jego cierpienia zmniejszyły? Bracie, czy ty nie wierzysz, że w tej monstrancyi pod postacią chleba jest ten sam Jezus prawdziwie przytomnym, który na krzyżu wisiał? czy wierzysz, że tu to samo Serce, co na krzyżu dla nas włócznią otwarte zostało? O jeśli o tem przekonany jesteś, a z drugiej strony jeżeli patrzysz na Świat, na jego obchodzenie się z tym pod postacią pokorną utajonym Bogiem, nie możesz zaprzeczyć, że cierpienia Jego dzisiejsze nierównie większe od tych, które wtedy ponosił.

Pomijam już wszystkie te krzywdy, które Serce Jezusa w tym Sakramencie miłości od niewiernych, żydów i heretyków cierpi. Mój Boże, mój Boże, któżby mógł wierzyć, żeby ludzie Boga swego nogami deptać mogli? A to przecież prawda! Czyż bowiem heretycy w swojej wściekłości Hostyi przenajświętszych z kielichów nie wyrywali, i nogami nie deptali!? O co za boleść patrzeć na Serce Boga naszego pod nogami bezbożników! Ileż to razy żydzi kłóli święte Hostye nożami, tak iż cudownym sposobem krew wypłynęła. Donatyści rzucali je zwierzętom na pokarm, jak pisze Optatus, inni palili te Hostye, gotowali we wrzącej wodzie, słowem, wszystką złość wyczerpnęło piekło, aby za bezmiar miłości oddać Bogu utajonemu całą ohydę złości.

Straszne są te zniewagi Sercu Jezusa i przytomności Jego w najśw. Sakramencie przez niewiernych wyrządzone, ale czy są najboleśniejsze? *Gdyby mi był złorzeczył nieprzyjaciel mój, zniósłbym był chętnie — gdyby był ten, który mnie nienawidził, przeciwko mnie wielkie rzeczy mówił, byłbym się skrył przed nim — ale że przyjaciel mój, znajomy mój, który pospołu ze mną jadał słodkie pokarmy, ale że ten tak niewdzięcznie ze mną postępuje, o to okropna dla serca mego rana.* Że wy chrześcijanie, dla których szczególnie tu mieszkam, dla których chętnie wszystkim od żydów i niewiernych mnie wyświadczonym krzywdom się poddaję, że i wy tak niegodnie, z taką niewdzięcznością ze mną postępujecie, o to najboleśniejsza dla serca mego rana. Tę samą skargę Proroka powtórzył Chrystus Pan niegdyś przed swoją wybraną sługą Małgorzatą, kiedy się do niej odezwał: »Gdyby mi się ludzie wzajemnością wypłacali, małobym cenił, com dla nich uczynił, i gdyby podobna, uczyniłbym i więcej, ależ oni tylko mają oziębłość i wstręt wobec żarliwych mych chęci. Lecz co mi najdolegliwsza, to obojętność osób mnie poświęconych, a źle ze mną się obchodzących. Ta ich nikczemna obojętność więcej mnie boli, niż wszystko, com dla nich w czasie wycierpiał.« Kogo tyczą te słowa, jeśli nie chrześcijan katolików! I nie sądźmy, żeby to użalenie Chrystusa Pana było niesłusznem, żeby Świat katolicki na ten zarzut nie zasługiwał. Bo czyż niema chrześcijan katolików, którzy w złości heretyków i żydów nieraz przewyższają? Czyż niema chrześcijan katolików, którzy jeszcze tu przytomnego w największej samotności zostawują, i chyba tylko w święto jakie i to z ciekawości do kościoła zagoszczą? Czyż niema chrześcijan katolików, którzy się poprostu mówiąc wstydzą towarzyszyć kapłanowi najświętszy ten Sakrament do chorych niosącemu, co niegdyś dla królów i cesarzów największym było zaszczytem? Nie sąże to ci chrześcijanie katolicy, którzy w kościele jawne dają świadectwo, że wątpią o obecności Chrystusa w tym Najśw. Sakramencie? Bo czy jest rzeczą podobną, aby, będąc przekonani o Jego przytomności, odważyli się na takie zniewagi? Ale to mało. Nie sąże to chrześcijanie katolicy, którzy często w tym samym momencie, kiedy ten Król królów, ten Pan wszystkich książąt, ten Bóg z Boga, Światłość z światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, tu na ołtarzu jest wystawiony, by się przed Nim zginało wszelkie kolano, co jest na ziemi, pod ziemią i na niebie, nie sąże to, pytam, ci chrześcijanie katolicy, którzy właśnie wtenczas oczy swoje od Niego odwracają i w swych sercach ogień namiętności rozniecają, którzy wtenczas nawet świętokradzkiemi usty na mowy plugawe i bezczelne się odważają! Nie sąże to nareszcie chrześcijanie katolicy, którzy się dopuszczają największej, najokropniejszej, najbardziej do nieba o pomstę wołającej zbrodni ze wszystkich, jakie tylko bezbożność ludzka wymyślić może! Odgadujecie, o czem tu mówię? O świętokradzkiej Komunii. O, kto ją popełnia? Szatani wierzą i drżą przed tym Sakramentem, chrześcijanin katolik już nie drży przed Bogiem swoim. Nie, z obłudnem nabożeństwem, z niesłychaną obojętnością przystępuje do ołtarza, aby Pana swego jako drugi Judasz na nowo zdradzić. *Przyjacielu, pocóżeś przyszedł?* — woła na takiego Serce Jezusa. By nadużyć Twojej dobroci, by odnowić cierpienia Twoje, by splugawić Ciebie w sercu mojem nierozsądnie. Człowiecze, upamiętaj się, zastanów się, co czynisz! *Sąd sobie jesz i pijesz, nie rozsądzając Ciała Pańskiego* (1 Korynt. XI, 29.), mieszasz w sercu swojem niewinność z grzechem, świętość z bezbożnością. »Nędzniku, woła na ciebie św. Hieronim, jak na świętokradcę Sabiniana, czemuż się oczy twoje nie zaćmiły? czemuż nie odpadły ci ręce, czemuż się język twój nie wykręcił, kiedyś w grzechu śmiał stanąć przy ołtarzu?« »Biada temu, woła św. Bernard, kto się od Boga oddala, ale większe biada temu, który przystępuje do ołtarza z nieczystem sumieniem.« »Biada świętokradzkimrękom, woła św. Tomasz de Villanova, biada sercu nieczystemu bezbożnych. Każda kara zamałą jest na tak straszną zbrodnię. Tak świętokradco, idź, spiesz do przybytku, porwij święte naczynia z Hostyami, rzuć je na ziemię, zdepcz to Serce Jego najsłodsze nogami, wielka to krzywda, czarna to zbrodnia, niepojęta to złość, lecz godniejsze miejsce dla Jezusa, aniżeli twe serce — lepiej Sercu Jezusowemu pod twemi nogami, aniżeli w twem sercu, gdzie czart mieszka.« A tych niesłychanych okropności i świętokradztw czy się chrześcijanie rzadko dopuszczają?

Ach chrześcijanie! w Rzymie, tam gdzie Piotr św. za świadectwo swej wiary i swojej miłości w Chrystusa Pana ukrzyżowany został, tam na tej ziemi, która krwią tylu męczenników przesiąkła, tam dopuszczono się, jak to wiarygodni świadkowie nam podali, w domu dziś już odkrytym, a to niedawno temu, takich czynów niecnych. Znalazło się właśnie 12 bezbożnych i bezwstydnych niewiast, które zrana udaną i obłudną pobożnością przystępowały do stołu Baranka niepokalanego, i najświętsze Hostye zaraz z brudnych swych ust do chustek chowały, aby je zanieść wieczorem ze sobą w znane szatańskie towarzystwa. Tam wystawiono ołtarz, koło którego te same podłe niewiasty tańcowały, i, poświęcone na kapłanki, wśród bluźnierstw, których nie godzi się powtarzać, swoją ofiarę Baranka czyniły. Kto wyliczy te Hostye, które tu przeszyte, rozdeptane, posiekane, i na spalenie do ognia wrzucone zostały! Zgroza was przejmuje, nie chcecie mi wierzyć, a jednak to prawda.

O Serce Jezusa, o Jezu najdroższy! kiedyś na krzyżu tryumfującym głosem jako zwycięzca zawołałeś: „Skończyło się — teraz wszystkie trudy zwyciężyłem, teraz każda boleść się skończyła!.." Ale dziś w tym Sakramencie miłości nie możesz tak mówić, bo nie skończyły się jeszcze te cierpienia, które Ci zadaje ludzka złość, ile i gdzie tylko może. Chrześcijanie, jeśli mnie pytacie, skąd to taka oziębłość, skąd taka zatwardziałość, nieczułość i niewdzięczność ku Sercu temu tak gorąco rodzaj ludzki kochającemu, nie mam innej odpowiedzi jak tylko: nie wiem. A Boski Zbawiciel, Jego Serce kochające co na to? Czy nie woła jako krew Abla niewinnego do nieba o pomstę? O cudo miłosierdzia! Miecz pomsty Bożej wisi wyciągnięty nad głowy naszemi, Aniołowie mściciele gotowi zniszczyć i spustoszyć cały okrąg ziemi, a Serce Jezusa nie zna zemsty. *Miłosierdzia, Ojcze, miłosierdzia!* — to Jego głos pomsty — *zatrzymaj gniew Twój, a nie patrz na grzechy tych ludzi, ale raczej na moje zadosyćuczynienie. Oni są dzieci boleści moich, na krzyżu urodziłem je, i tu w tabernakulum zostaję dla nich, aby je pocieszyć w smutku, ratować w potrzebie, ducha dodawać w przeciwnościach.* O dobry Jezu, czy to Twoja pomsta? i tak to odpłacasz naszą nieczułość?

Chrześcijanie, czy jest jeszcze kto wśród nas, któryby nie pragnął zadosyćuczynić temu Sercu za niewdzięczności ludzkie? Czy jeszcze więcej potrzeba mi mówić, by rozpalić serca wasze do najtkliwszej ku Sercu Jezusowemu miłości? czy Jezus tą swoją dobrocią i miłosierdziem zupełnego tryumfu nad sercami naszemi jeszcze nie odniósł? Lecz jakim sposobem zadosyćuczynić? Nie mogę lepszego sposobu podać od tego, który sam Zbawiciel objawił. *Masz Serce moje, mówił kiedyś Zbawiciel do błogosławionej Małgorzaty Alacoque, Serce moje pałające miłością ku ludziom, Serce, które pragnie rozlać płomienie miłości po tej biednej ziemi, okazać swą potęgę, rozsypać nieprzebrane skarby łaski, zdolne zmiękczyć najtwardsze serca i wyrwać je z przepaści bezprawia. Dla wynagrodzenia przeto memu Sercu i przebłagania za wszystkie zniewagi, nieuszanowania, świętokradztwa, pragnę, aby wierni skruchą serdeczną i grzechów wyznaniem cześć Mu oddawali. Przyrzekam ci, że Serce moje wyleje obfitość łask, rozpali ogniem Boskiej miłości tych wszystkich, którzy Mu taką cześć składać będą.* Pragnie więc Zbawiciel, a pragnie usilnie, byśmy Serce Jego za przedmiot naszej czci i miłości obrali.

Nuże, chrześcijanie najdrożsi, pokażmy, że serce nasze jeszcze bije dla Jezusa. Pocieszmy Go. Oby nam w sercach wciąż brzmiała ta Jego skarga i te wyrzuty! Obyśmy dziś nie prędzej stąd wyszli, aż uczynimy Sercu Jezusowemu tę obietnicę, że się staniemy gorliwymi czcicielami Jego Serca. Oby powróciły te czasy, w których mógł August II król polski w imieniu narodu, a Konstanty Szaniawski biskup krakowski w imieniu duchowieństwa do Ojca św. pisać: »Polska stateczną pobożnością ku Najśw. Sercu Jezusowemu pała; król i cały naród szczególniejszą czcią i uwielbieniem dla tego Serca są przejęci.« Gdyby mówię powróciły te czasy, to tłumnie zapisywalibyśmy się do tego bractwa, i z powrotem tych czasów powróciłoby szczególniejsze błogosławieństwo Boskie, i Serce Jezusa na wszystkich Polski mieszkańców wylewałoby, jak obiecał, potoki łask swoich.

O Jezu, chociaż mała trzódka Twoja, jednak nie wszyscy Ciebie odstąpili. Patrz na ten lud, który Tobie jeszcze wiernym pozostał. O jak chętniebyśmy uczynili Tobie zadość za wszystkie grzechy i nieprawości całego Świata, lecz samiśmy grzesznikami. Oby oczy nasze wylewały potoki łez, oby odtąd już nikt więcej Serca Twego tak strasznie nie ranił, oby się cały okrąg ziemi złączył, by Tobie śpiewać jednym głosem i jednem sercem: Niech będzie znane, kochane i wielbione Najśw. Serce Zbawiciela teraz i przez nieskończone wieki. Amen.

*— ks. Franciszek Eberhard*

← wróć do odkrywania