HomiliaDB

William Bernard Ullathorne OSB · Kazania z przedmowami

VII. Profesja siostry miłosierdzia

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy chcę podziękować i uwielbić Życie zakonne i monastycyzmCzystość
W skrócie. Kazanie wygłoszone podczas pierwszej profesji zakonnej Sióstr Miłosierdzia w Australii. Ullathorne wykłada teologię dziewictwa konsekrowanego jako wolnego daru, nie nakazu; opisuje misję apostolską zgromadzenia wśród ubogich i chorych. Kończy modlitwą i błogosławieństwem dla składających śluby.

„Świętość dziewicza — pisze święty Ambroży do swojej siostry, świętej Marceliny — jest tą jedyną cnotą, do której zapraszamy, nie nakazując: jest to ślub, nie nakaz — jest to szczególna łaska, której należy pożądać, lecz która nie jest nigdy narzucana; wymaga ona dla swych wyznawców wybranych i nie chce mieć nic wspólnego z niewolnikami.”

Następujące kazanie było głoszone podczas uroczystej profesji zakonnej panny Elizy Williams, zwanej w życiu zakonnym siostrą Marią Ksawerą, która odbyła się w kościele w Parramatcie w okresie Wielkanocy roku 1839, wobec licznego zgromadzenia, pod przewodnictwem najprzewielebniejszego biskupa. Wspólnota zakonna, której ta pobożna niewiasta była pierwszą członkinią złożywszy śluby w Nowej Południowej Walii — opuściwszy dom macierzysty jako nowicjuszka wraz z filią — przybyła do kolonii pod opieką niniejszego autora w roku 1838 z klasztorów przy Stanhope Street i Gardiner Street w Dublinie. Ich liczba, początkowo zaledwie pięć osób, podwoiła się od czasu przybycia do kolonii, a filia z domu macierzystego w Parramatcie została założona w Sydney. Mała wspólnota osiadła w Parramatcie codziennie uczęszcza do dużego więzienia dla kobiet zwanego Fabryką, w którego murach przebywa około ośmiuset skazanych kobiet i trzysta dzieci; codziennie też siostry odwiedzają szpital dla kobiet skazanych w tym samym mieście, nawiedzają chorych i ubogich w ich domach, udzielają nauki tym spośród nieświadomych, których do nich w tym celu przysyłają, prowadzą szkołę dla ubogich i udzielają nauk religijnych młodym panienkom w obszernym internacie założonym w mieście pod ich auspicjami. W Sydney wspólnota czterech sióstr nadzoruje sierociniec liczący od osiemdziesięciu do dziewięćdziesięciu dzieci, oddalony o jakieś trzy mile od miasta; siostry odwiedzają szpital dla kobiet oraz chorych i ubogich w mieście, udzielają nauki tym nieświadomym, których w tym celu przysyła im duchowieństwo, i sprawują ogólny nadzór nad pięcioma bezpłatnymi szkołami dla dziewcząt rozmieszczonymi w różnych częściach miasta; przygotowują też wielką liczbę dzieci do sakramentów.

Trudów tych oddanych zakonnic i błogich owoców owych trudów, szczególnie pośród więźniarek i dzieci ubogich, nie zdoła należycie ocenić ten, kto ich nie był naocznym świadkiem. Nie potrzebują one zaprawdę żadnej pochwały, albowiem imię Siostry Miłosierdzia jest wszędzie imieniem oznaczającym najwznioślejszą miłość Boga, połączoną z najbardziej heroiczną i nieustanną ofiarą z siebie, składaną dla usunięcia ciemnoty oraz ulżenia wszelkiej niedoli i strapienia tak duszy, jak i ciała. Ich czwarty i szczególny ślub, dodany do trzech uroczystych ślubów wspólnych wszystkim zakonom, brzmi: „Służyć Chrystusowi bezinteresownie w osobach Jego ubogich".

W kompozycji następującego kazania wpływ świętego Bonawentury i Bossueta nie uchyli się bacznej uwadze.

*„I rzekli... Alleluja, i wyszedł głos z tronu Bożego, mówiący: Chwalcie Boga naszego, wszyscy słudzy Jego i którzy się Go boicie, mali i wielcy: i słyszałem jakby głos wielkiego mnóstwa, jako głos wielu wód, mówiący — Alleluja: Weselmy się i radujmy się, i dajmy chwałę Jemu; bo przyszły gody Barankowe, a małżonka jego nagotowała się, i dano jej oblec się... w sprawiedliwości świętych."* — Ap 19, 4–8.

Taką, powiada nam święty Jan, jest scena, która rozgrywa się w niebie, kiedy Chrystus zaślubiony bywa duszy. Droga siostro w Chrystusie, dziecię upodobania Bożej miłości, „wybrana" — łaską przybrana — „spośród tysięcy", aby stać się dobrowolną i szczęśliwą ofiarą za ubogich Chrystusa i za miłość ku Niemu — godzina, której tak bardzo pragnęłaś, nadeszła. Twoje najgorętsze życzenia mają się spełnić. Godziło się, aby ofiarowana wierność twoja przeszła próbę dotkliwych doświadczeń i aby dusza twoja oczyszczona była przez wielorakie akty zaparcia się siebie i ozdobiona długim ćwiczeniem wielu cnót, nim dopuszczoną zostanie do tego dopełnienia jej zjednoczenia z Bogiem w uroczystym zaślubinowym złożeniu ślubów. Choćby nie dla zasług własnych twoich, lecz dla zasług Chrystusa, dla okazania Bożej dobroci i jako jeszcze jeden dowód Opatrzności Przedwiecznej — zostałaś wybrana, abyś była „pierwiastkami" na tej nowej i rozległej krainie nabytej dla Kościoła: pierwiastkami przebłagania „Bogu i Barankowi" na tej niewinnej ziemi Bożych stworzeń, tak haniebnie splamionej grzechami ludzi; pierwszymi plonami świętego poświęcenia i wyższego, bardziej Bożego porządku rzeczy, przez uroczyste zaślubiny twojej osoby z Synem Bożym. Witaj, święta oblubienico Chrystusa! Nasze anioły łączą się z twoimi, by pozdrowić cię w ten wielki dzień twych zaślubin. Ta łaska, która była w Maryi, zstąpiła z Bożego zniżenia się aż ku tobie. Pan jest z tobą i głos Jego powołał cię, byś opuściła dom i ojczyznę i wszystko — każdego drogiego przyjaciela twojej młodości i każde miejsce drogie pamięci — abyś szła za Nim zawsze, abyś była z Nim poufalnie w Jego domu, abyś była jedno, ciałem i duchem, z ciałem i duchem Chrystusa. I ty radośnie przyjmujesz to wezwanie, licząc wszystko inne za nic wobec przemożnej miłości Chrystusa. Patrząc na ciebie z tajemniczej kraty Pieśni nad Pieśniami, za którą ukryta jest Jego święta obecność, słowa Ducha Jego brzmią w uszach twojej duszy: „Dziecię moje, daj mi serce twoje" — a moja znajomość twego ducha daje mi słyszeć radosną twoją odpowiedź: „Gotowe serce moje, o Boże! gotowe serce moje." I odwieczne oblicze Ojca naszego, który jest w niebie, uśmiecha się z wysokości w znak zatwierdzenia, łaski i błogosławieństwa nad duchowym małżeństwem mającym się dokonać pomiędzy tą upadłą córą Adama, na nowo podniesioną, a Jego własnym Synem Przedwiecznym.

Niebieski Oblubieniec rości sobie prawo do ciebie, droga siostro, na mocy wielu tytułów, i są one bardzo szlachetne. Gdy byłaś niegodna Jego miłości, On pierwszy cię umiłował; gdy byłaś zgubiona, umarł, aby cię zbawić; krwią swoją i łzami, wznosząc głośne wołanie, wykupił twoje odkupienie z domu niewoli naszego wspólnego grzechu; łaską swoją dał ci wolność — przebaczył owe rozmaite słabości, do których natura ludzka od młodości swej jest skłonna, i obdarzył cię wieloma szczególnymi darami i osobliwymi łaskami, które zachowujesz w pamięci. A teraz, gdy wolność twoja jest już twoją własnością, zaprasza cię, byś uczestniczyła w Jego własnej wielkiej, wspaniałomyślnej, dziewiczej ofierze — byś przywiodła wolność swoją pod szczęśliwszą niewolę — byś zamknęła serce swoje jako dobrowolnego jeńca w świątyni Jego woli, tak jak Jego własne zamknięte jest i opieczętowane w woli Jego Ojca Przedwiecznego; i byś zaślubiła Go w ubóstwie i opuszczeniu Jego krzyża. „O, uboga maluczka" — mówi On — „ty, która odurzysz się nie winem głupoty tego świata, lecz łaską Bożej miłości, oto nawałnice doświadczeń minęły i odeszły — powstań, umiłowana, i pójdź". „Zaślubię cię sobie na zawsze, i zaślubię cię w sprawiedliwości i w sądzie, i w miłosierdziu, i zaślubię cię sobie w wierze, i poznasz, żem jest Pan twój." „A jednak oblubienicą krwi jesteś mi, zaślubioną w dniu mej hańby." „Jestem zazdrosny o ciebie zazdrością Bożą" — „albowiem miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego przyciągnąłem cię do siebie w pełni miłosierdzia mego ku tobie." Maryjo, Matko nieskażona — jeśli do czystego łona twego jedno ramię ściska Dzieciątko Jezus — o, wyciągnij drugie i przyjmij, osłoń i przygarnij to dziecię Jego odwiecznego wybrania.

Dla duszy, która raz oświecona została Bożym oświeceniem, każde inne światło zamienia się w cienie. Dla duszy, która zaznała choć trochę żaru i blasku Bożej dobroci, każda inna radość blednie w znużenie; pozostaje w tej duszy nieugaszone pragnienie wypełnienia wszelkiej sprawiedliwości, pochłaniające wszystko pragnienie posiadania Boga. Szeroka wspólna droga przykazań nie może jej już zadowolić; miłuje ona Boga całym sercem i duszą, i ze wszystkich sił swoich; lecz słuchając Bożego napomnienia „Bądźcie doskonałymi, jako i Ja, Bóg wasz, jestem doskonały", chce okazać miłość swego serca w sposób najdoskonalszy, jaki wola Boża raczy objawiać; zaczyna wstępować na górę ewangelicznych rad; słyszy Chrystusa głoszącego w wyższych obszarach swej duszy, że „ubodzy duchem" są błogosławieni i że „czystego serca" oglądać będą Boga — i pragnie być błogosławioną — tęskni za oglądaniem Boga. Cała skupia uwagę, gdy święty Paweł woła z owych trzecich Niebios, gdzie Syn Boży objawiał mu cudowne tajemnice, że ta, która trwa w dziewictwie, nie myśli o tym świecie, lecz o tym, jak w świętości ciała i ducha może bez przeszkody podobać się Bogu — i całe jej pragnienie jest podobać się Bogu i być świętą na ten sposób, w jaki sam Bóg jest święty. I teraz pozostaje już tylko jedno, aby dopełnić krąg rad niebieskich. „Jeśli" — brzmi dalej głos naszego drogiego Pana i Mistrza — „jeśli chcesz być doskonałą, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, i biorąc krzyż swój każdego dnia, idź za Mną, nosząc mą wzgardę, a skarb twój będzie w Niebie." I tak biorąc ze łzami radości krzyż swego posłuszeństwa, który krzyżuje wolę jej naturalnego serca, szuka, gdzie Go najczęściej można znaleźć; a choć ciernie chropawej drogi ranią niekiedy nieco delikatne stopy jej tkliwości, idzie za Jego wołaniem i znajduje Go najczęściej pośród chorych i strapionych ubogich, wśród małych dzieci i nieszczęsnych więźniów. A skoro już dała im wszystko, co miała w posiadaniu, nie mając już nic prócz trudu ubogich rąk i serca, ofiaruje im te dla miłości Jego i wyraża wdzięczność Jemu, że raczy przyjąć je z jej rąk. I teraz, znalazłszy Chrystusa tam, gdzie Go najczęściej można znaleźć, i znalazłszy drogę Jego najdoskonalszej miłości, pozostaje jej tylko jedna troska: jak będzie z Nim zawsze i będzie Go posiadać na wieki.

I tak trzema ślubami, jako potrójnym sznurem, wiąże siebie jako ofiarę na ołtarzu Jego krzyża i tam z zadowoleniem pozostaje. Przez ślub posłuszeństwa — naśladując przykład swego Boskiego Oblubieńca, który nie przyszedł pełnić swojej własnej woli, lecz woli swego Ojca Niebieskiego — i znając, że jej samowola jest korzeniem pychy i wszelkiego zła, wesoło grzebie ją w woli Chrystusa jak w grobie. Przez ślub czystości — poświęcając niepodzielne serce swoje w jego pierwotnej czystości Bogu. I przez ślub ubóstwa — dając wszystko, co ma, aby Chrystus był jej jedynym bogactwem — Tym, dla którego czuje, że jej serce, jakkolwiek rozległe i niezmierzone są komnaty jego pragnień, jest zbyt małe; nie znajduje też w nim żadnego wolnego kącika, który mogłaby przeznaczyć dla innego przywiązania. A co do miłosnych trudów jej nieustannego posłuszeństwa — te, ślubuje i oświadcza, mają być wyłącznie Chrystusa, któremu ochotnie je poświęca w osobie ubogich. I oto więź jej zjednoczenia z Umiłowanym jej duszy jest doskonała. Upodobniła się do Niego we wszystkim i opuściła wszystko, aż do najgłębszych zakamarków samowoli i ostatnich tkliwych czepień miłości własnej ku sobie, jedynie dla Niego: a Syn Boży bierze nieograniczone posiadanie jej ducha we wszystkich jego władzach i zdolnościach, radując jej rozszerzającą się duszę swoją obecnością eucharystyczną, niewyczerpaną w obfitości darów i objawieniach swojej dobroci.

Komuż dana być ma szczęśliwość — ta szczęśliwość duchowa, wobec której mętne radości świata nie są warte wysiłku jednej myśli — komuż dany być ma pokój Boży i czyste radości Jego Ducha, jeśli nie tym, którym Bóg obiecał stokrotność nawet w tym życiu za wszystko, czego się wyrzekają, choć się tego trzymali jeno w pragnieniu? — Komuż, jeśli nie tym, którym jako wspaniałomyślnym zwycięzcom nad sobą obiecał skrytą mannę swego Ducha? — Komuż, jeśli nie tym, którzy już uprzedzają zmartwychwstanie — używając świata jak gdyby go nie używali — przebywając w ciele jak gdyby duch nie przestawał ze zmysłami — oczyszczając całe jestestwo modlitwą, umartwieniem i posłuszeństwem szeptom łaski, aż nawet ciało staje się poniekąd uduchowione, a czystość duszy odbija się na samym ciele; tak jak widziałeś słońce przelewające swoją promienistą postać przez ciemność pośredniczącej chmury i okrywające ją swoją chwałą; żyjących na ziemi — mówiąc słowami Boskich ust — „jak aniołowie Bożą" w Niebie, świętych jak sam Bóg, przez swoją niedostępną czystość i wieczną niekomunikatywność, jest święty i niedostępny. Innym dane jest naśladować Chrystusa jeno w części, lecz wybranym Jego oblubienicam — towarzyszyć Mu przez każdą ścieżkę. „Ci idą za Barankiem, dokądkolwiek idzie, ponieważ" — powiada święty Jan w Apokalipsie — „są dziewicami." Jeśli Jezus jest cichy i pokornego serca, jeśli jest ubogi i prosty duchem; jeśli Jezus jest uległy i posłuszny, i milczący pod naganami; jeśli jest miłosierny i współczujący, i cały jak serce tkliwości przepełniające się jak źródło miłością; po tych ścieżkach wszyscy mogą postępować, choć nie wszyscy z tą samą siłą. Po tych Jego uświęconych śladach wszyscy mogą stąpać, choć nie wszyscy mogą wypełnić miarę Jego błogosławionych stóp. Lecz Jezus kroczy ścieżką dziewiczą; i „nie wszyscy" — mówi On — „pojmują to", ale ci, którym dana jest ta wysoka łaska szczególna. Zrodzony od wieczności z Ojca, pośród blasku Świętości, narodzeniem dziewiczym; rodzi się w czasie z Matki Dziewicy; poprzedza Go dziewiczy Poprzednik; wiedzie życie dziewicze; dopuszcza przy uczcie swej miłości jedynie dziewiczego ucznia do tajemnic swego łona; umiera, powierzając dziewicę nad dziewicami opiece dziewicy; leży pochowany w dziewiczym grobie. Jezus nie ma świątyni tak pięknej jak dziewicze serce, które jest Mu poświęcone; podobne jest ono owemu Świętemu Świętych, do którego ani tłum światowych, zajmujących zewnętrzny dziedziniec, ani nieliczni wybrani, służący przy przybytku, nie mieli przystępu, lecz sam Bóg przebywał tam na cherubach, a mieszkanie wypełniała chwała Jego Majestatu.

Jaka jest radość wasza, święte dziewice, w tajemniczym zjednoczeniu dusz waszych z Bogiem? Wszystko, co gorzkie dla zmysłów, zamienia się w słodycz, a wszystkie mozolne trudy stają się lekkie i miłe przez ów duch miłości i zwrócenie ku Bogu, który je wszystkie przenika. Świat nic nie wie o tych głębokich i spokojnych radościach; czystość święta je rozumie, bo pije z potoku u samego źródła. Wytłumacz nam, o Janie, dziewicy uczniu, najdroższy Panu naszemu, czyste radości oblubieńców, którzy idą za Barankiem. „Słyszałem" — mówi — „głos z Nieba jako głos wielu wód i jako głos wielkiego gromu; a głos, który słyszałem, był jako głos harfiarzy grających na harfach swoich, i śpiewali jakby pieśń nową przed tronem." Głos jest jeden, bo nie ma podziału. Jest jak szum wielu wód, bo jest powodzią radości w Niebie. Jest jak głos wielkiego gromu — z powodu niepohamowanego rozlewu swego wesela. Jest jak pełny chór harfu — z powodu swej porywającej harmonii. Jest to pieśń nowa, zawsze zaczynana, nigdy nie kończona, śpiewana przed tronem Boga — bo jest w ufności dzieci bawiących się niewinnie przed obliczem swego Ojca Wszechmocnego. Gdybyśmy zapytali, czym jest ta pieśń — „żaden człowiek nie może" jej powiedzieć; „tylko owych sto czterdzieści cztery tysiące wykupionych z ziemi"; „ci" — mówi — „są dziewicami; ci idą za Barankiem, dokądkolwiek idzie, wykupieni spośród ludzi jako pierwiastki Bogu i Barankowi." Ci tylko wiedzą. Wszystko, co wiemy, to że jest ona zachwyconą wypowiedzią duszy dziewiczej, napełnionej ekstatycznym żarem w radości posiadania Boga.

Odwagi tedy, droga siostro, odwagi — i przyłącz się do tej niewinnej drużyny, do której towarzystwa jesteś powołana. Patrz, jak owo święte grono wyciąga z Nieba ramiona: „Pójdź" — mówią — „pójdź, ofiaruj się jak my Bogu, z Nim, i przyjdź z nami śpiewać chwałę Baranka bez skazy, który krwią swoją oczyścił grzechy świata." Agnieszki, Agatki, Cecylie, Katarzyny wskazują ci przygotowane dla ciebie wśród nich miejsce, jeśli będziesz wierna owemu niebieskiemu Oblubieńcowi, któremu cię apostoł zaręczył.

Lecz tu pozwól mi się zatrzymać. Smutna myśl przemknęła przez ducha mego i niepokój przyniosła mej duszy. Nie mogę wniknąć w najgłębsze przybytki tego świętego przedmiotu. Muszę się zadowolić tym częściowym widokiem jego zewnętrznej wspaniałości. Nie śmiem teraz przechodzić poza przedsionek. „Głosimy mądrość" — mówi święty Paweł — „lecz doskonałym, jednak nie mądrość tego świata, bo mądrość tego świata nie zna rzeczy Ducha Bożego." Świat jest dość bystry i przenikliwy w swoich własnych sprawach; lecz ciało nigdy jeszcze nie ujrzało ducha — i ludzie zmysłowi sądzą o duchu jak gdyby był ciałem, a o łasce jak gdyby była naturą. Nie mogą pojąć tego, czego nigdy nie zaznali — mistycznych oświeceń Boskiego Ducha w głębi skrytej duszy i wszechwładnych mocy łaski — mocy równie rzeczywistych i nieporównywalnie potężniejszych w swych działaniach w duszy niż jakakolwiek siła zwierzęca lub mechaniczna, jaką natura dostarczyła lub jaką człowiek chlubi się, że wynalazł dla swych doczesnych i materialnych potrzeb. Ludzie tego świata wyobrażają sobie klasztor jako posępne więzienie, jego przepisy jako bolesny przymus, a jego mieszkańców jako łup chorobliwej melancholii i ponurego zwątpienia. Słusznie możecie się uśmiechnąć, pobożne siostry, wy które znacie rzeczywistość. I słusznie może być waszym jedynym smutkiem myśl, że może istnieć ciemnota tak nieprzenikniona dla prawdy. Więzienie! Dlaczego, to świat jest więzieniem. Jego obyczaje to kajdany, których dzieci jego nie śmią skruszyć! Jego żądne namiętności — uciążliwą tyranią. Jego duch potępiania — fałszywym i niesprawiedliwym sędzią. Jego zbrodnie — katem w piersi. A jego wyznawcy — zwodzonymi niewolnikami — niewolnikami nawyku — niewolnikami pożądliwości — niewolnikami lęku przed językami ludzkimi — i poniżonymi niewolnikami wszelkiego tłamszącego się zmysłu. A moda jest złodziejem, który kradnie wam zarówno czas, jak i was samych, i waszego Boga. Natomiast klasztor zamiast być więzieniem jest jedynie twierdzą otoczoną rozwagą swych mieszkańców dla ochrony i obrony ich chrześcijańskiej wolności. Żyją bowiem w duchu owego zdania: „Drogo kupieni jesteście; nie stawajcie się niewolnikami ludzi." I owego drugiego: „Jeśli sam Syn was wyzwoli, prawdziwie wolnymi będziecie." I owego: „Gdzie jest Duch Boży, tam jest wolność." Moc Bożej łaski wyzwala duszę nieobciążoną, która zaślubiona jest Twórcy łaski. Pobożne siostry, jesteście wolne od niewoli grzechu przez karność życia zakonnego; wolne od jarzma namiętności przez umartwienie zmysłów; wolne od ciasnego egoizmu przez wyrzeczenie się samowoli. „Gdy człowiek" — zauważa święty Augustyn — „nadużył swej wolności, utracił zarazem siebie i ją." Tak, pomylił się co do swej natury i swego stanu. Jego wolność nie jest niezależnością, bo podległość jest istotnym warunkiem stworzenia. Cóż tedy jest prawdziwą wolnością? Pierwszy stopień wolności to panowanie i niezależność. Ten przysługuje Bogu. Drugi stopień to być wprost pod Bogiem; zależeć jedynie od Boga; być przywiązanym jedynie do Boga; być oświeconym poznaniem Boga; być ożywianym Duchem Bożym; być prowadzonym wolą Bożą; być w ten sposób wyniesionym przez Jego Ducha ponad ową atmosferę błędów, przesądów i ułomności, którą rodzi nieświadoma wola stworzenia. To jest prawdziwa wolność człowieka, który uważa za chwałę poddawać się Bogu, a za poniżenie służyć woli stworzenia. Czym jest wolność tego świata w porównaniu z wolnością dzieci Bożych? Człowiek tego świata zabiega i usiłuje wykonywać zamysły swej własnej woli. Czy zawsze mu się to udaje? Jeśli zawsze mu się udaje, czy może powstrzymać długi łańcuch następstw, od których tak bardzo chciałby się uwolnić? Czy każdy nieuporządkowany czyn nie sprowadza się na niego samego i nie zaciska się, i nie wiąże jak żelazna obręcz, i czy przyzwyczajenie nie utwardza go jak mur więzienny w przymus okrutnej konieczności? „Z jakich głębokich i nieprzeniknalnych głębin wróciła do mnie wolna wola moja, o Panie!" — woła święty Augustyn — „gdym jął zginać kark pod słodkie jarzmo Twoje."

Cóż tedy jest celem życia zakonnego? Wyzwolić duszę przez skrępowanie zmysłów; odciąć pożądliwości okazje; zamknąć skarb łaski pod strażą karności, by nie wymknął się; szukać czujnego oka przełożonych jako wsparcia dla postanowienia i ochrony przed złudzeniami miłości własnej; pozbawiać się nawet rzeczy dozwolonych, dla unicestwienia miłości własnej, aby Bóg mógł królować — czy to jest sprzeciwianiem się, czy raczej nie urzeczywistnianiem wolności? Nie płyniesz pod prąd, nie tamsujesz jego nurtu jak tamą, gdy jedynie obsypujesz brzegi wałem, żeby nie wylewał i nie marnował wód swoich na piaszczystej równinie; dajesz mu tylko głębsze i spokojniejsze koryto oraz większe bezpieczeństwo w naturalnym jego biegu. Tak i nie niszczysz wolności duszy, gdy ją ograniczasz z tej i z tamtej strony; takimi wałami roztropności odwodysz ją jedynie od zbłąkania i niebezpieczeństwa zaginięcia. To nie jest krępować, lecz prowadzić wolność duszy. Ci tracą i niszczą swą wolność, którzy ją odprowadzają w tysiące drobnych koryt od jej naturalnego biegu, a jej naturalne dążenie powinno być wprost i majestatycznie ku Bogu. Co jeśli wyłączone jest towarzystwo światowe? Czy nie ma szczęśliwego siostrzeństwa, gdzie każde oblicze odbija czystą miłość pozostałych, gdy każda czci w każdej radosny obraz Boga zaślubionego Chrystusowi! Brama zamykająca radości tego świata — radości przemijające, gasnące i poniżające, z których każda jest matką głębszego smutku — czy nie zamyka ona zarazem namiętności świata — troski, strachu, zazdrości, zawiści, nienawiści, podejrzliwości i nieufności? Bo tam, gdzie wola cała oddana jest Bogu, cała zamknięta w Jego świętej woli, i gdzie każdy czyn jest ofiarą posłuszeństwa — tam nie ma egoizmu — nie ma niebezpiecznego korzenia dla zaszczepienia ducha zła — nie ma okazji zapraszających burzliwe i mętne radości zmysłów. Posiadacie głębokę i spokojne radości ducha w zamian za tę fałszywą wolność, która uciska duszę, aż omal nie gaśnie. Macie wolność dzieci Bożych, w której każde nowe ograniczenie zmysłu daje rozszerzenie serca. Czy wasza religijność tedy, pobożne siostry, niszczy uczucia wasze przyrodzone? Nie. Lecz zbierając tysiące promieni ich żarliwości od mnostwa drobnych przedmiotów, pośród których są one złamane i rozproszone aż niemal zagubione, i uwalniając je z fałszywych barw zmysłów, oczyszczone i udoskonalone wpływem Bożym i przyciągane w całej swej skupionej sile ku Nieskończonemu Bytowi wszelkiej doskonałości — namiętność, nadzieja, pragnienie, uczucie, radość, przez cudowne moce łaski, mieszają się i płyną razem ku Bogu w jednym nieprzerwanym spokojnym żarze Bożej miłości. Zaś ludzkie współczucia, poskromione, uświęcone i wywyższone tym nieustannym wzniesieniem ku Bogu wszelkiego miłosierdzia, zstępują znowu, by szukać nędzy; i gdziekolwiek ją napotkają, stają przed nią — jak anioły miłosierdzia zstąpione z Bożego obcowania, by przynieść ulgę każdemu ludzkiemu utrapieniu i pociechę każdemu smutkowi.

Nie przestajecie wiele z ludźmi tego świata, lecz wiele przestajecie z odejśćmi duchami mędrców i świętych. Każda inna droga jest zamknięta; lecz droga do Nieba jest otwarta. Nogi nie chodzą daleko; lecz serce bierze skrzydła poranka i znajduje drogę do krain nieskończoności. Wolność osoby nie jest wielka; lecz wolność duszy jest ograniczona jedynie kręgiem wieczności. Dźwigacie krzyż, lecz łono Boże na nim spoczywa. Nie potrzebujecie pocieszeń świata, bo Bóg jest waszą pociechą i nagrodą waszą wielką nad wszelką miarę.

Świętość dziewicza — pisze święty Ambroży do swojej siostry, świętej Marceliny — jest tą jedyną cnotą, do której zapraszamy, nie nakazując: jest to ślub, nie nakaz — jest to szczególna łaska, której należy pożądać, lecz która nie jest nigdy narzucana; wymaga ona dla swych wyznawców wybranych i nie chce mieć nic wspólnego z niewolnikami.

Dziewica — mówi on — jest darem niebios. Chwała i radość rodziców swoich, pełni w domu kapłaństwo czystości. Jest ofiarą, która codziennie składa siebie w ofierze, aby uśmierzyć gniew Boży swą ofiarą. Dziewica jest drogim zadatkiem rodziny, która nigdy jej nie przynosi kłopotu i nigdy nie daje jej smutku.

Każda dziewica jest królową, tak dlatego że poświęcona Bogu zaślubiona jest pierwszemu z władców, jak i dlatego że panując nad swymi namiętnościami — będącymi haniebną służbą — sprawuje władzę nad sobą samą.

„Wargi twoje, o oblubienico, są jako plaster miodowy, co się okapuje." Z głęboką racją — podejmuje ten Ojciec — Pismo Święte porównuje ją do czystej i pracowitej pszczoły, która żywi się rosą niebios i zbiera swoje słodycze z kielichów najczystszych kwiatów. Bo tak i dziewica żywi się najczystszą substancją Boskiego Słowa. Miłość czystości zachowuje ją nieskalaną. Pracuje wspólnie, a owoce jej trudu są dla ubogich; starannie zbiera ów kwiat, o którym powiedziano: „Jam jest kwiat polny i lilia dolin; jam jako lilia pośród ciernia." Właściwością tej cnoty jest wzrastać wśród cierni, którymi duchy złe ją otaczają ze wszystkich stron. Jakże wiele ostrożności potrzeba jej tedy! Weź przeto, o dziewico, skrzydła ducha i wznieś się ponad ciało, ponad oczy, ponad pychę tego życia; idź spocząć na łonie twego niebieskiego Oblubieńca. Jezus Chrystus mieszka na wysokościach i spogląda na wszystko, co jest najniższe. Podobny jest cedrowi Libanu, który czołem dotyka nieba, a stopami głęboko wnika w ziemię. Szukaj tam owego drogocennego kwiatu — znajdziesz go w dolinie swego serca; albowiem zasadza się on tam w duszach pokornych i wewnątrz rozlewa swój wonny zapach.

Ponieważ dziewica otrzymała najobfitsze łaski, Pan strzeże swego skarbu z większą jeszcze troską i otacza jej osobę silniejszą ochroną. Daje jej za straż przyboczną legion aniołów walczących w jej obronie. Służąc pod tymi samymi sztandarami co duchy niebieskie, w żaden sposób nie dziwi, że widzimy ich walczących u jej boku. Słuszne jest, by miała za obrońców owe duchy święte, których czystego życia jest naśladowczynią. Oto wzniosłe poglądy, które wielki święty Ambroży wyraził na temat waszego świętego stanu.

Pielęgnujmy, droga siostro, ów piękny kwiat — ową lilię, do której Zbawiciel nasz i wszyscy Jego święci lubili porównywać wierną duszę dziewiczą — ową lilię Pieśni nad Pieśniami, która zakwitnie i rozkwitnie w pełnej swej chwale w owym królestwie niebieskim, w którym Pan nasz przedstawiony jest jako rozkoszujący się wśród lilii. Jej korzeniem jest z pewnością pokora, wsadzona w glebę Kalwarii — w tę glebę, niegdyś tak jałową i pustą, a odtąd tak ożywioną i użyźnioną przez owe żyzne strumienie, które spłynęły po bokach krzyża. Łodygą tego pięknego kwiatu — czymże jest, jeśli nie prostotą intencji? Jego rozwarty kielich, który tak wdzięcznie otwiera się na wpływ nieba, jest z pewnością miłością. Jego liście ochronne to milczenie, skromność i roztropność. Delikatna barwa to łagodność ducha. A czyste światło, które odbija od słońca niebieskiego, jest uświęconym blaskiem czystości. To jest ów dziewiczy kwiat, który Pan miłuje i sadzi w ogrodzie swego raju. Może rozkwitnąć jedynie w pobliżu jednego innego kwiatu. A jeśli spytacie mnie, jaki to kwiat — pamiętajcie, że jest to kwiat o pochylonej głowie, róża Chrystusa, cała szkarłatna od krwi Jego Męki.

A teraz, droga siostro w Chrystusie, czy pragnęłabyś na zakończenie jakiegoś symbolu dla wiecznej pamiątki dzisiejszego wielkodusznego ofiarowania siebie? Oto lampa paląca się w przybytku, przed którą codziennie powtarzasz swe śluby i modlitwy. Pali się ona czystym i nieustannym płomieniem w Bożej Obecności. Wystarczy chwila jednego momentu, by ją zapalić; a potem, bez dalszej troski, spala całą swą substancję ku Bożej Chwale. Tak jeden akt woli twojej zapala ofiarę, a potem sama wola, twoja ostatnia własność, rzucona zostaje w płonącą ofiarę. Rok za rokiem będzie przemijał, a płomień nadal bez zmęczenia będzie wznosił się ku niebu; każdy czyn rąk twoich, każde słowo ust twoich, każda myśl umysłu twego i każde uczucie serca twego będą tylko podsycać jego żar; aż gdy cała substancja twoja spłonie ku Bożej Chwale i ostatnie żarzące się resztki twojej śmiertelności dogasają, duch twój, podobny owemu poświęconemu płomieniu, zamieniony zostanie na bardziej eteryczny, rozszerzony i wywyższony stan istnienia. Bo żywe tchnienie, które Bóg ci dał, wygasłe w Jego chwale, powróci znowu do Boga, by otrzymać swą przemianę z Jego rąk.

A teraz niech słowa moje nie zatrzymują cię dłużej od twej szczęśliwości. Jakże daleko potężniej ów Boski Słowo, który jest jedynym prawdziwym kaznodzieją, przez cały ten czas rozmawiał w łonie twoim. Zbliż się bardziej do Boga. Złóż Jego chwale ofiarę chwały i spełnij wobec Najwyższego śluby swoje. A ty, Kościele australijski, raduj się! Niech lud twój będzie wesół, a kapłani twoi oddają chwałę, a pasterz twój podnosi poświęcone ręce w dziękczynieniu. Nie jesteś już opuszczona, nie jesteś już pośmiewiskiem; ani lilia czystości nie będzie brakować pośród kwiatów twoich, ani oliwka pokoju pośród pięknych drzew twoich. I oto wszystko jest przygotowane. Ołtarz, który przedstawia krzyż — wielka Ofiara, z którą pośród strasznych tajemnic masz być złożona w ofierze — Oblubieniec, Chrystus, nasz drogi Pan, który z nieskończoną miłością swoją cię zaprasza — ogień, którym jest miłość Jego Ducha — kadzidło, którym jest pragnienie serca twego zmieszane z modlitwami jego; i miecz, którego dobyciem jest postanowienie woli twojej. Święty pasterz osłonił cię tajemniczym welonem, który pieczętuje twe dziewictwo i zakrywa cię od świata. Włożył na palec twój poświęcony pierścień wiążący cię z miłością Chrystusa. Wręczył ci poświęcony krzyż, którego gorzkie słodycze mają być twoją próbą na ziemi, jak jego blask ma być twoim sztandarem w wieczności. Wstąp do przybytku świętości — oblubienico zarazem Chrystusa, ofiaro miłości i całopaleniu chwały. Duchu święty, spokojny, wieczny! zstąp na nią w niewinnej i czułej postaci gołębicy! Wstąp do przybytku świętości. Skonaj w duchu śmierci Chrystusa — skonaj dla tego świata. Powstań w duchu Jego zmartwychwstania, powstań do nowości Jego życia. Szczęśliwe powołanie! Poświęcić całe swoje jestestwo Bogu. Szczęśliwe uroczystość! Być złożoną w ofierze w samych żarach miłości. Szczęśliwa godzino — godzino, której dorównać i ją przewyższyć może jedynie ta, gdy obnażona z resztek swej śmiertelności, duch twój stanie przed Jego Odwiecznym Obliczem w Niebiańskich Dworzach i ujrzy twarzą w twarz Tego, którego jedynie masz odtąd poznawać — tu niewidzialnie w głębi serca twego, a widzialnie w obliczach ubogich. Jedno cenne słowo z ust Niebieskiego Oblubieńca i kończę. Zwraca je do ciebie ze środka owej chwalebnej wizji, która otworzyła tę mowę: *Bądź wierną aż do śmierci, a dam ci koronę żywota.*

← wróć do odkrywania