HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

KAZANIE NA UROCZYSTOŚĆ SERCA JEZUSOWEGO — SERCE JEZUSA LEKARSTWEM DUSZ NASZYCH

Serce Jezusa lekarstwem na chorobę naszych czasów

Gdy życie wydaje się bez sensuGdy świat mnie wciąga Najświętsze SerceNawrócenie
Szemrali faryzeuszowie i doktorowie mówiąc: iż ten przyjmuje grzeszniki.
W skrócie. Tekst diagnozuje dwie choroby duchowe epoki: religijną obojętność wobec Boga i egoizm zamknięty na bliźnich, przedstawiając nabożeństwo do Serca Jezusowego jako skuteczne lekarstwo na obydwie. Ukazuje mechanizm nawrócenia przez miłość Chrystusa. Skierowany do tych, którym życie wydaje się puste lub którzy dają się wciągać światu.

„Widzieliśmy tedy, jak skuteczne lekarstwo na choroby wieków naszych przygotowała nam miłość Chrystusa Pana w nabożeństwie do swego Najsłodszego Serca.”

*Serce Jezusa lekarstwem na chorobę naszych czasów*

Szemrali faryzeuszowie i doktorowie mówiąc: iż ten przyjmuje grzeszniki. > (Łuk. XV. 2.)

Jak piękny i pełen pociechy obraz maluje nam dzisiejsza św. Ewangelia ¹). Chrystus Pan — w otoczeniu grzeszników, których z tak pociągającym wdziękiem przyjmuje, z taką dobrocią i łagodnością naucza, iż faryzeusze aż gorszą się z Niego, mówiąc, iż Ten przyjmuje grzeszniki. Zapewne, pyszni i obłudni nie mogli zrozumieć, jak człowiek podający się za Syna Bożego, owszem za prawdziwego Boga, zniżyć się mógł do miłości ku grzesznikom, i to takiej miłości. Sami bez miłości, miłości Serca Bożego pojąć nie mogli. Dlatego szemrzą, a to ich szemranie daje właśnie sposobność Boskiemu Zbawicielowi do odsłonięcia nam tajemnic swego najmiłościwszego Serca. Jakże głębokie, jak dla rozumów ludzkich niedościgłe te tajemnice! Nie nużą Go częste upadki grzeszników, bo On nie chce śmierci niezbożnego, ale żeby się nawrócił niezbożny od drogi swojej, a żył ²). Owszem, raduje się z nawrócenia grzesznika, wybiega przeciw synowi marnotrawnemu, aby mu dać pocałunek pokoju, przytulić go do Serca swego, i godową szatą przyodziać. I oto dzisiaj, najmilsi, Kościół św. ukazuje nam właśnie to słodkie Serce Zbawiciela, pragnąc, abyśmy Mu hołd winny i cześć oddali. Zastanówmy się przeto nad tą Jego ku grzesznikom miłością, a niewątpliwie to rozważanie stanie się dla nas źródłem niewypowiedzianych pociech.

¹) Mówione w Krakowie, w kościółku OO. Jezuitów na Wesołej, 1875 r. ²) Mianowicie Ewangelia z trzeciej niedzieli po Świątkach, na którą przypada uroczystość Serca P. Jezusa.

I czemże, pytam, jest to Serce Jezusowe? Utworzone przez Ducha Św. z przeczystej krwi Niepokalanej Dziewicy, czyż nie jest Ono cudem natury i łaski, świątynią Bóstwa uposażoną we wszelkie skarby mądrości i świętości, krynicą nieprzebraną dobroci, wspaniałomyślności i miłosierdzia Bożego? Czyż Ono samo nie jest wiecznym pomnikiem wszystkich cudów zmiłowania, jakie miłość Boża od wieków postanowiła spełnić, w czasie spełniła, i przez wszystkie wieki spełniać nie przestanie? Wiadomo nam, jak ścisły związek zachodzi w człowieku między jego duszą a sercem. Każde uczucie duszy odbija się w sercu, każdy akt miłości w sercu znajduje najwierniejszego uczestnika. Kiedy dusza przepełniona miłością, wtedy i serce drga żywiej, silniej bije, pała goręcej.

Lecz jeśli tak się rzecz ma z sercem naszem i uczuciami naszemi, jakiż dopiero udział musiało mieć cielesne Serce Jezusowe w tej Boskiej miłości, której św. Paweł uwielbia szerokość i długość i wysokość i głębokość (Efez. III. 18) — w tej miłości tak głębokiej, że z nieba aż do przepaści grzechów naszych zstępuje; w tej miłości tak wysokiej, że nas podnosi aż do godności synów Bożych; tak szerokiej, że obejmuje świat cały; a tak długotrwałej, że sięga od wieków do wieków. O zaiste, jakże niezmierną okazuje się ta Jego miłość w poniżeniu i wyniszczeniu własnem, byle nas chwałą i szczęściem obdarzyć. Patrzcie, najmilsi, na miłość tego Boga, uwinionego w pieluszki, zawieszonego na krzyżu! Patrzcie na tę miłość Jego, która od żłóbka aż do krzyża, całe życie Jego uczyniła jednem pasmem zmiłowań, która przemawiała do ludzi jedynie słowy błogosławieństwa, pociechy i zbawienia, która niejako wyczerpnęła swą mądrość i wszechmoc w utworzeniu źródeł łaski nie mających się zamknąć dla nas aż do chwili, gdy Bóg, oddając nam siebie samego na pokarm i ofiarę, większe cuda miłości sam sobie niemożebnemi uczynił. I w czemże miłość ta oddźwięk znalazła, jeśli nie w Sercu najlitościwszem Jezusa Chrystusa? Tak, Serce Jego było ołtarzem, na którym miłość Jego złożyła tyle ofiar dla naszego zbawienia. Serce Jego było przybytkiem i widownią czynów Jego miłości. To też, kiedy Chrystus Pan przekazał nam to Najśw. Serce jako przedmiot szczególniejszej czci i uwielbienia, to nie inny miał cel na myśli, jak ciągłe przypominanie nam swej miłości ku nam, i rozgrzanie serc naszych wzajemnem ku sobie uczuciem.

Wszelako, jeśli tak jest, czemuż Pan Jezus tak późno objawił nam swą wolę, byśmy czcili Jego Serce osobnem nabożeństwem? Dlaczego wierni, przez tyle wieków czcąc i uwielbiając miłość Chrystusową, nie zdołali jednak wpaść na tę myśl, aby i Jego Sercu, będącemu narzędziem, siedliskiem i tronem tejże miłości, oddawać kult szczególny? Bracia moi! tu podziwiać nam trzeba mądrość i opatrzność Boga nad nami — mądrość i opatrzność Boga, który w każdym czasie stosowne dla ludzkiej słabości umie znaleźć lekarstwo. Ach! bo to nabożeństwo do Najsłodszego Serca Jezusowego, ta cześć i miłość ku Niemu, to jedyne lekarstwo na charakterystyczną chorobę naszych czasów, na zgniliznę moralną coraz więcej zarażającą serca dzisiejszych ludzi. Oto przedmiot naszego rozważania, pełen pociechy i nauki.

Lecz aby promień miłości Najśw. Serca Jezusowego istotnie godnymi i sposobnymi nas uczynił do przyjęcia tych pociech i nauk, poprośmy o to wpierw samo Serce Jezusowe, przez przyczynę panieńskiego Serca Jego Najśw. Matki, mówiąc pobożnie: Zdrowaś Maryo...

---

Świat ciągle choruje; chorobą jego: grzech, nieposkromione namiętności, niczem nienasycona żądza uciech i bogactw. W dawnych czasach siedzibą jej był raczej rozum, z którego coraz inne herezye przeciw wierze Świętej wyrastały. Choroba, która dzisiaj świat dręczy, ma swą siedzibę w sercu; serce ludzkie chore jest i zarażone zgnilizną. Z tej dopiero zgnilizny podnoszą się zaraźliwe wyziewy, które oślepiają umysł, szczepią niewiarę i cnocie grożą zagładą. Objawami tej choroby moralnej świata, to a) owa lodowata obojętność względem Boga, religii i cnoty; b) owo odpychające samolubstwo, które poza sobą samym nic człowiekowi kochać nie pozwala.

**I.**

I jakżeż mądrość i opatrzność Boża zaradza tej pierwszej chorobie naszych wieków, t. j. oziębłości i obojętności względem Boga i wszystkiego, co się do Boga odnosi? Oto Chrystus Pan ofiaruje nam swoje Serce, płomienne ofiarną miłością, zasobne we wszelkie cnoty, nieskończone w zasługach swych poświęceń i zwycięstw. Sam On to oznajmił wiernej swej słudze, Bł. Maryi Małgorzacie Alacoque, podobnie jak znacznie przedtem uczynił to względem Św. Gertrudy ulubiony uczeń Jezusowy, Jan Święty. Z tych objawień dowiadujemy się, że poznanie Serca Jezusowego miało być lekarstwem zachowanem na ostatnie czasy, aby od tego ognia miłości, którem pała to Boskie Serce, świat zapalił się nową gorliwością, i ozdrowiał z oziębłości i chorobliwej obojętności swojej. A czyż można wymyślić lepsze i skuteczniejsze lekarstwo na tak ciężką chorobę?

Przypatrzmy się tylko tej oziębłości i obojętności świata względem Boga i religii. Cóż go obchodzi, czy Bóg jest, czy Go niema? czy Bóg jest Świętym, sprawiedliwym, wszechmocnym? czy Jego wola jest dla nas prawem obowiązującem do posłuszeństwa? Alboż świat o tem wszystkiem kiedy myśli, gdy obfituje w dobra ziemskie? Toż nawet, gdy brak tych dogodności życiowych odczuć się daje, pierwszem jego uczuciem: rozpacz, zwątpienie i zaprzeczenie istnienia Boga! A cóż mówić dopiero o obojętności względem Chrystusa Pana i Jego świętego Kościoła? Kogóż to boli, gdy po dziś dzień jeszcze Chrystus Pan jest wzgardzony, wyśmiewany, szyderstwami obrzucany — gdy Święte prawdy, przezeń objawione, stawiane bywają za cel głupich dowcipów wrzekomo oświeconych ludzi i jako kłamstwo odrzucane lub w wątpliwość podawane? Któż przejmuje się boleścią na widok Kościoła prześladowanego, pozbawionego praw swych świętych, okutego w kajdany niewoli, jęczącego pod uciskiem brutalnej przemocy, trzymającej Głowę Kościoła w więzieniu? Kto współboleje z tymi tysiącami sług Bożych, którzy wierność swoją opłacają grzywnami lub wieżą? Co więcej, względem samej moralności jakaż panuje wszędzie obojętność! Czyż ludzie szanują więcej cnotę i uczciwość, niż występek i zbrodnię? Byle tylko pozory były zachowane, nikt się nie pyta, czy ten lub ów życie prowadzi w cielesności, czy też uczciwe i niewinne; czy majątek owocem jest poczciwej pracy, pilnego i starannego wypełnienia obowiązków, czy też plonem brudnego oszukaństwa i wyzysku? Świat nie zna i nie chce znać cnoty i moralności. Innej cnoty, jak polor pozornej przyzwoitości, nie uznaje. Cnota chrześcijańska to dla niego rzecz obojętna, bo on ją ma raczej za obłudę i oszukaństwo. A cóż mówić o obojętności względem modlitwy? Nie doświadczywszy nigdy jej pocieszającej i pokrzepiającej potęgi, świat gardzi nią jako rzeczą, która nie przystoi ludziom cywilizowanym. Zapomina nieszczęsny, że bez modlitwy niema łaski Bożej, a tem samem niema zbawienia. I cóż dziwnego, że ta przerażająca obojętność niszczy i obala wszelką wiarę w życie pozagrobowe? Iluż to śmieje się serdecznie z waszej prostoty, gdy im mówicie o piekle i jego wiecznotrwałych mękach? Iluż to z urąganiem i szyderstwem słucha nauki o niebie i jego szczęściu? Nie znając innego szczęścia nad to, jakiego doświadcza zwierzę zanurzone w błocie, mało troszczą się o niebo i jego najczystsze rozkosze. Oto obojętność, która we wielu już sercach zrodziła zupełną niewiarę, a w innych niewiarę gotuje. Sami przecież nieraz już pewnie świadkami byliśmy, jak czyste i niewinne z początku dusze, przyzuczywszy się czołgać po ziemi, żyć wyłącznie dla ziemi, powoli zapomniały o Panu Bogu, o niebie, chłódły w miłości Bożej, dozwalając brać górę nad sobą namiętnościom, coraz więcej dawały do serca swego przystęp wątpliwościom przeciw wierze, aż wkońcu w zupełną popadły niewiarę.

Aleć w Sercu Jezusowem jest skuteczne lekarstwo na tę chorobliwą obojętność względem Boga, religii i cnoty.

Postawcie tylko przed obrazem Serca Jezusowego takiego obojętnego człowieka, który we wierze już chwiać się poczyna, a jeśli tylko choć chwilę zastanowić się zechce nad tem, na co patrzy, widok ten przyprowadzi go bezwątpienia do gorliwości we wierze, do miłości heroicznej. Serce to płomieniste, okolone cierniem, krzyżem ukoronowane, opowie mu, co Chrystus Pan uczynił i ucierpiał dla niego. Opowie mu, jak heroiczną jest i była miłość Jezusowa, jak bohaterską pokora, jak niewysłowioną dobroć i łagodność, jak niepokalaną świętość. Prawdzie historycznej tych faktów zaprzeczyć on nie zdoła; chcąc im kłam zadać, zaplątałby się w nierozwiązalną gmatwaninę sprzeczności, rzuciłby się w chaos śmieszności najniedorzeczniejszych. Odżyje więc w nim wiara w bóstwo Chrystusa Pana, a sama świętość Serca Jezusowego wystarczy mu w tym względzie za najsilniejszy dowód. Boć w Sercu tak pokornem, tak łagodnem, cierpliwem, tak pełnem ofiarnej miłości niepodobna, aby mieszkać mogło kłamstwo, a właśnie ten Jezus uroczyście ogłaszał, że jest Bogiem, i tę prawdę stwierdził niezliczonymi cudami, a osobliwie cudem chwalebnego zmartwychwstania swojego. Wiara zaś w Jego bóstwo rodzi wiarę we wszystkie inne prawdy, które Chrystus Pan Kościołowi swojemu powierzył. A tak, najmilsi, sam widok Serca Jezusowego prowadzi nas do wiary, a wiary żywej i głębokiej. I jak niegdyś św. Tomasz znalazł wiarę w ranie tego Boskiego Serca, tak i obecnie Serce Jezusa dla każdego może się stać najobfitszą kopalnią skarbów wiary świętej, byle przez szczere i gruntowne rozmyślanie zechciał w nią się zapuścić. Rozmyślać bowiem nad znamionami heroicznej miłości, które otaczają Serce Jezusowe, i pozostawać nadal obojętnym zarówno dla prawdy jak i dla fałszu, jest rzeczą niepodobną.

Jak wątpiący znajduje w Sercu Jezusowem wiarę, tak też rozpustnik może w Niem znaleźć cnotę i czyste a święte obyczaje. Trudno wprawdzie człowiekowi zmysłowemu zapuszczać się w rozmyślanie o Boskiem Sercu Jezusowem. Skrzętnie więc unikać będzie wejrzenia nawet na Serce Jezusowe, ten tak wzniosły obraz najszczytniejszej świętości i czystości. Skrzętnie oddalać będzie wszelką myśl o Niem, przeczuwa bowiem, że przyszłoby się rozstać z tem, co dotychczas cenił i czego pragnął — rozstać się z niecnemi uciechami zmysłów, które jak rak toczą jego serce. Wszelako niech tylko taki człowiek raz przecie odważy się na rozpamiętywanie życia Serca Jezusowego, wnet sam podobnem żyć pocznie życiem. Miłość gorejąca w Sercu Jezusowem rozpłomieni jego serce zatwardziałe, łaska Boskiego Serca pociągnie jego wolę. Pod wpływem łaski serce to roztaje jak wosk, bo niepodobna rozważać świętość Serca Jezusowego, aby się nie przejąć podziwem dla Niego; nie podobna podziwiać Jego czystości, pokory i łagodności, aby się nie wstydzić zarazem własnej złości i pychy; nie podobna uwielbiać to Boskie Serce, aby Go nie pokochać i nie obrać sobie za wzór i przykład nowego a cnotliwego życia. Gorliwość Serca Jezusowego musi się udzielić naszemu sercu, nasza dusza mimowolnie musi zapragnąć być świętą świętością Mistrza swego, świętą we wszystkich swych władzach, świętą w umyśle, świętą we woli, świętą we wszystkich działaniach wyobraźni, we wszystkich uczuciach i skłonnościach.

Wraz ze wzmagającem się pragnieniem świętości, niepodobna, aby nie ustąpiła z serca i owa niegodziwa obojętność dla życia przyszłego. Któż bowiem, patrząc jak wielkie ofiary poniżenia poniosło Serce Jezusowe, aby grzesznikowi zapewnić życie pełne wieczystej rozkoszy i chwały, mógłby żyć bezmyślnie, nie dbając o to życie wieczne, jak gdyby ono nie istniało wcale? Kto mógłby nieczułem sercem spoglądać na dowody tak niepojętej miłości, jaką to Serce okazało od żłóbka do krzyża, i teraz, gdy pod nikłą postacią chleba kryje się na naszych ołtarzach? Ileż tu ofiar i poświęceń! a wszystko nie z innego powodu, jak tylko, aby nam zyskać prawo do królestwa Bożego. I jakież serce, zastanawiając się nad tem wszystkiem, mogłoby pozostać w zlodowaciałej obojętności dla swego własnego szczęścia? Gdy Bóg tyle działa, tyle cierpi, dlatego, aby grzesznik mógł być oczyszczony z trądu swego, na wieki być szczęśliwym szczęściem samego Boga — czyż podobna, aby tenże grzesznik wzbraniał się czynić i cierpieć to samo? Jakiem czołem ośmieliby się stawiać opór tak czystym i wspaniałomyślnym zamiarom Bożym? O! gdybyśmy tylko szczerze zastanowić się chcieli nad sobą, bezwątpienia znaleźlibyśmy w sobie dość hartu, by wstąpić w ślady dróg Jezusa Pana. Z radością poddalibyśmy się wszelkim trudom i upokorzeniom, z radością zdobylibyśmy się na największe poświęcenia, byle tylko pozyskać koronę wiecznej chwały; hasłem naszem byłyby słowa Apostolskie: *Utrapienia tego czasu niniejszego nie są godne przyszłej chwały, która się w nas objawi* (Rzym. VIII. 18).

Oto, najmilsi, owoc, który samo przyglądanie się Sercu Jezusowemu, szczere zastanawianie się nad Niem w duszy każdego z nas z łatwością zrodzić może — dar żywej wiary, gorliwości w nabywaniu cnót, żarliwości w ubieganiu się o nagrodę wieczną. Gdyby świat cały zechciał obrać sobie to Boskie Serce za przedmiot swych myśli i marzeń, pewnie na lepszą wejść musiałby drogę. Wiara żywa ponad pojęcia, wnosi najszczytniejsze myśli i idee, potęguje siły i zdolności, czyni skorym do wszystkiego, co dobre i piękne i szlachetne. Cnota łączy wzajem serca ludzkie uczuciami czystej, braterskiej miłości. Dążność do nieba, do którego nic skażonego wejść nie może, zamyka przystęp zbrodni i występkom. Jakiżby więc pokój, jakie szczęście zapanować musiało w świecie pod godłem miłości Serca Jezusowego!

**II.**

Drugiem zjawiskiem chorobliwem, przyprawiającem o zgubę świat cały, to brudne samolubstwo, egoizm. Dość tylko rozglądnąć się po świecie, aby się przekonać, jakich spustoszeń dokonywa w nim ta wada. Skąd na świecie tyle ubóstwa, niedoli, tyle nędzy, tyle zbrodni? Co doprowadza tysiące do więzienia, co popycha do przedwczesnej śmierci, jeżeli nie gorączka używania? Czyż przeważna część ludzkości nie jest wyłącznie zatrudnioną wymyślaniem i przygotowywaniem coraz to nowych rozrywek i uciech, i to z gorliwością godną doprawdy lepszej sprawy? Czyż nie wynajduje coraz to nowe sposoby, by powiększyć swe potrzeby i rozniecić żądzę używania? Sam zbytek tegoczesny czyż nie zmierza do zaspokojenia samolubnych zachcianek próżności, dumy i zmysłowości? Cóż dopiero mówić o teatrach i innych widowiskach, które pochłaniają miliony, na które sadzi się nauka i sztuka, a które pod różnemi pokrywkami służą jedynie dla dogodzenia namiętnościom? Oto przepaść, pochłaniająca majątki, ścieląca drogę do występków i zbrodni, przepaść, w której zanika zdrowie i siły ciała, marnieją siły duszy, tonie całe życie moralne i umysłowe, a zbrodnia ze swym towarzyszem, rozstrojem serca i umysłu, bezpodzielnie panuje. Przebiegnijmy, bracia moi, więzienia — pytajmy zamkniętych więźniów, co było powodem albo raczej źródłem ich zbrodni? Dziewięćdziesięciu na stu odpowie nam: żądza używania. Jednemu własny majątek, innemu uczciwy zarobek nie wystarczał na zbytki — wyciągnął rękę po cudzą własność, został zbrodniarzem. Drugi znów, roznieciwszy uciechami ogień zmysłowych namiętności, już nie myślał ich poskromić — został zbrodniarzem. Inni w inny jeszcze sposób stoczyli się do tej przepaści, ale źródło u wszystkich jedno: chęć dogodzenia sobie.

Ważnym również objawem tej choroby egoizmu jest nieposkromiona żądza sławy, godności i bogactw. Czyż złoty cielec nie jest dla tysięcy ludzi jedynym bogiem, godnym uwielbienia? Ile to ofiar złożono już na jego ołtarzu? Honor, sumienie, wiara, wieczność — słowem, wszystko musi być poświęconem, byle tylko zasłużyć na względy tego bożka. Aby powiększyć majątek, dostać się na wyższy szczebel towarzyski, nie pogardza się żadnym środkiem. Każdy dobry, każdy święty. Cóż w tem zresztą dziwnego? Wszakże świat nie ocenia człowieka podług uczciwości, ale podług godności, bogactw, jakie posiada. Niechby kto był największym zbrodniarzem, złoto ochroni go w oczach całego świata.

Trzeci objaw egoizmu — to duch nieposłuszeństwa, niezależności, rewolucyi. Ten to duch piekielny walczy teraz z zawziętością niebywałą przeciwko Kościołowi św., a walczy o życie i śmierć. Wie on dobrze, że Kościół jest filarem wszelkiego porządku i zwierzchności. Przeciwko niemu więc wszystkie wytęża siły. Tego ducha nieposłuszeństwa znajdziecie wszędzie, we wszystkich warstwach społecznych. Wszędzie przekłada on własną wolę nad wolę samego Boga lub nad wolę tych, którzy w imieniu Boga rozkazują. Zachcianki miłości własnej przekłada nad wymagania obowiązku, namiętności nad własne sumienie. Słowem, nie powinność jest dla niego pobudką działania, ale kaprys, własne chwilowe upodobanie, duma.

Oto, najmilsi moi, rany naszego społeczeństwa, z których coraz straszniejsza po całej ziemi rozszerza się zgnilizna. Lekarstwem na nią znowuż jedynie Serce Jezusowe, z którego pała ogień zdolny strawić ją i oczyścić. W tem Sercu płonie również żądza, ale żądza boleści i cierpień, żądza wyniszczenia siebie samego. Czyż krzyż nie daje o tem niezaprzeczalnego świadectwa? Czyż nie dobrowolnie przyjął Chrystus ten kielich goryczy? *Mam być chrztem ochrzczon, a jakom jest ściśnion, aż się wykona?* (Łuk. XII. 50) — oto słowa, w których cała siła pragnień Jezusa oddźwięk znajduje. A w swem życiu sakramentalnem ileż to cierpień, upokorzeń, pogardy doznaje Serce Jezusowe od 19 wieków? Chrystus Pan wiedział przecież o wszystkiem, znał zawziętość swych wrogów, oziębłość swych wiernych i przyjaciół, a jednak chętnie i z radością obrał sobie to życie tak wyniszczone. Rozkoszą Jego mieszkać z synami człowieczymi. Cóż to za bezmiar ofiary i poświęcenia! Czyliż przykład ten nie powinien być dla nas prawidłem podobnego postępowania?

O! niech się zbliży do tego Boskiego Serca człowiek choćby najchciwszy bogactw i zaszczytów! Jakież tu ubóstwo, jakież uniżenie uderzy jego oczy. Inne bogactwa, trwalsze i prawdziwsze od ziemskich, przepełniają Serce Jezusa. Tu ukryta wszechmoc Boża, i mądrość Boża, i dobroć, i miłość, i szczęście, a wszystko w mierze nieskończonej, bo Serce to jest Sercem żywego Boga. Jeżeli zaś to Serce gardzi doczesnym dostatkiem i szczęściem, to czyż nasze serca miałyby się za niemi ubiegać? O nie! My przejąć się mamy zasadami Chrystusa Pana, wstępując w ślady Jego. Niech się tu zbliży również i ten, któremu trudnem posłuszeństwo, który marząc o swej wrzekomej wyższości wolą innych pogardza a swoją własną wolę chciałby wszystkim narzucić. Niech tu przyjdzie i wyczyta w tem Sercu Boskiem te słowa, obowiązujące każdego chyba człowieka do bezustannego zapierania siebie samego: *Oto idę: na początku ksiąg napisano jest o mnie, abym czynił, Boże, wolę Twoją* (Żyd. X. 7) i inne tym podobne: *Zstąpiłem z nieba, nie iżbym czynił wolę moją, ale wolę onego, który mię posłał* (Jan VI. 38). Niech się przypatrzy całemu życiu Serca Jezusowego, streszczonemu w tych słowach pamiętnych: *Sam się poniżył, stawszy się posłusznym aż do śmierci, a śmierci krzyżowej* (Filip. II. 8). A jeśli tak jest, czyż ten proch ziemi, jakim jest człowiek, nie będzie chyba z rozumu obranym, jeżeli swą własną wolę zechce stawiać za prawo, podług którego wszyscy mają żyć i działać? Oto, najmilsi, jak przemawia do nas Serce Jezusowe, gdy nad życiem i skłonnościami Jego szczerze zastanawiać się chcemy.

Widzieliśmy tedy, jak skuteczne lekarstwo na choroby wieków naszych przygotowała nam miłość Chrystusa Pana w nabożeństwie do swego Najsłodszego Serca. Dlatego też Ojciec święty, przekonany o mocy i skuteczności tego lekarstwa, chce, abyśmy się uroczystym aktem poświęcenia oddali zupełnie w opiekę Sercu Jezusowemu. Postanówmy zatem spełnić ten akt szczerze i żarliwie. Uciekajmy się ochoczo do Najsł. Serca Jezusowego. W Niem znajdziemy wszystko, czego tylko serce nasze uczciwie może zapragnąć — znajdziemy pociechę i słodycz, pokój i szczęście niezamącone. Jeśli serce nasze zapragnie pociechy w smutku, w Niem niebańska znajduje się rozkosz. Jeśli chwały pożądać zechce, w Sercu Jezusa odnajdzie źródło chwały wiekuistej; w tem Sercu Boskiem znajdzie prawdziwą wolność — bo wolność dzieci Bożych. Serce bowiem Chrystusowe, królując w niebie, w wiecznej chwale Ojca niebieskiego, zarazem w Sakramencie miłości życie swoje Boskie wlewa do serc naszych, i jest zadatkiem naszej nieśmiertelności, naszego przyszłego przemienienia.

Dlatego śpieszmy, najmilsi, do Serca Jezusowego, ukryjmy się w Niem, w Niem przemieszkujmy bezustannie! Tu nie dosięgnie nas wściekłość szatańska, tu bezpieczni jesteśmy przed gniewem Bożej sprawiedliwości, tu śmierć sama traci swą grozę i srogość. Jeżeli straszną jest rzeczą wpaść w ręce zagniewanego Boga (Żyd. X. 31), czyż, na odwrót, może być coś zbawienniejszego nad śmierć spokojną w Sercu Jezusa otwartem głęboką raną, którą mu miłość zadała? Oddajmyż więc serca nasze Sercu Jezusowemu, przez miłość wzajemną a gorącą, któraby zdolną była wynagrodzić zniewagi i krzywdy przez innych ludzi Mu wyrządzone. Oddajmy Mu serca nasze na zawsze; niech one do Niego wyłącznie należą, a wówczas Pan Bóg, Pan dobry i wierny przyrzeczeniom swoim, przyozdobi je i przyodzieje łaską swoją, i uczyni je godnemi siebie, zdolnemi kochać Go i cieszyć się Nim na wieki. Amen.

← wróć do odkrywania