HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

KAZANIE O CELU UROCZYSTOŚCI NAJŚW. SERCA JEZUSOWEGO

Pan Jezus miłuje, a ludzie odpłacają niewdzięcznością

Gdy zawiniłem i nie umiem sobie wybaczyćGdy chcę podziękować i uwielbić Najświętsze SerceEucharystia
A jeden z żołnierzy włócznią otworzył bok Jego, a natychmiast wyszła krew i woda.
W skrócie. Kazanie omawia cel uroczystości Najświętszego Serca: wynagrodzenie za ludzką niewdzięczność wobec miłości Chrystusa objawionej w całym Jego życiu i w Eucharystii. Wzywa do udziału we Mszy, przyjmowania Komunii i publicznego wyznawania wiary jako formy wynagrodzenia. Adresowane do tych czujących winę za niedocenianie Bożej miłości.

„Strzeżcie tedy tej świątyni od wszelkiego plugastwa, szczególnie od grzechów nieczystych.”

*Pan Jezus miłuje, a ludzie odpłacają niewdzięcznością*

A jeden z żołnierzy włócznią otworzył bok Jego, a natychmiast wyszła krew i woda. > > (Jan. XIX. 34.)

Św. Katarzyna, przeżywszy czas krótki, przeżyła go wiele, bo żyjąc na świecie, nie żyła ani dla świata, ani ze światem. Wprawdzie, spełniając wolę Bożą, zbliżała się nieraz do ludzi, świadczyła im różne wielkie nieraz dobrodziejstwa, ale myślą przebywała gdzieindziej. Sprawdzały się na niej słowa Apostoła Narodów: *Nasze obcowanie jest w Niebie- stech* (Filip. III. 20.).

Tam mieszkała i Katarzyna! Do Nieba, w górne krainy porywał ją Duch Pański. Tam też w objawieniu słyszała nie- raz słowa po części takie, których ludziom powtarzać nie wolno (2. Kor. XII. 4.), — a po części inne właśnie dla nas przeznaczone. Takiem objawieniem było objawienie o Sercu Najśw.

I tak czytamy w żywocie Świętej, że razu pewnego, rozprawiając z Panem o gorzkiej Jego Męce, spytała Go: dlaczego dopuścił przebicie Swego boku? — »Dlatego — była odpowiedź — że chciałem w ten sposób odsłonić światu tajemnice mego Serca, i dać poznać ludziom, że wielkość mo- jej ku nim miłości przewyższa wszystko, co dla nich z tejże miłości uczyniłem. Cierpienia moje z chwilą śmierci się skoń- czyły, ale nie skończyła — miłość«.

Tak jest, najmilsi. — Dowody, którymi Pan nasz Jezus Chrystus stwierdził swą miłość ku nam, są niezliczone, wiel- kie, zdumiewające, wspaniałe, ale wobec oceanu ognia miło- ści, jaki wypełnia Jego Serce i poza Nie w tych wszystkich objawach dobroci i miłosierdzia się przelewa — jakże one są małe!

*Miłością wieczną, nieskończoną umiłował nas, i dlatego przyciągnął nas do siebie, litując nad nami* (Jer. XXXI. 3.).

Kocha nas, najmilsi, i dlatego stwarza niebo i ziemię i wszystko, co na niej jest, i kładzie nam pod nogi. Pa- nujcie nad tem wszystkiem, i rybom morskim i ptactwu swo- bodnie bujającemu w powietrzu, i wszystkim, co żyje i rusza się na ziemi.

Kocha nas, i dlatego, widząc nas z raju wygnanych, na ziemi obcej tułających się, cierniem i ostem poranionych, ska- zanych na śmierć doczesną i wieczną — On przyskakuje do nas z nieba i mieszka z nami (Bar. III. 38.), trudzi się, cierpi, umiera, jako jeden z nas, i to wszystko, aby szkodę naprawić, jakąśmy sobie sami wyrządzili. *I stał się do nich podobny* (Iz. XIV. 7.).

Kocha nas, i dlatego idzie na mękę i śmierć, zapowia- dając, że tego pragnie, a pragnie oddawna: *Chrztem chcę być ochrzczony, i jakże mię przyciska, nim będzie wypełnione* (Łuk. XII. 50.). Ofiarowuje się też za nas dobrowolnie, sam chce (Iz. LIII. 7.), czyni zadość sprawiedliwości Bożej, otwiera nam na nowo niebo, pokonuje szatana, ratuje nas od piekła.

Kocha nas i dlatego, licząc się z ułomnością naszej upadłej natury, ustanawia zaraz po swem zmartwychwstaniu chwalebnem Sakrament pokuty, abyśmy, utraciwszy ponownie łaskę poświęcającą i prawo do chwały zmartwychwstania, łatwo, prędko, na pewno mogli je zawsze odzyskać.

Kocha nas, i dlatego, widząc, że walczyć będziemy mu- sieli z namiętnościami wewnątrz, a z szatanem i światem na zewnątrz, otwiera nam w Przenajśw. Sakramencie źródło nie- wyczerpane wody żywej, tłumiącej namiętności, które prowa- dzą do śmierci grzechu, leczącej rany codziennych upadków, dodającej siły do walki z nieprzyjaciółmi duszy naszej.

Kocha nas, i dlatego chce ustawicznie przebywać mię- dzy nami pod postaciami chleba i wina — chce we własnej osobie wzmacniać słabości nasze swoją wszechmocą, świa- tłem swej mądrości rozświecać i leczyć ciemnotę i zaślepie- nie nasze, a swą świętością ukrócać lekkomyślność, nieporad- ność, cielesność naszą.

Kocha nas, i dlatego wyręcza nas, ile razy we Mszy św. zstępuje do nas, aby za nas ofiarowywać się Ojcu w ofierze najświętszej, najczystszej, najdoskonalszej, najmilszej, — ofierze czci, dziękczynienia, zadośćczynienia, prośby, i to z nami, za nas i w nas.

Tak! On nas kocha. Trudno wątpić, a kocha miłością nieskończoną.

A my? A ludzie? A świat?

My? My Jego dzieci, Jego młodsi bracia, jakże mało my Go miłujemy? Jakże małe, ostatnie zajmuje On w naszem sercu miejsce? Jakże mało dotychczas okazywaliśmy Mu swą miłość!

A ludzie? Jakże nieraz czarną niewdzięcznością, zapo- mnieniem, zniewagami, świętokradztwem Mu odpłacają.

A świat? Ten świat, który Go ukrzyżował, ten Go i dziś nienawidzi i prześladuje.

*Ludu mój, ludu, cóżem ci uczynił!* (Mich. VI. 3.) — woła on skarżąc się — *w czemżem ci uchybił, cóżem ci zawinił?* (Liturgia wielkopiątkowa.)

A jednak! A jednak naszym świętym, pierwszym, naj- ważniejszym, jedynym obowiązkiem jest miłość P. Boga, mi- łość Chrystusa. To zadaniem naszego życia. Miłować Go — to znaczy znaleźć na ziemi szczęście, nadzieję, spokój, wesele i bezpieczeństwo. Kochaj Boga — mawiał św. Augustyn — a rób co chcesz. Bo miłującym prawdziwie Boga wszystko pomaga do dobrego, wszystko wychodzi na pożytek (Rzym. VIII. 28.).

Dlatego pokrótce zastanówmy się jeszcze nad nie- wdzięcznością, jaką ludzie odpłacają Chrystu- sowi Panu za Jego miłość, a to aby ją znienawi- dzić; a potem przypomnijmy sobie, w jaki spo- sób miłość naszą możemy Mu okazać, aby w niej się ćwiczyć.

W historyi Aleksandryjskiego Kościoła czytamy o pe- wnej bogatej i pobożnej matronie, że pomna na słowo Pań- skie: *Skarbcie sobie przyjaciołów w życiu przyszłem z mamony nieprawości* (Łuk. XVI. 9. Tob. IV. 7. Ekkl. IV. 1.) — oddana była całkiem uczynkom miłosier- dzia, nietylko dając potrzebującym jałmużnę pieniężną, ale nie żałując i jałmużny duchowej, kiedy, nie szczędząc sie- bie, biednych i chorych własnemi rękami zaopatrywała i pie- lęgnowała. Otóż między innymi jej chorymi trafiła się sta- ruszka, która wskutek choroby nadzwyczaj była przykrą, gder- liwą, swarliwą, do tego stopnia, że dla swej dobrodziejki nie miała nigdy słowa uznania ani wdzięczności, tylko ją lżyła, przeklinała i łajała. Inna mniej cnotliwa osoba byłaby ją opuściła, zostawując ją swemu losowi; ale nasza bohaterka jej pielęgnowanie ceniła sobie najwięcej. »Tu wiem napewno — mawiała — że służę nie ludziom, ale P. Bogu. Chora mi za me usługi dobrem nie płaci słowem, za to tem więcej zapłaci mi w niebie Pan«.

Tak jak ona powinienby każdy z nas myśleć i postę- pować, najmilsi! Zdaleka zdawaćby się to nawet mogło rze- czą łatwą i zwykłą. Tymczasem pomyśl. Gdybyś miał znajo- mego, względem któregobyś się okazywał zawsze grzecznym, uczynnym, wyrozumiałym, a onby ci zawsze odpłacał złem za dobre, dokuczał, szkodził, obmawiał i potwarzał — cobyś czuł w sercu? Oburzenie, gniew, urazę — nieprawda? Takby cię coś od niego odpychało, takbyś sobie w głębi serca po- wtarzał: »Czekaj, kiedyś ty taki, to i ja będę inny: niech tylko nadarzy się sposobność, to ja ci pokażę«.

Moi najdrożsi, to są uczucia naturalne, ludzkie, ale nie chrześcijańskie. Pan Jezus nam inny przykład zostawił i inne dał nam przykazanie. On kazał właśnie nieprzyjaciołów nasze kochać — czynić dobrze tym, którzy nas prześladują (Mat. V. 44.; Łuk. VI. 27.). To też tybyś w takiem położeniu był powinien uczucie tamto ludz- kie zwalczyć dla miłości P. Boga i dla wiecznej nagrody, jak owa matrona, i mimo to wrogowi twemu czynić dobrze jak przedtem.

Ale toby ciebie bolało, że miłość twoja tak mało w nim znajduje oddźwięku i uznania.

Otóż postaw się teraz w położeniu Chrystusa Pana. On nas miłuje miłością wieczną (Jer. XXXI. 3.) i nie zważa na naszą nie- wdzięczność, bo *kiedy jeszcze grzesznikami byliśmy, wedle czasu, Chrystus za nas umarł* (Rzym. V. 8.) — ale to nie przeszkadza, że ta niewdzięczność nasza Go boli. I im więcej On nam swej dobroci i miłości okazuje, a im mniej jej u nas spotyka, tem Go to boli więcej.

Przebiegnij myślą te wszystkie miejsca, w których On w tej chwili się znajduje, wysiłkiem nieskończonej swej mi- łości ukryty pod postaciami chleba i wina, — te wszystkie ołtarze, na które w setkach tysięcy Mszy świętych zstępuje, wyciąga ręce do ludu swego *niewierzącego i sprzeciwiają- cego Mu się* (Rom. X. 21.) i woła: *Przyjdźcie do mnie wszyscy, co pra- cujecie i obciążeni jesteście, a ja was ochłodzę* (Mat. XI. 28.). Przecież tam zastawiona uczta, na niej pokarm anielski, i zaproszeni do niej wszyscy, wszyscy bez wyjątku. Mądrość bowiem Boża wybudowała sobie na świecie dom. Wsparty na siedmiu ko- lumnach, zastawiła w nim stół swój, i do małych i niemą- drych (prostaczków) rzekła: *Przyjdźcie, jedzcie chleb i pijcie wino, com wam nagotowała* (Przyp. IX. 2.).

Wobec tej miłości Syna człowieczego i Jego Boskiego Serca jak zachowują się ludzie?

Ludzie? jak miliony żydów — tych żydów, których On tylowieczną otaczał pieczołowitością? O! ci zatwardzieli w swej złości, odpłacają Mu bluźnierstwem i nienawiścią.

I to Serce Najśw. boli, bo Ono chciałoby ich zbawić.

Ludzie? — jak tyle milionów heretyków i kacerzy zrzucają ze siebie słodkie Jego jarzmo (Mat. XI. 29.), na których duszach przez chrzest wyrył On swe znamię? — O! ci szukają zgu- bnej swobody grzechu, gardzą Jego niebieskimi darami, szcze- gólnie Jego pokarmem, uciekają od Niego.

I to Serce Najśw. boli, bo i ich jeszcze bardziej chcia- łoby Ono zbawić.

Ludzie? — jak ta piekielna falanga — ten hufiec szatański tajnych stowarzyszeń, z masonami na czele, a z nimi wszelkiego rodzaju nowożytni poganie i bezbożnicy? — O! ci jak swego czasu Faryzeusze dyszą ku Niemu nienawiścią, prześladują Go w Jego wyznawcach, bezczeszczą w Jego Najśw. Sakramencie.

I to Serce Najśw. boli, bo i ich chce Ono zbawić.

Ludzie wreszcie, których On najwięcej miłował, bo ich do swego katolickiego Kościoła powołał i wiarą św. obda- rzył? — O! ci niestety, w przeważnej swej większości o Niego się nie troszczą, — o Niego, swego dobrodzieja, — i przez świętokradzkie przyjmowanie Najśw. Sakramentu, przez nie- obyczajne, niestosowne zachowanie podczas Mszy św. w Jego obecności, w kościele — znowu czynnie Go znieważają. Ileż to świętokradztw z tym Najśw. Sakramentem działo się i dzieje! Rzucają Go na ziemię, tratują nogami, — z wiarą i złością szatańską tną, biją i kłują, do praktyk zabobonnych używają.

Albo kiedy w procesyi Bożego Ciała obchodzi On swe dziedzictwo, jako Pan nieba i ziemi, ileż to słyszy On po drodze uwag szyderczych, bluźnierczych śmiechów, bezboż- nych rozmów! Iluż to bohaterów, w mundurze i bez mun- duru, w cylindrze i w czapce, z wąsami i bez wąsów — ko- rzysta z tej uroczystej chwili, aby przed światem całym zado- kumentować swą niewiarę, nie odkrywając przed Nim swej głowy, kolana przed Nim nie zginając.

I to Serce Najśw. boli, bo Ono chce ich zbawić, stać się dla nich pokarmem życia, a staje się pokarmem śmierci. »Biorą dobrzy — jak w hymnie na dzień Bożego Ciała śpiewa św. Tomasz z Akwinu — biorą i źli, ale ze skutkiem wprost przeciwnym: dla jednych staje się On życiem, dla drugich — śmiercią!«

I to Jego Serce boli, bo Ono goreje ogniem miłości, a tu trafia na skałę obojętności. *Oh! Gdybyś był zimnym albo gorącym, ale żeś się stał letnim, pocznę cię wyrzucać z ust moich* (Obj. III. 16.).

Tak! najmilsi, On jest między nami, żyje między nami, pracuje między nami. A my? Jakże często sprawdza się może i na nas słowo Św. Jana: *Przyszedł do własności, a swoi Go nie przyjęli* (Jan. I. 11.).

Kiedy, zaskoczony przez spiskowców, oglądnął się Cezar dokoła, patrząc, czy mu kto z pomocą nie spieszy, ujrzał Bru- tusa, którego kochał jak syna, któremu tysiączne wyświad- czył dowody swej łaskawości i przywiązania. Na widok szty- letu w jego ręku zapomniał pogromca Galii o niebezpieczeń- stwie, w jakiem się znajdował, aby dać folgę zbolałemu wo- bec takiej niewdzięczności Sercu: »I ty Brutusie przeciw mnie« — *Et tu, Brute, contra me* — zawołał, i skonał pod ra- zami spiskowców i tego nikczemnego niewdzięcznika.

Któż z nas po tylu wiekach nie czuje się do głębi wzruszonym tą skargą i oburzonym na tego młodzieńca, co zapalony i zaślepiony w swem szaleństwie postąpił podle, nikczemnie, głupio!?

Wzrusza nas skarga poganina, a nie miałaby wzruszyć skarga, która na skrzydłach wiary dolatuje nas tu z tego oł- tarza. Popatrzmy, oto stamtąd, gdzie się Hostya ukrywa, czyż nie dochodzi nas głos: »Bluźnią mi bezbożni i nie- wierni, złorzeczą heretycy i żydzi, — ci mnie nie znali, i na nich się nie uskarżam. Ale kiedy widzę was, wybrane, ukochane dzieci moje, jak mnie sobie lekceważycie, — kiedy widzę wasze niedbalstwo, nieuszanowanie, wasze obojętno- ści — to skarżyć się muszę i wołać: »Synu! i ty przeciw mnie? I ty o mnie nie dbasz?«

Najmilsi, zastanówmy się, czy którego z nas ta skarga się nie tyczy? Jakiem jest nasze zachowanie w kościele? pod- czas Mszy św.? Jaka gorliwość w przystępowaniu do Ko- munii św.? przygotowanie do niej i dziękczynienie? czy nie opuszczamy Mszy Św. w niedzielę i święta, choćbyśmy na niej łatwo być mogli?

»Synu i ty przeciw mnie? po tylu dobrodziejstwach!?«

---

Wiemy wszyscy, najmilsi, jak wielkie nieszczęście spot- kało kilkanaście lat temu Najjaśniejszego Pana Franciszka Jó- zefa, kiedy ukochany syn jego, nadzieja jego starości, dzie- dzic jego korony i spadkobierca rodzinnych tradycyj nagle, smutnie i przedwcześnie zeszedł z tego świata (Katastrofa z arcyksięciem Rudolfem w 1889 r.). Wiemy, jak gorąco wszyscy jego poddani wzięli udział w tej boleści, i jak on, w manifeście »Do swoich ludów«, drżącem od wzruszenia sercem dziękował im za to, wyznając, że po Bogu, w ciężkim tym smutku, największą dlań pociechą był właśnie ten udział w nim jego poddanych i te zewnętrzne objawy, przez które dali wyraz swym uczuciom.

Otóż i nasz król się smuci — król, któremu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi (Mat. XXVIII. 18.) — On Chrystus *dziś i jutro, a także i na wieki, Pan panów i Król królów* (Żyd. XIII. 8.), On się smuci i skarży...

Spieszmy tedy, my dzieci Jego i wierni poddani Jego, spieszmy przed Jego ołtarze, i tam, przed tronem Majestatu Jego padłszy na kolana, im więcej Go inni znieważają i smucą, tem my Go więcej chwalmy, wielbmy, wynośmy i pocie- szajmy. On sam oświadcza, że Mu to sprawia ulgę, że Mu to zmniejsza ból i smutek, kiedy nas widzi korzących się, ża- łujących, przepraszających Go za własne i innych ludzi winy i grzechy, szczególnie za zniewagi, które Go w tym Najśw. Sakramencie spotkały i spotykają.

Czyż my Mu tej przyjemności, tego zadosyćuczynienia wyświadczyć nie mamy?

Przecież to byłoby nieludzkiem, wobec krwawiącej się tyloma zniewagami Rany Jego Boskiego Serca i Jego wyra- źnej woli. On to Błog. Małgorzacie Alacoque oświadczył sam, że sobie tego życzy, aby piątek po oktawie Bożego Ciała był poświęcony Najśw. Jego Sercu, a to w ten sposób, że ko- chające Jego dzieci i wierni poddani, garnąc się do stóp Jego ołtarzy, dnia tego przeproszą Go za swoje i innych ludzi grzechy aktem wspólnego uroczystego nabożeństwa, — że wobec nieba i ziemi śmiało, otwarcie przyznają się do Jego służby i Jego poddaństwa, jako Temu, który wszystkiem rzą- dzi, rozkazuje i kieruje, — że Mu w ofierze miłości ofia- rują całe swe przyszłe życie, wołając: *Czy żyjemy — Tobie Panie, żyjemy, czy umieramy — Tobie Panie umieramy, bo dlatego Chrystus umarł i zmartwychwstał, aby nad żywymi i umartymi panował* (Rzym. XIV. 8, 9.).

Dziś właśnie ten piątek jest. Idźmy, pokłońmy się Panu! Tak! tam klęcząc u stóp Jego obiecajcie Mu, jakeście obie- cali w dzień waszego wejścia do Jego Kościoła przez chrzest święty, że wyrzekacie się szatana z wszelkiej pychy jego, — że wyrzekacie się grzechu i wszelkiej pożądliwości jego.

Nie zapominajcie, najmilsi, do czyjej wstąpiliście służby! Czyją staliście się świątynią, *że członki wasze są świątynią Ducha Świętego, który mieszka w was, i nie jesteście już sami* (1. Kor. VI. 15, 19.).

Strzeżcie tedy tej świątyni od wszelkiego plugastwa, szczególnie od grzechów nieczystych. Nie bawcie się z ogniem. W jednej chwili ogień nieczysty lubieżności zniszczyć może to, co z takim mozołem zbudował w was ogień miłości Bożej.

Obiecajcie Panu, że w niedziele i święta spieszyć bę- dziecie do przybytków Jego, aby wysłuchać pobożnie Mszy św., że i w dnie inne, gdy się wam sposobność nadarzy, Mszy św. chętnie wysłuchacie, — że dla wynagrodzenia nie- dbalstwa i obojętności tylu innych katolików, nieraz może bardzo blizkich waszemu sercu, przy danej sposobności raz drugi w miesiącu przystąpicie do Sakramentów Świętych.

I Serce Boże tę ofiarę serca waszego przyjmie chętnie, jednem spojrzeniem wszechmocnem, jak kiedyś św. Piotra, oczyści i was z pyłu codziennych waszych upadków, ozdobi i wzmocni i obdarzy, rozszerzając względem was, jak to obiecał Błog. Małgorzacie względem wszystkich praw- dziwych, czynnych miłośników Swego Boskiego Serca, toż Boskie Serce, będzie wam przez Nie i w Niem podporą i pociechą za życia, bronią wśród przeciwności, a nagrodą po śmierci, kiedy, odrodzeni w chwale, towarzystwo mieć będziecie w gronie Aniołów i Świętych z Bogiem Ojcem i Synem i Du- chem Świętym. Co daj Boże! Amen.

← wróć do odkrywania